Wchodzisz, giniesz, wracasz, widzisz wrogów, giniesz, kolejny raz wracasz, poznajesz ruchy przeciwników, giniesz, znów wracasz, pokonujesz pierwszych z nich i poznajesz planszę, giniesz, ponownie wracasz i dopiero wtedy zaczynasz próbować na poważnie. Tak w skrócie mógłby wyglądać opis przechodzenia kolejnych plansz w nowej polskiej grze Ghostrunner. Całość jest jednak znacznie bardziej rozbudowana i oferuje więcej, niż mógłby sugerować ten enigmatyczny opis.

Osobiście nigdy nie spodziewałbym się, że zainteresuję się produkcją tego typu. Jestem osobą, która lwią część frajdy czerpie z odkrywania kolejnych elementów fabuły w grach. Ten tytuł stawia zdecydowanie na mechanikę rozgrywki i mnogość pomysłów, jeśli chodzi o przechodzenie kolejnych etapów w formie biegu i omijania przeszkód. Jak więc odnalazłem się w grze? Czy formuła ma szansę na sukces? I w końcu – czy warto dać szansę tej pozycji? O tym przeczytacie w dalszej części recenzji, a tymczasem zacznijmy od podstaw!

Ghostrunner - recenzja gry - Piękne miasto

Polski cyberpunk

Recenzowany Ghostunner to ciekawa gra akcji w perspektywie pierwszoosobowej, za której stworzenie odpowiada polskie studio One More Level – twórcy świetnie przyjętego God's Trigger z ubiegłego roku. Tym razem postawili jednak na coś zupełnie innego, choć pozostawili element, który powoli może stawać się ich znakiem rozpoznawczym – bezwzględną brutalność, gdy dochodzi do starć z przeciwnikami.

W produkcji przemierzamy cyberpunkowe miasto, które zdaje się zamknięte w ogromnej wieży. Gdy budzimy się (w nieludzkim ciele), od razu słyszymy Architekta, który nakłania nas do odszukania Klucznika – złego władcy całego przybytku, który przejął panowanie po śmierci wspomnianego głosu w naszej głowie.

Założenie jest dość proste – przechodzimy kolejne poziomy (tych twórcy zaoferowali nam 17) i poszukujemy wind, które zawiozą nas na następne kondygnacje. Brzmi łatwo? Cóż, na tym banał się kończy. Oprócz upadku, śmierć powoduje również każdy otrzymany cios. Nie ma więc miejsca na żadne błędy.

Ghostrunner - recenzja gry - walka

Ghostrunner to bardzo wymagająca gra

Przedzierając się przez kolejne piętra, wyzwania możemy podzielić na trzy różne typy – parkour (z elementami puzzli), walka z przeciwnikami i pojedynki z bossami. Te pierwsze przetestują naszą zwinność w posługiwaniu się narzędziem sterującym. Muszę zaznaczyć na potrzeby tekstu, że wersję do recenzji dostałem na PC i choć początkowo próbowałem grać za pomocą padów od PS4 i Xboksa, to ostatecznie skończyło się na klawiaturze oraz myszce. Możliwość wyboru kierunku przy pomocy „gryzonia” jest po prostu znacznie bardziej precyzyjna.

Jeśli chodzi o przeciwników, ogromnym plusem jest liczba ich wariantów. Choć przez pierwsze kilka etapów pojawiają się tylko zwykli wrogowie z pistoletami, to niedługo później mamy do czynienia również ze zmutowanymi monstrami, cybernetycznymi ninja i gośćmi z laserowymi karabinami oraz wielkimi tarczami. Do każdego trzeba podejść zupełnie inaczej, albowiem nie ma opcji, żeby tą samą taktyką pociachać wszystkich.

Trzecim typem wyzwań są starcia z bossami. Te były w gruncie rzeczy zaledwie dwa, ale muszę przyznać, że niezwykle intensywne. I o ile to „ostateczne” wydało mi się wyjątkowo pomysłowe, a sam bardzo szybko wpadłem na to, w jaki sposób uporać się z wrogiem (trochę przez przypadek), o tyle uważam, że w pierwszym zabrakło jakiejkolwiek podpowiedzi. Spędziłem chyba godzinę na tym, aby zrozumieć, w jaki sposób mogę zranić mojego przeciwnika. Walki z bossami i samo szukanie sposobu na nich powinny być wymagające, ale nie w takim znaczeniu.

Ghostrunner - recenzja gry. Ostatnia plansza

Pomocne umiejętności

Po wieży pniemy się wyposażeni w kilka nietypowych elementów. Dzięki specjalnym sensorom możemy bezproblemowo biegać po ścianach, a cybernetyczne ciało sprawia, że obrażenia od upadku się nas nie imają. Do tego, aby łatwiej było nam torować sobie drogę, wyposażeni zostaliśmy w specjalne ostrze, które doskonale sprawdza się, gdy zamierzamy zagrać naszymi wrogami w cyberpunkowe Fruit Ninja. To jednak nie koniec możliwości!

Pokonywanie kolejnych pięter jest niezwykle trudne, ale na szczęście nasz bohater, Ghostrunner, posiada także specjalne umiejętności, które ułatwiają pewne sprawy. Oprócz „zrywu”, który mamy od początku, z czasem dostajemy także podmuchy powietrza, cięcie na dystans, czy przejmowanie władzy nad umysłami przeciwników. Wszystko to oczywiście z ograniczeniami, gdyż po każdym użyciu musimy raz jeszcze „naładować” naszą super zdolność.

Ghostrunner - recenzja gry - waka z Bossem

Gameplay skrojony idealnie

Jak zdążyłem wspomnieć we wstępie, nie przepadam za grami, które do fabuły podchodzą zaledwie szczątkowo. W recenzowanym tytule rzeczywiście tak jest. Z czasem zacząłem rozumieć, że w Ghostrunnerze twórcy często dotykają tematów filozoficznych – zmuszają gracza do refleksji nad znaczeniem „człowieczeństwa” oraz tym, co wiąże się z „byciem człowiekiem”. Jest to jednak tylko swoista podbudówka. Sam wątek w grze niespecjalnie pchał mnie do przodu, ale doskonale robiła to za niego mechanika.

Wszystko jest bowiem cudownie płynne. Zarówno walka, jak i poruszanie. W takim projekcie to podstawa i rzeczywiście udało się tu dopieścić całość do perfekcji. Spadków klatek nie ma żadnych, a pomimo że bywały poziomy, gdzie ginąłem ponad 100 razy, zamiast frustracji pojawiała się chęć próbowania znowu i znowu.

Ani razu nie nie miałem wrażenia, że ginę z winy samej gry i jakichś błędów w niej – zawsze chodziło o moją niedokładność. Tak właśnie powinny wyglądać tego typu produkcje. Tam, gdzie wytykane są nawet najmniejsze potknięcia graczy, nie ma miejsca na błędy ze strony twórców. Śmierci są tu bardzo sprawiedliwe.

Ghostrunner - recenzja gry. Pościg w pociąu

Oprawa audiowizualna

Recenzowany Ghostrunner to przykład projektu, gdzie dzięki świetnemu zazębieniu muzyki i grafiki, klimat wręcz wylewa się z ekranu. Gra dobitnie  pokazuje, jak wygląda cyberpunk, a dzięki słyszanym dźwiękom, poczucie immersji znacznie wzrasta. Odpalamy pozycję, wybieramy poziom i momentalnie czujemy się, jakbyśmy sami byli w ogromnej Wieży. Świetne doznania, z którymi po prostu chce się obcować – cudowna robota, One More Level!

Muszę jednak przyznać szczerze, że odniosłem wrażenie, iż muzyka po pewnym czasie stawała się nieco powtarzalna. Być może to kwestia wysokiego podobieństwa ścieżek dźwiękowych, a może rzeczywiście kawałków na playliście było po prostu nieco za mało... Cóż, nie wiem – bardzo szybko większość zmyła się w jedno. I choć utwory genialnie pasowały do klimatu przedstawionego graficznie, to zabrakło mi tu przysłowiowej „kropki nad i”.

Ghostrunner to czarny koń końcówki roku

Podsumowując całą recenzję, muszę napisać, że spodziewałem się wysokiego poziomu. Nie wiedziałem jednak, że to, co oddadzą w nasze ręce twórcy, będzie aż tak dobre. Ostatnimi czasy bardzo wiele studiów decyduje się na stworzenie czegoś w klimacie cyberpunku. Raz z większym sukcesem, innym razem prezentując wyczekującym fanom wtopę. Tutaj jest zdecydowanie bliżej tego pierwszego przypadku.

Ghostrunner to jedna z najlepszych gier, jakie ukazały się w tym roku, po prostu. Nie przepadam za pozycjami z gatunku soulslike i nie lubię umierać raz za razem, bo bardzo szybko się zniechęcam. Tu od początku przygody, aż do jej końca, zginąłem pewnie około 1000 razy. Ani przez chwilę nie zamierzałem jednak odstawić tytułu. Przyjemność, jaka płynie z przemierzania cudownego świata, nad którym panuje Klucznik, jest po prostu ogromna. Mogłem wracać, wracać i wracać!

Jeśli miałbym na koniec napisać, komu polecam recenzowany projekt, to napisałbym, że dosłownie każdemu. Na platformie Steam dostępne jest demo z pierwszym poziomem, które pozwala wyklarować sobie nieco opinię na temat Ghostrunnera. Nie zniechęcajcie się jednak po nim, bo prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero potem, gdy opanujemy podstawy poruszania, nauczymy się przeciwników, a nasz arsenał ruchów zasilą specjalne ataki. Bawiłem się tak, jak nigdy bym nie przypuszczał, że będą mógł, przy tym tytule.