Czy Medal of Honor: European Assault to jeden z najlepszych wojennych shooterów?

BLOG O GRZE
14V
user-78090 main blog image
PaultheGreat | Dzisiaj, 08:00
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Realia drugiej wojny światowej w pierwszoosobowych strzelaninach cieszyły się swego czasu niemałym zainteresowaniem. Obecnie tematyka ta ustąpiła miejsca klimatom współczesnym lub futurystycznym. Deficyt wojennych shooterów w klasycznym wydaniu zachęca do ponownego zapoznania się ze starszymi przedstawicielami gatunku. Za jeden z ciekawszych tytułów możemy uznać „Medal of Honor: European Assault”, o którym będzie traktował niniejszy wpis.

Wcielamy się w rolę Williama Holta, który został naznaczony przez samego prezydenta Stanów Zjednoczonych jako człowiek mający odmienić losy drugiej wojny światowej. Zostajemy wybrani dowódcą nowo utworzonego oddziału, nad którym pieczę sprawuje William Donovan, szef Office of Strategic Service. Kierując losami tego żołnierza zapoznamy się z przebiegiem jednych z największych bitew drugiej wojny światowej.

Na potrzeby każdej z misji autorzy przygotowali szereg zadań. Te z kolei dzielą się na zadania główne i poboczne. Jest to jedna z największych zalet tej pozycji, ponieważ rozgrywka ma charakter nieliniowy, dzięki czemu misje możemy wykonywać na wiele sposobów - do celu prowadzi zazwyczaj kilka dróg, a niektóre zadania możemy wykonywać w odmiennej kolejności. Ciekawostką jest fakt, iż zadania poboczne nie są widoczne w naszym dzienniku, lecz musimy je odkryć podczas rozgrywki. Jest to w pewnym sensie zachęta do eksplorowania terenu misji i muszę przyznać, że prezentuje się to bardzo ciekawie - sprawia wrażenie, jakby nie było to wcześniej przygotowane, lecz akurat w trakcie misji odkryto dany problem.

W każdej misji musimy rozprawić się z jakimś niemieckim oficerem. Taki osobnik cechuje się większą wytrzymałością na zadawane obrażenia i dysponuje większą siłą ognia. Można powiedzieć, że ma to charakter swoistych walk z bossami, choć trzeba nadmienić, że nie stanowią wyzwania na gruncie taktycznym. Wszystko dlatego, że pomimo wyśrubowanych statystyk, bossowie posiadają inteligencję na poziomie zwykłych żołnierzy. Mimo niedostatków w przenikliwości wirtualnych oponentów trzeba przyznać, że poziom trudności od pewnego momentu jest stosunkowo wysoki. Misje w dwóch pierwszych kampaniach udawało mi się kończyć za pierwszym lub drugim podejściem. Hardcorowe stawały się misje rosyjskie i belgijskie. W głównej mierze za sprawą ich długości i nagłego skoku poziomu trudności w końcowych etapach.

Wyzwanie stawiane graczowi w „Medal of Honor: Wojna w Europie” wzrosło dzięki zastosowaniu jednego z najłatwiejszych sposobów na wydłużenie gry tj. udziwnienie systemu punktów kontrolnych. W omawianym tytule autorzy postanowili zrezygnować z klasycznego systemu checkpointów. Na całe szczęście nie powielono schematu ze wcześniejszych odsłon serii, lecz dano graczom taryfę ulgową w postaci apteczek i odrodzeń. Ilość tych udogodnień jest zależna od wybranego poziomu trudności oraz naszych poczynań w trakcie misji - zaliczenie wszystkich misji w kampanii na złoto i otrzymanie medalu za kampanię daje nam jedno dodatkowe odrodzenie, zaś utrzymanie przy życiu naszych towarzyszy daje nam dodatkowe apteczki za każdego ocalonego podkomendnego. System ten wymusza na graczu ciągłe powtarzanie od początku tych trudniejszych misji. Potrafi to być irytujące, gdyż najczęściej przyjdzie nam zginąć pod koniec misji, co wiąże się ze wspomnianymi trudniejszymi końcówkami oraz, co chyba oczywiste, wytraconymi apteczkami i odrodzeniami. Misję finałową powtarzałem kilka razy, bo w pewnym newralgicznym momencie trzeba toczyć nierówną walkę z ogromną liczbą przeciwników.

Ciekawą mechanikę stanowi pasek adrenaliny. Po jego aktywowaniu ekran zostaje okraszony specjalnym filtrem graficznym, bohater staje się nieśmiertelny, a broń zyskuje nieograniczoną amunicję. Po prostu stajemy się swoistym tankiem, który kosi wirtualnych wrogów niczym kosiarka spalinowa zieloną trawę. Aby doszło do uaktywnienia tego trybu musimy napełnić wspomniany wskaźnik poprzez swoje bohaterskie czyny na placu boju (strzały w głowę, zabicie kilku wrogów w krótkim odstępie czasu, leczenie kolegów i inne). Dodaje to swoistego smaczku rozgrywce, aczkolwiek zmniejsza realizm starć. Biorąc pod uwagę, że gry wideo i realizm to nie synonimy, możemy przymknąć na to oko. Sterowany przez nas bohater jest dowódcą, toteż pod swoją komendę otrzymujemy trzech żołnierzy, którym możemy wydawać proste polecenia. Towarzysze są bardzo przydatni, ponieważ rzeczywiście biorą udział w walce, a nie jak w przypadku innych gier z gatunku tworzą tło. Przyznam, że nie raz wysyłałem ich jako mięso armatnie, żeby sprawdzili, czy w budynku znajdują się wrogowie.

Oprawa graficzna jest przyzwoita. Trzeba oczywiście brać poprawkę na wiek produkcji. Twórcom dobrze udało się oddać klimat drugiej wojny światowej. Poziomy charakteryzują się otwartą i nieliniową strukturą, co nie jest powszechnie spotykane w wojennych strzelaninach. Bardzo dobrze prezentują się efekty wizualne towarzyszące wybuchom oraz szczegóły otoczenia. Przeciętnie wyglądają natomiast modele postaci. Jednak to nie grafika jest rzeczą, która najlepiej oddziaływała na moje zmysły. Najmocniejszym aspektem jest zdecydowanie ścieżka muzyczna, która w świetny sposób buduje bitewną atmosferę. Muzyka zręcznie buduje odpowiednie napięcie. Podniosłe, orkiestralne kawałki nadają rozgrywce filmowego charakteru. Główny motyw muzyczny to jeden z najlepszych i najbardziej charakterystycznych utworów w grach wojennych.

„Medal of Honor: European Assault” to zdecydowanie mój ulubiony wojenny shooter. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych i najbardziej niedocenionych przedstawicieli tego gatunku. Pomimo wygórowanego poziomu trudności i irytacji związanej z ponownym podchodzeniem do zaliczania danego poziomu, gra sprawiała mi przyjemność za sprawą sposobu ukazania drugiej wojny światowej w grach wideo.

Oceń bloga:
2

Komentarze (1)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper