BlogCraft

Roland Ninja

ROLAND NINJ4 ROLAND NINJ4 14.07.2014, 14:54
Pod kopułą deweloperskiego sadyzmu #2 - Szkodliwy wpływ osiągnięć.
1643V

Pod kopułą deweloperskiego sadyzmu #2 - Szkodliwy wpływ osiągnięć.

Po krótkiej przerwie wracam do pisania, postanowiłem że w trakcie tego letniego lenistwa dokończę jeden ze swoich blogów, a wisi ich tutaj sporo, tylko chęci brak. Tym razem chciałbym po rozprawiać na temat achievement'ów i trofeów których implementacja w grach wywróciła postrzeganie naszego ulubionego hobby całkowicie do góry nogami, tworząc całą zgraję entuzjastów jak i wrogów. 

Tematem przewodnim mojego felietonu ma być to jak developerzy i producenci gier czy sami twórcy konsol maltretują nas swoimi głupimi pomysłami, błędami których nie mają zamiaru poprawić, czy lenistwem i taśmową produkcją podobnych do siebie tytułów. No ogólne wszystko co nas wkur..a, a i tak naszym pustym gadaniem nic nie potrafimy wskórać bo gadające głowy mają władzę! Tak więc tym razem poruszam kwestię sporną pojawienia się osiągnięć w grach, chciałbym dociec czy to dobrze że tak się stało czy jest to totalnie uzależniające fatum ciążące nad dwoma ostatnimi generacjami konsol oraz jak to się stało że Big-N się nie ugięło? Zaręczam że będzie o czym gadać;-) Ten artykuł opieram całkowicie na własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach które miały miejsce gdy przesiadałem się z PS2 na X360, a później dokoptowywałem PS3 do zestawu. Oczywiście jest to też swoista spowiedź praktykującego, nie anonimowego Achievement Huntera, który od 2006 roku nie może poradzić sobie ze swoim uzależnieniem i to wszystko wina MS!;-P

CO ŚWIADCZY O BYCIU ŁOWCĄ?

 

Osiągnięcia? Czym są owe twory, napędzające do podbijania naszych gamercard'ów na XBL i PSN? Każdy kto przeżył siódmą generację konsol, wie że prawie każda gra na konsole Sony i MS posiada takowe swoiste podbijacze replay ability gier. Służą chyba one tylko głównie do przedłużania przygody z danym tytułem, no bo przecież jak ukończymy dany tytuł to zawsze pozostaje wyzbieranie wszystkich znajdek, wykonanie jakiś konkretnych szalonych akcji czy ponowne ukończenie gry na wyższych poziomach trudności. Gry MS posiadają swój specyficzny system polegający na odblokowywaniu osiągnięć o określonej wartości liczbowej, składających się na pełen 1000 punktów gdy już odblokujemy wszystkie, z kolei Sony wymyśliło sobie trochę odmienne zbieranie punktów. W grach na PS3 zbiera się trofea o różnej wartości, zależnie od poziomu trudności w wykonaniu danego osiągnięcia, są to więc pucharki brązowe, srebrne, złote i i jedno platynowe gdy analogicznie do gier z X'a wyzbieramy je wszystkie. W grach na X360 każde zebrany achievek dodaje się do głównej puli punktów Gamerscore widniejących na karcie profilu XBL, z kolei na PS3 jest to zgoła inny system polegający na pasku doświadczenia rosnącego procentowo wraz z każdym zdobytym trofikiem, oczywista im wyższy poziom tym więcej trofeów trzeba zdobyć żeby wskoczyć na kolejny. Jak to wszystko działa, każdy gracz wie już z własnego doświadczenia, więc nie będę się tutaj dalej rozpuszczał w temacie.

ŚWIADOME ROZPRZESTRZENIENIE ZARAZY CZY POMYSŁOWY POWIEW ŚWIEŻOŚCI?

 

Miało być o wadach i zaletach więc niech i tak będzie. Gdy w 2006 roku zakupiłem X360 w miesiąc po polskiej premierze, piałem z radochy jak pijany kogut o 22:00 w nocy;-P Tak oto pierwszy next-gen wylądował w mojej chacie, a wraz z nim Call of Duty 3, Dead or Alive 4, Kameo: Elements of Power oraz Viva "bleeeee" Pinata;-P W DoA4 zagrywałem się jak nałogowiec przez cały pierwszy miesiąc, w ogóle nie interesował mnie wtedy ani architektura systemu, ani wszystkie nowinki zaimplementowane w konsoli, no prócz tej że poprzez przycisk na padzie mogłem wracać do menu konsoli i wyłączać gry jak na PC;-P Po prostu grałem jak kiedyś, wkładałem płytę i tonąłem w morzu soczystego gameplay'u zachwycając się przepiękną grafą której nigdy nie można podważyć w grach od Tecmo. Największą nowością była dla mnie oczywista gra przez neta. Po paru setkach walk w necie dotarło do mnie że chyba trza pograć w coś innego, więc padło na pierwszego next-genowego CoD'a. Ach ta grafa, te wybuchy, dźwięk i wodotryski w HD które w kolejnych latach miały mi się przejeść! Wtedy jednak jarałem się mocarnie. Kampanię ukończyłem w jakieś 6-7h przyszło pytanie WTF? Nie ma co dalej robić w grze za 2 stówy, no to jedziemy z multi. Po paru tysiącach headshot'ów, po obadaniu topografii wszystkich map na poziomie znajomości własnego rodzinnego miasta, naszła mnie refleksja że mam już dość, poza tym przez całą grę w DoA i CoD co rusz pojawiały się te charakterystyczne powiadomienia sygnalizowane dźwiękiem który miał mi się śnić po nocach. Nadszedł czas na zaprzestanie bycia ignorantem i obadanie wszystkich aspektów nowego systemu. Gamercard, lista gier, pierwsi znajomi z neta dobijają się i proszą o dodanie do listy znajomych, porównanie profili i gier, zaczyna się machanie zaganiaczem! I tak to się [email protected]#$A zaczęło!;-P

ACHIEVEMENT LOCKED! - ŻADEN Z NAS NIE LUBI TEJ INFORMACJI, JEDNAK ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ JAKIŚ MOTYWATOR, ABY JE ODBLOKOWAĆ;-P

 

W DoA nastukałem marne 200 punków i tak zostało do dziś, jakoś nie chciało mi się dalej w to młucić, ale w CoD wpadło całe 450GS, przewertowałem listę osiągnięć i zaczęło mi się podobać, więc dlaczego by nie pocisnąć dalej i pozdobywać trochę punkcików na swojej "Fladze gracza". CoD3 zamknąłem na 700GS mówiąc sobie w duchu że kiedyś to zmasteruję. Jako że wtedy nie śmierdziałem za bardzo groszem, a większość kasy szła na moje studia, musiałem grać w to co miałem bo limit na nowe gry wyczerpałem. Tak więc nadrabiałem jeszcze parę gierek na PS2, a w międzyczasie odpaliłem wyśmiewaną wcześniej Viva Pinata, jako niby pierwszy tytuł dla dzieci na konsoli M$!? Yeah Right? Pokażcie mi dziecko które samo skumało by wszystkie aspekty niesamowicie złożonego systemu, tej przesłodkiej do granic możliwości produkcji od samego RARE! Gra okazała się świetna, ale najlepsze było zdobywanie osiągnięć właśnie, no i ta niesamowita satysfakcja gdy wskoczył kolejny komunikat po jakimś konkretnym czasochłonnym wyzwaniu. Wtedy zadałem sobie to pytanie, czy gram w tą grę bo mi się najzwyczajniej w świecie podoba, czy tylko i wyłącznie dla podbicia swojego GS na XBL? No kurde przecież w tym czasie miałem w planach do nadrobienia wiele lepszych i poważniejszych gier na PS2, takich jak np. Yakuza czy kolejne części Onimushy, a grałem ja stary koń w infantylną do granic możliwości hodowlę Pinat!? WTF? Nie?;-P Wtedy nie wiedziałem że to zalążek umiarkowanego uzależnienia i przechodzenia gier dla osiągnięć, ze stratą ich wartości merytorycznej. 

POMIĘDZY ZABAWĄ, A UZALEŻNIENIEM JEST CIENKA GRANICA

 

Jakoś po niecałym roku w moim domu zagościł czarny monolit od Sony, wtedy jeszcze na PS3 nie było trofeów i wiecie co przez to nie chciało mi się grać na konsoli japończyków, no bo po co grać i nic z tego nie mieć? U "X-Billa" z każdej ukończonej gry wzrastał mój ranking na XBL i takie jakieś wewnętrzne poczucie własnej growej wartości na arenie światowej, no bo przecież każdy mógł mieć w to wgląd i porównać swoje wyniki z moimi. Wiem jakie to było głupie, ale wiem też że nie byłem w tym sam i że wielu z was dopadł ten sam problem. Gdy Sony po jakimś upływie pół roku obwieściło światu że wprowadzi podobny system do tego od MS, skakałem pod sufit, bo od teraz mogłem pakować levele na obu platformach! Nastał czas prosperity dla obu konsol w moim domu, pomiędzy którymi shuffle'owałem równomiernie ogrywając kolejne hiciory, oczywiście dla rozrywki, ale głównie dla wzrostu naocznej popularności w sieci za sprawą wzrastającego poziomu doświadczenia! Przez następne 3-4 lata próbowałem zassać jak najwięcej osiągnięć w grach, jak to tylko było możliwe. Narzuciłem sobie nawet zasady po których odstępowałem od grania w dany tytuł. Dopóki jakieś z trofików nie przytłoczyło mnie swoją czasochłonnością czy poziomem trudności to grałem aż do skutku, poza tym nie przechodziłem do następnego tytułu gdy nie osiągnąłem minimum 50% osiągnięć! To zaczynało być chore, szczególnie w starciu z grami w których gros punktów wpadało za granie w sieci, a co za tym idzie za totalnie angażowanie się w dany tytuł, zapominając przy tym z czerpania szeroko pojętej radochy. Ile to razy śleczałem po nocach tylko po to żeby zgranąć konkretną ilość head-shotów ile to razy biegało się w singlu po tych samych lokacjach w poszukiwaniu znajdek, inteli i innych zapychaczy, które w 80% przypadków nie wnosiły niczego do gry prócz achievka właśnie! Najbardziej bolało mnie jednak że w tym parciu po trupach do celu, w trakcie skupiania się na wypełnianiu kolejnych wyzwań z listy, zacząłem gubić się w opowiadanych historiach, zacząłem przewijać FMV'ki, tylko po to żeby grać dalej i zdobywać. Bardziej interesował mnie rosnący postęp niż  to co najważniejsze, czyli gameplay i fabuła! Każde podejście do gry kończyło się myśleniem o tym co w niej może być do zdobycia, bez skupiania się na tym w co się gra! Wszystko krążyło wokół tego wyczekiwanego dźwięku i info wyskakującego na ekranie, potwierdzającego kolejną zdobycz! Po tym jak po latach nabiłem prawie 50K GS na XBL, 15Lvl doświadczenia na PS3, musiałem powiedzieć dość! 

ACHIEVEMENT'Y I TROFEA - JAK TO JEST ŻE KIEDYŚ GRY MOGŁY SIĘ BEZ NICH OBEJŚĆ?

 

Już od jakiegoś czasu, znowu staram się czerpać radość z samego grania. Postanowiłem sobie że nie będę podglądał listy osiągnięć przed ukończeniem gry, żeby w ogóle o tym nie myśleć w trakcie grania, szczególnie w tych wszystkich długich i ambitnych produkcjach pokroju wszelakich freeroam'ów i RPG'ów. Powiem wam że to działa! Fakt faktem że nadal jak mam w coś pograć to najpierw myślę czy gra posiada trofiki i coś z tego będzie i pozostanie dla potomnych;-P Dlatego może tak bardzo odstraszało mnie oldshoolowe granie w gry Nintendo, które nie dość że są z deka odtwórcze to ich przejście nie pozostawia po sobie nic prócz osobistej satysfakcji. Jednakże szacun dla Big-N że pomimo tego że konkurencja już przez dwie generacje ciągnie temat i go rozwija, że pomimo tego że nawet na mobilach pojawiły się osiągnięcia, oni pozostają nie wzruszeni i stawiają na klasyczną przyjemność z grania dla grania. Jak więc widzicie pojawienie się tych szatańskich osiągnięć wprowadziło wiele korzyści jak i chaosu we współczesnym graniu.

NINTENDO MÓWI NIE OSIĄGNIĘCIOM! - CZY ICH IMPLEMENTACJA PODNIOSŁA BY ATRAKCYJNOŚĆ MARIANÓW?

 

Podsumowując. Sam uwielbiam trofea i ich nienawidzę zarazem. To jest zupełnie jak miłość do przepięknej dziewczyny, zajebiaszczej w łóżku, jednakże wykańczającej nas psychicznie za sprawą swojego despotycznego charakterku;-P Trofea to na prawdę fajny i ciekawy sposób na przedłużenie rozgrywki, ale wpienia mnie to że niektórzy developerzy zaczęli tego używać jako atutu i powodu do tworzenia gier krótkich i niedopracowanych na rzecz masy trofeów do zdobycia w krótkiej kampanii i uzależniającym multi vel. każdy FPS! Poza tym fajnie że możemy w końcu pozostawić w sieci jakiś ślad po sobie w postaci karty gracza naocznie świadczącej o naszym doświadczeniu, skończyło się przy tym wzajemne okłamywanie się, o niby ukończonych grach, pokonanych uber-bossach czy zdobytych artefaktach, które pewnie nawet nie istniały!? Światowa inwigilacja jak nic, dosłownie bo niczego w sieci nie da się ukryć. No ale co z tego skoro, tak na prawdę nic z tego nie mamy? Kiedyś MS i chyba też Sony przebąkiwało coś o nagradzaniu najbardziej doświadczonych graczy, grami za ich wysokie poziomy na profilach, co z tego wyszło? Dupa! Jak zwykle obiecali dużo, a nic z tego nie wyszło, tylko jakieś tam odosobnione przypadki w US and fuckin A! Przecież wysoki poziom oznacza że ktoś wydał od cholery kasiuty na kolejne tytuły na ich konsole, więc chyba należałby się jakiś rabacik, czy kupon na grę prawda? No za tą lojalność wobec danej konsoli np.? Ale zapomnijcie, kasa się zgadza, więc molochy mają to w dupie wasze postępy! Kolejna kwestia do omówienia to szkodliwy wpływ trofików na imersję z grami. Jak już wspomniałem grając dla trofeów przestajemy myśleć w co w ogóle gramy, gubimy się w opowiadanej historii i od lizania ścian boli nas głowa. I co jeszcze w tej walce zalet z wadami? A no na przykład to że osiągniecie, osiągnięciu nie równe! Raz mamy do czynienia z grami w których wpadają one jak osy do fanty w upalny dzień, z drugiej jednak strony stoi cała masa tytułów które niszczą naszą jaźń poziomem trudności, wymaganym skillem oraz czasem do ich zdobycia, jak te niesławne z arcytrudnego Project Gotham Racing 3 czy np. serii Souls która sama w sobie doprowadza na skraj wyczerpania nerwowego! Wśród wad można też nadmienić o nierównomiernym że tak powiem, rozmieszczeniu trofeów, co przez to rozumiem? A no to że na przykład w takim Gears of War czy Call of Duty ponad 50% osiągnięć to te zdobywane w multi, więc jak taki może nie laik, ale średnio zaawansowany gracz w multi jak ja, może zcalakować dany tytuł skoro nie każde multi wciąga mnie tak samo jak to z Halo, Killzone, CoD czy Crysis? No po prostu nie da się i tyle, bo kurde życia by chyba nie starczyło na wymasterowania każdej gry z trybem wieloosobowym! Krok w krok za tym argumentem idzie też złośliwość developerów pakujących trofea w DLC do gier i nawet pomimo tego że nie masz zamiaru takowych zakupić, gra przymusowo aktualizuje się do najnowszej wersji zdolnej do współpracy z dodatkami, a co za tym idzie z trofeami z dodatków. W mgnieniu oka na liście pojawia się 20-30 nowych trofeów, które blokują ci możliwość calaka czy platynki w danym tytule! Tego chyba najbardziej nienawidzę! 

DEMON'S SOULS - SPRÓBUJ ZDOBYĆ PLATYNĘ W TEJ PRODUKCJI, A ZDOBĘDZIESZ SZACUN W CAŁEJ GALAKTYCE!;-P

 

Na ten temat można by gadać godzinami, mój blog jest iście subiektywny więc mam tą świadomość że wielu może się z tym nie zgodzić, ale też wielu przyzna mi rację i dotrze do nich że wpadli w tą samą pułapkę. Dlatego na koniec zostawiłem najgorszą z wad czyli niebezpieczeństwo uzależnienia! Ja swoje podejście zacząłem traktować już jako małe uzależnienie, dlaczego małe, bo wiem że jestem tylko małym siusiakiem;-P do tych prawdziwych łowców, którzy zaprzedali własne dusze dla osiągnięcia najwyższego poziomu na XBL czy PSN! Na przykład taki Hakoom, koleś nie wiadomo skąd dobił do poziomu 100 na PSN czyli najwyższego z możliwych, osiągając przy tym pułap ponad 680 zdobytych platyn! It's fuckin sick! Rodzi się w głowie parę pytań.Po pierwsze ile ten koleś wydaje na gry? Po drugie ile czasu poświęcił na wymasterowanie tych wszystkich gier? Kurna przecież na to potrzeba by było drugiego życia! Jedno jest pewne że koleś to na pewno "zasyfiały" na twarzy nerd, który pewnie robi pod siebie, a do przegubów ma podłączone kroplówki! No sorry ale inaczej sobie takiego wyobrazić nie mogę. Dlatego dziw bierze że ten koleś wygląda całkiem normalnie, bo nie dawno ujawnił się w necie!? Tego typu uzależnieni ludzie na pewno nie czerpią radości z ogrywanych gier, jest tylko jeden cel, zagrać, zmasterować i włączyć kolejną grę. Posuwają się nawet do młócenia we wszystkie możliwe indyki, party game czy gierki skierowane typowo dla dzieci, tylko po to żeby nastukać prostych trofików i zaliczyć kolejny poziom. Problem ten rozrósł się do takich rozmiarów że powinno się normalnie prowadzić klinikę uzależnień dla takich osób. Sam jestem wrogiem takiego grania i wiem że aż w takim stopniu mi to nie grozi, bo przede wszystkim nie mam na to czasu, bo zamiast ciągle grać wolę go spędzać z rodziną. Fakt że wyszydzanie takich ludzi to poniekąd zazdrość, ale taka podświadoma, bo wiemy że jakbyśmy się nie starali to i tak takiemu świrusowi nie dorównamy więc wpienia nas to że on może, a my nie! Tylko że on też nic z tego nie ma, oprócz tej dzikiej satysfakcji!;-X

GAMERCARD HAKOOMA - PARĘ MIECHÓW WCZEŚNIEJ, KOLEŚ KONTYNUUJE SWOJE ZNISZCZENIE NA PS4!

Tak o to wygląda problem rozsmarowany na paru stronach formatu A4. Nie mam zamiaru jeszcze bardziej tego rozwałkowywać, bo mam pełną tego świadomość, że co miało być powiedziane już zostało przedstawione na portalu, po prostu skumulowałem wszystko w jednym miejscu i mam nadzieję że artykuł dobrze spełni swoje zadanie. Jakby nie jechać na pojawienie się osiągnięć w grach, nie można odmówić im pewnej dozy rewolucyjności.One są już wszędzie z wyjątkiem Nintendo oczywiście, które moim zdaniem powinno pomyśleć o swoim własnym systemie, najlepiej powiązanym z jakimś systemem nagradzania poprzez Club Nintendo. Kiedyś w końcu będą się musieli ugiąć, no bo skoro od paru lat takie platformy jak Steam i Games for Windows na PC, posiadają swoje własne wyzwania, tak ostatecznie zostaną sami. No ciężki jest to temat, dlatego sam nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy to dobrze czy to źle że to ustrojstwo w ogóle pojawiło się na konsolach. Sam miałem niesamowitą radochę jak calakowałem gry z serii Assassin's Creed, kiedy to po znalezieniu 450 proporców w pierwszej części wskoczyło zasłużone osiągnięcie! Była to nie lada satysfakcja jednakże okupiona bieganiem w te i na zad, a co za tym idzie kompletną stratą czasu. Z kolei grając w Gears of War dostawałem cholery z tego powodu że 70% osiągnięć to te z kaprawego TPP multi i DLC, może dlatego omijam połowę średnich FPS'ów, o słabych multi takich jak np. Turok! Na koniec mogę powiedzieć tylko jedno, że jak to zwykle w życiu bywa refleksja przychodzi stanowczo za późno w momencie, kiedy już nie ma odwrotu, w momencie w którym dociera do nas żeśmy się uzależnili. No w końcu od czego trzeba umrzeć co nie;-D "Kóńc!"

Tagi:

Oceń notkę
+ +22 -

Anti-Society B*Stard | "Sic mundus creatus est"
Oceń profil
+ +133 -
ROLAND NINJ4
Ranking: 21 Poziom: 85
PD: 75114
REPUTACJA: 33094