Eriksholm: The Stolen Dream - mini recenzja "perełki"
Eriksholm: The Stolen Dream to interesująca propozycja z segmentu „indyków”. Zwłaszcza dla osób, które lubią gry w stylu Desperados III czy serii Commandos. Choć warto od razu zastrzec, że w porównaniu z ww. tytułami, Eriksholm jest grą zdecydowanie prostszą, a nade wszystko – oferującą dużo mniej możliwości, jeśli chodzi o rozwiązywanie „misji” (w zasadzie najczęściej jest to jedna ścieżka przygotowana uprzednio przez twórców tego tytułu).
A że recenzji tej gry nie było zbyt wiele, postanowiłem napisać (i przy okazji zadebiutować na tutejszym blogu) parę słów o tym tytule.
Ale od początku – o jakiej grze tu w ogóle mówimy? Tytułowe Eriksholm to miasteczko w skandynawskim stylu, które będziemy podziwiać w widoku izometrycznym. Naszą protagonistką jest niejaka Hanna, która w momencie, w którym ją poznajemy, właśnie przezwyciężyła chorobę. Choroba ta – jak się okazuje – od dłuższego czasu stanowi problem miasta. Jej brat - Herman - jest oczywiście przeszczęśliwy, jednak radość rodzeństwa nie trwa zbyt długo, ponieważ kolejnego ranka, wspomniany Herman nie wrócił z nocnej zmiany ze swojej pracy. Hanna nie ma zbyt dużo czasu, żeby to wszystko sobie poukładać w głowie, bo w drzwiach pojawiają się miejscowi stróże prawa... Tak właśnie zaczyna się historia, która w telegraficznym skrócie i bez spoilerów, kręci się wokół zarysowanych powyżej wątków, czyli zaginionego brata, choroby i w ogóle przyszłości samego Eriksholm.
Rozgrywka
Gra podzielona jest na nieco większe rozdziały, natomiast każdy rozdział to jedna lub więcej map do przejścia z punktu A do punktu B. Początkowo gramy tylko Hanną, z czasem będziemy mieli jeszcze dwie inne postaci pomiędzy którymi będziemy się przełączać i wykonywać mniej lub bardziej powiązane akcje.
Fabuła
Jako, że gra nie jest długa – jej przejście zajęło mi ok, 15h (ale na pewno można szybciej, tyle że ja jestem… powolnym graczem), wolałbym nie wchodzić głębiej w fabułę, poza tym co już zarysowałem na wstępie. Tu może dodam tylko, że całość elegancko się łączy w zgrabną całość, choć widać też, że w którymś momencie twórcom zabrakło budżetu, żeby lepiej wyjaśnić (a tym samym wydłużyć nieco rozgrywkę, by to stosownie przedstawić) meandry powiązane ze światem i postaciami, które napotykamy na swej drodze.
Oprawa audio i grafika
Co tu dużo mówić – obie te warstwy prezentują wysoki poziom. Oprawa graficzna, zwłaszcza w przerywnikach filmowych, jest fantastyczna. W trakcie samej rozgrywki też wszystko wygląda elegancko. Projekty poszczególnych map są bardzo ciekawe i – jak na mój gust – po prostu ładne.
Co do muzyki to uzupełnia ona całość. Nie jest czymś co się jakoś mocno wyróżnia, ale też na pewno nie przeszkadza.
Podsumowanie
Na plus:
- wciągająca historia
- oprawa graficzna
- ciekawa protagonistka i pozostałe grywalne postaci
- każda postać ma jedną charakterystyczną umiejętność – ten minimalizm sprawdza się idealnie
- bardzo dobre sterowanie na padzie
- wydanie pudełkowe na PS5 zawiera fajne bonusy w postaci kart oraz mapy
- czas gry (nie męczy, nie nudzi), ale… patrz: jeden z minusów
Na minus:
- gra na raz, nie ma sensu do niej wracać, ponieważ historia jest kompaktowa i kompletna
- co do zasady tylko jedna ścieżka prowadząca do przejścia danej misji, czyli musisz niejako zorientować się jak twórcy gry wyobrażali sobie rozwiązanie danego problemu
- przydałyby się dodatkowe 1 – 2 godziny, żeby pełniej przedstawić świat, jego kluczowe osobowości oraz historię
- brak polskiej wersji językowej
Werdykt: 7,5/10
PS. Wiem, że można ustawić typ bloga jako "Recenzja gry", ale nie bardzo mi się podoba ten układ, dlatego też wybrałem formę "Blog o grze".