Powrót „babci”
Po dłuższej przerwie od blogowania wracam (na niezbyt długo… przynajmniej póki co) do „żywych” z trzema recenzjami anime mijającego sezonu. Dziś na tapet biorę najlepszy z nich.
Choć, przyznaję, przy pierwszym sezonie sporo narzekałem i nie rozumiałem hype’u, tak przy drugim jestem skłonny pokiwać głową ze zrozumieniem. Bowiem, wreszcie, Frieren: Beyond the Journey’s End nabrało swojego charakteru i naprawdę mogłem go w końcu docenić.
Starzy znajomi
Drugi sezon podejmuje fabułę w miejscu, w którym skończył się pierwszy - po "Turnieju Trójmagicznym". Oznacza to, że Frieren, Fern i Stark wyruszają dalej na północ krainy... Ale o fabule za chwilę.
Mam wrażenie, że w tym sezonie protagoniści zostali nieco lepiej napisani. Frieren w końcu zasługuje na miano potężnego maga, a jej młodsi towarzysze przestali zachowywać się jak idioci. Przede wszystkim, relacja między Fern i Starkiem stała się bardziej wiarygodna, a sama młoda czarownica zyskała nieco więcej osobowości (jak pisałem, poprzednio była albo wesoła albo wkurzona albo żarła). Choć i tak najważniejszą informacją było to, jak Frieren reaguje na trzykrotne nazwanie jej "babcią".
Skoro wspomniałem o "Turnieju Trójmagicznym" to, wbrew moim obawom, w tym sezonie postacie, które brały w nim udział, mają jakiś wpływ na fabułę. Wprawdzie tylko dwie (plus jedna wspomniana i dwie pokazane tylko przez moment), ale to i tak więcej, niż się spodziewałem.
Gorzej sprawa ma się z antagonistami. Tych jest kilku i są to po prostu demony i istoty, które trójka podróżników spotyka. O ile te drugie to jakieś tam smoki czy inne tałatajstwo, to demon zrobił na mnie wrażenie... Może dlatego, że przypominał mi nagi z czwartych "Hirołsów"? W każdym razie - za jego wygląd i całą sekwencję walki z nim mogę spokojnie dać plusa.
Lepsza fabuła
Na polu opowieści także jest dużo lepiej niż poprzednio. Wtedy marudziłem na przesądzoną ilość retrospekcji - na szczęście, twórcy ograniczyli je tutaj do niezbędnego minimum.
Do tego, czego także mi wcześniej brakowało, o samej północnej krainie dowiadujemy się całkiem sporo. Jest to nadal związane z poprzednią wyprawą Frieren, ale o to tu przecież chodzi, prawda?
Problemy
Nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał na pewne elementy. Jest tu tego niewiele, więc spokojnie - nie zanudzę Was :).
Jest to zadziwiające dla mnie, że twórcy ograniczyli się do 10 odcinków, a I tak niektóre fragmenty są przegadane. Może nie jakoś mocno, ale jednak. I mam tu głównie na myśli motyw z "najlepszym alkoholem świata" - zbędne i/lub zbyt długie.
Malutką łyżeczką dziegciu są także niektóre interakcje między bohaterami. Fern wciąż bez oporu nazywa Starka "zbokiem", Stark popełnia gafy, a Frieren wypomina Starkowi, że już dwukrotnie nazwał ją babcią... Ups...
