PlatinumGames już nieraz udowodniło swój talent w opowiadaniu nietypowych opowieści przepełnionych mocnymi zwrotami akcji, ale dotychczas ten zespół kojarzył mi się głównie z walką. Twórcy opanowali do perfekcji mechaniki starć i w każdym kolejnym tytule pozwalają nam uczestniczyć w pojedynkach, o których chce się śpiewać w serenadach. W Astral Chain nie jest inaczej, ale na szczęście (lub nieszczęście) twórcy urozmaicają zabawę przed drugi, bardzo rozbudowany i zaskakujący wątek. Postanowiłem w taki dość nietypowy sposób rozpocząć ten tekst, by podkreślić, że „Platynowi” w swoim najnowszym tytule bawią się formą chcąc zapewnić graczom nowe emocje. Czy w ostateczności była to dobra decyzja? Tak.

Astral Chain recenzja 1

Astral Chain – niepokojący świat, który trzeba rozbudować

Wydarzenia z Astral Chain rozgrywają się na zniszczonej planecie. W 2043 roku na Ziemię spadł grad meteorytów, przez który aż 90% powierzchni planety jest niemożliwa do zamieszkania. Nieliczne niedobitki z naszego gatunku postanowiły ukryć się w Arce – sztucznie stworzonej, wyspiarskiej metropolii, która przez dekadę wydawała się idealnym schronieniem. Sytuacja komplikuje się po dziesięciu latach, ponieważ nawet w tym miejscu zaczęły pojawiać się tunele zwane bramami, które prowadzą do alternatywnego wymiaru. Przez portale do świata przedostają się Chimery – potwory zanieczyszczają planetę Czerwoną Materią i wciągają ludzi do swojego wymiaru zwanego Astral Plane. W momencie, gdy sytuacja wydaje się podbramkowa, ludzie korzystają z planu ostatecznego: zakładają specjalną jednostkę policji zwaną Neuron, której przedstawiciele zostają wyposażeni w wyjątkowy sprzęt. Futurystyczni gliniarze mogą za pomocą Legatusów łapać Chimery i tworzyć z nich żywą broń – Legiony. Idąc za dewizą „co nas nie zabije, to nas wzmocni”, ludzie zyskali potężnych, choć nie do końca posłusznych kompanów, którzy niczym pieski na smyczy mają pomóc w walce z niebezpieczeństwem.

Nie każdy może stać się członkiem Neuronów, ale na szczęście my od początku mamy okazję kierować jednym z bliźniaków, którzy otrzymali za zadanie strzec ludzkości. Dość prędko historia skupia się na naszej postaci tworząc z niego obrońcę całego gatunku, ale nawet w tych okolicznościach Astral Chain nie zawodzi, bo na swojej drodze spotykamy kilka ciekawych postaci, a całość została ubrana w dobre szaty. Historia jest na tyle ciekawa, że podczas rozgrywki kilkukrotnie miałem uczucie „to nie może skończyć się na jednej historii”, bo ten cyberpunkowo-postapokaliptyczny świat jest przesiąknięty dobrą energią. Tutaj można opowiedzieć jeszcze wiele przygód, ale muszę to podkreślić – zostałem w pewien sposób zauroczony koncepcją „chowańców walczących u boku policjantów”. PlatinumGames potrafi przy tym interesująco przedstawić wydarzenia i choć posila się o kilka typowo japońskich motywów (obyście nie mieli wstrętu do kotów!), to główny wątek jest bardzo wciągający i też sprawnie przedstawiony – często mamy okazję obserwować świetnie zaprezentowane przerywniki filmowe, które w przystępny sposób przedstawiają wydarzenia.

Akcja pokazuje też jak dobrze i zgrabnie Japończycy poradzili sobie z przedstawieniem nowego IP. W Astral Chain wcielamy się w gliniarza, deweloperzy jednak nie zdecydowali się na drobne zarysowanie tego wątku – pomiędzy misjami wpadamy na komisariat, który jest typowym HUB-em. Budynek służy za salę treningową, pozwala ulepszyć sprzęt lub nawet zmienić kolor swoich pupilom. Gdy zapragniemy większej akcji, idziemy do przełożonego (niezwykle ciekawa postać!), podejmujemy się zadania i wyruszamy w nieznane. Misje w głównej mierze rozgrywają się na średniej wielkości korytarzowych lokacjach – po dotarciu na miejsce jako typowy policjant musimy zbadać sytuację, by dowiedzieć się, czy jest to sprawa dla naszej jednostki. W tym celu biegamy po mapie, przepytujemy mieszkańców i staramy się ustalić przebieg wydarzeń.

Astral Chain recenzja 2

I to jest właśnie moment, który podzieli oddanych fanów Platynowych od reszty, bo studio wyraźnie eksperymentuje z formą. Misje rozpoczynają się od bardzo żmudnego szukania poszlak, często męczącego biegania po lokacji i to znacząco wpłynie na odbiór gry przez wielu. Twórcy nie wrzucają na mapę trzech znaczników, które trzeba „kliknąć”, by móc rozpocząć tę ciekawszą część rozgrywki. Podczas zabawy miałem wrażenie, że deweloperzy chcą właśnie sprawdzić, czy gracze poradzą sobie z odrobinę staroszkolną atrakcją – tutaj nie potykamy się o podpowiedzi. Jedni to pokochają, inni znienawidzą, ale niezależnie od wrażeń, taka forma rozgrywki mocno wpływa na doświadczenie, bo znacząco spowalnia gameplay. W produkcji nie mamy okazji cały czas walczyć, a miałem nawet wrażenie, że pojedynki są czymś w rodzaju nagrody za dobrze wykonane śledztwo. Gracz podczas tych sekwencji ma okazję korzystać z IRIS – specjalistyczny sprzęt nakłada rozszerzoną rzeczywistość na ekran i pozwala korzystać z bazy danych Neuronu. Integrated Reality Imaging System działa w zasadzie niczym wzrok detektywa z ostatnich Batmanów pozwalając dostrzec niewidoczne dla oka. To właśnie za pomocą tej zabawki zobaczymy przykładowo miejsce wystrzału lub poznamy wiek napotkanych mieszkańców Arki – obie informacje są niezbędne do prowadzenia śledztwa.

Deweloperzy wpadli na bardzo ciekawy pomysł, jednak sama realizacja nie zawsze stoi na najwyższym (oczekiwanym) poziomie – podczas niektórych wydarzeń nie byłem pewien, czy deweloperzy zapewnili odpowiednie, podstawowe informacje, by gracz mógł bez problemów cieszyć się rozgrywką. W rezultacie zawsze trzeba szukać, zagłębiać się w słowa NPC-ów lub po prostu bawić się za pomocą posiadanego Legiona. Gra oferuje także rozbudowaną sferę platformową-łamigłówkową, ponieważ twórcy pozwalają w pełni kontrolować ruchy uwięzionych przez nas bestii. Bez problemu wyślemy stwora przez przepaść, by następnie doskoczyć do niego za pomocą smyczy, innym razem skorzystamy z jego siły, by podnieść głaz lub skorzystamy z jego potężnych strzał, by otworzyć tajemnicze przejście lub zniszczyć blokadę trzymającą drzwi. Opcji jest kilka, a wszystkie zostały w ciekawy sposób wdrożone do tytułu, by gracz mógł jeszcze lepiej zrozumieć możliwości Legionów.

Astral Chain – walka, od której nie chcesz się uwolnić

Po sekwencjach platformowych oraz rozwiązanym śledztwie, mamy okazję uczestniczyć w tym co tygrysy lubią najbardziej. Przed naszym bohaterem stają Chimery, a my chwytamy za rozbudowaną pałę, przywołujemy chowańca i rozpoczynamy taniec. Astral Chain oferuje jeden z najlepszych systemów (a może i najlepszy?) walki stworzony przez PlatinumGames. Starcia są intensywne i choć opierają się głównie na odpowiednim wyprowadzaniu szybkich ataków, dopieraniu zdolności i unikach, to każdy pojedynek był dla mnie czystą ekstazą.

Astral Chain recenzja 3

Podczas walki bohater korzysta z urządzenia nazwanego X-Baton – to pałka policyjna oferująca trzy tryby. Sprzęt zmienia się i oferuje szybkie-lekkie ataki, wolniejsze-mocniejsze ciosy lub po prostu pozwala strzelać do oddalonych przeciwników. To jednak początek możliwości, ponieważ podczas starcia korzystamy z Legionów – w całej grze znalazło się aż pięć okazów, które oferują różne ataki, umiejętności oraz w inny sposób współpracują z bohaterem. Deweloperzy nie przygotowali jednego przycisku odpowiedzialnego za ataki zniewolonych Chimer i nasz zwierzak ma swoją duszę – czasami zaatakuje, czasami stanie z boku, innym razem trzeba go zachęcić do współpracy, co jest to naprawdę świetne. Dobrze także wyglądają wszystkie momenty, gdy możemy skorzystać z unikalnych zdolności postaci – przecinamy więzy łączące dwóch przeciwników i uniemożliwiamy bezpośrednie zaatakowanie rywali, korzystamy z potężnego łuku, wskakujemy na barki kolejnego lub mamy okazję podnieść i rzucić znalezionymi przedmiotami w przeciwników. Każdy Legion posiada własne drzewko rozwoju, w którym odblokowujemy kolejne możliwości i tym samym powiększamy repertuar ruchów. W dodatku sprzymierzeńcy mogą zostać także wyposażeni w pasywne zdolności wpływające pozytywnie na nasze osiągi podczas starć.

Pojedynki w Astral Chain są bardzo przyjemne i wystarczająco wymagające – od czasu do czasu stajemy do walki z mniejszymi pomiotami, ale gdy chwytamy za broń i stajemy naprzeciwko większym bydlakom to rozpoczyna się prawdziwa euforia. Atak, unik, Legion, unik, Legion, atak – różne kombinacje ruchów pozwalają obserwować prawdziwy taniec protagonisty, który z gracją miażdży kolejnych rywali. Świetnie także sprawdza się zabawa sprzymierzeńcami, których możemy płynnie zmieniać podczas walki i choć nie mamy nad nimi bezpośredniej kontroli, to z łatwością wykorzystamy nawet smycz – przy jej pomocy przykładowo zwiążemy Chimerę lub ją wywrócimy. W grze znalazła się nawet kooperacja, ale to raczej wyłącznie ciekawostka, ponieważ w tym wypadku gracze dzielą się Joy-Conami i jeden kontroluje bohatera a drugi Legiona – a gameplay jest jednak mało przyjemny ze względu na intensywność akcji. W temacie samego poziomu trudności na pewno warto dodać, że korzystanie z Legionów jest w pewien sposób ograniczone przez czas – na początku bestia może śmigać obok nas wyłącznie przez 100 sekund, a każdy jej większy ruch wyczerpuje licznik. Później (po ulepszeniach sprzętu) możemy cieszyć się chowańcem przez dłuższy czas.

PlatinumGames zdecydowało się na postapo zmieszane z cyberpunkiem i choć założenia świata są świetne, to od czasu do czasu brakuje w nim różnorodności. Świetnie wyglądają bohaterowie, kapitalnie prezentuje się przykładowo animacja zniewolenia Chimery, a podczas pojedynków obserwujemy multum efektów, ale już pod koniec historii miałem wrażenie, że w grze brakuje większej różnorodności w konstrukcji lokacji (głównie Astral Plane) i samych oponentach. Ma to oczywiście związek z przyjętą koncepcją, którą twórcy realizują od początku do końca, jednak jestem pewien, że tytuł wyglądałby lepiej, gdyby zadbano o kilka ładniejszych stworów. Ponadto, Astral Chain jest jednym z nielicznych exów Nintendo Switcha, który potrzebuje przynajmniej jednej łatki zapewniającej większą płynność – w kilku walkach wyraźnie można dostrzec spadki animacji.

Astral Chain recenzja 4

Astral Chain – witaj nowy świecie!

PlatinumGames to mistrzowie nie tylko pojedynków, ale tworzenia nowych światów. Deweloperzy chętnie współpracują z różnymi wydawcami oferując im nowe płótna i mam szczerą nadzieję, że Astral Chain zostanie dobrze przyjęty przez rynek. To nie jest idealna produkcja „Platynowych”, nie znajdziecie tutaj akcji rodem z NieR: Automata, a spowolnienie wydarzeń związane ze śledztwami potrafi wymęczyć. W ostateczności jednak ten gameplay oraz koncepcja Legionów to prawdziwe mistrzostwo. Tak przyjemnych, nowych IP można zazdrościć posiadaczom Nintendo Switchów.