Blog użytkownika hellion

hellion hellion 08.05.2018, 17:37
Tales from the Games: Contra (3/4)
746V

Tales from the Games: Contra (3/4)

W poprzednim odcinku: Billy staje u stóp wielkiego wodospadu. Wspina się na górę po potężnej konstrukcji. Po dotarciu za sam szczyt, komandos natrafia na kolejną bazę, chronioną przez gigantycznego opancerzonego stwora. Z trudem pokonuje potwora. Wewnątrz bazy znajduje się kolejny komputer, który musi zabezpieczyć. Wróg jednak przechytrza wszystkich i uruchamia proces autodestrukcji. Billy łamie rozkaz i odjeżdża windą…

Śnieżne pole

Pomimo, że podróż windą na górę nie trwała zbyt długo, to jednak obfitowała w drastyczną zmianę temperatury. Robiło się coraz zimniej, a gdy winda zatrzymała się na powierzchni, Billy odczuwał, że spadła ona poniżej zera. Jednak nie było to dla niego zaskoczeniem, zważając na fakt, że zewsząd otaczał go śnieg. Znajdował się na najwyższym szczycie, jaki był na tej wyspie, kilka tysięcy metrów nad poziomem morza. Powietrze było bardzo rozrzedzone, utrudniając komfortowe oddychanie. Lateksowy niebieski mundur, który tak naprawdę stanowiły mało wygodne spodnie, po raz kolejny nie zdał egzaminu. Ostry jak brzytwa chłód przeszywał go aż po same kości.

W okolicy było cicho. Wszechobecność śniegu sprawiła, że pomimo nocy, widoczność była doskonała. Dzięki temu w oddali spostrzegł oddziały wojskowe szykujące się do ewakuacji. Grupka kilkudziesięciu ludzi w strojach kosmonautów, które widział na samym początku misji, prowadziła sprawny załadunek sprzętu do dziwnych pojazdów powietrznych. Swoim wyglądem przypominały statki kosmiczne, jakie często widnieją na okładkach książek Sci-fi. Billy postanowił podejść bliżej by lepiej ocenić sytuację.

"W okolicy było cicho. Wszechobecność śniegu sprawiła, że pomimo nocy, widoczność była doskonała."

Starał się zachowywać jak najciszej, choć kolor spodni sprawiał, że jeśli ktoś chciał to i tak by go zauważył. Tak też się stało chwilę potem, gdy nieopodal niego wylądował przedmiot wielkości dużego kamienia, wyrzucony z rowu oddzielającego drogę od lasu. Rzekomy kamień w całości zatopił się w śniegu, więc Billy odruchowo uskoczył w bok. Nie zdążył dobrze upaść, gdy rzucony przedmiot okazał się granatem. Wrogowie już wiedzieli, że za nimi podąża, więc nie nacieszył się zbyt długo ciszą. Gdy wstał dostrzegł człowieka, który rzuconym granatem wszczął ten alarm. Billy wystrzelił dwa razy i oba pociski trafiły w cel. W oddali kilka z pojazdów powietrznych było już w górze. Ostatnie grupki ludzi pakowały się do kolejnych. W jego kierunku jechały dwa całkowicie opancerzone pojazdy przypominające olbrzymie spycharki.

Były to potężne pojazdy gąsienicowe, służące najpewniej do torowania drogi w trudnym terenie. Zarówno przód jak i dach w całości pokryte były grubymi ostrymi kolcami, co sugerowało Billemu, że zostały one celowo przerobione by móc z całym impetem wjeżdżać we wrogów. Gruby pancerz i działko na przedzie potwierdzały te przypuszczenia. Oba jadąc jeden obok drugiego zbliżały się z dość dużą, jak na pojazd o takich gabarytach i tak trudnych warunkach pogodowych, prędkością. Billy oddał kilka strzałów by sprawdzić swoje szanse z mechanicznym przeciwnikiem. Niestety, tak jak przypuszczał, nie dało to żadnych rezultatów. Pomiędzy nim a pancernikami pozostało już zaledwie około stu metrów. Oba jadące obok siebie pojazdy stawały się zbliżającą, szeroką, kolczastą ścianą. Zbyt szeroką by spróbować gdziekolwiek uskoczyć. Znajdujące się na dachach działka wystrzeliły swoje pierwsze pociski, na całe szczęście niecelnie. Billy zaczął wykonywać szybkie uskoki na boki niczym dryblujący piłkarz, a wszystko po to by zachować szczelinę, jaka dzieliła oba pojazdy, w szerokości umożliwiającej przeciśnięcie się. Było to jedyne wyjście z tej beznadziejnej sytuacji.

"Nieopodal niego wylądował przedmiot wielkości dużego kamienia, wyrzucony z rowu oddzielającego drogę od lasu."

Kiedy nastąpił odpowiedni moment Billy przystanął i błyskawicznie dał susa w przód, w locie odwracając się bokiem by zwiększyć swoje szanse. Pojazdy minęły go wraz z podmuchem gorącego powietrza powstałego w ich potężnych silnikach. Po chwili zatrzymały się i rozpoczęły zawracanie by tym razem zmiażdżyć intruza. W tym momencie komandos rzucił się pędem w kierunku lasu, skąd wcześniej został zaatakowany granatem. Miał trochę czasu zanim pancerne spycharki zawrócą. Co chwilę gdzieś wokół niego spadały kolejne niecelne pociski. Wycieńczony dotychczasowym wysiłkiem dobiegł do rowu gdzie leżał zabity grenadier, a obok niego leżało to, na co liczył – skrzynia pełna granatów. Wziął ze sobą tyle ile potrafił unieść i ruszył w kierunku rzadkiego lasu, licząc, że to mu da przewagę.

Spycharki wjechały do lasu z całym impetem, kosząc stojące im na drodze krzewy i małe drzewka. Tym razem jednak jechały jedna za drugą, by łatwiej lawirować pomiędzy większymi drzewami. Billy zobaczył przed sobą niewielkie skupisko starych drzew. Była to jego jedyna szansa. Tylko grube pnie starych drzew, są w stanie stawić czoła pędzącym pojazdom – taką miał nadzieję. Pojazd jadący z przodu zdecydował się na ryzykowny krok i przyspieszył mając w zamiarze potraktować tę przeszkodę jak wszystkie poprzednie. Pierwsze dwa drzewa poddały się pod naporem ogromnej siły jednak trzeci pień skutecznie zastopował niszczycielski pochód. Drugi pojazd, rozpędzony i pokładający wiarę w szalony pomysł przodownika, wbił się w jego tył permanentnie go unieruchamiając. Billy nie czekał ani chwili, podbiegł do mechanicznych monstrów, odblokował zawleczkę granatu i cisnął w gąsienice tylniego pojazdu. Wybuch go unieruchomił. Synchronicznie w obu pojazdach otworzyły się górne klapy i po chwili pojawili się w nich przestraszeni kierowcy, nieświadomi, że lufa Billego już czeka by zadać im śmierć.

"Były to potężne pojazdy gąsienicowe (...) Zarówno przód jak i dach w całości pokryte były grubymi ostrymi kolcami."

Po wszystkim Billy upadł na kolana ciężko dysząc. Potyczka z morderczymi spycharkami wyczerpała resztki jego sił, a co gorsza przeczuwał, że jeszcze wiele przed nim. Wola walki, jednak nie pozwoliła mu się poddać. Wziął kilka głębszych wdechów, zacisnął zęby i wstał. Ruszył po śladach gąsienic w stronę drogi. Gdy dotarł na miejsce skąd musiał uciekać, spojrzał w kierunku odległej bazy, gdzie pozostał tylko jeden powietrzny transportowiec o półeliptycznym kształcie. Po reszcie pojazdów nie było śladu. Billy podejrzewał, że ten jeden ma problem z wystartowaniem. Nie myśląc długo ruszył w jego kierunku. Nie starał się ukrywać. Nie miał już na to siły. Śmierć była jedną z możliwości wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji – i to wcale nie najgorszą.

Wrogie jednostki krzątające się przy maszynie, na widok Billego, który przeżył starcie z dwoma buldożerami, pospiesznie zaczęły pakować się do pojazdu. Metalowy kadłub mógł w tej chwili być ich twierdzą albo trumną. Kiedy Billy podszedł dość blisko, maszyna spróbowała poderwać się do lotu. Silniki zabiły ciszę i plunęły ogniem. Pojazd zaczął się wznosić, lecz robił to powoli – zbyt wolno. Ciąg był na tyle słaby, że po osiągnięciu pułapu 30 metrów ten zbitek metalu zawisł na niebie niczym dekoracja w teatrze.

Billy nie zamierzał atakować. Miał już dosyć walki, więc chciał pozwolić na bezproblemową ewakuację. Niestety tym razem nie on był problemem. Pojazd o dziwnym kształcie, nie potrafiąc wznieść się wyżej, zmusił zamkniętych w jego wnętrzu ludzi do obrony poprzez atak. Z bocznych ścian otworzyły się klapy wypuszczając zabójcze drony wyposażone w wirujące ostrza. Billy po raz kolejny chwycił za broń i zaczął strzelać, w zabójcze piły. Musiał robić to bardzo energicznie, gdyż osiągały one nie małą prędkość. Zestrzelił już prawie wszystkie, gdy jeden – ostatni, przeleciał po jego lewej stronie rozcinając cały bok. Krew trysnęła, tworząc na śniegu obraz składający się z tysiąca czerwonych plam i plamek. Bezmyślny dron rozbił się o bramę prowadzącą do wnętrza budynku tworząc przy tym sporych rozmiarów wyrwę. Billy tylko syknął z bólu, zacisnął zęby i nacisnął na spust. Grad kul uderzał o kadłub, a dźwięk, jaki temu towarzyszył przypominał wojskowy werbel. Werbel zwiastujący nieuchronną śmierć pasażerów pojazdu, która nadeszła w towarzystwie spektakularnej podniebnej eksplozji. Wrak roztrzaskał się gdzieś na terenie bazy.

Z bocznych ścian otworzyły się klapy wypuszczając zabójcze drony wyposażone w wirujące ostrza.

Tajna elektrownia

Billy ciężko dysząc skierował swoje kroki w kierunku świeżo zrobionego wejścia. Za nim, na białym śniegu powstała czerwona krwawa linia. W środku panowała gorąca atmosfera. Wszędzie wokół była gęsta plątanina rur, przewodów i zaworów, a gdzieś w głębi stygły niedawno wyłączone kotły. Znajdował się w dziwnej elektrowni, która swoją konstrukcją musiała spełniać wymogi tajnego budynku. Stąd też kotły były niewielkie i odprowadzane spaliny wędrując kilometrami rur były wielokrotnie filtrowane a ich ujście było nieznane. Billy postanowił, być może po raz ostatni, zameldować o swoim położeniu. Ostatni raz, ponieważ wiedział, co oznacza gwałtowna ewakuacja bazy wojskowej, gdzie zostało wszystko oprócz ludzi. Usiadł na ziemi i oparł się plecami o jedną z grubszych rur. Była jeszcze lekko ciepła. Uniósł rękę do góry i przyłożył do ucha. Rozpoczął ostatnią próbę połączenia.

- Pegasus, tu Contra 1 – powiedział wyczekując odpowiedzi. Nikt się nie zgłaszał. – Pegasus, tu Contra 1. Zgłoś się – jednak wiedział doskonale, że nikt nie odpowie i nikt nawet nie zbliży się do wyspy. Pośpieszna ewakuacja i zostawienie całego sprzętu, sugeruje, że cała wyspa najpewniej zostanie wysadzona. A taka operacja raczej nie ujdzie uwadze świata i dosyć szybko ziemię obiegnie informacja o tajemniczej eksplozji i zniknięciu jednej z tropikalnych wysp. A jakikolwiek pojazd spostrzeżony w tym czasie w pobliżu wielkiego wybuchu będzie ogromnym obciążeniem dla rządu, do którego należał.

"Wszędzie wokół była gęsta plątanina rur, przewodów i zaworów, a gdzieś w głębi stygły niedawno wyłączone kotły."

Billy poczuł się bardzo senny. Ciepło i wycieńczenie zaczęły koić go do snu. Nawet nie zauważył, kiedy znów stał się chłopcem. Miał 7 lat i leżąc w wysokiej trawie, z opaską na czole obserwował inne dzieciaki, wyobrażając sobie, że jest na tajnej misji w tropikach. Drewniany kijek, udający w tym przypadku karabin, był wycelowany trójkę zainteresowanych sobą chłopców. Mały Billy tylko czekał na moment, kiedy wszyscy odwrócą się do niego tyłem a on podkradnie się na taką odległość by móc ich podsłuchać i nie dać się zauważyć. Nie minęła chwila i nastąpił wyczekiwany moment. Podniósł się nieznacznie i na czworaka zaczął zbliżać się do celu. W pewnym momencie cała trójka jednocześnie się odwróciła. Ich wzrok spotkał się ze wzrokiem Billego, a potem eksplodowali…

Billy wyrwał się ze snu, w oddali słysząc echo eksplozji, wywołanej najprawdopodobniej przez rozbity wcześniej pojazd. Był cały we krwi, ale rana już nie krwawiła, co oznaczało, że wbrew pozorom nie była głęboka. Dodatkowo Billy odkrył jedyną zaletę lateksowych spodni – nie brudzą się od krwi. Nawet w obliczu nieuchronnej śmierci Billy nie chciał stać w miejscu. Oparł broń o ziemię i spróbował wstać. Podczas wstawania rana na boku zaczęła powtórnie krwawić, lecz tym razem znacznie skąpiej. Zakręciło mu się w głowie i oparł się plecami o rurę, przy której wcześniej zasnął. Wziął kilka głębszych wdechów i ruszył przed siebie.

Lista odcinków
Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4

 

Tagi: contra famicom NES opowiadanie pegasus

Oceń notkę
+ +5 -

Oceń profil
+ +15 -
hellion
Ranking: 2716 Poziom: 33
PD: 5313
REPUTACJA: 1337