Pijane treści

pisane bez alkoholu

drunkparis drunkparis 25.08.2020, 20:05
Rycerz okrągłego stołu
1387V

Rycerz okrągłego stołu

Klimat, filmowość produkcji plus wiktoriański, mroczny Londyn oraz owiane tajemnicą bractwo Rycerzy Okrągłego Stołu, to elementy tytułu, które wręcz perfekcyjnie udały się amerykanom z Ready at Dawn.

Scenarzyści wspomnianego przed momentem studia składającego się z były pracowników Naughty Dog oraz Blizzard Entertainment spisali się na medal, dostarczając nam bardzo zgrabnie poprowadzoną fabułę. Całość skupiać się będzie wokół prastarego zakonu oraz sir Galahadzie, czyli głównym bohaterze gry. Sama opowieść przeniesie nas w schyłek XIX wieku w niebanalnej otoczce steampunku, gdzie przez dłuższą część zabawy będziemy brali udział w historii pełnej intryg, a także działać przeciwko rebelij mieszkańców Anglii oraz mierzyć się z lykanotropią. Uświadczymy świetnie wyreżyserowane wstawki filmowe, które prezentują się wręcz kapitalnie. Dodatkowe pasy na ekranie mają budować właśnie tę magię kina, pasują perfekcyjnie powodując rzadko spotykaną proporcję obrazu 21:9. Co więcej, samo przejście do rozgrywki, jest wykonane w taki sposób, że trudno dostrzec, kiedy mamy już możliwość wcielić się w sterowaną postać. Pod względem wizualnym The Order 1886, to kawał dobrej roboty. Wszystkie efekty zostały dopieszczone dość starannie i widać to gołym okiem od pierwszych minut obcowania z tytułem. Lokacje zostały wykonane z dużą dbałością o szczegóły, co może się podobać. Świetnie wyglądająca stolica Anglii w tak wybuchowej mieszance zachwyca architekturą i mrocznym klimatem.

Gracz wciela się w rolę Sir Galahada, tropiciela i łowcę obdarzonego ponadprzeciętnymi umiejętnościami oraz niebywałym instynktem, który nabył przez lata walki przeciwko mieszańcom. Jako członek organizacji Rycerzy Okrągłego Stołu, dysponujemy mityczną czarną wodą, która nie tylko potrafi leczyć rany, ale także działać na korzyść wieku bohaterów. Podczas głównej przygody nie będziemy działać w pojedynkę, choć i takie etapy również się pojawią. Od czasu do czasu w kilku rozdziałach gry, będą nam towarzyszyć kompani z tajnego zakonu, m.in będzie to: Sebastian Malory vel Sir Percival, doradca i wieloletni przyjaciel Galahada, Lady Igraine, a właściwie Isabeau D’Argyll, czyli najmłodsza członkini rady, a także uczennica Graysona oraz Markiz de Lafayette, francuz uwodzący każdą napotkaną kobietę. Przyznaję, że jest to fajne wzbogacenie całego kontekstu, a co najważniejsze nie psuje ogólnego klimatu rozgrywki. Same zaś postacie zostały bardzo dobrze wykreowane zarówno pod względem aparycji, jak i dialogów między nimi. Obecność takiej persony, jak Nicola Tesla, naprawdę świetnie się komponuje do warunków panujących w The Order. Zresztą amerykański inżynier nie jest tutaj wyjątkiem, ponieważ tak jak wspomniałem wcześniej, wszystkie biorące udział w fabule postacie są mocno wyraziste i trzymają wysoki poziom. Nie brakuje także nawiązań do kilku historycznych wydarzeń jak, chociażby korporacji Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej działającej od 1600 roku, świętego Graala czy pojawienie się Kuby rozpruwacza.



Rozgrywka odbywa się w konwencji trzecioosobowego shootera, w którym nie brakuje elementów akcji. Zazwyczaj wygląda to tak, iż trafiamy na krótkie etapy otwartej bądź w mniejszej stopniu zamkniętej przestrzeni, gdzie po prostu musimy zając się adwersarzami, by kontynuować fabułę dalej. Feeling toczonych pojedynków nie jest zbyt porywający, ale narzekać nie powinniśmy. Jest wykonany poprawnie, jednakże brakuje czegoś, co sprawiłoby większą frajdę. Do dyspozycji otrzymujemy zjadliwy arsenał broni do wyboru. Kilka pistoletów, karabinów automatycznych, strzelb, granaty, potężny rewolwer M4 Dragoon, czy kuszę do cichej eliminacji. Szczególnie interesująco wypada w tej kwestii karabin termitowy, który tworzy chmurę błyszczącego metalowego papieru. Idealna broń, gdy przeciwnik jest dobrze ukryty i trudno dostępny. Wcale nie gorzej strzela się z karabinu łukowego, który miota potężnymi wyładowaniami elektrycznymi. Przyznaję, że te wynalazki Tesli robią wrażenie. Kilka z rozdziałów to tylko ciche podejście do pozbywania się oponentów i muszę przyznać, że zostały sprawnie zaprojektowanie. Aby powalić przeciwnika beż żadnego wykrycia zmuszeni będziemy do bezbłędnego tajmingu. Musimy to zrobić w odpowiednim momencie i czasie w przeciwnym razie, szybko zaczniemy od poprzedniego zapisu gry. Tytuł posiada również system osłon i bardzo często będziemy je wykorzystywać mimo iż przeciwnicy nie stanowią wielkiego wyzwania, to możliwość chowania się za ścianą, czy jakimś przedmiotem uważam, za fajne rozwinięcie walki. Jednak The Order, nie samą bronią żyję, wykorzystamy również gadżety Tesli, które nie raz przydadzą się do otwarcia drzwi, czy wywoływania zwarcia. Zawierają dość dobrze znane nam mechaniki mini gry i w pewien sposób urozmaicają rozgrywkę. Warto również odnotować fakt, umiejętności sir Galahada, który może wejść w tak zwany tryb czarnowidzenia, czyli tryb zwolnienia czasu, który ma ułatwić pozbywanie się w efektowny sposób przeciwników. Jest jeszcze element QTE, czyli sekwencja wciskania odpowiednich klawiszy w danym momencie przygody. Nie jest to wykonane źle, ale moim zdaniem kompletnie niepotrzebne, na szczęście nie ma tego dużo. Być może wynika to z kwestii finansowych lub braku pomysłów na zaimplementowanie innej mechaniki. Wstawki dotyczą głównie momentów, gdy spotykamy jakiegoś większego przeciwnika (mam na myśli walkę z mieszańcami), bądź przy rozdziałach ze skradania się.

Produkcja Ready at Dawn pozwala na odrobinę eksploracji, gdzie formę znajdziek pełnią tutaj wszelkie przedmioty, które główny bohater może wziąć do ręki i przyjrzeć się temu bliżej. Dodatkowo do zebrania mamy także: fotografie, nagrania dźwiękowe czy kilka papierowych gazet z wiadomościami.

Oprawa audio skomponowana przez Jasona Graves-a, który był również odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową do Tomb Raidera z 2013 roku, dobrze wpisuje się w realia i nieźle buduje napięcie. Niestety tego samego nie można powiedzieć o polskiej lokalizacji. O ile postać Galahada, zagrana przez Krzysztofa Banaszyka wypada naprawdę przyzwoicie, tak pozostali bohaterowie prezentują dość nierówny poziom, co dostatecznie słychać, chociażby przy osobie Isabel, gdzie głosu użyczyła Zofia Zborowska. Zasadniczo da się tego słuchać pomimo kilku wpadek. Jednak zabawnie to wygląda w dziewiątym rozdziale o nazwie: Niełatwy sojusz, gdzie główna postać zwraca się w formie męskiej do towarzyszącej mu kobiety. Pozytyw jest taki, że tych gaf nie ma aż tak dużo.

Tytuł przeznaczony jest tylko dla jednego gracza i właściwie przez całą grę prowadzi nas za rączkę. Nie znajdziemy tutaj jakiś alternatywnych dróg, czy możliwości przejścia dany rozdział inaczej niż to twórcy zaprojektowali. Wszelkie z pozoru dostępne drogi są fachowo po blokowane elementami otoczenia, tak, aby gracz szedł tylko w ustalonym kierunku. Na ogół nie miałbym nic przeciwko, ale z uwagi, że The Order 1886, to krótka gra może w pewnym sensie irytować. Brakuje rozwinięcia fabuły i kilku wątków, które przeżywamy w skórze Galahada, z pewnością wydłużyłoby to zabawę z tytułem. W sieci nie brakuje opinii o tym, że The Order 1886 to tak zwany samograj. Trudno się z tym zgodzić, tym bardziej że mamy tutaj sporo sekwencji wymagających niemałego udziału gracza. Niestety spory minusem jest długość gry, gdzie całość zajmuje około ośmiu godzin zabawy, co powoduje, że ten tytuł jest raczej na raz. Uważam jednak, że warto poznać tę historię, bo w gruncie rzeczy nie często zdarza się taka mieszanka kultur.

Tagi: the order 1886

Oceń notkę
+ +25 -

Oceń profil
+ +103 -
drunkparis
Ranking: 103 Poziom: 68
PD: 40490
REPUTACJA: 12205