Na pierwszy rzut oka WRC 9: The Official Game niewiele się zmieniło, ale wystarczy spędzić z grą kilka godzin by wyłapać zmiany. Choć nie da się też ukryć, że to tylko dalsza ewolucja nie rewolucja, a w niektórych elementach gra po prostu kopiuje rozwiązania z WRC 8. Ważne, że model jazdy z roku na rok jest coraz bardziej dopracowany i naprawdę jestem usatysfakcjonowany kierunkiem rozwoju serii pod tym względem. W WRC 9 poprawiono także model hamowania, lepiej można wyczuć środek ciężkości aut, fizyka również została nieco ujarzmiona, dzięki czemu pojazd rzadziej odrywa się od ziemi i czujemy lepiej jego przyczepność. 

Jeszcze lepiej  w WRC 9 czuć różnice w nawierzchni i to jak takie zmiany przyjmują opony. Śnieg, lód, asfalt, szuter, błoto, nasiąknięty deszczem żwir - z czasem po samej reakcji auta będziecie w stanie ocenić na jakim terenie walczycie o sekundy. Choć mam wrażenie, że nie do końca przetestowano SI i poziomy trudności w poszczególnych krajach - bywało, że w jednym rajdzie miałem naprawdę spory zapas sekund nie mając żadnych problemów z wygrywaniem, by w innym, jeżdżąc na podobnym poziomie, ponosić kilkusekundowe straty. Wybijało to trochę z immersji. Wyważenie wyzwania w poszczególnych krajach jest po prostu niedopracowane.   

Od Juniora po WRC

WRC 9 recenzja - klasa Junior WRC

Kariera w WRC 9 nie różni się znacząco od tego, co mieliśmy w zeszłym roku. Możemy zacząć od Junior WRC lub wskoczyć od razu WRC 3 (w tej klasie jest jedyna polska ekipa w składzie Kajetanowicz & Szczepaniak), a następnie wspinać się w klasyfikacji kierowców trafiając z czasem do WRC 2 i wreszcie królewskiej kategorii WRC. Czuć wyraźnie różnice w prowadzeniu aut w poszczególnych klasach. W Junior WRC wszystkie zespoły śmigają Fordem Fiesta R2 z napędem na przednie koła, który prowadzi się łatwo, ręczny potrafi uratować praktycznie z każdej opresji i czuć, że jest to przetarcie przed kolejnymi wyzwaniami. Samochody WRC 2 mają elastyczne zawieszenie, choć tu już czuć większą moc i trzeba częściej popracować gazem i hamulcem. Największe różnice względem poprzedniej odsłony widać jednak w prowadzeniu aut z najwyższej kategorii. Nie rzuca nimi już tak jak w WRC 8, zawieszenie pracuje lepiej, łatwiej wyczuć nierówności podłoża, robić korekty toru jazdy, choć nie da się też ukryć, że im wyższa klasa tym model jazdy idzie mocniej w stronę arcade (nawet przy wyłączonych asystach) i trochę mu jeszcze brakuje do Dirta. 

Co jednak najważniejsze - poczucie prędkości i ryzyka w WRC 9 daje jeszcze większą frajdę niż rok temu, częściej wciskamy gaz, co jest nagradzane urwaniem cennych sekund albo karane efektownym dzwonem w drzewo. Kwestia tego, by wyczuć model jazdy i fizykę, która wprawdzie wciąż potrafi płatać figle, wyrzucając nagle nasze auto do góry, albo odbijając je od przeszkód w nienaturalny sposób, ale i ten element poprawiono. Oczywiście uszkodzenia to nie tylko te widziane na karoserii, ale również mechaniczne. Można dorobić biegi tak, że niektóre w ogóle nie będą wchodziły, można rozwalić zawieszenie co skutkuje znoszeniem auta na jedną ze stron, a i jazda na kapciu to zawsze strata cennych sekund. Uważać też trzeba na uszkodzone pojazdy innych ekip na trasie, choć tę opcję można wyłączyć.

Kariera i deja vu

WRC 9 - tryb kariery

Trochę szkoda, że zarządzanie zespołem w trybie kariery nie zostało bardziej rozbudowane, bo będąc szczerym swoboda w kreowaniu ekipy jest dość iluzoryczna. Jeśli graliście już w ten tryb w recenzowanym rok temu WRC 8 z czasem staje się on nieco nużący. Wciąż możemy zatrudniać personel na sześciu stanowiskach takich jak mechanik, fizjoterapeuta czy meteorolog. Trzeba planować harmonogram wydarzeń, dbać o finanse, płacenie rachunków za naprawy auta, przeglądać oferty nowych, lepszych pracowników i regularnie sprawdzać pocztę. Za punkty doświadczenia rozwijamy nasz zespół na czterech drzewkach R&D, gdzie nie tylko poszerzamy ekipę i usprawniamy jej pracę, ale też zdobywany skille pozwalające na zarabianie większej liczby punktów exp. Trzeba też dbać o morale i reputację czy zlecić czasami odpoczynek, by ekipa mogła się zregenerować i być bardziej efektywna. Choćby w parku maszyn. Twórcy gry zadbali o wiele szczegółów np. to, że podczas rajdu Szwecji, gdy temperatury są niskie, naprawa niektórych elementów auta pomiędzy odcinkami trwa dłużej, bo ciężej się pracuje w takich warunkach. 

Kasę i doświadczanie w WRC 9 zdobywamy też za realizację postawionych celów. Zarówno tych krótko jak i długoterminowych. Jest z tym zresztą mały problem i przydałaby się jakaś aktualizacja łatająca błędy. Bo jak mam przejechać 6 ekstremalnych wyścigów i zaliczyć zadanie, skoro gra w trakcie sezonu zaproponuje mi takie wyścigi tylko 3? Albo jedną z wytycznych, by dostać bonus będzie używanie danej mieszanki opon przez kolejne wydarzenia, nawet jeśli nie będzie ona pasowała do pogody czy nawierzchni. Totalny bezsens. Dobrze przynajmniej, że pomiędzy rajdami wciąż nie brakuje innych wyzwań jak treningi, w których zdobywamy medale, wydarzenia historyczne, gdzie zasiadamy za kółkiem jednego z piętnastu klasycznych aut pokroju Audi Quattro A2 czy Lancia Delta Integrale (choć odniosłem wrażenie, że są one zbyt lekkie), wyzwań rzucanych przez producentów (sprawdzamy nasze skille w autach wyższych klas, dzięki czemu możemy dostać propozycję jazdy w lepszym zespole), czy eventach ekstremalnych, gdzie musimy dojechać jak najdalej zazwyczaj zepsutym autem w fatalnych warunkach pogodowych. Takie hardkorowe przejazdy oczywiście znamy z poprzedniej części, ale skoro wciąż rajcują to dobrze, że są. 

WRC 9 i bilet do Japonii

WRC 9  recenzja - warunki pogodowe

Jeśli ktoś nie lubi bawić się w menadżera w WRC 9 czeka na niego tryb pojedynczych Wyzwań, arena do testowania aut i ustawień czy możliwość rozegrania klasycznego sezonu niczym w Colin McRae Rally bez zawracania sobie głowy takimi pierdołami jak zatrudnianie ekipy. W tej odsłonie zaoferowano nam kilkadziesiąt zespołów i ponad 100 odcinków w zróżnicowanym środowisku 13 krajów. W tym trzech zupełnie nowych - Japonii, Nowej Zelandii oraz Kenii (tym razem nie ma niestety Polski). Azjatyckie krajobrazy z wąskimi asfaltowymi drogami są zjawiskowe (choć Japonii z V-Rally 4 nic nie pobije), Nowa Zelandia to z kolei jedne z najszybszych odcinków w całej grze gwarantujące emocje i piękne krajobrazy. Najgorzej wypada dość nudna i nijaka Afryka. Choć gra jest na licencji WRC na obecny sezon, to jednak przez zamieszanie związane z koronawirusem nie udało się dorzucić choćby Estonii czy Belgii, które rzutem na taśmę trafiły do kalendarza oficjalnych rajdowych mistrzostw świata. 

Na starych trasach, które osoby grające w WRC 8 doskonale znają, dodano nowe elementy jak choćby pracujące wiatraki czy roślinność. Trzeba przyznać, że design OES-ów, nierówności terenu i stopień zakręcenia tras stoją na wysokim poziomie. Trafimy przecież na odcinki, które mają nawet 20 kilometrów, gdzie o dekoncentrację i błąd bardzo łatwo. A w karierze możemy zrestartować wyścig tylko pięć razy. Albo od razu pójść na całość i wybrać opcję "permadeath" (ustawiamy też procentowy poziom trudności oraz stopień uszkodzeń aut), gdzie restartów nie ma w ogóle.

W deszczu i we mgle

WRC 9 recenzja - widok z kokpitu Szwecja

Oprawa WRC 9 jest przyzwoita. Widać, że autorzy gry wrzucili na trasy znacznie więcej elementów. Chwilami gra zapiera dech w piersiach, zwłaszcza podczas rajdów o zachodzie słońca, gdy promienie przenikają przez korony drzew czy gdy wjeżdżamy w dolinę, gdzie na horyzoncie pojawiają się malownicze, jeszcze zamglone krajobrazy. Ciągnące się kilometrami serpentyny górskie, zaśnieżone tartaki, rozpościerające się w oddali jezioro – to wszystko może się podobać. Widać też, że popracowano nad efektami świetlnymi, rajdy w nocy i podczas ulewy dają radę, w Szwecji palą się rozpalone przez kibiców ogniska, na trasach można też zauważyć kolorowe race dymne, o latającym dronie robiącym zdjęcia i rzucającym cień nie wspominając. Choć kokpity poszczególnych aut mogłyby wyglądać lepiej, to praca wycieraczek znakomicie oddaje zmagania nie tylko podczas deszczu, bo czasami trzeba je włączyć, by pozbyć się zalegającego śniegu czy piasku. 

W trakcie szybkiej jazdy oprawa spełnia swoje zadanie, gorzej gdy zwolnimy przyglądając się otoczeniu, bo na wierzch wychodzą wszędobylskie ząbki, czasami zbyt martwe środowisko i słabsze tekstury. Wielka szkoda, że tytuł nawet na mocniejszych konsolach nie hula w 60 klatkach (o braku HDR nie wspominam), ale trzeba też oddać, że rzadko kiedy spada poniżej 30. Denerwują zdecydowanie za długie loadingi, które pojawiają się przed każdym wyścigiem i przy powrotach do naszego biura w trybie kariery. Pochwalić za to muszę dynamiczną zmianę warunków pogodowych w WRC 9 - trasę możemy zacząć w słońcu, by w trakcie rajdu trafić na mocną ulewę, a kończyć odcinek we mgle. Ale wydaje się, że na tym silniku studio wiele już z grafiki nie wyciśnie, więc czekam co pokaże nam za rok na next-genach. 

Czy jedzie z nami pilot?

Miałem czasami problemy z pracą pilota, który źle opisywał trasy, a i jego głos zagłuszany przez ryk silnika nie zawsze jest dobrze słyszalny, co akurat w opcjach można sobie skorygować. Pomijając typa z siedzenia pasażera, dźwięk silnika, skrzyni biegów, sprzęgła czy skrzypiących tarcz hamulcowych robi robotę i polecam gorąco doświadczać kolejne rajdy z dobrymi słuchawkami na uszach. Oczywiście słuchawki to nie wszystko i najlepszym sposobem na granie w WRC 9 jest podłączenie kierownicy (u mnie - Logitech G923), którą gra automatycznie wykrywa i dostosowuje. Mamy szereg opcji do kustomizacji tak samej czułości jak i wibracji, choć muszę przyznać, że miałem małe opóźnienie między ruchami dłoni na kierownicy, a tym co widoczne w grze. Zabawa za pomocą pada też wypada nieźle i wydaje się nawet bardziej intuicyjna niż w poprzednich grach z serii, choć wciąż stanowi mniejsze wyzwanie niż walka z autem w Dirt.

W czasach COVID-u bardzo dobrym wyjściem w recenzowanym WRC 9 było rozbudowanie trybów sieciowych. Mamy więc codzienne, tygodniowe i miesięczne wyzwania z tabelami wyników, jest moduł esportowy, a nawet zupełnie nowy tryb Club Mode, który pozwala graczom na organizowanie własnych wydarzeń. Sami decydujemy czy klub ma być prywatny czy dla wszystkich, ilu będzie miał członków, jakie wyzwania zaoferuje, można w końcu ustawić kraj, pogodę, porę dnia i auto. Nie jesteśmy zresztą przypisani tylko do jednego klubu i możemy dołączyć do maksymalnie trzech innych. Gra pozwala też śmigać lokalnie na podzielonym ekranie, co ucieszy wszystkich fanów grania z kumplami na kanapie. Ale jeśli zapytacie mnie, która seria jest lepsza, to dla mnie wciąż liderem będzie DiRT Rally 2.0. WRC 9 jest już jednak naprawdę godną konkurencją, której po prostu wciąż brakuje kilku kluczowych szlifów i która mogłaby zaoferować trochę więcej nowości względem ósmej odsłony. Ale w powyższej recenzji z czystym sumieniem mogę polecić ją fanom rajdów. 

PS. W kolejnych rozszerzeniach WRC 9 ma pojawić się tryb fotograficzny oraz możliwość wcielenia się w pilota.