Forza, GRID?

Jeżeli tak jak i ja pamiętacie Race Driver GRID to zróbcie sobie przyjemność i wyłączcie wszelkie myśli budzące skojarzenia i porównania z tatą odsłoną. Choć chcąc tego czy nie, będę nawiązywał tu do poprzedniczki, z którą miałem styczność,  Nowy GRID to bowiem produkt zupełnie z innej bajki. Innej klasy, innej realizacji pomysłu na samego siebie oraz innych czasów. Przynajmniej tych w siedzibie Codemasters.

Nowa wyścigówka brytyjskiego developera posiada zdecydowanie bardziej zręcznościowy model jazdy niż wcześniejsze odsłony. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości i jeżeli zależy Wam na realistycznie odwzorowanym modelu jazdy na torze, to niestety nie znajdziecie tu zbyt wiele dla siebie. Tytuł wręcz zachęca nas, byśmy nie zwalniali nogi z gazu i każdego rywala brali na rogi. Momentami miałem wrażenie, że twórcy bardzo chcieli stworzyć kopię którejś z ostatnich dwóch odsłon serii Forza Horizon, a całość zamknąć na torze i patrzeć na uśmiechnięte buzie zachwyconych graczy. Lecz to trochę jak próba zjedzenia zupy łyżeczką do herbaty. Owszem, ostatecznie uda nam się danie zjeść i odejść od stołu z pełnym brzuchem. Jednak katorga, jaką po drodze przeżyjemy, skutecznie odbierze nam sporo zadowolenia z finalnego efektu. 

Nowe szaty króla

Obiecałem, że nie będę zbyt wiele razy nawiązywał do starego Race Driver: GRID, jednak pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie obejść. Pamiętam pierwszy kontakt z grą i respekt, jaki wywołały we mnie sztuczna inteligencja przeciwników, oprawa graficzna, model jazdy oraz zniszczeń. Zdecydowanie, ten liczący sobie już ponad 10 wiosen racer wywoływał sporą dawkę zaskoczenia za sprawą przemyślanych decyzji twórców oraz dbałości o detale jeszcze większej niż w przypadku marki Colin McRae: DiRT, która potrafiła pokazać pazur. Niestety, nowy GRID jest dość nijaką grą, która sprawia wrażenie, jakby chciała podobać się każdemu. Większość aspektów produkcji jest tu mniej lub bardziej poprawna, ale rzadko kiedy coś robi na nas prawdziwe wrażenie i pokazuje, że to realizacja na najwyższym poziomie. A przecież Codemasters to studio, które niejednokrotnie udowodniło, że jest ją nam w stanie dostarczyć.

Graficznie gra wygląda po prostu poprawnie. Tekstury trzymają swój przeciętny poziom i nie ma problemów z ich doczytywaniem, ale niestety przy większej ilości samochodów i drobnych kraksach, grze zdarzały się lekkie spadki wyświetlanych klatek na sekundę. Na pochwałę zasługuje natomiast oświetlenie, które w połączeniu z deszczem i mokrym asfaltem jest naprawdę miłe dla naszych oczu. Nie ukrywajmy jednak zbliżamy się do schyłku obecnej generacji i studio tej klasy, powinno mieć opanowane kodowanie pod PlayStation 4 oraz Xboksa One tak, by dostarczyć nam produkt, jak najładniejszy. Tutaj czegoś wyraźnie zabrakło, zwłaszcza na polu efektów cząsteczkowych i "żywych" detali na drugim planie, które tak bardzo mnie cieszą. W grze zamkniętej na ciasnych torach to przecież jeden z nielicznych aspektów, gdzie developer może pokazać prawdziwą trasę. O ile w pierwszej części dzwon przy dużej prędkości na liczniku kończył nasz udział w wyścigu, tak tutaj model zniszczeń to w zasadzie kosmetyka. Wierzcie mi, trzeba się bardzo natrudzić, by faktycznie odczuć utrudnienie spowodowane rozwaleniem bryki.

Na pochwałę zasługuje za to udźwiękowienie gry - widać bowiem, że twórcy odrobili tutaj zadanie domowe na piątkę z plusem. Każda z 5 klas samochodów brzmi oczywiście inaczej, ale również poszczególne modele mogą poszczycić się zróżnicowanym brzmieniem. Co miłe dla ucha, fury dostarczają nam innych dźwięków w zależności, czy korzystamy z kamery umiejscowionej wewnątrz, czy też zewnątrz. 

To ważne, ponieważ trochę warkotów silnika przyjdzie nam słuchać. Trochę, a nawet i więcej ponieważ 13 lokalizacji zostało tu podzielonych na kilka inaczej zrealizowanych tras, co w efekcie daje nam ponad 80 miejscówek do ścigania się i zarabiania pieniędzy. Zwiedzimy, a raczej zjeździmy autentyczne i wielkie tory, ale też skąpane w świetle neonów odcinki na ulicach Szanghaju i utrzymane pośród miejskiego zgiełku trasy w Stanach Zjednoczonych. Tutaj ciężko się do czegoś przyczepić. 

Od zera do... największego rywala

Kariera jest tutaj prosta jak drut. Na początku potrzebujemy zainwestować w auto, które następnie pozwoli nam na zarobek pieniędzy i kupno kolejnego z nich, przeznaczonego do innej klasy wyścigów i zawodów. Jeżeli coś nam się nie podoba, to gra w żadnym wypadku nie zmusza nas, byśmy ukończyli każdą z dostępnych tras. Wspinamy się więc po szczeblach kariery, by ostatecznie wziąć udział w czymś w rodzaju La Grande Finale. Będąc przy temacie wyścigów, nie sposób nie wspomnieć o systemie Nemezis, który to twórcy tak głośno reklamowali przed premierą gry. Polega on pokrótce na tym, wszelkiego rodzaju "kuksańce" na torze, które będą się powtarzać w stosunku do konkretnego kierowcy, nakręcą go na utrudnianie nam życia. W momencie, gdy tak się dzieje, nad jego samochodem pojawia się pomarańczowa lub czerwona kropka. Taki przeciwnik skomplikować nam życie będzie próbował na różne sposoby. Czasami wypchnie nas z toru, innym razem będzie skutecznie blokował nam drogę, a jeszcze innym oświetli reflektorami podczas nocnego wyścigu. Całość wypada całkiem nieźle, choć czuć, że ów system cierpi na typowe syndromy choroby wieku dziecięcego. 

Gra ma za to spory problem z karaniem graczy za wszelkiego rodzaju próby oszustwa, bądź też brzydką jazdę. Czasami zupełnie przypadkiem ledwo zjechałem z toru i z miejsca otrzymywałem ujemne sekundy, by innym perfidnie ścinać zakręty i nie otrzymać za to żadnej kary.

Tytuł ogrywałem na PlayStation 4 Pro, choć miałem także okazję sprawdzić jego działanie na Xboksie One X. W obu przypadkach obyło się bez większych problemów technicznych, choć raz grze zdarzyło się wyrzucić mnie w trakcie wyścigu do dashboardu konsoli zupełnie bez powodu. Takie rzeczy się jednak zdarzają, a jedynym minusem, który zostaje wpisany w techniczną warstwę produkcji, jest okazjonalnie spadający framerate. Zazwyczaj jednak grze udawało się trzymać stabilne 60 klatek na sekundę. 

Quo Vadis, GRID?

Nie mogę uczciwie z ręką na sercu stwierdzić, że nowy GRID to gra zła. Tak jak już wspominałem, to tytuł poprawny i przy tym bardzo zachowawczy, przez co staje się zupą pomidorową, którą lubić ma każdy. Lecz tak naprawdę, gdy zastanowimy się przez chwilę, to widzimy jeden poważny mankament. Gracz casualowy, który chce po prostu przyjemnie spędzić czas, relaksując się za kółkiem wirtualnego auta, jeżeli tylko ma możliwość to zakupi Forze Horizon. Z kolei gracz hardkorowy dość szybko zacznie się nudzić przy zręcznościowym modelu jazdy GRID, a przy występujących błędach irytować. W efekcie zdecyduje się więc na klasyczną Forze Motorsport lub Gran Turismo Sport.