The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie to niesamodzielne rozszerzenie bardzo ciepło przyjętego retro-futurystycznego, kosmicznego RPG-a The Outer Worlds, wydanego niemal rok temu. Wiele dobrych i złych rzeczy napisano już przez ten czas o tym tytule, chociażby w mojej poprzedniej recenzji, ale jak widać zainteresowanie było wystarczające, by pokusić się o wydanie DLC. Dodatkowa opowieść zaczyna się dość makabrycznie, ale zabierze nas w miejsce gdzie podobne rzeczy są na porządku dziennym. Porzucony eksperyment naukowy, który żyje (bądź umiera, zależy jak patrzeć) sobie teraz własnym życiem – asteroida Gorgona. Idąc za głównym wątkiem fabularnym otrzymujemy do niej dostęp dość szybko – po wykonaniu zadania Radio Wolny Monarch i odebraniu przesyłki od kosmicznego kuriera.

Strefa mroku i półcienia w The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie 

The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie – recenzja gry. Arsenał

Jeśli ktoś myślał, że podstawowa wersja gry obnażyła wszystkie ciemne sprawki wielkich korporacji, mrocznych stowarzyszeń i sekt religijnych, to właściwie nic nie widział. Dopiero w The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie poznamy prawdziwe znaczenie słów „ciemne sprawki”.  Asteroida była własnością spółki Kosmolub, wielkim kompleksem badawczym, porzuconym nagle z dnia na dzień. Kto mógł to uciekł, reszta została skazana na wegetację przy ciągłym zagrożeniu ze strony miejscowych potworów plus tego co uciekło z tajnych obiektów oraz maruderów. Są jednak pewne dobre strony tej sytuacji zwłaszcza dla jednostek zajmujących się szabrem, no bo przecież w opuszczonych budynkach można znaleźć wiele cennych przedmiotów, a same ruiny oraz złom również są coś warte. 

Na Gorgonę sprowadza nas sprawa, którą zajmował się jeden z kumpli Alexa Hawthorne'a - poprzedniego kapitana Zawodnego. Podejmujemy ten trop prowadzący nas do Wilhelminy „Minnie” Ambrose, dziedziczki majątku wpływowej (niegdyś) rodziny, chcącej oczyszczenia imienia swojej zmarłej matki, której badania związane były z tym kosmicznym kawałkiem skały. Inna sprawa, że chłodne uczucia jakie obie panie żywiły wobec siebie mogą zastanawiać no ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, nawet gdy coraz głębsze kopanie w temacie wplątuje nas w coraz bardziej złowieszcze sekrety.

Dodatek do The Outer Worlds niemal jak samodzielna gra

The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie – recenzja gry. Zwiedzanie planety Gordona

Im dalej robi się coraz ciekawiej, chociaż niczym nowym fabuła nas specjalnie nie zaskoczy. Jak zwykle oprócz wątku głównego nowej przygody dostaje multum zadań pobocznych bardziej lub mniej interesujących zależnie od gustu. Dalej mamy retro-futurystyczną, kosmiczną dystopię pomieszaną z czarnym humorem i nadal idzie się świetnie bawić przeszukując kolejne zakamarki nowego terytorium i poznając jego mieszkańców. Opowieść w The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie została solidnie napisana i jest całkiem zadowalającej długości (około 8-10h). Wprawdzie część graczy chciałaby więcej, ale w sumie ostatnio wydawane samodzielne produkcje często nie trwają nawet tyle, więc nie ma co narzekać. W każdym razie zabawa w kosmicznego detektywa przypadła mi do gustu, zwłaszcza że nasze poczynania mogą przynieść różnorakie efekty.

Rozpisałem się nadmiernie w tej recenzji o scenariuszu, bowiem w kwestiach technicznych wiele się nie zmieniło. Nowe, całkiem rozległe lokacje, niektóre bardziej mroczne niż wcześniej zaprojektowano ze smakiem i dbałością o klimat i detale, z dużą przewagą opalizujących fioletowych i zielonych barw. Dla nowo napotkanych postaci nagrano również osobne głosy, co się chwali. Niestety jedna irytująca rzecz pozostała po staremu – długie czasy ładowania poszczególnym miejscówek. Walk również nie brakuje, bowiem Gorgona jest dosłownie przeładowana maruderami. Są naprawdę dobrze wyposażeni, więc twórcy gry radzą osiągnąć przynajmniej 22 poziom, by stawić czoła temu wyzwaniu. Sprawdziwszy temat dla potrzeb recenzji uważam, iż to jednak przesada, bowiem słabiej rozwiniętym bohaterem również da radę przeżyć, o ile tylko dostaniemy w ręce dobrą broń i pancerz, czytaj zabierając je trupom przeciwników. W The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie zwiększono też maksymalny poziom postaci do 33, przy czym zadbano też byśmy mieli sensowny powód, by go osiągnąć. Zresztą każda umiejętność dostała kolejny poziom biegłości, więc jest na co wydawać punkty za awans. Nie należy też zapominać o nowych zdolnościach i naukowych broniach do zdobycia, więc nuda nam nie grozi.

Gorgona wita z otwartymi ramionami

The Outer Worlds: Coś się czai na Gorgonie to solidnie przygotowany nowy kawałek przygody dla wielbicieli gry. Wprawdzie nie dodaje od siebie nic oryginalnego, ale zapewnia kilka godzin intrygującej zabawy podlanej sosem w klimatach noir. Tylko zbyt długie ekrany ładowania irytują jeszcze bardziej niż rok temu.