Pierwszy Rage nie był tytułem idealnym i dość dobitnie pokazał jedno – trudno nauczyć starego wilka nowych sztuczek, gdy nie dasz mu odpowiedniej technologii. id Software męczyło się w otwartym świecie, nic więc dziwnego, że przy dwójce zdecydowano się na skorzystanie z pomocy. Niestety, gdzieś w tym całym szaleństwie zapomniano o odpowiednich proporcjach, bo choć Rage 2 oferuje genialny system strzelania, to w kluczowych momentach zdecydowanie za dużo tutaj Avalanche Studios... A ten zespół ponownie nie potrafi okiełznać swoich pomysłów.

RAGE 2 recenzja 1

Rage 2 – fabularny niedostatek

Jeszcze przed sięgnięciem po pudełko z Rage 2 doskonale wiedziałem, że id Software oraz Avalanche Studios nie zaoferują mi oscarowej narracji, która wyciśnie ze mnie ostatnie soki i pozostawi pustym niczym butelka wina po upalnej nocy z konsolą. Twórcy jeszcze kilka miesięcy temu przebąkiwali o fabularnych ekscesach, ale im bliżej premiery, tym kampania marketingowa skupiła się na rozgrywce, a ja zostałem utwierdzony w pierwszych przypuszczeniach. Akcja produkcji rozgrywa się kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z „Jedynki”, więc nadal biegamy po postapokaliptycznej Ziemi, która została zrujnowana przez uderzenie asteroida. Nie potrzebujecie znać wydarzeń z pierwszej odsłony, bo autorzy wspominają o przygodzie, a też nie ukrywajmy – pierwsza odsłona nie była nastawiona na przedstawienie głębokiej historii. Tutaj jest w zasadzie identycznie, bo już po pierwszej godzinie wiem w zasadzie wszystko: głównym bohaterem przygody został niejaki Walker, którego spokojna egzystencja zostaje przerwana przez atak. Jego rodzinne miasto zostaje zrujnowane, znajomi wyrżnięci, a ukochana ciotka zamordowana. Dość przypadkowo w nasze łapy wpada strój Strażnika czyli potężny egzoszkielet umożliwiający korzystanie z mocy, więc chcąc nie chcąc zostajemy ostatnim obrońcą, który musi przeciwstawić się powracającej Władzy. Na naszej drodze stanie generał Cross ze swoją armią najróżniejszych mutantów i tutaj w zasadzie kończą się fabularne rozkminy. Opowieść jest prosta jak budowa cepa – jest zły i trzeba go wyeliminować.

Bez zaskakujących wątków, bez rozbudowanych wyborów moralnych i bez porywających dialogów – z tego ostatniego w pewnym momencie śmieje się nawet sam bohater pokazując tym samym, że nawet deweloperzy wiedzieli jedno: tutaj fabuła jest na drugim (a może nawet trzecim?) planie. I szczerze mówiąc trochę tego żałuję, bo świat przedstawiony aż prosi się o kilka ciekawych wątków, większe dywagacje na temat postapokalipsy i zagłębienie się w wątki niektórych bohaterów – szczególnie przypadł mi do gustu pewien doktorek. Tutaj tego nie ma, a miałem nadzieję, że zostanę pozytywnie zaskoczony misjami nakierowanymi na wydarzenia - właśnie tutaj pojawia się mój największy problem z Rage 2, ponieważ deweloperzy postawili na męczące rozwiązanie.

Jak Walker może pokonać Crossa? Korzystając z pomocy trzech współtowarzyszy broni, którzy wspólnie stoją za projektem zatytułowanym „Sztylet”. Pomysł ma pomóc w odwróceniu wojny na naszą korzyść i wyeliminowanie potężnego generała. To z tego powodu musimy pomóc partnerom, na początku wyruszając na krótkie misje typu „idź, zabij, wróć”. Dość szybko zorientowałem się, że Avalanche Studios otrzymało w otwartym świecie zdecydowanie za dużo swobody, ponieważ postanowili wykorzystać totalnie spartaczony pomysł z Mad Maxa i w pewnym momencie stajemy przed ścianą blokującą progresję, zabawę i fabułę. Każdy z partnerów chętnie pomoże w ubiciu Crossa, ale zamiast szybkiej organizacji i doprowadzenia do zwycięstwa, naszym zadaniem jest coś na wzór zdobycia „poparcia” u każdego bohatera, a możemy to zrobić zdobywając przynajmniej piąty poziom u każdej postaci. XP wpada na konto poszczególnego partnera, gdy wykonamy jedną z napotkanych w świecie misji – zniszcz wieżę strażniczą Władzy, wyeliminuj bandziorów, znajdź notatki, wejdź do specjalnego budynku lub przykładowo sabotuj paliwo na stacji. Taka rozrywka bawi przez pierwszą godzinę, a później dość szybko odkrywamy, że w zasadzie to robimy cały czas to samo, a najlepszy, najprzyjemniejszy i najbardziej krwisty system strzelania nie pomoże.

Koncepcja jest o tyle nieprzemyślana, że w całej grze znajduje się bodajże osiem misji fabularnych, a reszta to bieganie za obozami, doświadczeniem i szukanie kolejnych oprychów do wybicia. Ostatnią walkę bez problemu zobaczycie po ośmiu godzinach... Choć musicie widzieć, że tutaj sporo zależy od rozgrywki i dostosowania się do realiów – możecie dość długo szukać obozów, czasami się męczyć z pokonaniem hordy lub po prostu zdecydujecie się na odkrywanie świata. Opowieść jest tutaj od początku na drugim planie, a samych aktywności naprawdę dużo, jednak sporym problemem jest powtarzalność.

W trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że zdecydowanie za dużo tutaj Avalanche Studios, ponieważ wszystkie misje nastawione na bieganie po budynku, strzelanie i walkę są niezwykle przyjemne, ale niestety autorzy wrzucili nas do otwartego świata i tutaj zaczynają się schody. Mapa została dobrze dostosowana, można szybko przemieścić się z punktu A do punktu B, choć samo prowadzenie samochodu nie zostało dopieszczone. Maszyna jest ociężała, czasami ciężko odpowiednio kierować, bo pod palcami czuć ciężar wozu, by po chwili wpaść na mały kamyczek i przelecieć nad budynkiem. Wygląda to niedorzecznie i niestety nie jest „małym wypadkiem przy pracy”, bo podczas gry kilkukrotnie wpadłem w dziurę lub wylądowałem na pobliskich głazach. Blokada w progresji jest zła z jeszcze jednego powodu – gdy w końcu mamy okazję wziąć udział w zadaniu związanym z opowieścią, jesteśmy zaskoczeni jakością wydarzeń. W głównej mierze i tak musimy iść do wyznaczonego miejsca i zabić wszystkich, ale pomiędzy tymi atrakcjami pojawiają się postacie, bohaterowie dyskutują i... Coś się dzieje.

RAGE 2 recenzja 2

RAGE 2 recenzja 3

Rage 2 – strzelecka orgia

Nie będę przy tym ukrywał, że dotrwałem do napisów końcowych tylko z jednego powodu – id Software nie zawiodło w temacie strzelania. Każde starcie to spora przyjemność, która rośnie w momencie, gdy akurat mamy okazję wejść przykładowo do większego budynku i pobiegać po bardziej korytarzowych lokacjach. Gdy opuszczamy otwartą lokację, nie musimy jeździć, a możemy skupić się na samym strzelaniu, zapomina się o wszystkich niedociągnięciach.

Twórcy postanowili interesująco rozwiązać temat sprzętu oraz mocy, bo choć główny bohater może korzystać z szerokiego zestawu giwer oraz zdolności, to jest to w zasadzie tylko opcja. Możecie przebiec przez całą grę korzystając z zaledwie dwóch podstawowych pukawek, ponieważ zabawki trzeba w Rage 2 odblokować. Z tego powodu musimy znaleźć specjalną Arkę, wybić biegających obok rabusiów i dopiero po wejściu do pomieszczenia, otrzymujemy jedną z niespodzianek... A jest tutaj czym się bawić, bo strzelamy z pistoletu, karabinu, strzelby, wyrzutni raket, miotacza, rewolweru, hiperdziałka lub działka pulsacyjnego. Zdobyte surowce możemy przeznaczyć na ulepszenie sprzętu lub po prostu wykupienie dodatkowych mocy. W tym drugim wypadku bohater może bez problemu wyrzucić oponenta w powietrze, stworzyć barierę (tarczę), dynamiczne odskoczyć przed nadlatującymi rakietami, wyżej skoczyć, by po chwili wbić się w ziemię lub skorzystać z niezwykle ciekawego defibratora (pozwala wrócić do walki). Kampania marketingowa przygotowała mnie na efektowną zabawę w stylu Bulletstorma, ale... Na takie przyjemności trzeba sobie zapracować. Tak jak wspomniałem – zdobywanie Nanotrytów (tak nazywają się moce) jest opcjonalne i trzeba też nauczyć się nimi dobrze dysponować.

Dość zaskakujący jest kierunek rozwoju bohatera, ponieważ w Rage 2 możemy ulepszyć dosłownie wszystko – postać, bronie, gadżety, pojazd i niemal za każdym razem korzystamy z innych surowców, a przez cały czas musimy przeskakiwać przez kolejne menu. Na początku system jest mocno nieczytelny, zdecydowanie zbyt skomplikowany, jednak z upływem czasu całość nabiera odpowiednich kształtów i po pierwszym szoku możemy przykładowo zwiększyć liczbę noszonych apteczek (tutaj nazwanych infuzjami zdrowia), zakłócić działanie granatów wroga, zwiększyć prędkość sprintu, dorzucić na plecy dodatkową torbę na amunicję, zmniejszyć wymaganą liczbę przedmiotów podczas tworzenia przykładowo leczenia lub zwiększyć gotówkę podnoszoną z pojemników. Opcji jest całe zatrzęsienie i tutaj także nie możecie liczyć na pełne rozwinięcie bohatera po tych pierwszych 8-10 godzinach. Gra na szczęście oferuje znacznie więcej, niestety powtarzalnych aktywności, które pozwalają znacząco rozbudować możliwości Walkera.

Rozbudowany system rozwoju pokazuje swój charakter w jednym aspekcie – tutaj każda zdobyta broń, kupione ulepszenie, zdobyta moc lub nawet rozwinięty gadżet realnie wpływa na możliwości bojowe Walkera. Bohater nie może korzystać ze snajperki, więc nie rozłoży się wygodnie na pagórku i nie będzie eliminował oponentów z bezpiecznego dystansu. W Rage 2 wpadamy w grupę mutantów, zaciskamy zęby, strzelamy im w głowy, zbieramy na plecy dwie rakiety, ale z oponentów wypada trochę zdrowia, więc leczymy się, korzystamy z odskoku, wskakujemy w kolejnych pięciu, kończy się magazynek, w sekundzie zmieniamy broń, strzelamy, rzucamy granat, znowu leczymy się dzięki upadłym rywalom i w zasadzie brakuje tylko jednego: aby z ekranu tryskała na naszą głowę prawdziwa jucha. Akcja przez duże A, dynamika przez duże D, satysfakcja przez... A co ja Wam będę – id Software przeniosło akcję z ostatniego Dooma, wrzuciło je w nowe szaty i mówi „bierzcie i bawcie się tutaj wszyscy, to jest bowiem nasze dziedzictwo i będziecie uradowani”. I tak właśnie jest.

Ten obłędnie dynamiczny gameplay sprawił, że jeszcze bardziej wyczekuję na nowego Dooma, jednak niestety w Rage 2 trafiamy do otwartego świata, który psuje wrażenia. Wspomniana mapa to w zasadzie postapokaliptyczna pustynia przepełniona najróżniejszymi głazami, małymi bazami wrogów, a w pewnym momencie całość jest przełamana mniejszym lub większym miasteczkiem. Brakuje tutaj życia, twórcy starają się ratować sytuację przez dorzucenie do gry losowo pojawiających się patroli, czasami mamy okazję spojrzeć na dwie walczące frakcję, a pod koniec zabawy widzimy samochodowe walki przypominające Mad Maxa, ale szczerze mówiąc zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu... Telewizja. Deweloperzy nie zapomnieli o hordzie ubranej w TV show, podczas którego mamy okazję zawalczyć o reputację. Akcja jest prosta – wpadamy do kolejnych pomieszczeń i ubijamy przeciwników, a nasz wyczyn jest podsumowywany. To dobra okazja do sprawdzenia broni czy po prostu wyżycia się. Z drugiej strony kija – znacznie gorzej wypadają wyścigi, bo choć do samej, topornej jazdy można się przyzwyczaić, tak już niewybaczalnymi błędami są trudno dostrzegalne (drobne) miejsca w lokacjach, które możemy drasnąć, a nasz wóz wykona przezabawną akrobację... Choć nie ukrywam, że trudno się uśmiechnąć, gdy wpadniemy w taką „zasadzkę” na dosłownie ostatniej prostej i w rezultacie przegramy rywalizację.

RAGE 2 recenzja 4

RAGE 2 recenzja 5

RAGE 2 – różowe postapo

Jeszcze przed premierą sporym echem wśród graczy odbiło się postawienie na wszędobylski róż. Jaskrawe barwy mierziły fanów pierwszej części na plakacie, zwiastunie i nawet fragmentach rozgrywki. Uspokajam – deweloperzy nie zapomnieli o odpowiedniej atmosferze i choć (tak jak wspomniałem) historia powinna zostać odpowiednio rozbudowana, co przełożyłoby się na stylowe zaakcentowanie świata, to jednak nie brakuje tutaj ciekawych i dobrze wyglądających lokacji. Natomiast jeśli macie problem z „szalonymi świrusami” z plakatów, ładujcie magazynki, bo podczas rozgrywki mamy często okazję do takich strzelać... I nic nie sprawia większej frajdy, gdy akurat wpadniemy na ślizgu w grupkę, weźmiemy w łapy strzelbę i przywitamy się kilkoma strzałami w głowę. Euforia!

Rage 2 potrafi zaskoczyć w jeszcze jednym miejscu – gra została w pełni zlokalizowana i choć 2-3 głosy totalnie nie pasują do postaci, to większość bohaterów została dobrze dobrana. Czasami brakuje dodatkowych dialogów, więc herosi powtarzają swoje kwestie, ale w ostateczności dubbing broni się i prezentuje dobry poziom. Podobnie zresztą jak udźwiękowienie, które zachęca do strzelania, oprawa potrafi zaskoczyć widokami i jedynie bolą pomniejsze błędy. Czasami trzeba pięciokrotnie zainicjować rozmowę z NPC, by móc kontynuować dyskusję, innym razem dźwięk został totalnie wyłączony, a czasami z gry zniknął (i nie chciał wrócić) interfejs. Te drobne wpadki nie psują jednak samego strzelania, które jest zdecydowanie najmocniejszym elementem gry.

RAGE 2 recenzja 6

RAGE 2 – kapitalny shooter, słaby open-world

Najnowsza produkcja Bethesdy podzieliła branżę. Nie jest to przypadek, bo to bardzo nierówna produkcja, która z jednej strony toczy wewnętrzną batalię, będąc zarazem skrzywdzoną przez niepotrzebną i przesadzoną kampanię marketingową. Wydawca obiecywał wiele, a otrzymaliśmy bardzo krótką historię, zbędne postawienie na powtarzalne misje (z blokadą progresu) i w pełni satysfakcjonujący (obłędny!) system strzelania rozbudowany przez liczne rozszerzenia. Niektórzy pokochają, innych odrzuci wykonywanie identycznych zadań, a kolejni zagrają i będą chcieli więcej. Ja znajduję się w tej trzeciej grupie, bo choć nadal ziewam przypominając sobie te wszystkie misje przygotowane na jedno kopyto, to jednak później nadchodzi moment, gdy już docieram na miejsce i mogę chwycić w łapy giwerę, by następnie strzelać, strzelać i jeszcze raz strzelać. Liczyłem na hiciora 2019 roku, a dostałem po prostu dobry shooter.