Blog użytkownika hellion

hellion hellion 01.05.2018, 10:16
Tales from the Games: Contra (2/4)
691V

Tales from the Games: Contra (2/4)

W poprzednim odcinku: Billy zgodził się wziąć udział w tajnej misji. Wróg zajął jedną z tropikalnych wysp na Pacyfiku. Podczas przeprawy przez dżunglę, komandos natrafia na słabo chronione wejście do bazy. W środku odnajduje tajemniczy komputer. Od dowództwa dostaje rozkaz by zniszczyć maszynę. Po wszystkim korzysta z pobliskiej windy, która wiezie go na górę…

Wodospad

Podróż na górę windą, nie trwała długo. Po paru minutach pierwsze promienie słońca zaczęły razić jego oczy przyzwyczajone już do półmroku, jaki panował wewnątrz bazy. Okazało się, że winda nie prowadzi na sam szczyt, ponieważ jej ostatni przystanek był jakieś 60 metrów poniżej. Przed Billym wyrósł wielki wodospad wypływający z wnętrza góry, niczym długaśny jęzor. Zaraz przed wodospadem, na całej jego wysokości, wróg wzniósł olbrzymie rusztowanie będące kolejną linią obrony przed intruzami takimi jak on. Cała konstrukcja była zamaskowana ziemią i trawą, sprawiając wrażenie naturalnego tworu.

Billy nie był zaskoczony widokiem całego oddziału rozmieszczonego na poszczególnych kondygnacjach. Swoją obecność wyraźnie zaznaczył już wcześniej, dostając się do bazy i likwidując wszystko i wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Teraz gdy posypały się pierwsze pociski, Billy był gotowy na odskok i szybką odpowiedź swojej niezawodnej broni. Pierwsze piętra rusztowania, szybko poddały się sile jego argumentów.

"Cała konstrukcja była zamaskowana ziemią i trawą, sprawiając wrażenie naturalnego tworu."

Gdy wspinał się wyżej, przez kolejne poziomy konstrukcji, nie spodziewał się, że czymś go jeszcze zaskoczą. Mniej więcej w połowie drogi na szczyt zrobiło się spokojniej; na tyle spokojnie, że zaczynało mu się to wydawać podejrzane. Tymczasem kilka pięter wyżej, grupa wrogich żołnierzy szykowała się na ostatni, w ich mniemaniu, desperacki krok. Zamierzali zrzucić kilkutonowe głazy niszcząc wszystko, co znajdowało się niżej, w tym i komandosa w niebieskich lateksach.

- Dobra, na mój rozkaz pchajcie z całych sił – powiedział dowodzący żołnierz spoglądający w dół przez lornetkę. – Uwaga, przygotować się… teraz!

Wielki głaz, z pomocą ludzkich rąk, przechylił się w kierunku krawędzi oddając wreszcie całą swą energię we władanie grawitacji. Z wielkim impetem uderzył w najwyższe piętro konstrukcji powodując pokaźną wyrwę i przecinał w ten sposób kolejne piętra. Z każdym kolejnym poziomem, stabilność konstrukcji rusztowania wyraźnie słabła. Billy tymczasem, będąc w trakcie wspinaczki, poczuł dość intensywne drgania wraz z towarzyszącym im dźwiękiem destrukcji. Nie zdążył nawet spojrzeć w górę, gdy wielki głaz przeciął mu drogę mijając go w odległości niecałego metra. Nie było jednak czasu do namysłu gdyż zaraz za kamieniem cała konstrukcja, po stronie gdzie znajdował się komandos, zaczęła się niebezpiecznie chybotać. Druga strona wydawała się być stabilna, więc Billy postanowił przeskoczyć świeżo powstałą rozpadlinę. Z racji braku czasu, wziął on niewielki rozpęd, skupiając całą energię na skoku. Udało mu się wylądować obunóż po drugiej stronie rusztowania, które rzeczywiście okazało się być na tyle stabilne, by poczuć się pewnie. Wiedział, że ktoś musiał pomóc tej kamiennej windzie wystartować, więc niewiele myśląc chwycił za bron i spojrzał w górę. Niestety nikogo nie dostrzegł. W tym czasie ta część konstrukcji, na której był przed chwilą, runęła w dół. Do wspinaczki pozostało mu tylko kilka pięter, by dostać się do miejsca skąd wypływa wodospad. Jeśli tam nie będzie przejścia pozostanie mu jedynie dalsza wspinaczka tylko, że tym razem po naturalnych półkach skalnych. „Hmm może to i lepiej” – pomyślał, spoglądając w dół na świeże gruzy.

"Wielki głaz, z pomocą ludzkich rąk, przechylił się w kierunku krawędzi oddając wreszcie całą swą energię we władanie grawitacji."

Dalsza droga w górę była spokojna. Po stronie, która ocalała zostało tylko jedno przeciwpancerne działko, którego zniszczenie zajęło Billemu małą chwilkę. Poza tym nie było żywej duszy, co mogło oznaczać jedno – przegrupowanie. Na poziomie wodospadu nie było przejścia. Jedyne jakie istniało to te, z którego został wypchnięty głaz ale jedyna droga prowadząca do niego solidarnie podążyła w dół za głazem. Do szczytu pozostało zaledwie kilkanaście metrów, po których pokonaniu oczom jego ukazało się wejście do kolejnej bazy.

Teren jak i sam budynek różnił się znacznie od tego, który widział wcześniej. Tym razem nie było dział obronnych, żadnych strażników a obiekt był znacznie niższy. Po obu stronach wystawały z ziemi dwie wysokie i grube rury zakończone owalnym otworem na frontowej ściance. Nad wejściem znajdowała się dziwna konstrukcja przypominająca ujście gigantycznego rurociągu. W pierwszej chwili Billy był przekonany, że to część systemu wentylacyjnego, co oznaczałoby, że tym razem droga będzie prowadziła głęboko w dół. Kiedy zbliżył się do jednej z rur, z obu otworów wysunęły się grube łańcuchy zwieńczone kolczastymi kulami, co przypominało olbrzymie kiścienie. Natomiast, z wielkiego otworu znad wejścia do bazy,  zaczął wydobywać się podejrzany pomruk. Kule na łańcuchach zostały wprawione w ruch wirowy uniemożliwiając zbliżenie się do wejścia. Był to kolejny powód uśmiechu na twarzy komandosa. Chwycił broń i ustawił pokrętło na pozycję „L” – laser, z zamiarem uwolnienia kul z łańcuchów. W tej samej chwili z wielkiej rury wychylił się kościsty łeb bestii.

"Przed Billym wyrósł wielki wodospad wypływający z wnętrza góry, niczym długaśny jęzor."

Bestia wyglądała jak urzeczywistnienie wizerunku straszliwego smoka znanego mu z powieści fantasy. Kościsty, pokryty naturalnym pancerzem, łeb wystawał z konstrukcji, która wydawała się być do tego zbudowana. W głębokich oczodołach osadzone były szkliste czerwone oczy, w których odbiciu Billy spostrzegł własną drobną postać. Potwór był w stanie w niewielkim promieniu obracać głową, jednak nie było możliwości podejść go z boku z powodu stale obracających się kolczastych kul.

Przez krótką chwilę Billy stał w bezruchu czekając na reakcję potwora. Ten po chwili otworzył paszczę i z przeraźliwym rykiem wypluł kulę ognia, która rozbiła się o ziemię na miliony drobnych iskier kilka metrów przed komandosem. Billy musiał działać szybko, ponieważ nie wiadomo, do czego ta bestia jest zdolna. Przekręcił pokrętło na pozycję „M” i oddał całą serię. Każdy z pocisków trafił w cel jednak nie zrobił najmniejszej krzywdy. Gruby pancerz o nieznanych właściwościach ochronnych odbił wszystkie pociski. Trzeba było wymyśleć coś innego. Pomysł przyszedł mu do głowy błyskawicznie i w zasadzie był nieco rozbudowaną wersją przecięcia łańcuchów. Tym razem jednak musi zrobić to tak, by uwolniona kula trafiła w kościsty łeb potwora. W międzyczasie drugi ognisty pocisk rozbryzgał się o podłoże – trzeba działać szybko. Korzystając z chwili, jaką potrzebuje bestia na wypuszczenie kolejnego ognistego pocisku, Billy szybko podbiegł w pobliże jednej z dwóch kręcących się wertykalnie kul i jednym strzałem przeciął gruby łańcuch patrząc jak kolczasty pocisk przelatuje nad łbem potwora. Pozostała mu jeszcze jedna i ostatnia szansa. Zostało mu jeszcze trochę czasu, więc przebiegł szybko na drugą stronę, zatrzymując się przy drugiej z rur. Stojąc w pobliżu tych niebezpiecznych wahadeł potwór nie miał szans go trafić – jego łeb miał za mały kąt obrotu. Niestety wejście do bazy jest pod jego ochroną.

Billy wyrównał i spłycił oddech. Musiał teraz wykazać się celnością i doskonałym wyczuciem czasu. Ma jeden strzał. W przeciwnym razie trzeba będzie wymyśleć inny sposób by przejść dalej. Kula wirowała w jednostajnym tempie. Billy położył palec na spuście i strzelił. Uwolniona z łańcucha kula poszybowała w kierunku potwora, trafiając go w lewą stronę głowy. Kolce wbiły się w pancerz i oderwały spory kawał pozostawiając krwawą wyrwę. Potwór zaryczał z bólu, wypuszczając na ślepo przygotowany wcześniej ognisty pocisk, po czym cały łeb bezwładnie opadł uderzając z hukiem w pancerne drzwi. Spokój jednak nie trwał zbyt długo i po chwili dało się zauważyć próbę podniesienia się cielska. Wtedy właśnie Billy spostrzegł kilka grubych przewodów ciągnących się z wnętrza bazy wprost do łba potwora. Szybka seria z karabinu odcięła tę sztuczną pępowinę definitywnie uśmiercając przeciwnika.

"Przez krótką chwilę Billy stał w bezruchu czekając na reakcję potwora. Ten po chwili otworzył paszczę i z przeraźliwym rykiem wypluł kulę ognia"

Zapadła cisza. Najwyższy czas zdać raport dowództwu. Billy uklęknął i przyłożył nadgarstek do ust.

- Contra jeden; contra jeden; Pegasus zgłoś się.

- Tu Pegasus. Melduj swoje położenie i sytuację.

- Dotarłem do drugiej bazy. Dostęp do niej broniło dziwne stworzenie, nie z tego świata. Podczas konfrontacji zauważyłem, że ktoś nim steruje. Widziałem kable wystające z jego głowy, jednak zapewniam że to nie była maszyna, a żywe stworzenie. Mam przeczucie, że prowadzone są tutaj badania nad obcą formą życia. Zamierzam teraz wejść do bazy.

- Zrozumiałem. Mała zmiana planów. Jeśli w tej bazie będzie podobny komputer do tego, co był wcześniej, to pod żadnym pozorem go nie niszcz. Możliwe, że znajduje się tam odpowiedź na to, co się tutaj dzieje. Postaraj się pozostać na miejscu i utrzymać pozycje do czasu, aż nie przybędą posiłki. Za niedługo ruszamy

- Przyjąłem. Bez odbioru.

Baza 2

Billy powoli wstał i przyglądał się wejściu do bazy. Tak jak przeczuwał – oni wcale nie spodziewali się tutaj intruza, gdyż wejście było otwarte i wystarczyło tylko popchnąć jedno ze skrzydeł. Wnętrze przypominało te, które widział w poprzedniej bazie. Długi korytarz poprzedzielany na sekcje, a każda z własnym system obronnym. Było to dla Billego jak niedzielny spacer w parku. W ostatniej sekcji znajdowała się kolejna wielka maszyna przypominająca komputer. Słuchając rozkazu nie zamierzał się stąd ruszać, ani też podchodzić bliżej urządzenia. Z metalowych skrzyń zrobił sobie osłonę zaraz naprzeciwko wejścia do pomieszczenia. W zasięgu wzroku miał cały długi korytarz prowadzący aż do wejścia. Było to idealne miejsce by utrzymać pozycję nawet przez kilka tygodni.

Minęła godzina, podczas której nie było nikogo, kto mógłby dołączyć do sporej grupki trupów, którymi usłana była całą baza. Nagle światło zgasło i nastała gęsta ciemność. Jak gwiazdy na niebie zaczęły się zapalać czerwone lampy podłączone do zasilania awaryjnego. Za plecami włączył się jeden z monitorów. Na ekranie pojawiło się odliczanie – 5 godzin. Z głośników, które były gdzieś poukrywane na terenie bazy, dobiegł syntezatorowy męski głos oznajmiając: „Ewakuacja wyspy. Cały personel proszony jest o przystąpienie do ewakuacji zgodnie z wytyczonym planem. Proszę zachować spokój i stosować się do poleceń przełożonych.” Cała ta sentencja była powtarzana na okrągło. Billy poczuł, że ogarnia go zdenerwowanie oraz stres, którego obecność była niczym spotkanie kolegi z dzieciństwa po latach. Mniej więcej w tym czasie, na sam dół, zjechała z góry winda, kusząc do złamania rozkazu.

Po półgodzinie na drugim monitorze pojawiło się inne odliczanie, któremu towarzyszył komunikat „AUTODESTRUKCJA BAZY DANYCH”. Czas pokazywał 15 minut. Billy rzucił się w kierunku maszyny, z nadzieją powstrzymania zniszczenia jedynych dowodów, jednocześnie zapominając o systemie obronnym, który zaskoczył go poprzednio. Tym razem było podobnie i pierwsze niecelne strzały oddane z działek, szybko ostudziły jego zapał. Wiedział, że nie ma to sensu i najwyższa pora się stąd wynosić. Kilkoma susami dopadł wejścia do windy i nacisnął duży czerwony przycisk – jedyny, jaki był. Winda pojechała w górę.

"Kilkoma susami dopadł wejścia do windy i nacisnął duży czerwony przycisk – jedyny, jaki był. Winda pojechała w górę."

Lista odcinków
Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4

 

Tagi: contra famicom NES opowiadanie pegasus

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +15 -
hellion
Ranking: 2719 Poziom: 33
PD: 5313
REPUTACJA: 1337