„Co za bzdura”, „Tu chodzi o zdrowy rozsądek”, „Plotka i raczej mało prawdopodobna”, „Technicznie niewykonalne”, „Jasne, chyba że w wersji 2D”, „Byłoby całkiem miło, choć oczywiście jest to mało prawdopodobne”, „W Chmurze czemu nie”, „Autorze, dzisiaj nie ma Prima Aprilis” – to tylko część komentarzy czytelników PPE po wiadomości z 30 grudnia 2018 roku, gdy pojawiły się pierwszej plotki dotyczącej portu Wiedźmina 3: Dziki Gon na Nintendo Switch. Nieliczni wierzyli, że przeniesienie gry jest możliwe, kolejni śmiali się z tego „jak to będzie wyglądać”, ale Polacy za sprawą Sabre Interactive nie zawiedli. Switcher działa, nie wygląda pięknie, ale jak na warunki – jest lepiej niż pierwotnie się spodziewałem.

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 1

Wiedźmin 3: Dziki Gon – wypasiona i mniej wyraźna gra

Po kolejnym przecieku i zapowiedzi pojawiło się mnóstwo komentarzy dotyczących jakości portu, ale Wiedźmin 3: Dziki Gon faktycznie działa. I nie jest to zwykła wersja pozbawiona przyjemności, której CD Projekt RED mógłby się wstydzić. Akurat polskie studio jest jedną z tych ekip, która nie musi rzucać się na każdy dolar, a szefowie wiedzą, że renomę jednego z najlepszych zespołów deweloperskich na świecie można tak szybko stracić jak się zyskało. To dlatego choć Polacy bezpośrednio nie grzebali w kodzie to zlecili pracę zespołowi i dokładnie ją nadzorowali. W konsekwencji udało się stworzyć satysfakcjonujący port.

Wiedźmin 3: Dziki Gon śmiga na sprzęcie Nintendo w znacznie mniejszej rozdzielczości (540p w wersji przenośnej, 720p z dynamicznym skalowaniem w docku), ale szczerze mówiąc nie ma tragedii. Graficzny purysta krzyczący po przebudzeniu „4K” raczej nie powinien podchodzić do tej wersji, ale mając w świadomości narzekania graczy – spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Musicie wziąć pod uwagę, że podczas rozgrywki w trybie przenośnym hybrydy Nintendo obserwujemy akcję na znacznie mniejszym ekranie i to działa. Gorzej sytuacja wygląda po podłączeniu konsoli do dużego telewizora – na takie atrakcje raczej skuszą się wyłącznie gracze, którzy nie mogli doświadczyć gry na PC/PS4/XOne, jednak szczerze mówiąc: można. Nie będzie to najpiękniejsze doświadczenie w Waszym życiu, ale biorąc pod uwagę skalę projektu – ja nadal jestem pełny podziwu dla deweloperów. Deweloperzy wykorzystali także opinie społeczności i dopracowali czcionkę w dialogach, menu oraz bestiariuszu – tak by prezentowała się należycie nawet na małym ekranie. Sytuacja gorzej wypada w przypadku loadingów, bo potrafią być czasami dłuższe – szczególnie to odczujecie, jeśli graliście w Wiedźmina na PlayStation 4 Pro lub Xboksie One X. W scenkach przerywnikowych dostrzeżecie także rozmycie obrazu na otoczeniu.

Rozdzielczość to oczywiście jedno. Switcher został pozbawiony szczegółów w teksturach, więc wiele obiektów jest bardziej „płaska”, często podczas jazdy na Płotce widzimy doczytywane tekstury, a zdarzyło mi się nawet po dynamicznym galopie stanąć, by obok pojawił się żołnierz Nilfgaardu. Zmniejszono odległość rysowania obiektów (około 20% względem wersji na PlayStation 4), dlatego w tle widzimy mgłę, a roślinność, co dobrze to widać po trawach i drzewach, jest mniej bujna, ukrócone zostały także cienie. W grze brakuje części efektów, jednak twórcy nie ograniczyli zawartości – w tym samym miejscu na bagnach zobaczycie taką samą liczbę potworów na wszystkich urządzeniach. Podobną sytuację obserwujemy w przeludnionych miastach lub przepełnionych pijakami tawernach. To dość imponujące biorąc pod uwagę skalę projektu oraz jego zawartość.

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 2

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 3

Wiedźmin 3: Dziki Gon – trzy gry i dzika Płotka

Wiedźmin na Nintendo Switch zadebiutował w kompletnym wydaniu. Oznacza to, że od dnia premiery otrzymujemy wszystkie wcześniej wydane DLC (Polacy zaoferowali zestaw darmowych rozszerzeń) oraz dwa płatne i pełnoprawne dodatki. Serca z Kamienia oraz Krew i Wino to wielkie historie, które mogłyby zostać uznane za nowe części Wiedźmina – a tutaj wszystko otrzymujemy w jednym pudełku. Chcąc w tej sytuacji poznać przedstawione trzy opowieści musicie spędzić przy konsoli dobre 70-80 godzin, a wymaksowanie wszystkich aktywności to przyjemność na ponad 200 godzin. Niestety, Polacy nie zaoferowali opcji cross-save, więc nie możemy liczyć na proste kontynuowanie rozgrywki z PlayStation 4, Xboksa One lub komputerów osobistych. Jak wiadomo jest to możliwe, więc szkoda, że deweloperzy nie pokusili się na dodanie tej opcji. Mimo to przed startem gry wybieramy, którą opowieść chcemy poznać na początku – możemy rozpocząć wszystko "po bożemu” i wyruszyć na historię z 2015 roku, ale nic też nie stoi na przeszkodzie, by wybrać wydarzenia z Serce z Kamienia lub Krwi i Wina. Decydując się na początku na jedną z opowieści, otrzymujemy do naszych dyspozycji odpowiednio wytrenowanego Geralta przystosowanego poziomem doświadczenia do rozgrywki, który odwiedził już kilka sklepów, by zdobyć niezbędny sprzęt – dodatki są kontynuacją głównego wątku, więc staniemy do walki z potężnymi przeciwnikami. 

Ideą Polaków było po prostu przeniesienie tytułów na Nintendo Switcha, więc nie zdecydowano się na dodanie nowej zawartości. Czuć tutaj niewykorzystany potencjał, bo pewnie wszyscy z uśmiechami na ustach i mieczami w łapach ruszyliby pomóc Sir Marianowi w uratowaniu Księżniczki Brzoskwinki. Nie można oczywiście powiedzieć, że tytuł nie jest bogato zbudowany (to w końcu trzy wielkie gry!), ale za pomocą takiej nawet jednej opowiastki zyskałoby to odrobinę świeżości... I byłaby to kolejna, dobra zachęta dla graczy, którzy już wylizali wszystkie ściany z Wiedźminem i szukają drobnego bodźca, by ponownie sięgnąć po ten tytuł.

Pewnym fenomenem w przypadku Wiedźmin 3: Dziki Gon jest jego rozmiar – twórcom udało się zmieścić trzy historie ze wszystkimi rozszerzeniami na pojedynczym kartridżu. Kupując tytuł nie musimy pobierać dodatkowej zawartości z Sieci, a gdy zdecydujecie się na kupienie gry z eShopu to pobierzecie dokładnie 28,9GB. Tytuł oczywiście wspiera pełną polską lokalizację – możecie zdecydować się na napisy oraz dubbing.

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 4

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 5

Wiedźmin 3: Dziki Gon – jak to wszystko śmiga?

Wielkie przygody Geralta na Nintendo Switch smakują wybornie. To ten sam Switcher, którym zachwycamy się od kilku lat, do którego wciąż wracamy, ale teraz możemy go zabrać ze sobą – choć pogoda nie rozpieszcza, akurat ostatni weekend pozwolił mi ubić kilka potworów w zaciszu domowego ogródka. Nie można oczywiście marzyć o 60 klatkach – Wiedźmin w małej wersji trzyma niemal zawsze 30 fpsów, ale nigdy nie przeżyłem sytuacji, by liczba klatek spadła do poziomu wywołującego problemy. W zasadzie największe „ścinki” są widoczne podczas niektórych filmów, ale nawet w dużym mieście, podczas akcji z ponad siedmioma bestiami lub przy tłumie ludzi – jest zaskakująco dobrze. Zdaję sobie także sprawę, że nie brakuje graczy, którzy mówią „60 fps albo nic”, ale w tym wypadku 30 klatek to naprawdę dobry wybór, bo brakuje wyraźnych (z 60 na 24?) spadków, które odczulibyście podczas gry. Lepiej stałe 30 niż wariujące 60.

Maksymalnie udało mi się ugrać około 3 godziny na jednym ładowaniu, ale specjalnie nie oszczędzałem wyświetlacza – jest to dobry wynik, który potwierdza, że Switchera można sobie dawkować nawet w terenie. Nie byłoby to oczywiście możliwe bez dobrego rozłożenia rozgrywki na Joy-Conach – choć tutaj bez rewolucji. Kontrolery Nintendo odrabiają zadanie domowe: podobnie jak w przypadku dużych, innych RPG-ów nie brakuje przycisków i można bez problemu poradzić sobie z rozgrywką. Twórcy zdecydowali się jeszcze na mały „myk” - galop odbywa się teraz na A, który jest jednocześnie przyciskiem akcji. Można to oczywiście zmienić w menu, ale szczerze? Szybko się do tego przyzwyczaiłem.

Przeniesienie gry jeden do jednego ma też swoje uroki. W Switcherze także zobaczycie Płotkę, której połowa ciała znajduje się w powietrzu, głowa przeciwnika potrafi przeniknąć przez ścianę i choć nie widziałem jeszcze latających ludzi, to pewnie ktoś może natrafić na takie atrakcje. Wiedźmin 3: Dziki Gon na Nintendo Switch to po prostu Wiedźmin na sprzęcie Nintendo – zawartość jest znana, a jakość możecie dostrzec na poniższych zdjęciach. Choć mam przy tym świadomość, że gra wygląda znacznie lepiej w ruchu... Wystarczy dosłownie kwadrans byście zapomnieli o rozdzielczości, a czerpali garściami ze świata wykreowanego przez CD Projekt RED.

Wiedźmin 3 Dziki Gon Switch recenzja 6

Wiedźmin 3: Dziki Gon – czy warto?

Wiedźmin 3: Dziki Gon na Nintendo Switch to pozycja obowiązkowa... I tutaj powinienem zakończyć swoje wnioski. Jeśli nie jesteście ultrasami 4K to o rozdzielczości zapomnicie przy gryfie, by później wsiąknąć na długie, długie godziny. Nie jest to port idealny – do tego brakuje mi opcji cross-save z małymi dodatkami. Jednak pod względem zawartości i płynącego z niej miodu? To po prostu Switcher w najlepszym wydaniu. Nie da się tego ukryć – to najmniej wyraźna i pozbawiona efektów wersja względem „dużych” platform... Ale jeśli nie gracie w grafikę, będziecie zachwyceni.

Jeśli wciąż nie przeżyliście trzeciego Wiedźmina – musicie zagrać w Switchera. Jeśli ukończyliście całą zawartość – możecie powrócić i sprawdzić misje w terenie. Tylko trzeba jedynie pamiętać o jednym: wielka zawartość, fantastyczne historie, przyjemna rozgrywka idzie w parze z gorszą oprawą... Jedni będą narzekać, inni szybko się przyzwyczają, a gwarantuję – wszyscy mogą ponownie (lub pierwszy raz!) wybornie się bawić.