SKLEP

Wóz Drzymały

czyli o retro grach Arcade słów kilka.
Ciapo Ciapo 13.07.2017, 14:37
Wóz Drzymały S04E12, Raiden
1062V

Wóz Drzymały S04E12, Raiden

W kolejnym odcinku Wozu Drzymały zabieram się za klasyka gatunku shmup, czyli shoot'em up, popularnie w naszym kraju określanego mianem samolocików. Jest to pozycja stworzona przez firmę Seibu Kaihatsu i wydana została w 1990 roku, a jej tytuł może się niektórym graczom kojarzyć z bogiem piorunów występującym w innej serii kultowych mordobić. Chodzi oczywiście o pierwszą część serii Raiden. Zapraszam do środka.

Najpierw oczywiście dla wszystkich lubiących sobie posłuchać muzyczki w trakcie czytania podaję soundtrack z gry, dla lepszego wczucia się w klimat.

Witam wszystkich w kolejnym odcinku serii traktującej o grach arcade z przełomu lat 80' i 90' ubiegłego wieku. Dziś na tapetę biorę pierwszą część kultowej serii gier z gatunku shmup, jaką niewątpliwie jest Raiden. Kilku z Was pewnie miało okazję zapoznać się z tą serią, a bardzo wielu ludzi na świecie uznaje ją za kultową i wyznaczającą trendy w tej kategorii gier. Wydana została w 1990 roku, a stworzona przez studio Seibu Kaihatsu.

Gra nie posiadała dedykowanego sobie automatu i w późniejszym czasie ludzie sami przerabiali automaty od innych gier wstawiając odpowiednie grafiki. Stąd też nie znajdziecie tutaj żadnych grafik przedstawiających automat dla tej gry. Udało mi się za to znaleźć dwie ulotki reklamowe, jedna pochodzi z rodzimego kraju tej produkcji, czyli Japonii, druga to jednostronicowa ulotka przeznaczona dla zjadaczy hamburgerów. Oczywiście był to rok 1990 więc jeśli chodzi o jakość tych ulotek to nie ma się co spodziewać, że będą to jakieś dzieła sztuki. Jest raczej skromnie, ale pewnie kilka osób chciałoby zobaczyć ja te ulotki wyglądają. Oczywiście znalazłem je na jak zawsze niezawodnej stronie The Arcade Flyer Archive.


Japońska ulotka reklamowa


Amerykańska ulotka reklamowa

Raiden został wydany na kilka platform domowych i to w znacznie późniejszym czasie. Platformy na jakich gra zadebiutowała to, w kolejności alfabetycznej, Atari Jaguar, Atari Lynx, MS-DOS, PC-Engine oraz PlayStation. Dodatkowo pod lekko zmodyfikowanym tytułem gra ukazała się na SNES'ie oraz Sedze MegaDrive oraz na wynalazku, który dla większości graczy jest jakimś cudakiem, o którym nigdy nie słyszeli. Jej nazwa to FM Towns Marty. Na tych trzech konsolach mogliśmy zagrać w Raiden Trad (USA) oraz Raiden Densetsu (Japonia). Z ciekawostek można dodać, że powstawały też wersje dla Amigi 1200 oraz Atari ST i Atari Falcon. Niestety zostały skasowane i w internecie można natknąć się na wersje dla Atari ST i Falcona, które posiadają ukończone tylko trzy pierwsze plansze.

Oczywiście jak to w tamtych czasach bywało konwersje na domowe sprzęty mocno ustępowały swoim automatowym odpowiednikom i w tym przypadku nie jest inaczej. Wersja dla najsłabszej platformy, czyli handhelda Atari Lynx Jako jedyna posiadała obraz ustawiony tak jak w automatowym oryginale, czyli pionowo. Była to też najsłabsza wersja pod względem oprawy audio-wizualnej, jednak nie oczekujmy cudów po grze przeznaczonej dla przenośnej konsoli. Dźwięk w tej wersji był raczej zlepkiem pisków i trzasków a grafika prezentowała się mniej więcej tak jak obrazki na tureckich swetrach. Mimo wszystko dość wiernie oddawała klimat samej rozgrywki i była całkiem grywalna.


Raiden (Atari Lynx)

Wersja przeznaczona dla konsoli Atari Jaguar wydana została w 1995 roku i prezentowała się całkiem znośnie. Miała niezłą grafikę oraz przyzwoitą muzykę, jednak mimo pięciu lat od premiery automatowego oryginału widać, że nie dorównuje mu ona w pewnych względach.


Raiden (Atari Jaguar)

Wersja przeznaczona dla DOSa graficznie wyglądała całkiem przyzwoicie jednak oprawa audio była mocno okaleczona. Do tego w menu gry mogliśmy wybrać tylko trzy opcje. Music Only, GFX Only i None ;) Czyli albo graliśmy z muzyką, ale bez efektów dźwiękowych, albo odwrotnie, albo w ogóle bez dźwięku. Jeśli ktoś z Was grał kiedyś w jakąś grę bez efektów dźwiękowych z samą muzyką, lub odwrotnie to wie, że takie granie jest jakieś niepełne i czegoś tu brakuje. Taki jest właśnie Raiden w wersji dla DOS'a.


Raiden (MS-DOS)

Kolejną wersją była ta przeznaczona dla pierwszego PlayStation. Tutaj dostaliśmy od razu kompilację zawierającą dwie pierwsze części serii i nosiła ona tytuł Raiden Project. Niestety jak wiadomo PSOne miało zbyt mało ramu i nie radziło sobie za dobrze z dwuwymiarową grafiką dlatego w tym przypadku równie nie obeszło się bez cięć w samej rozgrywce. Zaznaczyć jednak trzeba, że wszystkie porty na domowe platformy wymienione do teraz dawały dużo frajdy z rozgrywki i pod tym względem nie ustępowały za bardzo oryginałowi.


Raiden (Sony PlayStation)

Teraz pozostały jeszcze trzy wersje, które w mojej opinii są najbliżej oryginału, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że go przewyższają. Najsłabszy z tych portów jest przeznaczony dla poczciwego Super Nintendo, czyli SNES'a. W tę wersję gra się bardzo przyjemnie i daje ona sporo frajdy mimo że graficznie i muzycznie ustępuje automatowemu oryginałowi i jakością zbliżona jest do wszystkich poprzednich konwersji.


Raiden (SNES)

Wersja dla Segi MegaDrive/Genesis jest zdecydowanie lepiej zrobiona. Grafika jest nawet ładniejsza niż w oryginale, a dźwięk powiedziałbym, że wypada zdecydowanie lepiej niż na automacie. Jeśli więc ktoś chciałby ograć Raidena to powinien zainteresować się właśnie tą wersją, bo prawdopodobnie najłatwiej będzie ją dorwać, a będzie najładniejszą łatwo dostępną wersją.


Raiden (Sega MegaDrive/Genesis)

Pojawiła się też wersja dla komputera w Japonii znanego pod nazwą Turbografx-16, w Europie i USA było to PC-engine. Konwersja ta również nie wyglądała najgorzej i była całkiem grywalną wersją.

 

Ostatnia z domowych edycji gry powstała na konsolę, o której istnieniu większość z graczy prawdopodobnie nawet nie wie, bo została ona wypuszczona przez firmę Fujitsu tylko na rynek japoński. Była to pierwsza 32-bitowa konsola piątej generacji. Raiden w wersji na ten sprzęt posiada zdecydowanie ładniejszą grafikę niż automatowy oryginał, a muzyka w formacie audio CD przewyższa oryginał o dwie klasy i naprawdę ta wersja gry jest zdecydowanie najlepszą jaka kiedykolwiek powstała. Jednak znalezienie jej graniczy z cudem. Nawet starganie z netu obrazu ISO nie jest takie proste i wymaga poświęcenia sporej ilości czasu na dokopanie się do niej w najgłębszych czeluściach internetu.


Raiden (FM Towns Marty)

To już wszystkie werje tej kultowej gry jakie powstały. Teraz przejdę już do tej właściwej, czyli automatowej. W końcu Wóz Drzymały zajmuje się tylko grami automatowymi. Do dzieła zatem.

Tytuł: Raiden
Producent: Seibu Kaihatsu
Rok wydania: 1990
Liczba graczy: 1-2 (jednocześnie, co-op)
Używanych przycisków: 2

 


Raiden (ekran tytułowy)

Fabuła... Tutaj w zasadzie nie jestem w stanie napisać zupełnie nic. W grze nie występuje żadna, nawet znikoma fabuła. Serio. Nie ma żadnego wprowadzenia, ani zakończenia. Nie wiemy gdzie, ani po co toczymy naszą walkę, a zakończenie jest tylko jednym napisem Mission Completed i podliczeniem dodatkowych punktów za to osiągnięcie.


Raiden (zakończenie gry)

W opisie gry w emulatorze M.A.M.E. znalazłem informacje, że mamy rok 2090 i naszą planetę najechali obcy. Do walki o naszą planetę staje dwóch śmiałków w nowoczesnych maszynach, które powstały na bazie technologii obcych pochodzącej z zestrzelonego statku kosmicznego. Nie mam pojęcia skąd pochodzą te informacje, jednak tyle udało mi się znaleźć na temat fabuły.

O postaciach też nic nie jestem w stanie powiedzieć. Są to dwa samolociki. Gracz pierwszy kontroluje czerwony pojazd powietrzny, a gracz drugi, niebieski. To tyle co można powiedzieć o postaciach występujących w grze więc nie marnując więcej miejsca przechodzę do kolejnego punktu opisu czyli przeciwników.

Tutaj już zdecydowanie można coś napisać. Jest ich całkiem sporo, w różnych odmianach i kolorach. Z kilkoma wyjątkami nie uświadczymy tutaj zbyt częstego palete swapa, czyli zmiany kolorów przeciwników. Znajdziemy tutaj standardowo sporo rodzajów czołgów, działek, łódek i samolotów. Mniejsze większe i jeszcze większe. Tradycyjnie w tego typu grach, im większy przeciwnik, tym bardziej niebezpieczny, bo rozpyla większą ilość kulek. Co prawda zdarzają się wyjątki i bardzo niebezpieczni okazują się też wrogowie, którzy są niewielcy a do tego niezbyt opancerzeni, ale potrafią wypluć kulkę w najmniej oczekiwanym momencie. Na sub bossów raczej się tutaj nie natkniemy, ale oczywiście każdy z etapów zakończony jest walką z bossem. Jedni są łatwiejsi, inni trudniejsi, czasami jest ich nawet dwóch ale każdy jest sporych rozmiarów, i potrafi zrobić nam krzywdę jeśli nie zachowamy odpowiedniej ostrożności.

Najbardziej podstawowym rodzajem przeciwników są małe czołgi. Występują w dwóch wersjach kolorystycznych, które poza kolorem nie różnią się od siebie. Pojawiają się przeważnie w małych grupkach i bynajmniej nie są to przeciwnicy, których możemy sobie olać i nie wykańczać. Możemy ich pozbawić wieżyczki i wtedy przestają stanowić dla nas zagrożenie, jednak jeśli pozostawimy choćby jeden czołg samemu sobie, to możemy być pewni, że on to wykorzysta i w najmniej oczekiwanym momencie wyśle nam jedną, szybką i celną kulkę, której pewnie nie unikniemy. Dlatego jeśli już jakiś czołg widzimy, to lepiej go unieszkodliwić zanim on zrobi to z nami.


Małe czołgi

Czasami małe czołgi wyjeżdżają z podziemnych schronów, które są dobrze zamaskowane i wysuwają się spod ziemi. Z jednego takiego bunkra może wyjechać nawet kilka małych czołgów.


Bunkier

Kolejny czołg. Wydaje się niedużo większy od tych poprzednich, jednak jest od nich znacznie groźniejszy, a to ze względu na to, że wyrzuca z siebie imponującą liczbę kulek. Jeżeli będziemy stali centralnie na wprost niego, to nie mamy się czego obawiać. W przeciwnym wypadku będziemy mieli niezłą gimnastykę aby ominąć jego pociski.


Średni czołg

Oczywiście znajdą się też większe czołgi. Pierwszy rozpyla pojedyncze kulki w we wszystkich kierunkach o ile sam nie jest specjalnie groźny tak jeśli jest ich więcej, a zdarza się tak, to potrafią zrobić mały chaos na planszy. Następny jest już nawet sam uciążliwy, bo przemieszczając się wysyła ciągle w naszym kierunku falę dużych kulek. Jeśli uda mu się zapędzić nas do rogu ekranu to może być bardzo niebezpiecznie. Kolejny ze średnich czołgów wysyła w naszym kierunku dwie kulki jednocześnie w pewnych odstępach. Tak jak reszta, sam jest mało groźny, ale przeważnie występuje ich kilka jednocześnie.


Średnie czołgi

Największe z czołgów. Występują tylko w jednym miejscu w grze. Są wielkie i twarde. Wykończenie ich zajmuje sporo czasu. Do tego rozpylają spore ilości kulek i trzeba naprawdę uważać kiedy z nimi walczymy. Oczywiście nie są to jedyni przeciwnicy na planszy, więc kiedy się pojawiają robi się naprawdę ciepło.


Duże czołgi

Z mobilnych przeciwników naziemnych natkniemy się na jeżdżące po torach wózki. O ile sposób w jaki się poruszają jest łatwy do przewidzenia, bo nie wyjadą poza tory, o tyle poruszają się zdecydowanie szybciej niż czołgi i potrafią wystrzelić kulkę w najmniej oczekiwanym momencie. Oczywiście też występują po kilka naraz więc potrafią wytworzyć niebezpieczną sytuację. Występują jeszcze dwa wózki, które w zasadzie nie atakują nas w żaden sposób tylko po prostu sobie jadą po torach i zbierają na siebie nasze strzelanie. Są to takie ruchome tarcze, które blokują nasze ataki, osłaniając pozostałych przeciwników.


Wózki

Po torach poruszają się też oczywiście pociągi. Natkniemy się tutaj na takie konstrukcje. Jest to lokomotywa ciągnąca za sobą jeden albo dwa wagoniki z działkami. W sumie nie są jakoś specjalnie groźne solo, jednak pojawiają się w momentach kiedy na planszy jest też sporo innych przeciwników i lepiej jest zająć się nimi od razu jak tylko je zobaczymy.


Pociąg

Od czasu do czasu natkniemy się też na bomby z silnikiem. Lecą po prostu z góry w dół ekranu i nic nie robią. Dopiero kiedy je zniszczymy rozpryskują się kulkami we wszystkie strony. Często pojawiają się jako wsparcie dla bossów.


Bomba

Z naziemnych przeciwników mamy też różnego rodzaju stacjonarne działka. To że się nie poruszają nie znaczy, że są mniej groźne niż czołgi. Trzy podstawowe rodzaje działka wyglądają bardzo podobnie i zachowują się też podobnie. Wyjątkiem jest szare działko, które strzela w nas pociskami możliwymi do zestrzelenia przez co jest mniej groźnie niż pozostałe dwa. Kolejne z działek jest o tyle sprytne, że jest wbudowane w ziemię i od czasu do czasu zasłania się klapą. Wtedy nie jesteśmy w stanie nic mu zrobić.


Działka

Następne trzy rodzaje działek wychodzą z ziemi i rzucają pojedynczymi kulkami. Te na szczęście możemy niszczyć nawet kiedy są schowane, więc nie są aż tak upierdliwe jak to, które jest osłaniane. Występują one jako elementy otoczenia, są wbudowane w podłoże.


Działka

Ostatnie trzy działka to te występujące w planszach rozgrywających się w kosmosie. Jedno malutkie, które często umknie naszej uwadze, bo strzela pojedynczymi kulkami z bardzo niską częstotliwością przez co często zostaje zniszczone zanim zdążymy je w ogóle zauważyć. Kolejne działko to wymyślny sprzęt poruszający się po orurowaniu stacji kosmicznych. Potrafi się po nich poruszać, a do tego od czasu do czasu odwraca się pod spód rury przez co nie można do niego strzelać. Ostatnie działo to już wielka maszyna, która tak naprawdę wygląda groźniej niż jest w rzeczywistość. Prawie nie strzela i bardzo łatwo je zniszczyć. Jedynym jego atutem jest opancerzenie, które wytrzymuje sporą ilość ataków.


Działka

Z naziemnych przeciwników natkniemy się jeszcze na mini bazę wroga. Jest to kompleks trzech budynków połączonych tunelami. Nie ostrzeliwuje się jakoś specjalnie, bo tylko centralna część od czasu do czasu wypluje jakąś kulkę jednak w skrzydłach znajdują się dodatkowe bonusy, które warto uwolnić. Wystarczy skupić ogień na centralnym budynku, który jest dość twardy. Jednak jeśli uda się nam go zniszczyć, to skrzydła również zostaną zniszczone uwalniając zamknięte w nich bonusy.


Kompleks wojskowy

Przechodzimy teraz do latających przeciwników. Podstawowym przedstawicielem tego typu przeciwników są pojazdy przypominające swoim zachowaniem śmigłowce. Wymiękają po jednym pacnięciu i występują w grupkach po kilka sztuk. Wbrew jednak temu co można o nich sądzić, są to jedni z najbardziej uprzykrzających życie przeciwników. Osobiście chyba najbardziej ich nie lubię, a to dlatego, że wylatują z góry ekranu, dolatują do samego dołu i tam się przyczajają. Kiedy już tam dotrą bardzo trudno jest ich unieszkodliwić, bo próba podlecenia do nich przeważnie kończy się zderzeniem i naszym zgonem. Do tego stojąc tak z boku co chwilę wyrzucają w naszym kierunku kulkę. Naprawdę są to groźni wrogowie mimo swojego niepozornego wyglądu.


Helikoptery

Na planszach kosmicznych pojawia się też kosmiczny gruz, czyli przemierzające kosmos kamienie. Potrafią tylko przyjmować obrażenia i wlatywać w nas. Jednak występują w takich ilościach, że można nie nadążyć z ich niszczeniem, dlatego często konieczne staje się lawirowanie pomiędzy nimi.


Asteroida

Oprócz helikopterów natrafimy też oczywiście na samoloty mniejsze i większe. Tych mniejszych mamy trzy rodzaje. Wszystkie wylatują w rożnych stron, nigdy nie same, przeważnie w grupkach liczących kilka sztuk lub jeden po drugim. Poruszają się bardzo szybko. Pierwsze dwa rodzaje pojawiają się, wysyłają jedną lub kilka kulek i starają się jak najszybciej opuścić pole walki. Trzeci rodzaj wylatuje z góry i leci pionowo w dół starając się po prostu w nas wlecieć.


Małe samoloty

Kolejną i znacznie liczniejszą grupą samolotów są te większe. O ile wcześniejsze, małe samolociki mogliśmy strącić jednym strzałem, tutaj musimy się już trochę napocić. Pierwszy z większych samolotów leci sobie powoli z góry na dół sypiąc co chwilę sporą serią grochu w naszym kierunku. Jeżeli nie uda nam się go zestrzelić i przeleci, to nie znaczy, że możemy o nim zapomnieć. Za chwilę wróci i będzie leciał z dołu do góry. Jeśli zobaczymy taki jeden to możemy mieć pewność, że zaraz gdzieś obok pojawi się następny. Kolejne z tego typu samolotów pojawiają się zawsze w parach. Lecą obok siebie i ślą w naszym kierunku pociski parami. Trzeci z samolotów rozpyla stosunkowo mało pocisków jednak jego siłą jest coś innego. Po przyjęciu na klatę kilku strzałów przestaje strzelać, ale znacząco przyspiesza starając się nas po prostu staranować.


Duże samoloty

Kolejne dwa samoloty to w zasadzie to samo tylko w innych kolorach. Przeważnie wylatują z boku ekranu i lecą w górę zbliżając się do środka. Nie są jakoś wyjątkowo groźne, ale warto się nimi zająć żeby nie robiły dodatkowego chaosu na planszy. Następny z dużych statków powietrznych to w zasadzie statek kosmiczny. Występują tylko w jednym miejscu gry i jest ich od razu cztery. Ustawiają się w formacji przypominającej prostokąt, zawisają w miejscu i po prostu nas ostrzeliwują. Problem z nimi jest taki, że są wyjątkowo twarde.


Duże samoloty

Największy z samolotów to kosmiczny bombowiec. Wylatuje z dołu ekranu, co samo w sobie jest już niebezpieczne. Jest kurewsko wytrzymały i nawet zrzucenie centralnie na niego bomby nie powoduje, że uda się nam go zniszczyć. Kiedy już znajdzie się przed nami, strzela piękną kaskadą pocisków, którą w sumie jest łatwo ominąć ale trzeba wiedzieć jak się ustawić. Wyrzuca też opisywane wcześniej bomby, które po zestrzeleniu rozpadają się na stado kulek lecących w każdą stronę.


Bombowiec

Ostatnim rodzajem samolotów jest transporter. Co prawda pojawia się on już na początku pierwszej planszy i znajdziemy ich w grze chyba najwięcej, a to z tego prostego powodu, że jest to latający pojemnik. Zawsze po zestrzeleniu takiego przeciwnika możemy liczyć na jakiś bonus w postaci strzelania, bomby albo rakiet. Sam w sobie jakoś specjalnie groźny nie jest i raczej prosto uniknąć jego pojedynczych kulek wysyłanych w różne strony.


Transporter

Ostatnią grupą pojazdów są te poruszające się po wodzie, czyli łódki różnego rodzaju. W sumie jest ich tylko cztery rodzaje, a to pewnie dlatego, że plansz z wodą jest w grze stosunkowo mało. Pierwszy rodzaj łódek to zwykłe motorówki będące odpowiednikiem podstawowych czołgów. Można im też rozwalić wieżyczkę co powoduje, że przestają być upierdliwe. Drugi rodzaj łódek to te trochę większe, które można porównać do średnich czołgów, nawet podobnie rozpylają pociski i te już są trochę bardziej wytrzymałe oraz bardziej niebezpieczne. Czasami wypada z nich jakieś strzelanie, jednak nie jest to regułą. Trzeci rodzaj statków to coś na wzór łodzi desantowej. W sumie zauważyłem tylko jedną taką w całej grze. Wypływa z dołu ekranu i najlepiej zniszczyć ją zanim zacznie strzelać, bo rozpyla też całkiem sporą liczbę pocisków.


Statki

Ostatnim rodzajem statku jest wielki transportowiec. Uzbrojony w dwa wielkie działka rozpyla sporą ilość pocisków. Jakby tego było mało z luków na burtach wypuszcza małe motorówki. Do tego jest mega twardy i wytrzymuje nawet zrzucenie bomby. Dlatego jeden taki statek potrafi zrobić naprawdę niezłą sieczkę na planszy.


Duży statek

To już wszyscy zwykli przeciwnicy. W związku z tym, że nie uświadczymy w grze żadnych sub-bossów przechodzimy od razu do największych wymiataczy, czyli bossów. Są oni jak na szefów przystało znacznie więksi, potrafią zająć połowę ekranu, ale nie zawsze są jacyś bardzo trudni. Pierwsi dwaj w zasadzie są znacznie łatwiejsi do pokonania niż plansze, których strzegą. Pierwszym bossem są dwa wielkie czołgi. Jeden pojawia się pierwszy i cofa się wraz z ekranem dojeżdżając do miejsca gdzie czeka na nas już drugi jego ziomek. Obaj są w sumie dość prości i wystarczy ustawić się w odpowiednim miejscu kiedy zaczynają rozpylać kulki aby ominąć cały ostrzał. Nie są oni jakoś wyjątkowo twardzi i bez większych problemów można pokonać ich obu nie wspomagając się bombą.


Pierwszy boss

Drugim z bossów jest wielki, modułowy samolot. Najpierw strzela pionowo w dół seriami pocisków z działek zamontowanych na skrzydłach. Kiedy zniszczymy mu te skrzydła zaczyna wypuszczać z siebie chmary małych samolocików, które niczym upierdliwe komary rzucają się na nas. Od czasu do czasu rozpyla też kulki lecące bardziej na boki niż w dół, co może być trochę dezorientujące i trudne do ominięcia. Jeśli jednak wyczaimy jak się ustawić nie powinno to nam w niczym przeszkadzać.


Drugi boss

Trzeci z bossów to wielka łódź. Walka z nim podzielona jest na dwa etapy. Najpierw sypie do nas grochem z zamontowanych działek. Jego pociski są szybkie, ale nie jest ich jakoś specjalnie dużo. Dodatkowym problemem są motorówki, które pływają obok. Kiedy już wyłapie odpowiednią ilość strzałów jego wierzchni pancerz rozpada się i ujawnia prawdziwe oblicze. Naszpikowanymi wielkimi armatami kadłub, który strzela już zdecydowanie więcej.


Trzeci boss


Trzeci boss

Czwarty z bossów to wielki poruszający się budynek z dwoma doczepianymi, mniejszymi dobudówkami, które poruszają się po torach. Jest to o tyle uciążliwe, że ów dobudówki znikają czasami z boku ekranu i nie widzimy dokąd pojechały. Z tego powodu czasami możemy uciekając przed ostrzałem odsłonić jedną z tych dobudówek, które od razu wyślą w naszym kierunku jeden pocisk.


Czwarty boss

Piąty szefo to wielki czołg, który chyba marzy o tym żeby zostać samolotem. Ostrzeliwuje się dość intensywnie i trzeba mocno uważać. Kiedy przyjmie odpowiednią ilość strzałów, rozkłada skrzydła i zaczyna pruć w nas jeszcze mocniej, a od czasu do czasu wypuszcza małe ośmiokątne pojazdy, które nie dość, że służą mu jako całkiem wytrzymałe tarcze, to jeszcze również strzelają.


Piąty boss

Szósty z bossów jest chyba najmniejszym z całej ekipy. Są to dwa pojazdy mniejsze niż największy z czołgów. Mają zamontowane po dwie wieżyczki w kształcie głów każdy i to z nich właśnie prowadzą ostrzał, który nie jest jakoś specjalnie trudny do ominięcia. Autorzy chcieli chyba dać graczowi odsapnąć przed następną trudną planszą.


Szósty boss

Przedostatni z szefów jest największym z nich wszystkich. Zajmuje jakieś trzy czwarte ekranu i praktycznie ani przez chwilę nie jest widoczny w całości. Ma dwa małe działka, które jeżdżą sobie po rurach i ostrzeliwują nas. Na szczęście przez rury można swobodnie przelatywać i kontakt z nimi nie grozi śmiercią. Ostrzeliwuje nas z czterech działek ukrytych pod klapami na kadłubie oraz wypuszcza serie z centralnego punktu, czyli czegoś na kształt kabiny.


Siódmy boss

Ostatni z bossów to taki trochę transformer. Co chwilę dołącza inne elementy, i zmienia kształt. Sieje grochem w różnych wykwintnych konfiguracjach i ciężko jest tak naprawdę rozpisywać się o układach jakimi strzela, bo jest tego tyle, że mógłbym o tym napisać osobny tekst. Jeżeli będziemy niszczyć go odpowiednio szybko, to nie zdąży dołączyć wszystkich elementów. Jednak to tak naprawdę niewiele zmienia, bo i tak robi taką zadymę, że trzeba być chyba cyborgiem żeby wyjść z tego ostrzału bez szwanku.


Ósmy boss

To tyle jeśli chodzi o przeciwników. Kolejny akapit poświęcę na kilka słów o lokacjach, które przyjdzie nam przemierzyć w naszej bezcelowej walce o nie wiadomo co ;) Gra została podzielona na osiem plansz. Wszystkie są mniej więcej podobnej długości i przejście całości zajmie wprawnemu graczowi około pół godziny, co jak na standardy salonowe nie jest może jakimś wyśrubowanym wynikiem. Gra jest jednak na tyle trudna, że jeżeli ktoś chce przejść ją na jednej blaszce, to adrenalina podbijana jest tak wysoko, ze zagina czasoprzestrzeń i czas po prostu zwalnia, przez co mamy wrażenie, że graliśmy zdecydowanie dłużej. Gra jest zrobiona na zasadzie ciągłości, czyli każda plansza jest kontynuacją następnej. Mamy tylko krótką przerwę na podliczenie punktów i lecimy dalej, bez przenoszenia się w jakieś inne miejsce.


Plansza czysta ;)

Gra skonstruowana jest tak, że jeśli przejdziemy wszystkie osiem plansz to zaczynamy od początku tylko z nieco podniesionym poziomem trudności, co dla mnie osobiście jest już niepoważne, bo nawet przy pierwszym podejściu gra jest dla mnie mega trudna, a to co dzieje się na drugim loopie powoduje, że w zasadzie jedynym co mogę robić to wyrzucać wszystkie posiadane bomby zanim zostanę zestrzelony. Jeśli ktoś ma zacięcie, to może przechodzić grę bez końca, jednak potrzebny jest naprawdę niezły skill.

Plansza pierwsza. Zaczynamy nad sielankowym zielono-piaszczystym terenem, który przecinają niebieskie rzeczki. Od czasu do czasu trafimy na jakiś budynek. Ogólnie pierwsza lokacja jest bardzo przyjemna i nie zwiastuje rzezi jaka za chwile będzie miała miejsce.


Plansza pierwsza

Druga plansza. Dolatujemy do jakiegoś bardziej przypominającego miasto terenu. Najbardziej efektownym momentem planszy są kilkupoziomowe mosty. Tzn na pierwszym planie mamy różne mosty, a dużo, dużo niżej resztę planszy. Swoją drogą zawsze w tego typu grach zastanawiało mnie jak to jest, że lecąc samolotem i strzelając z karabinu jesteśmy w stanie jednocześnie trafiać samoloty w powietrzu i czołgi/statki na ziemi czy wodzie. Ale to tylko taka moja rozkmina ;)


Plansza druga

Trzecia plansza, docieramy do jakiegoś portu i nad wodę. W tej lokacji głównymi przeciwnikami są jednostki pływające. Nie wylatujemy w morze, raczej ciągle snujemy się nad nabrzeżem i rozwalamy kolejne instalacje umieszczone w porcie.


Plansza trzecia

Czwarta plansza. Znowu lecimy nad suchym lądem. Znowu wyciszająca zieleń lasów i troszkę gór, aby w końcu trafić na pustynię i walczyć z bossem. Nic jakoś wielce spektakularnego tutaj nie ma. Poza oczywiście wzmagającą się zadymą.


Plansza czwarta

W planszy piątej docieramy do jakiś militarnych zabudowań na pustyni. Znów plansza sprawia wrażenie wielopoziomowej i wygląda to całkiem ładnie. W końcu trafiamy nad coś w rodzaju bazy lotniczej i w dole widać pasy startowe oraz jakieś baraki.


Plansza piąta

Po planszy piątej występuje mały przerywnik, w którym widzimy jak nasz samolot ląduje na jakimś lotniskowcu, ale w chmurach i jest to tylko międzylądowanie, bo po chwili widzimy jak nasz dzielny jet fighter opuszcza naszą planetę. Szósta plansza rozgrywa się w kosmosie. Najpierw w całkowitej próżni gdzie latają tylko asteroidy. Po chwili dolatujemy chyba do księżyca, bo pojawia się jakieś podłoże i oczywiście inni przeciwnicy niż latające kamienie.


Plansza szósta

Siódma plansza to w dalszym ciągu kosmos. Tym razem lecimy wzdłuż czegoś co przypomina jakąś stację kosmiczną. Zdecydowanie nie jest to cywilna stacja, bo jest naszpikowana działkami w takiej ilości, że musi to być baza wojskowa.


Plansza siódma

Plansza ósma to znowu jakaś baza. Tym razem wygląda na jakąś księżycową bazę wojskową. W sumie przez większą część tej planszy lecimy nad jakąś bazą, a w niej wraz z ekranem przesuwa się ostatni boss. Po załatwieniu bossa nasz stateczek wchodzi w atmosferę i wraca na ziemie, po czym znajdujemy się dokładnie w tym samym miejscu gdzie zaczynaliśmy pierwszą planszę i cała zabawa zaczyna się od nowa, z tą drobną różnicą, że pociski wystrzeliwane przez wrogów latają znacznie szybciej.


Plansza ósma

Plansze mamy za sobą więc teraz kilka słów o grafice. Ta jak na rok 1990 prezentuje się całkiem przyjemnie. Plansze jak już wspominałem są przygotowane dość szczegółowo i widać, że grafik starał się upchnąć jak najwięcej detali. Rok 1990 był to przełom generacji więc programiści potrafili już dość sporo wycisnąć ze starego sprzętu. Pojazdy wrogów jak i nasze statki również przygotowane są całkiem szczegółowo i całość oprawy wizualnej stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Ładnie wyglądają również power up'y, szczególnie te zmieniające strzelanie. Kwadraciki ze szklanymi kryształkami w środku, są jednym z bardziej rozpoznawalnych elementów serii. Pociski przeciwników też nie ograniczają się tylko do takich samych kulek i występują w kilku rodzajach. Eksplozje zniszczonych przeciwników również wyglądają całkiem przyzwoicie. Może efekt jaki wywołuje zrzucona bomba mógłby być trochę ładniejszy, ale to w sumie drobny detal. Wszystko to powoduje, że grafika nawet dziś nie powinna nikomu wkłuć oczu. Oczywiście po zastosowaniu kilku filtrów graficznych, bo bezpardonowe rozciągnięcie grafiki 224x265 pikseli do takiego 1920x1080 spowoduje wykwit kwadratowych kafli powodujących, że nie wiele będziemy w stanie zobaczyć.

Jeśli chodzi o animację to wszystko jest w porządku. Nie uświadczymy żadnych zwolnień nawet przy większych zadymkach i stadzie eksplozji. Ruch pojazdów i statków powietrznych jest płynny i widać, że grafik się postarał.

Oprawa dźwiękowa. Tutaj jest nieco gorzej. Jeśli chodzi o samą muzykę to jest ona całkiem przyzwoita i niektóre utwory potrafią wpaść w ucho jeśli ktoś lubi muzykę w stylu ośmiobitowego plumkania. Wydany został nawet oficjalny soundtrack i naprawdę może się on podobać. Utwory nie są może jakieś bardzo dynamiczne, ale pasują do samej gry i melodie plumkające z głośników nie przeszkadzają w graniu, a raczej są miłym tłem. Po prostu muzyk zrobił co mógł, ale ograniczenia sprzętowe nie pozwoliły mu bardziej rozwinąć skrzydeł.

Jeśli chodzi o efekty dźwiękowe to tutaj jest dość nierówno. Odgłosy strzelania i kilka innych przywodzą na myśl ośmiobitowe komputerki, z drugiej strony efekt wybuchu większych jednostek jest wręcz genialny. Ciężka, przytłumiona, ale głośna eksplozja robi spore wrażenie i jest jednym z elementów, który przebijał się przez wszystkie inne dźwięki tworzące środowisko dźwiękowe w salonie gier. Ogólnie oprawa dźwiękowa stoi na średnim poziomie i jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że gra wygląda lepiej niż brzmi. Oczywiście to tylko moje zdanie i na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie twierdził inaczej.

Zajmijmy się jednak tym, co w każdej grze jest najważniejsze, czyli samą rozgrywka. Do sterowania poczynaniami naszego hi-endowego myśliwca używamy gałki oraz dwóch przycisków. Jeden to normalne strzelanie, drugi oczywiście bomba. Nie ma tutaj nic nadzwyczajnego i jest wręcz do bólu standardowo, jednak nie ma się czym martwić, bo w niczym to nie przeszkadza. Jeżeli chodzi o strzelanie, to w grze mamy dwa rodzaje podstawowego strzelania oraz dwa rodzaje rakiet. Podstawowe działko, potocznie zwane groszkiem. Jest to stosunkowo słabe strzelanie, jednak jego zaletą jest to, że swoim zasięgiem pokrywa w zasadzie cały ekran przed naszym samolotem. Oczywiście w przypadku jeśli mamy je już dobrze podpakowane. Jego symbol to kwadracik z czerwonym kryształem. Drugi rodzaj strzelania to laser. Jest to odwrotność groszku, czyli bardzo mocne, ale za to skupione w wąską wiązkę, lecącą tylko prosto do przodu. Jest też jeszcze jeden powerup będący kwadracikiem z literką P. W przeciwieństwie do innych gier tego typu, nie wzmacnia on naszego strzelania o jeden poziom, a podnosi go od razu na maksa. Jest to więc bardzo pożądany przedmiot. Szczególnie przez takiego lamusa jak ja, który nie potrafi przeżyć tak długo żeby nazbierać pełną moc strzelania przy użyciu standardowych przedmiotów do tego służących.


Groch, Laser, Max Pow

Odnośnie strzelania warto też zaznaczyć, że w przeciwieństwie do innych gier z tego gatunku, w których do osiągnięcia maksymalnej mocy strzelania wystarczy zebrać trzy lub cztery przedmioty, w Raidenie, aby tego dokonać potrzebujemy ich naprawdę sporo. Nie wiem dokładnie ile, ale obstawiam, że około dziesięciu. Co powoduje, że zebranie maksymalnego poziomu wcale nie jest takie proste. Kolejną rzeczą jaką warto napisać o przedmiotach odpowiedzialnych za strzelanie jest sposób jego zbierania i zmiany. Jeżeli lecimy z groszkiem i zbierzemy czerwoną płytkę to poziom naszego strzelania wzrośnie. Jednak płytki ze strzelaniem co chwilę zmieniają kolor z czerwonego na niebieski i jeśli zbierzemy płytkę niebieską, to poziom naszego strzelania pozostanie bez zmian, a zmienimy tylko rodzaj strzelania na laser. Jeżeli posiadamy już maksymalny poziom strzelania, to możemy płytki wykorzystywać do jego zmiany, albo zbierać taki kolor jaki posiadamy i wtedy dostaniemy za nią dodatkowe 5.ooo punktów.

Oprócz głównego strzelania mamy też pomocnicze rakiety. Odpalane są tak samo jak podstawowe strzelanie, czyli po prostu naciskając przycisk strzelania. Również dostępne mamy dwa rodzaje rakiet. Jedne oznaczone literką M, czyli Missle są to zwykłe rakiety nienaprowadzane. Ich zaletą jest większa siła, wadą oczywiście to, że lecą tylko prosto. Drugi rodzaj rakiet to rakiety samonaprowadzające. Oznaczone są literką H od Homing Missle. Są one oczywiście słabsze, jednak same naprowadzają się na cel i dzięki temu po odpaleniu szukają wroga, któremu mogą zrobić krzywdę. Jeżeli chodzi o działanie power up'ów za nie odpowiedzialnych wszystko dzieje się tak samo jak w przypadku podstawowego strzelania, z tą różnicą, że aby osiągnąć ich maksymalną siłę wystarczy zebrać ich dwie lub trzy sztuki. Później również otrzymujemy 5.ooo punktów za każdą zebraną płytkę, lub możemy wykorzystać je do zmiany rodzaju rakiet. Osobiście uważam, że optymalnymi są dwa zestawy strzelań. Do czerwonego groszku najlepiej jest wziąć rakiety nienaprowadzane, dzięki czemu zyskujemy trochę na sile strzelania. W przypadku lasera lepiej sprawdzają się rakiety samonaprowadzające. To jednak również tylko moje swobodne spostrzeżenia na ten temat. Oczywiście po każdej utracie życia, strzelanie, zostaje zredukowane do najniższego poziomu, a rakiety znikają w ogóle z naszego ekwipunku.


Rakiety, Naprowadzane

Ostatnim rodzajem power upa na jaki natkniemy się w grze jest przedmiot zwiększający ilość bomb w naszym ekwipunku. Standardowo zaczynamy grę z trzema bombami w zasobniku i do takiej ilości wracamy po każdej utracie życia. Nie wiem jaka jest maksymalna ilość posiadanych bomb, ale przypuszczam, że jest to liczba sześć, a później każda następna zebrana bomba dodaje nam kolejne 5.ooo punktów.


Bomba

Czym jest bomba? Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że jest to bardzo mocny atak, który wymiata wszystko w promieniu swojego zasięgu włączając w to pociski przeciwnika. Jednak w Raidenie zrzucenie takiej bomby nie daje nam gwarancji przetrwania. O ile w innych grach tego typu sytuacja przeważnie wygląda tak, że natychmiast w momencie naciśnięcia przycisku znikają wszystkie pociski wroga i możemy podziwiać festiwal zniszczenia na całej powierzchni ekranu, tak w tej grze od naciśnięcia przycisku do wybuchu bomby mija około dwóch sekund, w czasie tym wszystkie pociski są nadal groźne. Dlatego często zdarzają się sytuacje kiedy po odpaleniu bomby zostajemy zestrzeleni i dopiero po chwili rzeczona wybucha. Do tego nie pokrywa ona swoim obszarem całego widocznego terenu, a tylko obszar w promieniu eksplozji. Tak więc używanie bomb w tej grze nie jest takie proste i bezstresowe jak w przypadku pozostałych gier, co dodatkowo podnosi poziom jej trudności.

Jeśli jesteśmy już przy znajdźkach to poza uzbrojeniem możemy jeszcze trafić na zdobycze punktowe. W sumie jest ich trzy rodzaje. Medal, dodający nam 3oo punktów, tajemniczy rycerz, albo jakiś czarownik, za zebranie którego dostaniemy punktów 3.ooo, oraz wróżka, za zebranie której otrzymamy 1o.ooo punktów. Ta ostatnia jest bardzo rzadkim znaleziskiem i można przejść grę kilkukrotnie, a nie wiedzieć, że coś takiego w grze występuje.


Medal, Rycerz, Wróżka

Co ciekawe odkryłem przynajmniej w dwóch miejscach w grze, na planszach gdzie występuje dużo drzew, że strzelając w niektóre z nich, nasze strzelanie jest pochłaniane i widać żółte miejsca trafienia. Kiedy odpowiednio długo naparzamy w takie drzewo, wylatuje z niego właśnie wróżka.

Ostatnią znajdźką występującą w grze jest uwielbiany przez wszystkich graczy znaczek 1up, czyli po prostu dodatkowe życie. Niestety występuje tak rzadko, że nie udało mi się uwiecznić go na screenie, więc nie posiadam żadnej jego grafiki. Ale jest to po prostu migoczący na biało i zielono napis 1up.. Dodatkowe życia, przy ustawieniach standardowych otrzymujemy też jeśli zdobędziemy 15o.ooo oraz 4oo.ooo punktów.

W grze występują dwa rodzaje pojemników. Baraki wewnątrz, których znaleźć możemy albo medal, ewentualnie rycerza, i te są bardziej szare, oraz drugie, w których znajdują się kwadraciki z literkami M i H, czyli rakietami. Te są bardziej czerwone.


Punkty, Broń

Wracając jeszcze do samej rozgrywki to wypada napisać o patencie z przesuwającym się ekranem. W związku z tym, że gra używa pionowego ułożenia monitora, czyli ekran jest obrócony o 90 stopni, pole walki nie jest zbyt szerokie. Jednak zastosowano pewien trik. Kiedy polecimy maksymalnie w lewo, to nie dolecimy od razu do krawędzi ekranu tylko najpierw przesunie się on trochę w lewo, odsłaniając niewidoczną wcześniej część planszy. Tak samo jeśli polecimy w prawo. Dzięki temu pole walki trochę się powiększa, ale też utrudnia to samą grę. Bo jeśli odsłaniając ekran, odsłonimy jakiegoś wroga, to ten od razu zacznie nas ostrzeliwać. Więc przesuwając się w bok, możemy wyłapać szybką kulkę z niespodziewanego kąta bo przeciwnik właśnie będzie już znikał za dolną krawędzią ekranu.

Gra posiada też patent, który pokazywał, że gra nastawiona jest raczej na granie w dwie osoby. Otóż kiedy obaj gracze ustawią się w linii pionowej, tak że jeden będzie strzelał w kuper drugiemu, jego strzelanie trochę się zmienia. Z pojazdu drugiego gracza nasze strzelanie wylatuje w postaci zielonych gwiazdek, które rozlatują się we wszystkie strony. Nie jest to może specjalnie efektowne, jednak siła tego patentu jest naprawdę imponująca.

Zastosowano tutaj też pewien patent, który powoduje, że przejście gry w pojedynkę jest znacznie trudniejsze. Mianowicie po każdej utracie życia, ekran zabudowuje się zielonymi płytami, a kiedy płyty znikają zostajemy cofnięci o kawałek planszy. Przez to, gdy często tracimy życia, co w tej grze jest raczej normą dla zwykłego śmiertelnika, często cofamy się i musimy powtarzać daną część planszy raz za razem. Można jednak to stosunkowo łatwo obejść. Jeżeli do gry dołączy drugi gracz, to gra przestaje wyskakiwać z cofaniem nas. Nawet jeśli zginiemy oboje jednocześnie, a co najlepsze, kiedy drugi gracz straci wszystkie życia i się nie dołączy, to gra już do końca pozostanie w takim trybie bez cofania, co naprawdę znacząco ułatwia granie i oszczędza nerwów.

To w sumie już wszystko, co chciałbym Wam napisać na temat tej kultowej gry, jaką zdecydowanie jest Raiden. Prawdę mówiąc nie jestem pewien dlaczego akurat ta seria została okrzyknięta tym mianem, ale domyślam się, że jak na swoje czasy wyglądała naprawdę świeżo i wprowadzała shmupy na nowy poziom. Ja osobiście nigdy nie miałem z tą serią zbyt wiele do czynienia, gdyż po prostu jestem za cienki w shmupy, a Cała seria Raiden do najprostszych nie należy. Poza tym najwięcej do czynienia miałem z trzecią częścią serii, która nosiła tytuł Raiden DX, jednak w nią też mi szło raczej marnie ;)

Na zakończenie, już tradycyjnie, dla wszystkich, którym nadal mało, zamieszczam filmik pokazujący grę w akcji. Jest to tylko jeden loop pokazujący głównie to, jak bardzo nie umiem w Raidena ;)

To już wszystko co przygotowałem dla Was na dzisiaj. Dziękuję za poświęcony czas i mam nadzieję, że miło go spędziliście. Zapraszam jeszcze do udziału w sondzie, która wyłoni grę, o której tekst pojawi się już w następnym odcinku Wozu Drzymały już w następny czwartek.

 

 

Tekst pochodzi z mojej strony www.Retro-Granie.info.

Tagi: arcade raiden retro salon gier shmup soot'em up wóz drzymały

Oceń notkę
+ +29 -

Drzymała
Oceń profil
+ +102 -
Ciapo
Ranking: 78 Poziom: 60
PD: 28344
REPUTACJA: 13512
Miesięcznik PSX Extreme