„Cywilizacja stanowi podmiot Historii, czyli ścisłe zespolenie kultury, praw, moralności, religii wyjątkowy dla danych ludów, ich metoda organizacji życia zbiorowego” jak pisał nasz rodak Feliks Koneczny. Chociaż istnieją obecnie przynajmniej 32 definicje słowa „cywilizacja” ta przytoczona przeze mnie była do niedawna najbardziej popularna w dyskursie naukowym.  Jednak to, co tak łączy wszystkich ludzi jest chęć tworzenia historii świata według własnego widzimisię, bądź napisania jej na nowo. Cóż, skoro wehikuły czasu nie są jeszcze powszechnie dostępne musi wystarczyć nam wirtualna zabawa z kołem dziejów m.in. przy pomocy gier z serii Civilization.

Jak wiadomo o popularności cyklu Sid Meier's Civilization oprócz tematyki zadecydowały dwie sprawy: proste zasady oraz rozmach (aczkolwiek nie przesadny) tych gier. Chociaż rdzeń rozgrywki w każdej odsłon pozostaje niemal taki sam, to jednak każdy z graczy ma swoją ulubioną odsłonę. Osobiście najbardziej cenię sobie część piątą, lecz jak wspomniałem w nagłówku z Civilization VI również spędziłem szmat czasu na pececie. Konsolowa wersja na Nintendo Switch, według recenzji bardzo udana, mnie ominęła, więc postanowiłem powetować sobie to stratę edycją PS4. Czy wartało przesiadać się z PC na sprzęt Sony? Można powiedzieć, że tak, chociaż początkowo złe wrażenie sprawia marketing wydawcy. W standardowej a przy tym wysokiej cenie dostajemy tylko podstawową wersję gry, a dwa główne dodatki Rise&Fall (wielkie ery, nowe opcje polityczne) oraz The Gathering Storm (katastrofy naturalne, ocieplenie klimatu) musimy dokupić osobno.  Niestety fan serii musi pozwolić się obrabować z pieniędzy, jeśli chce doznać pełni wrażeń z szóstej cywilizacji i dorzucić drugie tyle do rachunku.  Owszem z samą „podstawką” również da radę się świetnie bawić, ale rozszerzenia wnoszą sporo ciekawej zawartości, bez której rozrywka będzie płytsza. Owszem można rzucić argumentem, że na PC też trzeba płacić osobno jednak niesmak pozostaje. Skoro nawet zachodni odbiorcy ostro narzekają na ceny swoich wydań, to o czymś to świadczy. 

Poprawność polityczna czasem aż do przesady

Sid Meier's Civilization VI mapa

Z dodatkami czy bez gra w wersji PlayStation 4 nie wnosi jednak żadnej ekskluzywnej zawartości ani nowych mechanik rozgrywki, zdziwiło mnie jedynie usunięcie trzech cywilizacji, które można później pobrać za darmo, ale mniejsza z tym.  Mimo wszystko frakcji do wyboru i tak dostaliśmy multum, chociaż cześć z nich wydaje się wrzucona na odczepnego, by zachować polityczną poprawność podobnie zresztą jak w przypadku nadmiernej ilości liderek. Weźmy chociażby Polskę i jej władczyni „króla” Jadwigę (która jak wiemy pochodziła z Węgier).

Owszem wspomnianej monarchini wiele zawdzięczamy, ale co twórcom/wydawcom zrobił poczciwy Kazimierz Wielki? Skoro już jesteśmy przy politycznej poprawności po wgraniu dodatku The Gathering Storm wkurza mnie czołówka z  tematem i głosem jakbym słuchał słynnej ostatnio Grety Thurnberg.  Po za tymi zgrzytami wciąż mamy do czynienia z wciągającą turówką z mnogością możliwości, zależnie od plusów i minusów wybranych podopiecznych. Wciąż zakładamy miasta, rozwijamy teren wokół nich, stawiamy kolejne cuda i dzielnice rozwijamy naukę i prawodawstwo/kulturę wzrastając w siłę tak, by osiągnąć jedno z dostępnych zwycięstw bądź wygrać punktowo, gdy upłynie zaplanowana liczba tur.  Nic czego byśmy nie robili w pecetowej odsłonie przez minione trzy lata. Zmiany zauważymy za to w warstwie wizualnej i technicznej. 

Syndrom jeszcze jednej tury również na konsoli

Sid Meier's Civilization VI postacie

Wbrew pierwszym obawom odsłona dla PlayStation 4 pod względem oprawy graficznej jest bardzo miła dla oka a przy tym wyraźna, więc nie wymaga ślęczenia z głową niemal przy ekranie TV jak niektóre strategie wydane na konsole. Powiem, że estetycznie prezentuje się lepiej niż na blaszakach, ale tylko moje zdanie.  Interfejs również nie odstrasza maciupkimi ikonami czy drobnym druczkiem, więc oczy nas nie rozbolą. Przyczepiłbym się jedynie do widoku miast nadmorskich z głęboko wciętym portem sprawiającym złe wrażenie. Nasi liderzy wciąż zostali przedstawieni w animowanym, lekko karykaturalnym stylu (w niektórych przypadkach nie tak odległych od realnych wizerunków), co rozluźnia nieco atmosferę całej zabawy.

Trzeba pochwalić twórców, ze starali się jak mogli, by grę na konsoli jak najbardziej zoptymalizować, ale cóż jak to mówią lepsze jest wrogiem dobrego i nie ma co marzyć o takim komforcie grania jak na pierwotnej platformie. Chodzi tu o płynność gry, która wraz z rozwojem naszego imperium potrafi zauważalne szarpnąć, gdy przesuwamy mapę. Co do samych map te największe ładują się tak horrendalnie długo, że  w międzyczasie zdążymy sobie herbatę zaparzyć. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności z rozgrywki, wiadomo konsola to nie pecet, lecz warto mieć to na uwadze. Sama również została świetnie dobrana nawiązując melodycznie do obecnych na mapie cywilizacji. Obsługa interfejsu padem też jest bardzo wygodna i nawet osoby przyzwyczajone do myszki w mig się do niej przyzwyczają. Ponadto, jeśli nuży nas zabawa ze sztuczną inteligencją, zawsze możemy zdecydować się na rozgrywkę sieciową z żywymi graczami dla maksymalnie pięciu osób.

Pożeracz czasu

Pomimo pewnych, niespecjalnie miłych do przyjęcia, marketingowych decyzji wydawcy oraz drobnych ograniczeń, których z uwagi na platformę nie dało się uniknąć ponownie dałem się wciągnąć w wir zabawy z Civilization VI. Zawsze czeka przecież kolejna jednostka do stworzenia, nowa fabryka do zbudowania, następna polityka rządowa do zmiany, jeszcze jedna wojna do prowadzenia oraz zasoby do zagospodarowania. Decydujemy o wzlotach i upadkach prowadzonej przez nas cywilizacji siedząc sobie wygodnie na kanapie. Firaxis Games odwaliło kawał dobrej roboty i dobrze znów zobaczyć tą serię na konsolach stacjonarnych, zwłaszcza że gra jest spolonizowana. W każdym razie jeśli wcześniej ominął Was ten tytuł, warto teraz nadrobić zaległości, a już koniecznie, gdy cena nieco spadnie.