Zagubieni w labiryncie
Nigdy nie spodziewałbym się, że Nintendo 3DS będzie dla mnie swoistym wehikułem czasu i pozwoli mi zakosztować klimatu oldskulowych RPG w stylu Eye of the Beholder.
Tekst ukazał się również na Pocketmaniacu.
Kiedy zaczynałem zabawę z RPG-ami, był koniec lat 90-tych. Wtedy królował Fallout 1 i 2. Nadchodziły złote czasy dla gier tworzonych na silniku Infinity, dając nam tak świetne tytuły na PC jak: Baldur’s Gate 1 i 2, Icewind Dale, czy mój ulubiony Planescape Torment. Na konsolach panowały: Final Fantasy VII i VIII, czy Xenogears. Moment popularności Dungeon Crawlerów przegapiłem ze względu na wiek dziecięcy. Chociaż potem miałem styczność z serią Might & Magic. Dzięki Etrian Odyssey IV mogę sprawdzić, co mnie ominęło.
Las w lochach. Lochy w lesie.
W Etrian Odyssey IV wcielamy się w grupę łowców przygód, którzy pewnego dnia przybywają do miasta Tharsis i niemal od razu dostają zlecenie na zbadanie serii tajemniczych wydarzeń, łączących się z drzewem świata – Yggdrasil. W bojowych nastrojach wyruszamy na wyprawę, by zmierzyć się z nieznanym jeszcze zagrożeniem. Początki będą ciężkie, a droga do sławy i bogactwa długa oraz kręta.
Świat gry w EO IV, oglądamy z perspektywy pierwszej osoby, a sposób poruszania się przywodzi na myśl gry takie jak: Wolfenstein 3D, czy seria Might & Magic. W EO IV główną mapę świata zwiedzamy za pomocą statku powietrznego, który możemy ulepszać wypełniając określone zadania. Natomiast w labiryntach nasza drużyna porusza się „z buta”, przemieszczając się z każdym ruchem o jedno pole. Tak jak w starych Dungeon Crawlerach, mamy tutaj do czynienia z korytarzowymi labiryntami. Czy to las, lodowa jaskinia, czy opuszczona biblioteka. Ściany otaczają nas z każdej strony. Wprowadza to pewnego rodzaju klaustrofobiczny klimat, ale już taki urok Dungeon Crawlerów. Miasto jest w EO IV naszą bazą wypadową. Sprzedajemy w nim łup zebrany z ciał martwych wrogów. Podejmujemy się nowych zadań, czy wreszcie regenerujemy naszą drużynę w gospodzie po trudach podróży.
O prawach rządzących grą.
W EO IV zastosowano turowy system walki. Standardowo przemierzając lochy, jaskinie etc, natkniemy się na starcia losowe. O tym jak blisko walki jesteśmy, informuje nas sygnał ostrzegawczy na ekranie. Zielony kolor oznacza, że do starcia jeszcze daleko. Natomiast czerwony, że lepiej się zatrzymać i podleczyć postacie. Jednak w EO IV nie będziemy walczyć tylko z tym co z pozoru niewidoczne. Zwiedzając mapę świata, a także labirynty, natkniemy się na specjalnych, widocznych przeciwników określonych jako F.O.E. (Field-On-Enemy). Są to bardzo silne potwory, które w początkowej fazie gry są praktycznie poza naszym zasięgiem. Pokonanie ich zapewnia nam ogromną ilość PD oraz materiały, dzięki którym będziemy w stanie wytworzyć potężny ekwipunek oraz bronie. Czasem zdarzy się nam napotkać złotego F.O.E, który gwarantuje jeszcze większy zastrzyk PD. Jednakże złoci przeciwnicy trafiają się rzadko. Oczywiście możemy im zawsze w uzyskaniu złotej formy pomóc. Jak to zrobić? Wystarczy znaleźć, a następnie zebrać ulubiony pokarm delikwenta, którego chcemy „ozłocić”. Kolejnym krokiem będzie nakarmienie upatrzonego przeciwnika. Każdy mini-boss gustuje w czymś innym. Do wyboru mamy mięso wołowe/wieprzowe, ptasie, świeże ryby oraz roślinki dla wege-bossów – zbieramy je za pomocą statku powietrznego na mapie głównej. Dokarmiać możemy tylko i wyłącznie F.O.E-sa, który pałęta się po mapie świata. W labiryntach to niestety nie działa. Pokarm, którego nie zużyjemy jest automatycznie sprzedawany przy najbliższych odwiedzinach w mieście.
Każdy pokonany przeciwnik zostawia po sobie łupy. Sprzedając je w mieście, uzyskujemy dostęp do lepszego ekwipunku. W EO IV nie kupujemy broni, zbroi, czy mikstur leczniczych. Wytwarzamy je ze szczątków pokonanych wrogów lub bogactw naturalnych, które znajdziemy w labiryntach. Wytworzoną broń możemy ulepszać w wypadku, gdy jest ona wyposażona w odpowiednie sloty. Przekrój ulepszeń jest pokaźny. Zawiera m.in. ulepszenia statystyk, zwiększenie obrażeń, czy szansę na nałożenie negatywnego statusu.
W EO IV nie dochodzi do sytuacji, w której idziemy do pierwszych podziemi uzbrojeni po zęby i wszystko momentalnie pada pod naszymi ciosami. Żeby się porządnie dozbroić, musimy zabijać potwory. Dlatego początkowa faza gry nie należy do najprostszych. Ogólnie EO IV jest grą trudną i wymagającą. Dla mnie jest to duża zaleta. Nie zdarzyła mi się sytuacja, w której byłbym w stanie wyczyścić labirynt za jednym podejściem. Powroty do miasta są częste i nie raz trafi Was szlag, kiedy zorientujecie się, że zapomnieliście wziąć ze sobą przedmiotów do błyskawicznej teleportacji. Na szczęście wraz z odkrywaniem terenu, znajdziemy liczne skróty, które czynią naszą wędrówkę mniej „czasożerną”.
To co bardzo przypadło mi do gustu, to fakt, że mapy świata oraz labiryntów tworzymy sami. Rysujemy ją za pomocą 3DS-owego stylusa, nakładając na nią oznaczenia przejść między sektorami, złóż minerałów, miejsc wartych zapamiętania, czy miejsc niebezpiecznych. Oldskul pełną gębą.
Drużyna zwarta i gotowa.
Nasza wesoła kompania może składać się maksymalnie z pięciu postaci, stworzonych przez nas + jednej dodatkowej, która dołącza w określonych momentach rozgrywki. Zaczynamy od wyboru klasy postaci, których w grze jest w sumie 8. Początkowo mamy dostęp do pięciu, a wraz z rozwojem fabuły odblokowujemy pozostałe trzy. Mamy klasycznego tankera, którego zadaniem będzie utrzymanie drużyny przy życiu. Mamy healera, który wyleczy rannych. Dodać możemy maga, który sieje popłoch w szeregach przeciwnika potężnymi czarami. Nic nie stoi na przeszkodzie, by drużynę zasilił zwierzęcy berserker, wpadający w morderczy szał, czy krucha wyrocznia, która zajmuje się osłabianiem wrogów.
Na późniejszym etapie gry, otrzymamy dostęp do sub-klas, dzięki którym mocne strony naszych bohaterów mogą stać się niszczycielskie dla przeciwników. Możliwych kombinacji jest wiele i tylko od nas zależy jak podąży ścieżka rozwoju postaci.
Każda z klas ma dostęp do umiejętności na poziomie „amatora”, „weterana” oraz „mistrza”. Kolejne rangi odblokowywane są w momencie uzyskania odpowiedniego poziomu doświadczenia. Żeby zdobyć dostęp do najpotężniejszych umiejętności nierzadko trzeba utworzyć „łańcuch” łączący je z poprzednimi. Warto dobrze zaplanować w jakie umiejętności chcemy zainwestować. Co prawda można zawsze „zresetować postać”, ale wiąże się to z utratą dwóch poziomów. Nasze postacie możemy także „wysłać na emeryturę”. W ich miejsce pojawia się świeżaczek na 15 poziomie z podwyższonymi statystykami oraz większą ilością punktów umiejętności. Wysyłanie bohaterów na „zieloną trawkę” jest jedyną metodą na „wymaxowanie” statystyk. W trakcie gry znaleźć możemy także mikstury podwyższające statystyki, ale postać może przyswoić ograniczoną ilość tych specyfików.
Wspomnieć należy także o umiejętnościach specjalnych, których uczymy się ze specjalnych zwojów. Do użycia tych umiejętności potrzebujemy odpowiednio naładowanego wskaźnika „burst”, który napełnia się podczas walk. Im potężniejsza umiejętność, tym większego poziomu naładowania wymaga.
Kolorowo i muzycznie.
W kwestii grafiki powiem tylko tyle, że gra prezentuje się bardzo przyzwoicie. Odwiedzane przez nas miejsca wyglądają klimatycznie, tak jak i przeciwnicy, których na swojej drodze napotkamy. Ładnie prezentują się ich ataki specjalnie oraz ogólne animacje podczas walk. Mapa świata, po której poruszamy się statkiem powietrznym jest przejrzysta i nie nastręcza trudności podczas nawigacji.
Bardzo spodobała mi się muzyka w EO IV. Mocne, rockowe kawałki towarzyszące nam podczas walk, wywołują uczucie ciarek na plecach. Muzyce przygrywającej podczas eksploracji oraz ogólnemu udźwiękowieniu nie mam nic do zarzucenia. Wszystko gra, jak powinno.
Podsumowując: Etrian Odyssey IV: Legends of Titan, to bardzo dobry jRPG czerpiący garściami z oldskulowych gier z gatunku Dungeon Crawler. Jeżeli nie zniechęca Was dość wysoki poziom trudności, częsty backtracking oraz konieczność własnoręcznego sporządzania mapy, to będziecie się świetnie bawić przy tym tytule. EO IV jest długą grą, w której nawet po zakończeniu wątku głównego jest jeszcze wiele do zrobienia.



