Mówiąc krótko: nie najlepiej. To dość pokraczny ukłon w stronę gier platformowych z ery pierwszego PlayStation. O tej pokraczności będzie na przestrzeni całej recenzji, choć o pierwszym zgrzycie już teraz. Ten ma miejsce wtedy, gdy zdecydujemy się na polską wersję językową, bo ta woła o pomstę do nieba. Sam serial jest pod tym względem przyzwoity, ale to standard i gdyby było inaczej... no po prostu inaczej być nie mogło. Nawet w menu głównym tłumaczenie jest nieco spartolone, bo Master odnośnie głośności, przetłumaczono na Mistrz. Przejdźmy jednak do opinii na temat poszczególnych elementów tego tworu.

Kiedy totalne minimum to zbyt wiele

Gigantozaur: Gra to prosta w założeniu platformówka. Obserwujemy perypetie grupki zaprzyjaźnionych, małych dinozaurów: Rudzi, Miłki, Czupura i Dudka. Akcja zaczyna się w momencie, kiedy para nieprzyjaznych raptorów robi niemałą zadymę. Grupa młodocianych dinozaurów postanawia odkręcić nieprzyjemną sytuację i tak zaczyna się ich przygoda. Całość opisuje nam narrator i tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Kwestie narratora mimo iż następują po sobie, brzmią jak wyjęte z całkiem innej bajki. Nie jest tajemnicą, że pojedyncze kwestie w porządku chronologicznym nagrywane nie są, ale zwykle robione jest to tak, że jako widzowie tego nie odczuwamy. Tutaj niestety to nie zagrało. Gdyby tego było mało, kwestie niejednokrotnie nakładają się na siebie, więc za nim narrator skończy jedno zdanie, zaczyna już drugie. Brzmi to po prostu źle. W wersji oryginalnej tego problemu nie ma. Razi to tym bardziej, że do nagrania były jedynie kwestie narratora. W przeciwieństwie do serialu, w grze tylko on się wypowiada.

Czy coś tu działa?

Po rozpoczęciu zabawy zostaje przypisany nam jeden z dinozaurów, ale w każdej chwili możemy przełączyć się na dowolnego z pozostałych. Jest to istotne dla samej rozgrywki, bo każdy z bohaterów ma inne umiejętności. Żeby więc przedostać się do niektórych miejsc, będziemy musieli skorzystać z umiejętności Czupura czy innej Dudki. Grać możemy wspólnie ze znajomymi i w takiej sytuacji również mamy możliwość swobodnego przełączania się między bohaterami. Wspólne granie nie jest niestety najwygodniejsze. Brakuje podzielonego ekranu, więc kamera stara się objąć wszystkich jednocześnie, dlatego też perspektywa jest oddalona. Niemożliwe jest wtedy obracanie kamery, więc czasem ujemnie wpływa to na widoczność, bo protagoniści schowani są za jakąś przeszkodą. Niby po chwili dopasowuje się do pozycji wszystkich graczy, ale różnie to działa – ogólnie mówiąc, jest niewygodnie. Sytuacja wygląda trochę inaczej podczas wyścigów, bo tam ekran jest na szczęście podzielony (tak jakby mogło być inaczej). Same wyścigi występują pod koniec każdego poziomu, a ukończenie ich przenosi nas do kolejnych lokacji. Nie spodziewajcie się jednak szczególnie dobrej jakości również w tej kwestii. Tragedii nie ma, ale mając do wyboru inne gry z gatunku, raczej nikt z tego względu po ten produkt nie sięgnie.

To ktoś w to w ogóle powinien zagrać?

Lokacji jest niewiele, bo zaledwie 5. W pierwszej kolejności zwiedzamy zieloną dżunglę, by następnie przenieść się na bardziej pustynne i wulkaniczne tereny. Można więc powiedzieć, że gra najładniej wygląda na początku, choć nie jest to poziom dzisiejszych produkcji. Przy takiej konkurencji jak Crash Bandicoot N. Sane Trilogy, Spyro Reignited Trilogy, czy nawet nielubiane przeze mnie Ratchet & Clank (2016), trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś swoim pociechom lub nawet sobie, kupuje Gigantozaur: Gra. Rozgrywka sama w sobie też jest przeciętna, bo możliwość przełączania się pomiędzy postaciami i ich różne umiejętności, to najlepsze co gra ma do zaoferowania. Nie ma tutaj przeciwników do likwidowania – nie licząc kilku "przeszkadzajek" (jak choćby krwiożercze rośliny), które swoimi atakami możemy na chwilę ogłuszyć. W pewnych okolicznościach można to uznać za zaletę, bo dzięki temu nie ma tutaj przemocy. Struktura lokacji jest dość otwarta, a te wypełnione są nasionami, które możemy wykorzystać do zasadzenia roślin. Oprócz tego poukrywane są w nich jaja, które odnosimy do gniazd. Kiedy znajdziemy ich wymaganą ilość, możemy przejść do następnej lokacji. Nic imponującego, ale może zajmie kogoś na te 3 godziny z hakiem.

Dla kogo jest więc ta gra? Trudno powiedzieć, bo jako fan gatunku już od najmłodszych lat, nie potrafię tego tytułu nikomu polecić, zwłaszcza, że na rynku są lepsze propozycje. Jeśli Wasze pociechy lub Wy jesteście fanami serialu, to i tak nie warto wydawać na tę produkcję 170 złotych. Już lepiej poczekać na promocję, albo jeszcze lepiej zabrać się za coś innego.