Subiektywny ranking 10 najlepszych filmów 2022 roku, część 2

BLOG
997V
user-72215 main blog image
Dubek88 | 22.01, 12:55

   Serdecznie zapraszam na drugą część rankingu filmów, które w roku 2022 podobały mi się najbardziej, jak w przypadku miejsc 10-6 tak i tutaj nie obyło się bez pozytywnych zaskoczeń. 

 Pozycje 5-1 miały pojawić się dużo wcześniej bo po tygodniu od publikacji pierwszej części, ale z róznych powodów niestety nie wyrobiłem się czasowo. Jeśli ktoś nie widział poprzedniego bloga a chciałby się z nim zapoznać podlinkuję go poniżej. Nie przedłużając i tak już spóźnionego wpisu zapraszam na pięć filmów które zrobiły na mnie największe wrażenie w roku 2022.

Część pierwsza bloga, miejsca 10-6

  

5. "Nope"

 Pierwszą piątkę najlepszych filmów jakie widziałem w 2022 roku otwiera najnowszy obraz Jordana Peela pod tytułem "Nope". Po świetnym "Get Out" i gorszym "Us" liczyłem, że Peele nie pójdzie śladem wcześniejszego filmu i nie zaliczy jeszcze większego zjazdu, trailery jego najnowszego filmu mocno mnie zaintrygowały więc postanowiłem przejść się na premierę do kina i nie żałuję tej decyzji. Peele jak zawsze do reżyserowanych przez siebie filmów pisze też scenariusze, nie inaczej było i w tym przypadku. Znowu, jak w jego poprzednich filmach mamy tutaj sporo odniesień, metafor i symboliki. W głównych rolach obsadzeni zostali świetny Daniel Kaluuya dla którego to drugi film kręcony z Peelem po "Get Out" oraz mniej znani aktorzy tacy jak Steven Yeun ("Okja", "Minari"), Keke Palmer ("Hustlers"), Michael Wincott ("Alien Ressurection", "The Crow") czy Brandon Perea który kradnie każdą scenę w której występuje.

 Fabuła najnowszego filmu Peela który jest też jego scenarzystą oraz producentem opowiada o rodzinie Haywoodów, treserach koni, którzy prowadzą swój biznes na kalifornijskim ranczu i którzy są świadkami niewytłumaczalnych zdarzeń. Mamy tutaj swoisty miszmasz gatunkowy, Peel łączy ze sobą horror sci-fi, western i dramat z satyrą i komentarzem społecznym. Reżyser nawiązuje tutaj trochę do filmów Spielberga jak "Close Encounters of the Third Kind" albo "Jaws", Kubricka czy Hitchcocka. "Nope" porusza temat UFO ale w sposób inny, bawi się z nami tropami które znamy z kina ale i z masowej wyobraźni ludzi na temat tego jak to UFO w ogóle wygląda i czym jest. Świetne w tym filmie jest to, że klimat buduje się na niedopowiedzeniach, na tajemnicy bo jak każdy wie, najbardziej boimy się czegoś czego nie widać i co sobie sami w głowie dopowiadamy, nie ma tutaj miejsca na żadne jumpscare, gore, hektolitry krwi czy dosłowną przemoc, tylko przemyślany montaż z bardzo dobrym udźwiękowieniem które fenomenalnie budują atmosferę. Peele bawi się naszymi oczekiwaniami, myli tropy i wprowadza nie raz nas i głównych bohaterów celowo w błąd i to działa. Warto się także pochylić nad zdjęciami bo te w "Nope" są fenomenalne a odpowiada za nie absolwent łódzkiej filmówki, Hoyte van Hoytema który jak dla mnie jest aktualnie w dziesiątce najlepszych operatorów kamery na świecie i który w tym filmie pokazał jak powinno się kręcić sceny plenerowe z rozmachem, genialna robota i czapki z głów. Dla przybliżenia o kim mowa, myślę, że wystarczy jeżeli napiszę, iż Hoytema był autorem zdjęć do takich filmów jak "Interstellar", "Dunkirk", "Ad Astra" czy "Spectre" a Christopher Nolan jest na tyle zadowolony ze współpracy z nim, że zatrudnił go także do swojego najnowszego projektu, mocno przeze mnie wyczekiwanego "Opperheimera". Choć nie obyło się bez głupot, czasem niezrozumiałych decyzji bohaterów czy dłużyzny w paru miejscach "Nope" na poziomie realizatorskim, zdjęciowym i aktorskim jest bardzo, bardzo dobrym filmem i choć wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu zakończenie oraz wyjaśnienie całej tej zagadki, mnie Jordan Peele kupił i czekam z niecierpliwością na jego następny projekt.

4. "The House"

 Zaraz za podium uplasował się film oryginalny Netfliksa "The House". Jest to animacja poklatkowa podzielona na 3 segmenty z których każdy reprezentuje inną stylistykę, a każdy z segmentów został wyreżyserowany przez inną osobę. I tak za pierwszą z trzech części odpowiadają Emma De Swaef i Marc James Roels, za drugą Niki Lindroth von Bahr a za ostatnią Paloma Baeza i jeśli nic Wam te nazwiska nie mówią to nie jesteście sami, mi też nie. Film obejrzałem w ciemno, nie widziałem wcześniej żadnej zapowiedzi, trailera czy chociażby teasera tej animacji, ot spodobała mi się grafika podczas przeglądania menu Netfliksa. Tak, Netflix dalej potrafi robić świetnie filmy i jasne, że zalewają nas zazwyczaj wątpliwej jakości produkcjami ale który serwis SVOD tego nie robi? Otóż na każdej takie platformie więcej jest paździerzy niż dobrych i bardzo dobrych produkcji a, że Neflix jest największym tego typu serwisem i ma największą bibliotekę to analogicznie syfu jest najwięcej, niemniej w samym roku 2022 na tej platformie pojawiło się co najmniej kilka świetnych produkcji i oby tak dalej.

 "The House" opowiada nam trzy historie dziejące się na przestrzeni wielu lat, które traktują tytułowy dom jako metaforę rodziny, ludzkiej psychiki, wnętrza człowieka czy pewnego rodzaju ostoi dzięki której czujemy się bezpiecznie ale też boimy się od niej oddalić, inaczej mówiąc naszej strefy komfortu. Animacje utrzymane są w klimatach horroru\thrillera, przynajmniej dwie pierwsze bo trzeci segment to już bardziej dramat z elementami dreszczyku. Na początku napisałem, że segmenty różni stylistyka i tak mamy tutaj historię zwykłej rodziny której modele postaci wyglądają po prostu jak kukiełki przypominające ludzi, dewelopera remontującego i próbującego sprzedać dom który przedstawiony jest jako antropomorficzna mysz a jego potencjalni kupcy to bliżej nieokreślone gryzonie/robaki oraz właścicielkę popadającego w ruinę domu która wynajmuje pokoje... kotom. Jeśli przy tej ostatniej historii przychodzi Wam na myśl Wes Anderson i jego "Fantastic Mr. Fox" to jak najbardziej dobrze celujecie, animacja przypomina tę z dzieła genialnego reżysera. Sama animacja wygląda świetnie i całość dobrze się uzupełnia nie nudząc nawet na chwilę. "The House" jest dla mnie zdecydowanie największym pozytywnym zaskoczeniem zeszłego roku i serdecznie polecam nie tylko fanom animacji poklatkowych. 

3. "Glass Onion: A Knives Out Mystery"

 Doszliśmy do TOP3 zeszłego roku i tak na najniższym stopniu podium znalazła się kontynuacja świetnego "Knives Out" z 2019 roku, tak jak pierwszą część tak i drugą czyli "Glass Onion: A Knives Out Mystery" wyreżyserował Rian Johnson, którego możecie znać jeszcze chociażby ze "Star Wars: The Last Jedi" czy "Looper". Warto też dodać, ze Johnson napisał scenariusz do obu części "Na noże" a w roku 2024 wyjdzie trzecia część tej serii również napisana i wyreżyserowana przez niego. W główną rolę naszego genialnego detektywa Benoita Blanca wciela się tak jak poprzednio Daniel Craig którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, wszak przez ostatnie 15 lat grał najlepszego z agentów, Jamesa Bonda i w nowej roli czuje się jak ryba w wodzie. Reszta obsady też robi wrażenie, są tutaj takie nazwiska jak Edward Norton ("Fight Club", "American History X"), Dave Bautista ("Dune", "Guardians of the Galaxy"), Kate Hudson ("A Little Bit of Heaven", "Almost Famous") czy Janelle Monáe ("Moonlight", "Hidden Figures") plus parę mniej znanych aktorek i aktorów, którzy naprawdę dają radę. 

  Tak jak w poprzedniej części najlepszy detektyw na świecie, Benoit Blanc będzie musiał rozwikład zagadkę, zostaje zaproszony (jak się później okazuje w dość nietypowych okolicznościach) na grecką wyspę której właścicielem jest niejaki Miles Bron, ekscentryczny miliarder i technologiczny geniusz (być może twórcy wzorowali się tutaj na osobie Elona Muska) i na którą razem z nim zjeżdża sie pewna grupa przyjaciół. Miles zaprasza kompanów do swojej posiadłości pod pretekstem jego własnej śmierci, ma zginąć w wieczór kiedy wszyscy razem będą jedli kolację a paczka znajomych ma w formie zabawy rozwikłać kto z nich zamordował gospodarza. Oczywiście fabuła nie opiera się tylko na tej niewinnej zabawie, podczas śledztwa wyjdą różne fakty z życia każdego z członków ekipy, niektóre zabawne a inne mroczne i przede wszystkim cała zagadka którą reżyser chce nam zaserwować nie jest oczywista i podana na tacy od początku filmu. Johnson po raz kolejny sięga po film w konwencji powieści Agathay Christie i bawi się tym, jest to gatunek dość niszowy bo jeśli już takie produkcje powstają to są to zazwyczaj właśnie remaki starych ekranizacji autorki najlepiej sprzedających się na świecie kryminałów lub kolejna ekranizacja Sherlocka Holmesa. Reżyser wplata w film poza wątkami kryminalnymi także sceny komediowe które działają, jest sporo easter eggów odnoszących się do znanych, prawdziwych aktorów wymienionych tutaj z imienia i nazwiska i to dodaje smaczków oraz rozluźnia nieco atmosferę. Od początku filmu czuć, że coś wisi w powietrzu i nie wiemy komu z całej paczki przyjaciół możemy ufać a komu nie, każdy skrywa jakiś sekret i właśnie Blanc będzie musiał te sekrety z naszych bohaterów wydobyć. Na plus zaliczyłbym także zdjęcia i muzykę która bardzo dobrze pasuje do tego co widzimy na ekranie, mamy sporo scen w szerokim kadrze przez co musimy się skupić na tym co oglądamy żeby wyłapać wszystkie wskazówki które Johnson chce nam pokazać. Zdecydowanym minusem filmu jest obszerna retrospekcja wjeżdżająca jakoś w połowie i trwająca ponad 30 minut, która jakby opowiada nam historię na nowo, z innej perspektywy wyjaśniając przy tym parę rzeczy, jeśli już miała się tam znaleźć to powinna trwać zdecydowanie krócej bo wybija widza z historii. Ogólnie "Glass Onion: A Knives Out Mystery" uważam za film dobry, dający dużo funu z oglądania, z ciekawą zagadką w tle ale jednak gorszy od części pierwszej. Mimo to, to jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w zeszłym roku i mam tylko wielką nadzieję, że Rian Johnson który już zapowiedział trzecią część z tej serii nie spocznie na laurach, odrobi lekcję i zaprezentuje nam coś lepszego.

2. "The Batman"

 Drugie miejsce w moim rankingu o dziwo zajął film superhero, mimo, że delikatnie mówiąc, nie przepadam za takim kinem to "The Batman" Matta Reevesa zrobił na mnie duże wrażenie. Reeves nie jest jakimś bardzo znanym i płodnym reżyserem, szerszej publiczności dał się poznać za sprawą nakręconego w 2008 roku "Cloverfield" znanego także pod tytułem "Projekt: Monster" który to film był początkiem serii do której należą też "10 Cloverfield Lane" oraz "Cloverfield Paradox" (kręcone już przez innych reżyserów) a także "Let Me In" w którym zagrała młodziutka, 13 letnia Chloë Grace Moretz. Później nakręcił jeszcze świetnie przyjęte dwie cześci "Planet of Apes" i po pięcioletniej przerwie do kin wszedł jego najnowszy obraz, omawiany dzisiaj "The Batman". Warto zaznaczyć, ze Reeves poza wyreżyserowaniem najnowszego filmu o Mrocznym Rycerzu napisał wraz z Peterem Craigiem scenariusz a także był jednym z producentów tegoż dzieła. Reeves do roli tytułowego Batmana zaangażował jednego z najlepszych aktorów młodego pokolenia, Roberta Pattinsona i dla wielu ludzi był to ogromny problem bo przecież gość grał tego lalusiowatego wampira z niemniej lalusiowatej sagi Zmierzch. Tak, grał tylko, że było to 10 lat temu i od ostatniego filmu z tej serii zdążył się niesamowicie rozwinąć i zagrać świetne role w takich filmach jak "Maps to the Stars", "The Rover", "The Lost City of Z", "Good Time", "The Lighthouse" czy "The Devil All the Time" i co ważne wszędzie zagrał bardzo dobrze. Pattinsonowi na ekranie towarzyszą Zoë Kravitz, Jeffrey Wright, świetny Paul Dano w roli głównego antagonisty, Riddlera oraz genialny Colin Farrell który w roli Pingwina jest nie do poznania i który dostanie swój własny serial.

 "The Batman" to przede wszystkim blockbuster z ogromnym 200 milionowym budżetem i ten budżet tutaj widać, realizacyjnie jest genialnie, świetne zdjęcia Greiga Frasera, muzyka i mroczny klimat noir sprawiają, że film ogląda się jak dobry kryminał, wszak mamy tutaj motyw Batmana detektywa. Kostiumy wykonane są na najwyższym poziomie, szczególnie pancerz głównego bohatera, jest bardzo szczegółowy i widać, że przyłożono się przy jego produkcji. Bardzo podoba mi się także Batmobil który jest przerobioną wersją cywilnego Dodga Chargera drugiej generacji produkowanego między 1968 a 1970 rokiem, piękna maszyna. Wracając jeszcze do samej postaci Batmana to osobiście uważam (i zdaję sobie sprawę z tego, że może to być kontrowersyjna opinia), że Robert Pattinson jest najlepszym kinowym Batmanem, bardzo dobrze poradził sobie z odegraniem roli jeszcze nie uformowanego Bruce'a Wayne'a i Batmana który dopiero ma się rozwinąć i stać się tym kogo większość kojarzy czyli superbohaterem i strażnikiem Gotham. Bruce Wayne w filmie Matta Reevesa jest opętany swoją misją która jest dla niego formą terapii, ta misja to po prostu zemsta na wszystkich tych którzy w jego oczach na nią zasługują. Kiedy obserwujemy go podczas seansu sprawia wrażenie jakby miał fobię społeczną, nie jest takim Brucem do jakiego się przyzwyczailiśmy i jakiego grali jego poprzednicy, widać, że męczy się będąc tym kim jest i tylko czeka kiedy w końcu będzie mógł założyć kostium nietoperza i dalej wymierzać swoją sprawiedliwość. Wracając do samego filmu, Reeves czerpie garściami z filmów Davida Finchera takich jak "Zodiac" czy "Se7en" oraz z kina noir, sporo ludzi widzi w nowym Batmanie podobieństwa chociażby do "Chinatown" Romana Polańskiego. Pierwszy raz w filmach opowiadających o Batmanie sam Bruce Wayne odgrywa momentami rolę narratora, opowiadając między innymi o swoich emocjach, widzimy to chociażby w świetnej scenie kiedy jedzie na motocyklu a jego przemyśleniom towarzyszy "Something in the Way" Nirvany. Samo Gotham wygląda pięknie, brudne i mrocznie, ciągle pada deszcz, architektura nie jest nowoczesna mimo, że akcja filmu dzieje się w czasach teraźniejszych, to buduje klimat. Atmosferę budują też genialne ujęcia, praca kamery jest tutaj niesamowita, Fraser odwalił kawał świetnej roboty i to nie przypadek bo jego talent można podziwiać także między innymi w najnowszym dziele Denisa Villeneuve, "Dune". Trzy godziny w kinie zleciały mi szybko, nie nudziłem się podczas seansu i wyszedłem z niego w pełni usatysfakcjonowany, mam też wielką nadzieję, że druga część przynajmniej utrzyma poziom jedynki i będzie równe dobra a może nawet lepsza. 

1. "Guillermo del Toro's Pinocchio"

 Takim oto sposobem dotarliśmy do miejsca pierwszego na którym w tym roku znalazła się animacja poklatkowa samego Guillermo del Toro opowiadająca historię znanej chyba wszystkim drewnianej kukiełki która marzy żeby zostać prawdziwym chłopcem czyli Pinokia. Del Toro na pomysł zrealizowania swojej wersji Pinokia wpadł około 2008 roku więc dość dawno temu, na początku za reżyserię miał odpowiadać Paul Thomas Anderson ale zrezygnowano z tego pomysłu, w 2017 roku Guillermo zapowiedział, że projekt został anulowany a powodem takiej decyzji miał być brak wiary wytwórni filmowych w ten projekt. Ten brak wiary determinował zapewne fakt, iż del Toro nie chciał nakręcić zwykłej adaptacji powieści Collodiego, chciał czegoś bardziej mrocznego jak na niego przystało i to niestety nie spodobało się właścicielom wytwórni. Do gry jednak w 2018 roku wkroczył Netflix którego włodarze stwierdzili, że to może się udać i pozwolili reżyserowi dokończyć projekt za reżyserię którego tym razem odpowiadał już sam meksykański twórca do spółki z Markiem Gustafsonem który do projektu dołączył w 2011 roku a doświadczenie w animacji poklatkowej zbierał u samego mistrza bo przy produkcji "Fantastycznego Pana Lisa" Wesa Andersona, gdzie pełnił funkcję reżysera animacji.

 Doświadczenie Gustafsona nie poszło w las, animacje w "Guillermo del Toro's Pinocchio" są wspaniałe, jak na animację poklatkową bardzo płynne, dbałość o detale z jakimi stworzono scenerie oraz postacie stoi na najwyższym możliwym poziome, włoska wieś z lat 30. XX wieku wygląda przepięknie i aż chciałoby się tam być. Historia którą opowiada del Toro osadzona jest nie pod koniec XIX wieku jak w oryginalnej powieści ale kilkanaście lat później, w czasach kiedy we Włoszech panował Benito Mussolini i jego Narodowa Partia Faszystowska i której każdy obywatel musi się podporządkować. To nie jedyna zmiana względem oryginału, próżno szukać tutaj blondwłosej wróżki która ożywia drewnianego chłopca, mamy za to dwie siostry które wyglądają bardziej jak z horrorów i każda z nich ma inną rolę do spełnienia. Inna jest też sama historia "ojca" Pinokia, Gepetta, otóż w tej wersji miał on syna którego kochał nad życie do czasu, aż nie został mu on brutalnie odebrany podczas bombardowania kościoła, dla którego wykonywali zlecenie. Gepetto po stracie syna popadł w depresję i zaczął nadużywać alkoholu aż pewnego razu mocno pijany postanowił ową kukłę wystrugać. Perypetie samego drewnianego chłopca też są inne niż w pierwowzorze, moim zdaniem na plus dla nowej wersji, nie będę wchodził w spoilery ale nasz bohater między innymi odwiedzi czyściec, znajdzie się w wojsku zwerbowany przez lokalnego wyznawcę dyktatora oraz dowie się, że czasami kłamstwo może pomóc w życiu. Wydźwięk historii del Toro też zmienił, jest bardziej poważny, tak jak cała produkcja. Co do samej stylistyki to dużo bliżej jej do animacji Tima Burtona niż do klasycznych "bajek" Disneya i tutaj kolejny plus dla twórców, taki zabieg świetnie pasuje do opowiadanej historii i czyni ją dużo bardziej klimatyczną. Dla mnie to bez wątpienia bardzo duże zaskoczenie ponieważ ostatnie ekranizacje Pinokia razem z tą beznadziejną w reżyserii Roberta Zemeckisa nie przypadły mi do gustu, a ta autentycznie mnie zachwyciła. Polecam sprawdzić naprawdę każdemu. 

 

 Na tym kończę tegoroczny wpis z najlepszymi filmami jakie widziałem w 2022 roku, pamiętajcie, że ta lista to tylko moje subiektywne odczucia i każdy może się z nią zgodzić lub nie, blog jest stworzony po to, żeby ktoś kto danego filmu z różnych powodów nie widział mógł się nim zainteresować bądź na odwrót, stracić zainteresowanie. Mam też nadzieję, że osoby które o danej produkcji nie słyszały, po przeczytaniu tego tekstu stwierdzą, że warto którąś z nich zobaczyć. Jeśli ktoś nie zgadza się z tą listą zachęcam do napisania w komentarzach jakie są Wasze ulubione filmy roku 2022, zaznaczam także, że jeśli jakaś produkcja którą Wy uważacie za świetną nie znalazła się w moim rankingu mogłem jej nie widzieć, wszak obejrzałem tylko 92 filmy wydane w zeszłym roku (Na dzień dzisiejszy jest ich już więcej) lub po prostu mogła mi się nie spodobać, każdy ma przecież swój własny gust, każdemu coś innego się podoba i w końcu każdy szuka czegoś innego w filmach :)

Bonus

 Na koniec dorzucę jeszcze jeszcze parę filmów które nie znalazły się w mojej topce ale uważam, że warto je sprawdzić bo to dalej produkcje trzymające wysoki poziom i dające frajdę z oglądania. 

"You Won’t Be Alone"

  Klimatyczny folk horror dziejący się w XIX Macedonii opowiadający o młodej wiedźmie która zabijając wieśniaka przypadkowo przybiera jego postać dzięki czemu może zobaczyć jak wygląda życie zwykłych ludzi. W rolach głównych Noomi Rapace i Sara Klimoska, do tego dobry klimat, powolna narracja i ładne zdjęcia, warto zobaczyć. 

"Violent Night"

  Święty Mikołaj tylko na ostro? Proszę bardzo, całkiem udana komedia ze sporą ilością nawiązań do innych filmów takich jak chociażby "Die Hard" czy "Home Alone". David Harbour jako wypalony Mikołaj jest świetny, fabuła jest oczywiście prosta i bez jakichś większych twistów ale działa, aktorsko też jest ok, twórcy wymyślili też całkiem sporo krwawych akcji z Mikołajem w roli głównej. Jednym słowem mówiąc całkiem niezła i krwawa komedia w świątecznym wydaniu.

 "Emily the Criminal"

   Thriller kryminalny ze świetną Aubrey Plazą w roli głównej opowiadający o tytułowej Emily która przez swoją przeszłość kryminalną ma problemy ze znalezieniem pracy a do tego posiada zaciągnięte i niespłacone kredyty. Wikła się przez to w oszustwo z kartami kredytowymi które ma dać jej szybki zarobek a zamiast tego wciąga ją do przestępczego półświatka Los Angeles. Dobra, mocna historia, niezła reżyseria i atmosfera niepewności która do końca trzyma w napięciu. Jeśli ktoś lubi filmy z tej kategorii nie powinien się zawieść. 

"Hellraiser"

  Najnowsza część znanej serii horrorów którą zapoczątkował w 1987 roku Clive Barker opowiada historię Riley, dziewczyny po przejściach która wraz z chłopakiem kradnie tajemniczą kostkę z porzuconego gdzieś na odludziu kontenera. Brat Riley po kontakcie z przedmiotem ginie w niewyjaśnionych okolicznościach a dziewczyna razem z grupą przyjaciół próbują dowiedzieć się co się stało i odnaleźć zaginionego chłopaka. "Hellraiser" nie jest kontynuacją którejkolwiek z wcześniejszych części, jest resetem i być może początkiem nowej serii. Historia jest oklepana i klasyczna ale to raczej dobrze bo nie silono się na żadne mocne udziwnienia, jest mały twist fabularny który nie wywraca całej opowieści o 180 stopni ale nie jest też taki oczywisty. Scenarzyści zmienili parę rzeczy jak chociażby mechanizm Kostki LeMarchanda która teraz posiada ostrze i etapy które trzeba przejść żeby zakończyć jej cykl. Efekty specjalne są jak najbardziej w porządku, tym bardziej, że jest sporo tych praktycznych a nie CGI, charakteryzacja Cenobitów stoi na porządnym poziomie, zdjęcia i kadry są jak najbardziej ok a gra aktorska w porządku. Myślę, że jak najbardziej warto sprawdzić.  

"Hustle"

  Kolejny film Netflixa z Adamem Sandlerem w roli głównej, po świetnym "Uncut Gems" Sandler wciela się w rolę Stanleya Sugermana wypalonego łowcy talentów NBA pracującego dla Philadelphia 76ers. Po przylocie do Hiszpanii poznaje młodego ulicznego koszykarza Bo Cruza ktrego postanawia zabrać ze sobą do Stanów mimo zakazu ze strony zarządu drużyny i zrobić wszystko, żeby Hiszpan został wybrany w drafcie. Poświęci przy tym naprawdę dużo, nadszarpnie zaufanie własnej rodziny czy postawi na szali swoją posadę w drużynie. Kolejna świetna rola Sandlera który udowadnia, że w filmach dramatycznych jest dużo lepszym aktorem niż w głupich komediach a do tego niezły Juan Hernangómez w roli Bo Cruza, niezły scenariusz i mamy całkiem dobry film o tematyce sportowej.

"Prey"

 Nie liczyłem na zbyt dużo bo ostatnie części traktujące o Predatorze to raczej popłuczyny i odcinanie kuponów od znanej marki ale "Prey" pozytywnie mnie zaskoczył, jest fajny klimat, niezła rola Amber Midthunder, jest całkiem dobrze wyglądający Predator no i opowieść osadzona w XVIII wieku. Z minusów na pewno za dużo średniego CGI (chciałoby się więcej praktycznych efektów jak w starych filmach z tej serii) i głupotki scenariuszowe ale ogląda się to nieźle i można przyjemnie spędzić czas. 

"Dual"

  Bardzo ciekawy thriller sci-fi opowiadający o kobiecie która dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora a dzięki temu, że żyje w czasach kiedy klonowanie ludzi jest już możliwe, postanawia z tej sposobności skorzystać mając nadzieję, że dzięki klonowi jej bliscy nie odczują po niej straty. Po pewnym czasie kobieta niespodziewanie zdrowieje ale chcąc pozbyć się niechcianego sobowtóra który zaczyna zajmować jej miejsce w życiu bliskich musi stoczyć z nim pojedynek na śmierć i życie, wedle obowiązującego prawa oczywiście. Zaskakujący, świeży,  dziwny i kameralny film z ciekawą wizją przyszłości, dobrą podwójną rolą Karen Gillan i otwartym zakończeniem które można różnie interpretować. 

Na jaki film w roku 2023 czekasz najbardziej?

"Barbie"
225%
"Oppenheimer”
225%
"Dune: Part Two"
225%
"Nosferatu"
225%
"The Super Mario Bros. Movie"
225%
"Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One"
225%
"Indiana Jones and the Dial of Destiny"
225%
"John Wick 4"
225%
"Spider-Man: Across the Spider-Verse"
225%
"Ferrari"
225%
"Killers of the Flower Moon"
225%
"Asteroid City"
225%
"Beau Is Afraid"
225%
"Mad Max: The Wasteland"
225%
Coś innego
225%
Pokaż wyniki Głosów: 225

Komentarze (86)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper