W całej Erebonii biją wojenne dzwony, a potężne armie przemieszczają się ku granicom z Republiką Calvard. Wojsko rekwiruje wszystko, co znajdzie na swojej drodze, szwalnie jak szalone szyją nowe mundury, a całe rzesze rezerwistów otrzymują karty powołania. Groza wojenna wdziera się w życie cywilne i już niedługo cały naród może poznać czym jest wojna totalna, śmierć najbliższych oraz głód i poniewierka. Uczelnia Thors okryła się niesławą, uczniowie rozproszyli się znów po całym kraju, a sam instruktor Klasy VII Rean Schwarzer zaginął. Czy jego podopieczni zdołają się ponownie zjednoczyć i go odnaleźć?

Przebudzenie w wojennej rzeczywistości 

The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga – recenzja gry. Postacie

Akcja recenzowanego The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga toczy się dwa tygodnie po wydarzeniach z poprzedniej części i nie licząc całkiem interesującego prologu zaczyna się trochę jak w Matrixie. Juna, Kurt i Altina żyją w świecie gdzie wszystkie wydarzenia opisane w poprzedniczce nie miały miejsca a sam Rean jakby nie istniał. Nie powiem zaintrygował mnie ten wstęp, ale szkoda że scenarzyści tak szybko niszczą wypracowaną przez siebie koncepcję. Nasza trójka szybko zauważa, że jest coś nie tak, a splot wydarzeń przenosi nas do wioski wiedźm - Eryn, ale nie chce wchodzić w szczegóły, by nie spojlerować. Moim zdaniem dzieje się to jednak za szybko i cały pomysł traci na swojej wartości. Mniejsza jednak z tym, ogólnie znów, podobnie jak w drugiej odsłonie, podróżujemy po całym kraju poszukując naszego instruktora ponownie nawiązując kontakty z dawnymi kolegami i koleżankami, ale nie tylko.

Niestety fabuła przedstawiona The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga zaczyna powoli robić się męcząca, ale jest jedna rzecz, która ją ratuje – bohaterowie z innych odłamów serii, których po raz pierwszy zobaczymy w trójwymiarze i dowiemy się o ich dalszych losach. Są to postacie z trylogii Trails in The Sky oraz dylogii Zero/Ao no Kiseki. Problem w tym że ta ostatnia nie ukazała się oficjalnie w zrozumiałym języku, ale mimo wszystko jej znajomość jest konieczna, by orientować się w wydarzeniach rozgrywających się w recenzowanej tutaj produkcji. Naprawdę miło ponownie zobaczyć dawnych przyjaciół jak choćby Estelle, Joshuę czy Lloyda wraz z przeuroczą KeĄ i śledzić ich wpływ na przebieg obecnego scenariusza.

Ponadto odwiedzimy też kilka nieznanych nam wcześniej mieścinek jak chociażby Milsante czy Alster. Ogólnie jednak opowieść czwartej części pod-serii Cold Steel uważam za najsłabszą  z całej tetralogii. Nie znaczy to, że coś poważnego jej dolega ma swoje zwroty akcji oraz interesujące momenty, no ale po raz czwarty podanie niemal tego samego może zacząć nużyć. Niestety seria zaczyna przypominać telenowelę, a ja chciałbym już zobaczyć mocne zakończenie, a twórcy by przenieśli nas w inny zakątek świata, ale nie będzie nam to dane, lecz o tym w dalszej części recenzji. Cóż, mogłoby się wydawać, że czwórka przynosi wielki finał, ale jak się okazuje nie jest to jeszcze koniec. Oczywiście pomimo powagi sytuacji nadal nie zabrakło momentów humorystycznych, zwłaszcza na tle seksualnym.

The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV  -  stare metody na nowe wyzwania

The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga – recenzja gry. Dialogi

Jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga wiele się nie zmieniło, chociaż tym razem oparta jest raczej o system ze wspomnianej części drugiej, co jednych ucieszy a drugich może zmartwić. Wprawdzie mamy większą wolność niż w trzeciej odsłonie, ale w sumie wszystkie usprawnienia mają wartość jedynie kosmetyczną. Jedynie w sferze bitewnej można odczuć pewne grzebanie w całym systemie. Jak poprzednio tytuł wciąż preferuje agresywny styl rozgrywki, aczkolwiek został nieco stonowany, zwłaszcza przez wzrost poziomu trudności, chociaż nie ma już takiej zagrywki jak wcześniej, że można dostać ostro po tyłku już w prologu. Jednak cóż z tego, że posiadamy od początku wysoki poziom doświadczenia jak napotkane potwory nawet te najsłabsze wcale nie tak łatwo przepędzić? Zwiększono wprawdzie obrażenia zadawane przez broń, ale ataki specjalne i zaklęcia wydają się słabsze, zresztą i breaka trudniej zadać. 

Jedynym wyjątkiem są  destrukcyjne tzw. Lost Arts, ale ich użycie resetuje cały pasek many (EP). W tej części należy bardziej polegać na słabościach przeciwników i bezlitośnie je wykorzystywać. Jest zresztą na kim, bowiem tym razem otrzymaliśmy całą masę opcjonalnych bossów. Pozwala to poszaleć nieco bardziej z rozkazami i atakami łączonymi, zwłaszcza że mamy do wykorzystania aż siedem punktów. Teraz też podobnie jak w dwójce możemy raz z w bitwie wezwać na pomoc posiadanego robota, chociaż nie wpływa to na przebieg starcia tak jakby mogło. Natomiast same bitwy robotów pozostały właściwie po staremu, a przynajmniej nie wygląda żeby cokolwiek zrobiono w tym temacie. Nie zrozumcie mnie źle walki w The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga są nadal widowiskowe i wciągające, ale podobnie jak w kwestii fabuły wkrada się powoli efekt znużenia obecną koncepcją. Plusem i tutaj z pewnością jest obecność sporej liczby bohaterów, których w boju zobaczymy, aż 29-ciu z unikalnymi umiejętnościami.  

Zawzięte walki z bossami w oprawie znanej od lat

The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga – recenzja gry. Walki

Bardzo spodobała mi się obecność w The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga jednej z naszych przeciwniczek – Mariabelle, która w trakcie starcia jak żywo przypomina mi Alice Margatroid z Touhou Project, która też walczy za pomocą lalek. W celach rozrywkowych pojawiło się kilka nowych mini-gierek: oprócz Vantage Masters mamy w kasynie pokera i blackjacka, no bo skoro młodzież może iść na wojnę to dlaczego nie wolno uprawiać im hazardu? Ponadto pojawiła się też gierka w stylu kotodamy. Wielbiciele serii będą z pewnością zadowoleni, że styl rozgrywki został po staremu jednak osobiście chciałbym prawdziwego powiewu świeżości, pomimo iż wciąż grało mi się świetnie. Co ciekawe wreszcie pojawiła się opcja auto-zapisu rozgrywki, co się bardzo przydaje w kluczowym momentach zabawy.

W oprawie wizualnej również nie uświadczymy zmian, jedynie czołówka gry wydała mi się jakaś dziwna i lekko przywodzi na myśl Personę 5 dzięki czarno-czerwonym barwom. Dalej mamy do czynienia silnikiem Phyre Engine, więc wszystko prezentuje się tak jak w części trzeciej, czyli wciąż kolorowe i miłe dla oka postaci na tle dosyć ascetycznego i mało zróżnicowanego otoczenia. Z drugiej strony ponownie nowo wprowadzone miejscówki prezentują się jakby lepiej od tych już znanych, a wspomniane wcześniej widowiskowe ataki specjalne zyskały na jakości i potrafią wgnieść fotel.

Celuje w tym zwłaszcza Elie i jej zdolności lecząco-wzmacniające, a tak poza tym nic nowego w państwie duńskim, aczkolwiek ciężko tu mówić o rozczarowaniu, bo chyba nikt nie spodziewał się widocznego skoku technologicznego, a przynajmniej nie w tej odsłonie. Za to, nad wyraz dobrze, udała się oprawa muzyczna - bardziej melancholijna niż w pozostałych częściach przeplatana rockowymi brzmieniami w trakcie co ważniejszych starć. The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga posiada wprawdzie całkiem dobry angielski dubbing, ale lepiej przejść na japońskie głosy gdzie udzielają się chociażby tacy aktorzy jak Tetsuya Kakihara (Natsu z Fairy Tail) czy Ayana Taketatsu (Leafa z SAO).

The Legend of Heroes – historia nie mająca końca

Na koniec recenzji przyjrzyjmy się przyszłości serii The Legend of Heroes. Część czwarta w Japonii wyszła niemal dwa lata temu i rzeczywiście miała być epickim zakończeniem całej sagi. Niestety przez ten czas wiele się zmieniło i w Japonii dostępne jest już Hajimari no Kiseki, które rozgrywa się po wydarzeniach z zakończonego właśnie cyklu Cold Steel. Problem z tym, że fabularnie trochę gryzie się to z obecnym w czwórce zakończeniem i nie bardzo wiadomo jak potraktować recenzowany tutaj tytuł – jako kończący pewną zamkniętą serię, czy jako kolejny etap historii wykreowanego świata, ponownie dostarczający więcej pytań niż odpowiedzi. W każdym razie wbrew swojemu podtytułowi End of Saga opowieść toczy się dalej. Żeby było śmieszniej zapowiedziano już kontynuację Hajimari i to na nowym silniku graficznym, ale Falcom wciąż nie pali się by nas zabrać w inną część kontynentu Zemurii, mgliście przesuwając to na dalszą przyszłość. Szkoda, bo Erebonia chociaż pełna atrakcji zaczyna się po prostu przejadać.

Samo The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV - End of Saga pomimo moich pewnych zastrzeżeń to wciąż wciągająca, pełna zwrotów akcji opowieść, aczkolwiek czuć już zmęczenie materiału. Jeśli w/w Hajimari no Kiseki nie wprowadzi czegoś nowego do serii może zrobić się naprawdę nudno, ale o tym  przy odrobinie szczęścia opowiemy sobie w przyszłym roku przy okazji odpowiedniej recenzji. Chociaż nie powalające Cold Steel IV nadal jednak jest pozycją obowiązkową dla fanów cyklu, o ile rzecz jasna mają w małym palcu wszystkie wydarzenia z poprzedniczek wydawanych przez ostatnie kilka lat.