Śledząc ostatnie miesiące, ciężko nie odnieść wrażenia, że sam Microsoft stracił nadzieję na to, że Crackdown 3 może być mniejszym lub większym hitem, co przy tylu opóźnieniach premiery mnie nie dziwi. Co prawda zatrudnienie Terry'ego Crewsa w roli głównego bohatera jakiś tam rozgłos zapewniło, ale gra tak szybko, jak się pojawiała na radarach, tak szybko z nich znikała. Z tego też powodu, do Crackdown 3 najlepiej podchodzić jak do solidnej gry AA, nie oczekując tutaj zbyt wiele.

Ostatni sprawiedliwy

Akcję Crackdowna 3 osadzono w dziesięć lat po wydarzeniach z poprzedniczki. Po ataku terrorystycznym świat pozbawiony jest energii elektrycznej, co doprowadza Agencję do tajemniczego miasta New Providence, stworzonego i zarządzanego przez korporację TerraNova. Z pozoru ostatnia wyspa normalności jest miejscem przerażających eksperymentów. Agenci, na których czele stoi Jaxon (tutaj Terry Crews) wybierają się na misję, ale nie docierają na nią, poza... kawałkiem głównego bohatera. To, kto nim będzie, zależy od naszego wyboru na początku gry. Dzięki takiemu, a nie innemu otwarciu gry, utrata wszystkich umiejętności jest sensownie wyjaśniona. Chociaż w momencie w którym Crackdown 3 świadomie nabija się z wielu przywar gatunku gier z otwartym światem, to chyba każda zagrywka przeszłaby tutaj bez przewracania oczami.

Crackdown 3 recenzja PC #1

Fabularnie, tytuł stworzony przez Sumo Digital nie odbiega od utartego schematu. Rosnąc stopniowo w siłę, likwidujemy kolejnych przydupasów antagonistki, by na końcu zająć się nią. Gdzieś tam przewija się jeszcze większe zło, co ma dodać szczyptę tajemniczości. Ale nie oszukujmy się - dla fabuły w Crackdowna nikt nie zagra.

Crackdown czy Saints Row?

Nie bawiąc się w zawoalowane uprzejmości - Crackdown 3 wygląda i gra się w niego jak w grę z poprzedniej generacji. Niekoniecznie jest to coś złego, ale w ciągu dziewięciu godzin, które poświęciłem na ukończenie gry, ciężko mi było wznieść entuzjazm na wyżyny i wciągnąć się na dłuższe sesje. Gra nie jest zła, niczego nie robi przesadnie źle. Ale też nie jest przesadnie dobra. Crackdown 3 jest po prostu OK. Tylko i aż. Jasne, nie każdy tytuł musi być przełomowy, ale tutaj widać, że pomysł się przeterminował i ktoś w pewny momencie musiał rzucić "Dobra, zostawcie, jak jest, skończcie to, bo nie wydamy tej gry nigdy".

Crackdown 3 recenzja PC #2

Ktoś może się oburzyć, że jak to, ale w głowie ciągle miałem wrażenie, że Crackdown 3 to zaginiona kontynuacja albo spin-off serii Saints Row. I niekoniecznie lepsza. Gra rozkręca się wyjątkowo wolno. Pierwsze 3-4 godziny, to ślamazarne bieganie Crewsem po sporej mapie, wykonywanie pobocznych aktywności i zadań, zbierając punkty zręczności, by mój bohater przestał biegać niczym zaspany żółw. Znamienne jest, że dopiero pod koniec gry zacząłem odczuwać frajdę z eksploracji miasta. Gdy niewiele w nim zostało mi do zrobienia. Jasne, ktoś może od początku zająć się zbieractwem, poświęcając temu parę godzin i dopiero potem bawić się w zaliczanie gry, ale to w moim odczuciu bezsensowny sposób na poznawanie gry.

Crackdown 3 recenzja PC #3

Powiedzmy jednak drogi graczu, że masz ogromną tolerancję na ślamazarność ruchów i wolne tempo rozgrywki. Co da ci Crackdown 3? Rozwałkę. Bezstresową, efektowną, pełną wybuchów i dziwacznych broni, włącznie z wyrzutnią czarnych dziur. Do tego klepanie przeciwników pięściami, korzystając z ładowanych ciosów i ataków z góry. Ten aspekt produkcja Microsoftu realizuje dobrze, bo strzela się przyjemnie, broni jest wystarczająco dużo by nas nie nudzić, a ulepszenia bohatera, które wpadają nam za wykonywanie danych czynności (albo szukanie specjalnych orbów), dają poczucie sensownego progresu. I nawet robione od jednego szablonu zadania w grze nie powodują większej nudy, bo albo zaliczamy je z marszu, albo wokół nas tyle się dzieje, że nie mamy okazji ziewnąć.

Niby Unreal Engine 4, a wygląda średnio

Gdy sprawdziłem z ciekawości, na jakim silniku działa Crackdown 3, zdziwiłem się. Unreal Engine 4. Cóż, nie wygląda. Odkładając stylizowaną na komiks stylistykę (broni się i jest ładna), oprawa wizualna do najlepszych nie należy. Choć to trochę eufemizm z mojej strony. Dopiero gdy grę odpaliłem w 4K na ustawieniach Ultra (grałem na PC-cie), to jakoś to wreszcie zaczęło wyglądać (choć więcej niż 40 FPS-ów nie miałem). W standardowym 1080p nawet na najwyższych ustawieniach, tytuł wygląda tak sobie, co jest potęgowane stylistyką miasta i tego, że lwią część czasu spędzałem w świecie gry po zmroku.

Crackdown 3 recenzja PC #4

Z drugiej strony — gra jest świetnie zoptymalizowana. Problemów z nią praktycznie nie miałem (dwa razy bez słowa wyszła do Windowsa), czasy wczytywania, zwłaszcza przy szybkiej podróży są błyskawiczne. Do tego w 1440p ani razu nie zszedłem poniżej 60 FPS-ów na moim GTX 1070. Sprawdziłem, jaki jest próg płynności sztywnych sześćdziesięciu klatek na sekundę i zatrzymałem się mniej więcej na 150% skalowania rozdzielczości.

W kupie siła, ale nie na długo

Mówi się, że w kooperacji, każda gra (poza Falloutem 76) jest lepsza. W przypadku Crackdowna 3, twierdzenie to ma solidne podstawy. Grając z kimś, całość odbiera się dużo lepiej. Nie musimy wczuwać się w przeżywanie świata gry, bo ten tego nawet od nas nie chce. Biegamy i rozwalamy to, co nam się podoba. I tutaj byłoby idealnie, gdyby nie pewien fakt — szybko zauważymy, że w grze po prostu jest za mało zawartości na długie sesje. A sam świat gry niekoniecznie chce nas zalewać wrogami. Grając w GTA i robiąc konkretną rozróbę, parę chwil później mieliśmy pół wojska na ogonie i człowiek czuł, że przesadził. Tutaj... sytuację bym porównał z dwoma, może trzema gwiazdkami w GTA. Czyli niby coś się dzieje, ale to taki kapiszon niczym taśmy Kaczyńskiego.

Crackdown 3 recenzja PC #5

Jak wspomniałem wcześniej, zaliczenie gry i zebranie (na moje oko) ponad połowy wszystkich znajdziek w grze, zajęło mi ponad 9 godzin. Nie jest to mało, nie jest to też dużo. Wiem za to, że nie miałem ochoty zabierać się za szukanie reszty, zwłaszcza że mapa w grze uparcie nie chce pokazywać wszystkiego, przez co jesteśmy skazani na bieganie i szukanie rzeczy w ciemno. Ale może znajdzie się tutaj ktoś, kto bezstresowo chce pobiegać po świecie gry, słuchając okazjonalnych rozmówek postaci.

Dałbym pełną cenę za Crackdowna 3? Nie. I może dlatego obecność produkcji w GamePassie jest idealnym rozwiązaniem. Katalog bogatszy, gra nie przepadnie, bo można ją sprawdzić nawet od niechcenia, bez inwestowania większej gotówki.