Mój rok z konsolami przenośnymi

BLOG
22V
user-2112273 main blog image
Dareq | Dzisiaj, 13:37
Poniżej znajduje się treść dodana przez czytelnika PPE.pl w formie bloga.

Cześć, to będzie mój pierwszy wpis na blogu PPE, nie wiem co z tego wyjdzie, ale spróbować zawsze warto.

W ramach sprostowania, nie był to rok od stycznia do grudnia, nie był to nawet prawdziwy rok, bo okres dłuższy niż 12 miesięcy, ale ucząc się od najlepszych na tym portalu dałem nagłówek, który ma z prawdą niewiele wspólnego. 

Ok to skąd taka decyzja? Odpowiedź jest prosta, nie obraziłem się na sprzęty stacjonarne, złożyło się na to kilka czynników, przez pewien czas nie miałem za bardzo możliwości grać na dużej konsoli albo PC, więc zostały przenośniaki, a że grać lubię to nie narzekałem i ruszyłem w podróż, do której zbierałem się od jakiegoś czasu. Mówię podróż bo nie mając możliwości odpalić wielu nowych gier, skakałem od lat 90-tych do współczesnych.

Na czym grałem.

Jeżeli chodzi o konsole przenośne to jeszcze niedawno byłem posiadaczem starego Nintendo DS i Switcha. Pewnego dnia jak to bywa w życiu grających staruchów przyszła nostalgia i stwierdziłem, że chciałbym sobie powspominać i zagrać w kilka gier z pierwszego Game Boya. Z tym, że granie na PC w emulowane gry z konsol przenośnych jest dla mnie bez sensu, wydawać grube pieniądze na starego Game Boya też nie za bardzo mi się uśmiechało, bo zakładałem, że powspominam sobie godzinę czy dwie i mi starczy.

Tu cały na biało wszedł Anbernic RG351P, pewnie niektórzy się będą krzywić, że to emulacja, ale jeżeli emulowany sprzęt oddaje w miarę dobrze doświadczenie oryginału, to nie mam nic przeciwko.

Potem wjechał 3DS, bo chyba żadne inne urządzenie, nie potrafi odwzorować tego efektu trójwymiaru. Chciałem też zagrać w Zeldę Ocarina of Time, podobno ta wersja jest dobrym wyborem na pierwsze podejście do tej gry, spojlerując co będzie dalej to w Zeldę jeszcze nie zagrałem.

Na samym końcu zaopatrzyłem się w PS Vita, jako kropka nad i mojej handheldowej kolekcji. Poza tym nigdy nie miałem żadnej przenośnej konsoli od Sony, więc jest co nadrabiać. Do tego to fajny sprzęt do emulacji pierwszego Playstation i 16-bitowych konsol, na małym ekranie OLED wyglądają rewelacyjnie.

Koniec końców konsole stanęły na półce i cieszyły moje oko, bo czas nie jest z gumy a chęć ogrania nowszych tytułów zawsze wygrywała…

Nastał czas przenośnego grania (w domu).

Bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły, w końcu nadszedł czas kiedy mogłem, a nawet nie miałem innego wyjścia, żeby poświęcić swój growy czas mojej przenośnej kolekcji.

To w co grałem, na czym grałem i czy mi się podobało?

Nintendo Switch

  • Bloodrayne 2 ReVamped

Ponad 20 lat temu, kiedy wychodziła część pierwsza mało kto nie kojarzył seksownej wampirzycy, a jak do tego dodamy zabijanie nazistów to rysuje nam się gra idealna. To oczywiście w teorii, fakty są takie, że nie ukończyłem wtedy ani pierwszej, ani drugiej części. Dlatego po ukazaniu się remasterów stwierdziłem, że dam jej drugą szansę.

Po szybkim sprawdzeniu w internecie wyszło, że część druga jest ciekawsza, więc padło na nią.

Nie będę tutaj pisał żadnych recenzji, bo nie ma na to miejsca, czasu, ani umiejętności.

Czy mi się podobało? Jak najbardziej, chociaż uważam, że przydałby się większy ekran i wygodniejszy pad, niż switchowe joy cony.

  • Cruis'n Blast

Seria Cruis'n to gry, do których mam sentyment pomimo tego, że w nie prawie w ogóle nie grałem. Kiedy wiele lat temu pierwszy raz zagrałem w jakimś supermarkecie w Cruis'n USA na N64, byłem tak oczarowany, że pamiętam ją do dzisiaj. Zakupy tego dnia się bardzo wydłużyły. Teraz to zabrzmi śmiesznie, ale wtedy byłem pod wrażeniem tego, że w czasie jazdy do trasy nie dostawiały się gotowe elementy, jak to miało miejsce w innych grach, tylko płynnie się rysowały. Najłatwiej to zrozumieć patrząc na jakiś gameplay.

O Cruis'n Blast dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, ta gra chyba nie miała żadnego marketingu.

Sama rozgrywka jest bardzo przyjemna, typowo arcadowy model jazdy, stabilne 60 fps i trasy, na których cały czas coś się dzieje.

Jednak z racji tego, że jest to port z automatów to zawartości w grze jest niewiele, zrobić całość na 100% można w 2-3h.

Za pełną cenę raczej nie polecam, ale ze zniżką jak najbardziej. Co ciekawe gra wyszła też w pudełku i może ładnie wyglądać jako element kolekcji.

  • Bombrush Cyberfunk

Jet Set Radio tylko bigger, better i more badass, no może bez tego ostatniego.

Już sam początek gry gdzie główny bohater traci głowę pokazuje, że nie będziemy mieli tutaj do czynienia z niczym poważnym. Przyjemny gameplay, podkręcone tempo w stosunku do JSR, dobrze zaprojektowane levele, a do tego dobra konwersja na switcha. Mi się podobało.

  • Wave Race 64 (N64)

Nawet po prawie 30 latach od premiery grafika dalej jest przyjemna dla oka, trudno mi sobie wyobrazić jakie wrażenie musiała robić podczas swojej premiery. Jedna z flagowych gier Nintendo 64, o którym w czasach jego świetności mogłem tylko pomarzyć.

Nie było to moje pierwsze podejście do Wave Race 64, ale jakoś nigdy nie doszedłem dalej niż do pierwszych mistrzostw. Dlatego tym razem podniosłem sobie poprzeczkę i ukończyłem kolejne mistrzostwa (chyba hard?). Na experta nie starczyło mi cierpliwości. Dalej jest to rewelacyjna gra ze świetnym modelem pływania. Do tego na małym ekranie switcha wygląda jeszcze lepiej.

  • Banjo Kazooie (N64)

No i kolejna gra z niedostępnego dla mnie N64. Grając teraz pierwszy raz w jakieś tytuły z 5 generacji konsol czasem łatwo się od nich odbić przez różne archaizmy, lub trzeba poświęcić sporo czasu, żeby się do nich przyzwyczaić, szczególnie w grach trójwymiarowych.

Banjo Kazooie jest inne, to jest gra, która wydana teraz nie musiałaby się wstydzić swoich mechanik, sterowania czy ogólnej konstrukcji. Czasami aż trudno było mi uwierzyć jak ten tytuł dobrze zniósł próbę czasu i jak bardzo wyprzedzał inne znane mi platformówki wydane w tym okresie.

Prawdziwy majstersztyk, w którego powinien zagrać każdy fan platformówek. 

  • Super Mario World (SNES)

Postanowiłem sobie, że ukończę wszystkie dwuwymiarowe platformówki gry z Mario. To było moje pierwsze podejście do tej części, wiem że ta gra dla niektórych jest kultowa, ale ja grając w nią prawie 30 lat po premierze stwierdzam, że dla mnie są lepsze dwuwymiarowe odsłony. Nie zmienia to faktu, że SMW jest dalej bardzo przyjemną platformówką i warto w niego zagrać.

  • Donkey Kong Country 3 (SNES)

Rare to jedno z moich ulubionych studiów deweloperskich. Przynajmniej do czasu przejęcia ich przez MS, gdzie oprócz Kameo nie wydali chyba już żadnych gier, które mnie interesowały. A DKC to mój top platformówek. Po latach nie miałem pewności czy kiedykolwiek ukończyłem część trzecią, dlatego znalazła się na mojej liście. Tutaj bez zaskoczenia, jest świetna jak dwie pozostałe, a na konsoli przenośnej wygląda rewelacyjnie.

  • Yooka Laylee and the Impossible Lair

Tutaj tak naprawdę wróciłem po przerwie, żeby ukończyć tytułową impossible lair, kto grał ten wie, że ostatni level część graczy może zniechęcić. Nieprzypadkowo Yooka Laylee znalazło się koło Donkey Konga, bo jej autorzy - Playtonic Games - to w części ludzie pracujący w starym Rare. Dlatego jak najbardziej można powiedzieć, że Yooka Laylee and the Impossible Lair jest duchową kontynuacją DKC. Port na switcha jest bardzo dobry, wszystkim którzy jeszcze nie grali, zdecydowanie polecam.

  • Oddworld: Stranger's Wrath

Gra ma na karku 20 lat, a wydaje się bardziej świeża niż większość dzisiejszych produkcji. Zawsze kojarzyła mi się z Xboxem i nawet nie wiedziałem, że później ukazała się praktycznie na każdą platformę. Ciekawym patentem w Stranger’s Wrath jest arsenał jaki tam posiadamy i amunicja, która żyje. Połączenie widoku FPP dla sekcji strzelanych z TPP dla momentów gdzie trzeba więcej poskakać też było ciekawym pomysłem, do tego fajny klimat podchodzący pod dziki zachód. Ogólnie bardzo przyjemna gra i warta sprawdzenia jak ktoś szuka strzelanek na Switcha.

Playstation Vita

  • Killzone Mercenary

Nie mógłbym zacząć tej listy od innej gry. Wzorowy pokaz mocy Vity, do tego bardzo dobry gameplay i stabilne 30 klatek. Jeden z najlepszych fpsów na konsole przenośne. Nawet mocniejszy Switch nie powstydził by się takiego tytułu (tym bardziej, że tam z fpsami jest raczej słabo). Szkoda, że później para uleciała i Vita przestała dostawać takie produkcje, nie mówiąc już o serii Killzone, która razem z Shadow Fall wyleciała z pierwszej ligi i poszła w zapomnienie.

  • Tearaway

Kolejna perełka z Vity, pokaz wszystkich funkcjonalności konsoli – ekranu, panelu dotykowego, mikrofonu i kamery. Do tego oryginalny pomysł na grę osadzoną w świecie z papieru. Sam gameplay według mnie mógłby być trochę lepszy, nic mu nie brakuje, ale na tle innych elementów wypada tylko poprawnie.

  • Resistance: Burning Skies

No i tutaj zawód, bardzo lubiłem serię Resistance z PS3, jednak jej przenośna wersja nie wypadała za dobrze. Samo strzelanie jest ok, natomiast historia, nieciekawe poziomy i kiepska grafika nie były tym czego bym oczekiwał.

  • God of War Ghost of Sparta (PSP)

Powrót do klasycznej formuły GOW po latach przerwy smakuje wyśmienicie, w poprzednią część - Chains of Olympus - grałem lata temu na pożyczonym wtedy PSP. Obie części przenośnego God of War są przykładem świetnego przeniesienia dużej marki na mały ekran, tym bardziej patrząc na moc PSP. Nawet dzisiaj ta odsłona wygląda przyzwoicie a gra się w nią jeszcze lepiej. Remaki dwóch pierwszych części powinny ukazać się zdecydowanie wcześniej.

  • LocoRoco 2 (PSP)

Kolejny świetny tytuł z PSP, proste założenia, ładna dwuwymiarowa grafika i masa frajdy. Nie napiszę, że szkoda, że takich gier już się nie robi, bo powstają cały czas, ale wtedy mniejsze gry na konsole nie były aż tak popularne. Idealna gra na handhealda, nie wymaga wielkiego skupienia, pozwala na krótkie posiedzenia i jest bardzo grywalna.

  • Metal Slug 6 (PSP)

Uwielbiam serię Metal Slug, szczególnie dwie pierwsze odsłony, jednak po 5 części gdzieś mi ona uciekła i nawet nie wiedziałem, że wyszły kolejne. Niestety szóstka mnie rozczarowała, zmiana stylistyki graficznej w tłach mi nie podeszła, poziomy też wyglądają jakoś tak bez pomysłu, dużo przeciwników upchanych na małym obszarze planszy. Także dwójka dalej zostaje moim ulubionym Metal Slugiem.

  • Castlevania Symphony of the Night (PSX)

To było moje pierwsze podejście do Castlevanii SOTN, no i co tu dużo pisać, wszystkie pozytywne opinie o tej grze nie wzięły się znikąd. Gra nie postarzała się w ogóle, tym bardziej, że cały czas pojawiają się współczesne tytuły bazujące na tym schemacie. Rewelacyjny tytuł wciągający aż do ostatniej walki.

  • Croc Legend of Gobbos (PSX)

Gdyby ktoś mnie zapytał czy znam Croca to pewnie bym odpowiedział, no jasne, to gra z mojego dzieciństwa. Ale po głębszym zastanowieniu to za dzieciaka nie doszedłem raczej dalej niż do drugiego świata. Jak na kolorową platformówkę jest dosyć trudna, szczególnie przez swoje przestarzałe sterowanie. Jednak jako całość uważam, że to solidny tytuł i cieszę się, że dołączył do listy gier, które ukończyłem.

  • Rayman (PSX)

Kolejna gra z mojego dzieciństwa i kolejna trudna platformówka pod przykrywką kolorowej grafiki. Podobnie jak Croca, Raymana też kiedyś nie udało mi się ukończyć. Co prawda w Raymanie doszedłem dużo dalej niż w Crocu, ale z ostatnimi poziomami nie dałem sobie rady. Rayman dalej jest trudny, dalej bywa frustrujący i dalej go uwielbiam, świetna grafika, muzyka, projekt poziomów i sterowanie. Jedyne co można by było zmienić to rezygnacja z liczby żyć, żeby grało się przyjemniej. I to będzie jedyna gra z tej listy, której do końca nie przeszedłem, ale z racji tego, że Raymana uwielbiam to musiałem go dodać. Aby zmierzyć się z ostatnim bossem, należy rozwalić wszystkie klatki, we wszystkich poziomach, tego jeszcze nie zrobiłem, ale to nie znaczy, że się poddałem, wszystko w swoim czasie. Jak poprawią ostatnio wydaną wersję rocznicową to może w końcu będzie wersja, w której rozprawię się z ostatnim bossem.

  • Darkwing Duck (NES)

Dla jednych będzie to Mario, dla innych kaczki czy inny klasyk z NES, ale dla mnie tytułem numer jeden z tej konsoli jest Darwing Duck. W Darkwing Ducka pierwszy raz grałem na Game Boyu, nie wiedząc nawet o istnieniu wersji na NES, kartridż z grą znalazłem dopiero jakiś czas później w jednej z istniejących wtedy wypożyczalni. Wersja na NES okazała się lepsza w każdym aspekcie i uwielbiam ją do dzisiaj. W Darkwing Ducka grałem tyle razy, że potrafiłem go przejść na jednym życiu. Każdemu kto jeszcze nie grał szczerze polecam, wpadająca w ucho muzyka, bardzo dobra jak na NES grafika i zróżnicowane, ciekawe poziomy.

 

Nintendo 3DS

  • Luigi's Mansion

Tak się złożyło, że Luigi bał się ze mną w zupełnie odwrotnej kolejności, najpierw w części drugiej, też na 3DS, potem w trójce na Switchu, a na końcu zagrałem w jedynkę, gdzie nawet nie wiedziałem, że ta część nie jest ekskluzywna dla Gamecube. No i co tu dużo mówić, ewolucja się udała bo uważam, że kolejne części były zwyczajnie lepsze. Nie zmienia to faktu, że bawiłem się dobrze i z miłą chęcią zobaczyłem jak cała seria się zaczęła. Efekt 3D jest bardzo fajny, a port na 3DS solidny, polecam.

  • Rayman 3D

No i znowu Rayman, jak pisałem nieco wyżej uwielbiam tę serię, a szczególnie części 1 i 2. Pewnie dlatego, że jest to bomba wspomnień z mojego dzieciństwa. Powrotu do Raymana 2 próbowałem już jakiś czas temu na Dreamcaście, ale gdzieś w połowie straciłem zapał, pomimo tego, że ta wersja jest jedną z najlepszych. W przeciwieństwie do tej z 3DS, która nie cieszy się raczej wysokimi ocenami. Dla niewtajemniczonych Rayman 3D jest portem dwójki, któremu dostało się po głowie głównie za niestabilny framerate. No i niestety jest to prawda, liczba klatek spada bardzo często i daję wielkiego minusa dla autorów tej konwersji, że nie popracowali jeszcze trochę, żeby to naprawić. Cała reszta jest już w porządku, to dalej ten sam świetny Rayman 2, okraszony efektem 3D. Pomimo tego grę ukończyłem z przyjemnością, ale dla osób wrażliwych na tym punkcie, niestabilne klatki mogą okazać się problemem nie do przeskoczenia.

 

Anbernic RG351P

  • Super Mario Land (Game Boy)

Tutaj nostalgia wjeżdża bardzo mocno, jedna z pierwszych gier, na pierwszą konsolę, którą miałem na własność. Według większości opinii jest to najsłabsza część Mario na Gameboya, ale u mnie sentyment wygrywa. Graficznie było mnóstwo ładniejszych gier na pierwszego GB, ale ta też jest przyjemna dla oka, wpadająca w ucho muzyka i każdy ze światów w innej scenerii. Przechodziłem ją dziesiątki razy i zawsze cieszy tak samo jak 30 lat temu. Jako urozmaicenie mamy odpowiednik trybu new game+, gdzie dwa kolejne podejścia są trudniejsze.

  • Tiny Toon Adventures: Babs' Big Break (Game Boy)

Kolejna moja perełka z GB, bardzo przyjemna i dosyć rozbudowana jak na tę konsolę platformówka. Możliwość zmiany postaci, konieczność odnajdywania pomocników, którzy pomagali nam przejść dalej, mini gierki, a to wszystko okraszone świetną muzyką. Co ciekawe, do niedawna nie miałem pojęcia, że na GB wyszła druga część Tiny Toon Adventures, którą koniecznie muszę nadrobić, a dowiedziałem się o niej z materiału o serii Tiny Toon stworzonego przez arhn.eu.

  • Hammerin Harry Ghost Building Company (Game Boy)

Hammerin Harry był jednym z wielu kartów, które odwiedziły mojego Gameboya, i na którym poległem. Kiedyś ta gra była dla mnie zwyczajnie za trudna, więc po kolejnej porażce odpuściłem. Jak było teraz? Hammerin Harry jest dalej bardzo trudny, dodatkowo ma krótki czas nieśmiertelności po odniesionym obrażeniu, co tylko zwiększa wyzwanie. I szczerze, gdyby nie quick save to teraz też bym odpuścił. A poza tym, że jest trudna? Nawet dzisiaj jest bardzo miodna, wygląda bardzo dobrze, duże spritey nie były na GB codziennością, a do tego posiada ciekawe levele.

  • Lady Sia (Game Boy Advance)

Lady Sia jest pozycją, która zdecydowanie najdłużej przeleżała na mojej liście tytułów do ukończenia. Pierwszy raz ją zobaczyłem na Game One lub Hyper (już nie pamiętam) w jakimś materiale z produkcji. To był okres kiedy GBA było jeszcze świeżym sprzętem i pamiętam, że jak ona wyglądała zrobiło na mnie ogromne wrażenie, wielowymiarowe ruchome tła, bardzo ładne animacje i pięknie wyglądające kolorowe etapy. I czas tak leciał, robiłem do niej podejście na prawdziwym GBA, na emulatorze, ale jakoś zawsze odpuszczałem. W końcu stwierdziłem, że trzeba wykreślić ją z listy tytułów, które chcę skończyć i odpaliłem na Anbernicu. Jak wypada po latach? Wygląda cały czas bardzo ładnie, zaś sama rozgrywka jest trochę monotonna, a to wszystko podkreśla muzyka, którą jest kilka krótkich zapętlonych melodyjek, których pod koniec ma się już dość. Nie wiem ile w tym było sentymentu, ale pomimo wszystko ukończyłem ją z przyjemnością. To jedna z takich średnich gier, które lubimy.

  • Metal Slug Advance (Game Boy Advance)

Wspominałem już, że lubię Metal Slug? Wspominałem, więc z chęcią sprawdziłem kolejną część, w którą wcześniej nie grałem. Jak na sprzęt, na którym się ukazał, jest to naprawdę udana wersja. Tła są ładne, postacie spore, na ekranie dzieje się dużo. Czuć ducha oryginału i na pewno grało mi się lepiej niż w szóstkę. Jedyne co mnie irytowało to respawn wrogów, jeżeli się cofniemy to potem znowu trzeba walczyć z tymi samymi przeciwnikami. Cała reszta jest miodzio.

  • Mortal Kombat 2 (Game Boy/Game Gear)

Po co grałem w najuboższą wersję MK2 skoro nawet Anbernic bez problemu uruchamia wszystkie trzy części z automatów? Już wyjaśniam. Jeżeli na początku lat 90-tych czytaliście prasę o grach to na pewno widzieliście gdzieś screenshoty z Mortal Kombat 2 na Segę Game Gear, widząc te kolorowe obrazki moja młoda głowa nie była w stanie ogarnąć tego, że można grać w takiej jakości na konsoli przenośnej. Co prawda przez krótki czas miałem Game Geara w domu, ale bez żadnego Mortala. Dwójeczkę miałem na moim poczciwym Game Boyu i wspominam go bardzo dobrze, więc chciałem sprawdzić jak przeszedł próbę czasu i jak wypada w porównaniu do swojej kolorowej wersji na konsolę konkurencji. W ramach wyjaśnienia dla niewtajemniczonych to MK2 na Game Boy był jakimś cudownym wybrykiem, jedynka i trójka na tą samą konsolę były praktycznie niegrywane, a dwójka jest uważana za jedną z najlepszych bijatyk na GB obok Killer Instinct. Wiadomo, że była odpowiednio okrojona, bo oferowała tylko 8 postaci i 3 plansze. Ale grało się świetnie, była płynna, dobrze wyglądała, dobrze brzmiała, do tego miała ukryte walki z Jade i Human Smoke, Fatality i Babality. Jak więc po 30 latach wygląda ona w porównaniu do wersji na swojego kolorowego przeciwnika? Tak jak w starych gazetach, tak i w rzeczywistości wydanie na konsolę Segi wygląda dużo lepiej, duże kolorowe postacie, krew i klimat prawdziwego Mortala. Jednak te wszystkie wodotryski okupione są słabym frameratem przez co sama rozgrywka jest dużo przyjemniejsza na Game Boyu. Podsumowując Mortal Kombat 2 zarówno na konsolę od Nintendo jak i Segi był świetnym portem biorąc pod uwagę czas, w którym się ukazały. Obie cierpiały na swoje bolączki, ale też potrafiły wyciągnąć dużo z tych malutkich konsol.

Nintendo DS

  • Metal Slug 7

Mówiłem już, że lubię Metal Slug? No właśnie… Pomimo tego, że Nintendo DS uwielbiałem i ukończyłem na nim wiele gier, nigdy wcześniej nie miałem przyjemności wypróbować na nim Metal Slug 7, który potem pojawił się na innych konsolach jako Metal Slug XX. To jedyna pełnoprawna odsłona serii, która zadebiutowała najpierw na przenośnej konsoli. Do wyboru mieliśmy 6 postaci, gdzie każda (co było nowością dla serii) miała swoje unikalne umiejętności. Siódma odsłona serii przynosi siedem etapów, które ponownie nie są aż tak ciekawe jak w pierwszych grach z automatów. Jednak mimo wszystko grało mi się dobrze, tym bardziej, że to ostatnia część z głównej serii. Dla fanów na pewno warto.

  • New Super Mario Bros

No i na sam koniec moja ulubiona dwuwymiarowa część Mario. Po wielu latach dominacji trójwymiarowych odsłon, Mario powraca do korzeni w wielkim stylu. New Super Mario Bros jest bardzo grywalny, nie posiada niepotrzebnych udziwnień, wygląda dobrze i jako jedną z niewielu gier ukończyłem go na 100%. Powrót po latach był bardzo przyjemny.

 

I to by było na tyle, jeżeli ktoś dotarł aż tutaj to jest mi miło, że przebrnął przez moje wypociny. Jeżeli zainspiruję kogoś do zagrania, w którąś z tych gier to jeszcze lepiej.

Jak macie jakieś swoje ulubione gry, w które lubicie grać na konsolach przenośnych to chętnie przeczytam o nich w komentarzach. 

Oceń bloga:
3

Komentarze (3)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych

cropper