Od kilku dni w mojej głowie wciąż brzmią trzy słowa. Dokładnie od momentu, gdy na ekranie zobaczyłem ostatnią scenę z The Last of Us 2 – przypomniałem sobie zdanie Troya Bakera, które później przytoczył Grzegorz Drabik. Aktor wcielający się w Joela i były redaktor naczelny PSX Extreme powiedzieli jednym głosem: „nie jesteście gotowi”. Teraz już wiem, że żadna z osób, która nie spędzi z najnowszą produkcją Naughty Dog około 30 godzin „nie będzie gotowa”. Niezależnie od przeczytanych informacji, zobaczonych materiałów, wygłoszonych plotek... Nic nie przygotuje Was na doświadczenie, opowieść, rozgrywkę, świat i ogrom emocji, które serwuje Naughty Dog. Zapraszam na recenzję The Last of Us 2, która choć jest pozbawiona najmniejszych spoilerów, przedstawi najlepszą grę Neila Druckmanna.

The Last of Us 2 serwuje fabularny „mindfuck”

The Last of Us 2 recenzja wyjazd z Jackson

Akcja The Last of Us 2 rozgrywa się dokładnie pięć lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Ellie i Joel osiedli w Jackson, które okazało się wyjątkowym schronieniem dla ocalałych. Mieszkańcy miasteczka nie mogli liczyć na stworzenie szczepionki odwracającej bieg wydarzeń i rozpoczynającej nową erę ludzkości, każdego dnia więc wszyscy dosłownie walczą, by następnego poranka obudzić się nie słysząc charakterystycznego odgłosu klikaczy. Główną bohaterką jest teraz Ellie, która została uratowana przez swojego przyszywanego ojca – 19-latka nie może przeżywać swoich pierwszych miłostek, nie myśli o studiach, za to na wyznaczonych terenach wypełnia patrole, poszukując zarażonych lub innych wrogów. Ellie od samego początku wygląda dojrzalej, choć w kłopotliwych sytuacjach jeszcze na początku historii pokazuje swoją delikatność – nietrudno w jej oczach odnaleźć dziewczynkę, którą kilka lat wcześniej Joel przeprowadził przez Amerykę. Podczas jednej z takich misji, protagonistka zostaje zatrzymana przez burzę śnieżną, nie może kontynuować zadania, zamiast tego stara się odprężyć w najlepszym dla siebie towarzystwie. Sytuacja jednak zmienia się w momencie, gdy zostaje przebudzona przez Jessego, jednego z mieszkańców Jackson i już w kolejnej scenie doświadcza niewyobrażalnego cierpienia. To co wydarzy się w kolejnych godzinach, a nawet dniach – trzeba doświadczyć z kontrolerem w dłoni. Ellie rozpoczyna swoją najtrudniejszą, najbardziej intensywną i najmroczniejszą misję, której zakończenie podzieli graczy.

The Last of Us 2 nie można w żadnym miejscu porównywać do The Last of Us. Naughty Dog zadbało o zupełnie nowy pokaz emocji, którego nie doświadczycie na kanapie oglądając kolejną produkcję platformy Netflix. Wciąż dobrze pamiętam, jak ciepłe uczucia niosła za sobą opowieść, w której to Joel chronił przed niebezpieczeństwami dziewczynę. Podróż Ellie przesycona jest gniewem i nienawiścią, jakiej nie doświadczyłem jeszcze w całej mojej karierze gracza. Te uczucia są drogowskazem przez kolejne lokacje pogrążonego w zarazie Seattle, a ich intensywność sprawia, że zaczynamy współodczuwać ból. Ellie na naszych oczach dojrzewa, gdzieś w natłoku wydarzeń ginie jej kobiecość, a na pierwszy plan bardzo szybko wysuwa się temat przewodni gry: zemsta. Z każdą kolejną godziną, z następnymi scenami, podczas zabijania napotkanych osób, czułem potęgującą furię. Nie wszyscy podzielą te emocje w równie intensywny sposób, jednak dla wielu The Last of Us 2 będzie nieprzewidywalnie głębokim doświadczeniem, które zapamięta już pewnie na zawsze.

I niezależnie, co czytaliście i widzieliście: „nie jesteście gotowi”. Większość opublikowanych materiałów pochodzi z samego początku gry, a to co dzieje się później prowadzi Ellie przez kilka miast, pozwala jej walczyć z różnymi grupami przeciwników, powoli prowadząc do realizacji założonego planu. Jest to zdecydowanie największa produkcja Naughty Dog, której ukończenie zajęło mi niespełna 28 godzin, odczuwając tylko podczas jednej sceny drobne znudzenie. Gra została podzielona na kilka wyraźnie zaakcentowanych rozdziałów, dzięki którym dobrze wyważono balans pomiędzy akcją a odpoczynkiem – tego drugiego nigdy nie jest za dużo, ponieważ fabuła od początku do końca jest przeładowana mocnymi wydarzeniami, które dobitnie przedstawiają zrujnowany świat, jednocześnie ujmując historię wielowymiarowo. Scenarzyści przedstawiają kulisy przeszłości, dokładnie wyjaśniają, co wydarzyło się po The Last of Us, kładąc nacisk na siłę relacji bohaterów. Dzięki temu jeszcze lepiej poznamy Joela, a nawet zgłębimy szczegóły więzi łączącej go z Ellie. Sprawy nie są tak proste, jak można by się spodziewać, a podczas całej przygody jesteśmy karmieni „powrotami”, które rozbudowują historię.

W The Last of Us 2 świat jest pierwszoplanowym bohaterem

The Last of Us 2 recenzja Ellie patrzy na zniszczone Seattle

Przystępując do recenzji The Last of Us 2 zastanawiałem się, czy rozpocząć pisanie tekstu od uwzględnienia fabuły, czy też skupić się na zniszczonym świecie. Naughty Dog kreuje świat dotknięty zarazą na "pierwszoplanowego bohatera". Od wybuchu zarazy minęło już 25 lat i choć w The Last of Us widzieliśmy jak cywilizacja rychło może chylić się ku upadkowi, tak w The Last of Us 2 natura przejmuje panowanie. W wielu miejscach roślinność dochodzi do głosu, po wielu budynkach zostały już tylko ruiny, a wspomniane Seattle sprawia wrażenie wielkiego pobojowiska. W tym świecie brakuje życia lub raczej jest ono doszczętnie skryte – ludzie wciąż muszą wciąż chować się i unikać nadciągającego zła.

To wspomniane wcześniej „zło” przejawia się nie tylko w kolejnych zarażonych, przerażających klikaczach czy też zupełnie nowych człapaczach. Teraz zdecydowanie poważniejszym problemem są grupy, które coraz lepiej pojmują jak walczyć z potworami. Ich bezwględność, pycha oraz brutalność w walce o kolejne tereny czyni z nich jeszcze groźniejsze bestie. Naughty Dog w bolesny i zarazem piękny sposób pokazuje, że dla człowieka w postapokaliptycznym świecie zagrożeniem nie musi być potwór z koszmarów, a „bliźni” może zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Ellie przedzierając się przez kolejne miasta unika nie tylko mutantów, ale staje również do walki z grupami-frakcjami. Jedni sięgają po strzelby, kolejni wolą łuki, inni mają jeszcze inne zabawki, ale wszystkich łączy jedno – nienawiść.

Twórcy nie pokusili się o jeden otwarty świat, ale wrzucają nas do wielu gigantycznych lokacji, po których musimy podróżować dosiadając konia lub korzystając z łódki. W grze nie znalazła się mini-mapa, więc często podczas eksploracji to intuicja będzie nas prowadzić, ale miejscówki zostały na tyle dopracowane, że trudno będzie się zgubić. Ellie może w kilku momentach sięgać po mapę, na której zostały zaznaczone ważne punkty, ale w tym wypadku nie powinniście liczyć na szybką i bezproblemową podróż. Jesteśmy zachęcani do kombinowania, szukania lub przemierzania kolejnych lokacji – eksploracja może być dobrym sposobem na dorobienie się surowców, ale łatwo też wpaść na nowe grupy przeciwników. W tytule często nie tylko będziecie zachwycać się widokami, ale zdecydowanie częściej zawładnie Wami przejmujące uczucie zagrożenia. Atmosferę potęgują widoki powieszonych ludzi, rozszarpanych ciał, miejsc przesiąkniętych krwią – The Last of Us 2 na każdym kroku szokuje obrazem... Ale też zachęca do odkrywania.

The Last of Us 2 to przerażająco piękny świat z... Gitarą

The Last of Us 2 recenzja - Ellie walczy z ludźmi - czerwona sceneria

Pod względem oprawy produkcja Naughty Dog osiągnęła szczyt na tej generacji. Nie widziałem jeszcze ładniejszego świata, a wszystkie sceny przerywnikowe, podczas których możemy spojrzeć na twarze bohaterów wyglądają wspaniale. Zespół odpowiedzialny za postacie wywiązał się ze swojego zadania w najdrobniejszym calu – często mieszkańcy są przemęczeni, a ich wizerunek i postawę przepełnia rezygnacja. To wszystko staje się podbudową wyjątkowej atmosfery, która jest jeszcze mocniej spotęgowana przez udźwiękowienie. Gustavo Santaolalla ponownie wznosi się na wyżyny, a jeden z utworów odgrywanych przez bohaterów na gitarze na długo pozostanie w pamięci graczy, którzy od czasu do czasu lubią chwycić za „wiosło”. Muzyka w The Last of Us 2 nie jest wyłącznie dodatkiem – to integralna część fabuły, zwiększająca doświadczanie całej historii.

Ellie eksploruje rozległe miejscówki, ale od czasu do czasu ma okazję powrócić do miejsca, które możemy porównać do HUB-a. Chciałbym napisać, że to właśnie w tej lokalizacji przygotowujemy się na kolejne misje, ale w The Last of Us 2 nie ma czasu na takie zabiegi. Produkcja jest przeładowana wydarzeniami, a główny wątek jest na tyle angażujący, że trudno oderwać się od ekranu. Bardzo przypadł mi do gustu sposób, w jaki autorzy wprowadzają gracza nie tylko w przeładowaną emocjami historię, a stosując kilka prostych zabiegów, pokazują różne strony konfliktu. Nie mogę powiedzieć, że ten świat „żyje”, bo Naughty Dog zaprasza nas do ruin, podtopionych lokalizacji lub opustoszałych budynków. Na naszych oczach rozgrywa się niebezpieczna walka pomiędzy dwoma frakcjami i nic nie stoi na przeszkodzie, by napuszczać „jednych na drugich” lub umiejętnie wykorzystać znajdujących się obok zarażonych – wystarczy trochę hałasu, by w ciągu kilkunastu sekund być świadkiem prawdziwej rzezi. Gdzieś w tym wszystkim nie zapomniano o dogłębnej charakterystyce bohaterów – wraz z upływem fabuły mamy okazję bliżej poznać kilka postaci, a każda z nich opowiada własną historię. Ellie z Joelem również pokazują nowe twarze i nie mam tutaj na myśli tylko przemęczonej facjaty głównego bohatera The Last of Us. Każdy mieszkaniec tego brutalnego świata jest wyniszczony, co odbija się nie tylko na wyglądzie ciała, ale i podjętych działaniach.

Ellie w The Last of Us 2 nie jest już małą dziewczynką

The Last of Us 2 recenzja - Ellie korzysta z łodzi

W The Last of Us 2 niezwykle przypadły mi do gustu same zmiany w rozgrywce. Gameplay to nadal pokonywanie drogi z punktu A do punktu B, w trakcie której musimy sobie poradzić z kilkoma falami przeciwników –  jednak Ellie posiada teraz znacznie bardziej rozbudowane umiejętności. W momencie bycia dostrzeżoną przez strażników, szybkie czmychnięcie w wysoką trawę i czołganie się w niej, umożliwia powstanie z impetem i nabicie przeciwnika na kosę. Innym razem, będąc pod ostrzałem, bohaterka dosłownie rzuca się na ziemię, turla się, wchodzi pod samochody i wynurza się z drugiej strony, by zajść przeciwnika od tyłu i przeciągnąć ostrzem po jego szyi. Mobilność Ellie pozytywnie zaskakuje: choć ponownie akcja w dużej mierze wymusza eliminację rywali po cichu, deweloperzy dają nam znacznie większe pole do popisu.Teraz niezwykle istotna okazuje się walka wręcz – bardzo często Ellie sięga przykładowo po pałkę, a podczas starć nie raz, nie dwa skorzysta z dynamicznych uników, które pomogą uciec od dzikich łap zarażonego. Dynamika starć jest wizytówką genialnej pracy animatorów. Bohaterka rusza się w energiczny sposób, jej ruchy są płynne, ciało zwinnie reaguje na przeszkody, by w kulminacyjnym momencie pojedynku zaserwować graczowi prawdziwą perłę. Zachodząc przeciwnika od tyłu możemy go zaskoczyć, chwycić i rozciąć gardło – polecam w tym momencie obrócić kamerę i spojrzeć na mimikę protagonistki. Złość połączona z wycieńczeniem prezentuje się na jej twarzy lepiej niż mogłem sobie wyobrazić. The Last of Us 2 zaskakuje na każdym kroku, a takie detale budują ten tytuł.

W eksploracji niezwykle ważne jest ponownie nasłuchiwanie, które daje możliwość uniknięcia wielu problemów. Ellie może dostrzec przeciwników czających się za ścianą, ale to tylko jedna z jej umiejętności. Teraz protagonistka bez problemu skacze, dzięki czemu potrafi dostać się do wcześniej niedostępnych miejsc, czołga się i może przedostać się przez małe otwory lub wykorzystuje linę do przeskoczenia pomiędzy obiektami. Ta ostatnia mechanika szczególnie przypadła mi do gustu, ponieważ twórcy pozwalają nam rzucić przedmiotem, który przy dobrym umieszczeniu może okazać się bardzo pomocny – związane jest to również z mechaniką dostarczenia prądu oraz wspinaczką. System został umiejętnie zaimplementowany, co udowadnia, że zespół poradził sobie z okiełznaniem wykreowanego świata. Od czasu do czasu Ellie musi także znaleźć kody do drzwi, ma szansę otworzyć sejf, co nie jest oczywiście łatwe, gdyż często kody są porozrzucane po lokacji. W dodatku, śmiała eksploracja zawsze może wiązać się z nowymi spotkaniami, które nigdy nie kończą się na miłym uścisku dłoni.

The Last of Us 2 zachęca do zbierania i ulepszania

The Last of Us 2 recenzja - Ellie na koniu - W tle Seattle

Ellie przez całą tę opowieść ma okazję rozwijać swoje umiejętności. Podczas rozgrywki zbieramy suplementy, które przykładowo pozwalają szybciej tworzyć przedmioty, zwiększają zdrowie, umożliwiają tworzenie tłumików lub nawet wstrzymywanie oddechu, by ustabilizować broń. Co jednak ważne: od początku nie mamy dostępu do wszystkich zdolności. W grze musimy znaleźć podręczniki szkoleniowe, które umożliwiają zdobyć nowe skille i nie ma najmniejszej szansy, że przy pierwszym podejściu w pełni rozwiniecie protagonistkę... Na szczęście deweloperzy już po pierwszym przejściu oferują Nową Grę+, która na pewno zainteresuje graczy, którzy planują wycisnąć z tej przygody wszystkie soki. W zniszczonym świecie ponownie zbieramy różne surowce (alkohol, szmaty, pojemniki, ładunki wybuchowe, wiązania, ostrza), które pozwalają dynamicznie tworzyć przedmioty – łatwo możemy stworzyć apteczkę, naboje do niektórych broni lub zdecydować się na bombę ogłuszającą.

W trakcie eksploracji ponownie trzeba zaglądać do szafek, wchodzić do dodatkowych pomieszczeń i gromadzić elementy, bo od czasu do czasu można natrafić na zdecydowanie większe grupy przeciwników, którzy wymagają odpowiedniego przygotowania i wykorzystania dodatkowego arsenału. Sam system tworzenia działa bardzo sprawnie, a deweloperzy usprawnili przeglądanie ekwipunku, dzięki czemu wszystko funkcjonuje znacznie lepiej. Co ciekawe, na początku mamy szybki dostęp wyłącznie do dwóch broni – przykładowo pistoletu i karabinu – ale w trakcie przemierzania następnych lokacji odnajdujemy dodatkowe kabury, które zwiększają mobilność i dają szybszy dostęp do kolejnych giwer. Wspominając o broniach nie mogę zapomnieć o ulepszeniach. Ponownie bohaterka może trafić do warsztatu, gdzie dzięki zdobytym częściom mamy okazję zwiększyć obrażenia, wpłynąć na stabilność strzału, zamontować lunetę, zwiększyć magazynek lub wpłynąć na szybkostrzelność.

W The Last of Us 2 nie ma miejsca dla superbohaterów

The Last of Us 2 recenzja - Ellie z bliska

Twórcom udała się jedna rzecz: niezależnie, czy mówimy tutaj o ulepszeniach bohaterki czy też o rozbudowywaniu broni – każdy zainwestowany surowiec ma swoją wagę, a inwestycję można pozytywnie odczuć. Wszystkie zdolności i poprawki broni wpływają na nasze możliwości, dzięki czemu już przy następnej scenie mamy świadomość, że Ellie jest mocniejsza. Nie musicie się jednak obawiać, że protagonistka The Last of Us 2 będzie niczym Rambo – nawet pod koniec historii wyjście naprzeciw trzem przeciwnikom zawsze kończy się śmiercią. Pierwszy strzał przewróci Ellie na plecy, ale z tego miejsca mamy jeszcze szansę strzelić, jednak każdy atak wytrąci bohaterkę z równowagi... I znacząco wpłynie na jej stan zdrowia.

Nowa produkcja Naughty Dog potrafi na wielu frontach zaskoczyć różnorodnością rozgrywki. Nie chcę za dużo zdradzać, jednak w The Last of Us 2 zostaniecie pozytywnie zaskoczeni momentami, które są żywo inspirowane ostatnią produkcją SCE Bend Studio. Innym razem ma się poczucie, że bierzemy udział w porządnym filmie akcji, w którym występu nie powstydziłby się sam Arthur Morgan, by kilka godzin wcześniej przez kilka minut leżeć w trawie i niczym zawodowy zabójca eliminować kolejne ofiary. Twórcy zapewnili niesamowicie urozmaicony gameplay, a dzięki zaskakującym scenom – trudno odejść od ekranu.

The Last of Us 2 to niespotykane wcześniej doświadczenie

The Last of Us 2 recenzja - Ellie z gitarą

Miałem okazję ogrywać każdy największy tytuł na tej generacji, ale jeszcze nigdy po zakończeniu gry nie czułem takiej złości. Nie na fakt, że historia zakończyła się za szybko, ale z powodu wydarzeń rozgrywających się na końcu. Przez dwa dni nie potrafiłem się pogodzić z decyzją scenarzystów, choć z perspektywy czasu zrozumiałem, że zakończenie jest najmocniejszym elementem produkcji. The Last of Us 2 nie jest grą łatwą do recenzji, bo każdy z Was odbierze ten tytuł inaczej, ale mnie Naughty Dog zaoferowało niezwykle dogłębne doświadczenie. Produkcja to prawdziwy rollercoaster uczuć: w jednej scenie emocje buzują do granic możliwości, a już po chwili zostajemy z nich ograbieni.

Twórcy z bestialską satysfakcją splatają gracza z wydarzeniami, serwują wielowątkową, długą i wymagającą historię z angażującą rozgrywką i ciekawymi bohaterami. Niezaprzeczalnie, to jedna z najlepszych gier tej generacji i najlepsza gra Naughty Dog.