Abipogląd z krzywego zwierciadła.

Abi Abi 07.12.2015, 13:09
(Nie) chciałam być normalna i zostałam graczem
1585V

(Nie) chciałam być normalna i zostałam graczem

Ten blog może zawierać treści nieodpowiednie dla tych, którzy nie są przyzwyczajeni do mojego stylu pisania, który w większości przypadków jest lekko bez ładu i składu. Znowu będzie dużo osobistych wstawek, a że dawno nie pisałam to efekt końcowy może być różny. Uprzedzając niektóre komentarze, blog pisany pół żartem pół serio, ponieważ kocham mieszać powagę z ironią i sarkazmem.

Naszło mnie ostatnio na rozmyślania (jak zwykle zresztą, gdy nie mam czasu na nic i gonią mnie terminy - idealny moment na pytania egzystencjalne) dotyczące natury gracza. Temat pewnie wałkowany tysiące razy, ale temat rozchodzi się nie tylko o bycie graczem ogółem, ale i bycie kobietą.

Kilka dni temu rozmawiałam ze świetną koleżanką z którą dzielę pasję gier i muzyki i z którą razem gram w mmorpg. Dziewczyna pochodzi z Holandii, wydawałoby się świetnego kraju wolności wszystkiego. Jako, że jestem osobą otwartą (ale tylko w grach, w prawdziwym świecie chowam się po kątach), mam bardzo dużo znajomych w tychże grach online, z czego oczywiście 3/4 to mężczyźni. Do czego zmierzam, zaskoczyła mnie, mówiąc, że w jej kraju niedopuszczalne jest, aby dziewczyna przyjaźniła się z chłopakiem i przez to jako kobieta-gracz nie ma praktycznie żadnych znajomych. U nas może funkcjonuje to podobnie ("stary, zostałeś sfriendzonowany, idź teraz potrzymaj jej torbę i kupcie prezent jej chłopakowi"), ale jednak nie ma aż takich opinii. Ale z drugiej strony, czemu 95% PPE to faceci?

Oczywiście, mnie to nie przeszkadza, lepiej dogaduje się z facetami (dajcie spokój, nie rozróżniam więcej kosmetyków niż wy, a większości do dziś nie wiem jak się używa, aczkolwiek piersi dalej mnie nie jarają, wolę męskie klaty w stylu Adam Jensena), ale gdy czasem się rozglądam wokół siebie, ludzie reagują różnie. Dlaczego dalej grasz? Może czas się wziąć za siebie? Ogarnij swoją przyszłość i zacznij planować swoje życie. Ależ ja je planuje, wszystko się jednak rozpadło, gdy przesunęli premierę Deus Ex.

W całym swoim braku ogarnięcia pocieszają mnie nie tylko gry same w sobie, ponieważ to jest oczywiste, ale także gracze. Widzę po was, że da się wszystko ułożyć, pogodzić pracę z rodziną, wolnym czasem i innymi rzeczami. Małymi kroczkami, ale się da. Nawiązując do ogarnięcia siebie, czytałam bardzo ciekawy artykuł dotyczący radzenia sobie ze stresem i innymi chorobami psychicznymi poprzez gry. Od dawna wiadomo, że gry pomagają nabrać pewności siebie, ćwiczą refleks itd. (trochę pisałam o tym, co dają nam gry, więc nie będę się powtarzać), ale ciekawym punktem widzenia jest leczenie poważniejszych chorób. Świetnym przykładem jest Nevermind, które uczy, jak kontrolować emocje i strach. Jeżeli nie słyszeliście o tym ciekawym projekcie, szybciutko go nakreślę. Cała magia tego tytułu opiera się na stresie i niepokoju odczuwanym przez gracza. Dzięki specjalnym dodatkom (po angielsku nazywa się to biofeedback sensors, czyli dla przykładu pasek mierzący nam ciśnienie) gra dostosowuje się do naszego poziomu poczucia stresu. Im bardziej się boimy, tym gra staje się trudniejsza. Celem jest, aby opanować swoje emocje, przechodząc po przerażających labiryntach grozy. Parafrazując lekko autorów ze strony tejże gry: "jeżeli jesteś w stanie opanować swoje lęki w grze, wyobraź sobie, jak sprawnie poradzisz sobie w stresujących sytuacjach w prawdziwym życiu". Pomysł jest świetny, jako osoba kompletnie nieumiejąca radzić sobie ze stresem (przy okazji, to jest choroba cywilizacyjna nie?) cieszę się, że jest pewien sposób na walkę z własnymi lękami z wykorzystaniem takiego medium. Należy pamiętać, że zupełnie inaczej radzimy sobie ze swoimi problemami w domu przed ekranem, a zupełnie inaczej zareagujemy, gdy będzie trzeba faktycznie wyjść z domu i rozmawiać z ludźmi. Brr, aż ciarki przechodzą, rozmawiać z ludźmi, krew mrozi się w żyłach.

Wracając do artykułu, autor dalej nawiązuje do gier, które mogą być użyte jako medium do zrozumienia ludzi z chorobami psychicznymi. Wspomina, że grając w daną grę, zazwyczaj identyfikujemy się z jej bohaterem, przez co łatwiej nam zrozumieć sytuacje innych ludzi. Czyli nauka empatii, tu nic nowego. W tym całym mądrym toku rozumowania (jest tam dużo biologii, działania neuronów w związku ze stresem i lękami itd) należy tak naprawdę podkreślić jedną rzecz. W XXI wieku, w którym wszystko tak naprawdę staje się elektroniczne, trzeba wziąć pod uwagę rozwiązywanie problemów oraz "leczenie" chorób poprzez gry, filmy czy jakiekolwiek inne, w teorii, formy rozrywki. Ludzie zawsze lepiej uczą się przez zabawę to czemu nie mieliby się wyleczyć? Podejrzewam, że ta kwestia jest kontrowersyjna i może wywołać dyskusję, ba, chciałabym, żeby tak było, bo czyż nie oto chodzi w pisaniu pseudo mądrych blogów? ("autosarkazm", nie zamierzałam nikogo obrażać, żeby nie było)

Fajnym wynalazkiem, który niestety na mnie nie podziałał, są strony zachęcające do rozpisywania swoich planów w formie... questów. Posłużę się tutaj ostatnim, który dostałam od koleżanki - Habitica. Na tej stronie tworzymy swojego avatara (bodajże można było wybrać również "klasę" postaci), po czym robimy spis swoich dobrych nawyków, złych nawyków oraz planów. Plany i złe nawyki są naszymi przeciwnikami, z którymi należy walczyć, za które dostajemy doświadczenie i możemy rozwijać swoją postać. Ale! Za każdy zły nawyk, za każdy niezrealizowany punkt naszego ułożonego programu nasza postać cofa się, tracąc wcześniej zebrane dobroci. Niesamowicie prosty pomysł i proste wykonanie w pikselowej oprawie. Dla ludzi, którzy lubią zbierać osiągnięcia, którzy potrzebują jakiegoś motywatora do pracy i, oczywiście, kochają gry, rozwiązanie świetne. Mnie niestety szybko nudziło, ale może komuś akurat się przyda. Tak czy owak, tego typu strony potwierdzają pozytywny wpływ gier na nasze życie oraz pokazują, że gry mogą pomóc, a nie tylko niszczyć psychikę, zmuszać do zabijania i takich tam.

Było trochę o byciu graczem generalnie, dodam kilka zdań o byciu graczem i byciu kobietą. Nie chcecie raczej tego słuchać, bo na co to komu, dlatego akapit będzie krótki (okay w trakcie pisania zobaczyłam, że jednak nie był, przepraszam!). Na początku byłam lekko przerażona, pojawiając się na PPE, gdzie znajdują się tak naprawdę sami faceci. Jak będę przyjęta? Każde moje zdanie będzie wyśmiewane/ignorowane czy co tam jeszcze? Okazało się zupełnie inaczej i to mi się podoba. Cieszę się, że zostałam miło przyjęta i jak mam coś mądrego (lub nie) do powiedzenia mam prawo to zrobić. Jestem graczem jak każdy z was tutaj piszących. Nigdy też nie spotkałam się z dyskryminacją albo pojazdami po mojej osobie (może dlatego, że zawsze wygrywam i nikt nie może mi zarzucić, że "gram jak baba", oh wait), stąd ciekawi mnie czasami błędna opinia dotycząca jakichś uprzedzeń względem kobiet graczy. Skąd to się bierze? Pytanie raczej do kobiet, bo po prostu mnie to ciekawi, aczkolwiek problemu nie widzę. Oczywiście, mamy bezsensowny obraz "gamer-girl" z kablem od pada między zębami, która trzyma płytę w sposób, który przekręca mi żołądek i to może być powodem pewnych nieporozumień (bo przecież wszyscy wiemy, że każdy obrazek znaleziony w Internecie to święta prawda, która opisuje jak naprawdę wygląda społeczeństwo). Koniec końców, dobrze być graczem!

Trochę się rozpisałam, ale wydaje mi się, że wystarczy, wybaczcie za ścianę tekstu bez obrazków, ale raz na jakiś czas trzeba. Podsumuję swój wpis dwoma zdaniami. Prawdopodobnie wybrałam zły kierunek studiów, nie mam bardzo perspektyw na przyszłość, ale jestem graczem. Mogę raz na jakiś czas stać się kimś ważnym, zostać bohaterem i uratować (jakiś tam) świat i to jest coś, co daje mi radość i pozwala iść do przodu.

Tagi: Abi Abipogląd czyli jak zwykle kompletnie bezsensu przemyślenia o grach

Oceń notkę
+ +78 -

Sometimes you need time to heal.
Oceń profil
+ +107 -
Abi
Ranking: 283 Poziom: 57
PD: 24465
REPUTACJA: 13556