Niesamowity sukces Hotline Miami parę lat temu sprawił, że inni deweloperzy także chcieli zrobić swoją wersję hitu. Naśladowców jednak nie mieliśmy zbyt wielu, a jeśli już jakiś się pojawiał, to daleko było mu do powtórzenia wyniku ekipy Dennaton.

The Hong Kong Massacre recenzja PS4 #1

Jednak pośród wielu niezależnych gier, pojawiło się także kilka interesujących projektów. Jednym z nich jest The Hong Kong Massacre, za którym stoi dwójka szwedów z ekipy VRESKI. Prace nad grą rozpoczęli w 2014 roku, pokazując pierwszy prototyp swojej gry. Od tamtego momentu gra znikała z radarów i pojawiała się co kilkanaście miesięcy. Niektórzy stracili już nadzieję, że tytuł ujrzy światło dzienne. Projekt ostatecznie w grudniu 2017 roku doczekał się także zapowiedz na PlayStation 4 oraz orientacyjnej daty premiery, którą potwierdzono kilkanaście dni temu.

Brzemię, które zostało udźwignięte

The Hong Kong Massacre musiało więc sprostać wysokim oczekiwaniom nielicznej początkowo grupy czekających na grę. Na szczęście - udało się. Gra dowozi i pokazuje, że pięć lat produkcji nie poszły na marne. VRESKI wrzuca nas do brudnego, wypełnionego neonami Hong Kongu lat 90., ba, dzięki grze czujemy się jak bohater Dzieci triady, który w ogniu latających kul likwiduje kolejnych przeciwników, ślizgając się po stołach, skacząc za murki i rozszarpując ciała wrogów kolejnymi seriami z broni palnej. Wszystko to przy opcjonalnym spowolnieniu świata gry, które bardzo szybko staje się obowiązkową mechaniką, jeśli chcemy poradzić sobie z kolejnymi wyzwaniami.

The Hong Kong Massacre recenzja PS4 #2

Masakra jest tytułem trudnym, choć nie przesadnie. Zaryzykuję stwierdzenie, że odrobinę trudniejszym niż Hotline Miami, głównie z powodu stylistyki i zawieszonej niżej kamerze, która pokazuje nam mały wycinek całej lokacji. Tutaj także giniemy od jednej kuli i musimy zaczynać każdą z plansz (mamy pięć rozdziałów pow siedem lokacji) od początku. Na szczęście restarty są błyskawiczne, co ma spore znaczenie, bo ginąć będziecie na potęgę. Przeciwnicy mają niesamowicie celne oko, reagują agresywnie na nasz widok, przez co mamy niewiele czasu na reakcję. Lecących w nas kul możemy unikać albo korzystając z uniku, albo odpalając ograniczone spowolnienie czas, które pozwala nam krążyć między kulami. Początkowo operowanie analogami by chodzić i celować, przy jednoczesnych unikach i zabawą w spowalnianie czasu, do którego dokładamy jeszcze wymianę broni w locie (podnosimy ją z trupów), wydaje się łamaczem palców. Ale później szybko wyrabiamy sobie pamięć mięśniową i w trakcie rozgrywki dzieją się takie akcje, których zazdrościłby nam sam Yun Fat Chow.

Neony, papierosowy dym i litry krwi

Stylistyka The Hong Kong Massacre, to poza rozgrywką, najmocniejszy punkt gry. Akcję osadzono w Hong Kongu, dokładniej w 1992 roku. Mamy więc tutaj mnóstwo neonów, refleksów świetlnych, a same miejscówki walą od początku klimatem kina akcji kręconego przez Johna Woo. Nieliczne scenki, które wykładają nam skąpą fabułę pełnią rolę drobnego odpoczynku od lawiny akcji. Deweloperzy celowo nadużywają filtrów graficznych, rozmycia i efektów cząsteczkowych. Czasami aż do przesady, przez co na ekranie niewiele widać i bez spowolnienia czasu - żywot skończymy szybciej niż mrugniemy okiem.

The Hong Kong Massacre recenzja PS4 #3

Wrażenia estetyczne podkreśla także animacja postaci. Początkowo nie będziemy na to zwracać większej uwagi, ale sam po kilku misjach i notorycznym korzystaniu zwolnienia czasu zauważyłem, jak dopracowano ten element. Każdy ruch naszego bohatera jest realistyczny w ramach przyjętej konwencji. Ślizgi na parę metrów, skoki przez stolik są normą, ale gdy w tym ślizgu mierzymy w kolejnych wrogów, nasza postać pięknie kładzie się na ziemi i odpowiednio obraca się tam ,gdzie celujemy. Przekładanie broni między nogami, wyginanie się niczym Neo w Matriksie to chleb powszedni. Złapałem się nawet na tym, że w pustych pomieszczeniach ślizgałem się w slow-motion by popatrzeć na świetne animacje.

Fizyka też działa oczywiście na wrogów. Inaczej ich trupy latają gdy dostaną kulkę z pistoletu, inaczej gdy strzał ze strzelby przygwoździ ich do pisuaru, trzaskając wszystkie płytki w kiblu. Czasami zdarzyło się, że gra ogłupiała i detekcja kolizji nie zadziałała jak powinna, lub wróg, którego właśnie odstrzeliliśmy, wleciał w ścianę i zaczął kręcić bączki. Ale to marginalne przykłady na które zwróciłem uwagę z kronikarskiego obowiązku.

Ostatnia robota i fajrant

The Hong Kong Massacre na szczęście nie jest grą przesadnie długą. 5 rozdziałów po siedem plansz każdy, do tego walki z bossami. Średnio lokacje zajmują nam ostatecznie do dwóch minut maksymalnie. Wliczyć jednak trzeba kolejne kilkanaście (albo i -dziesiąt) na powtórki po śmierci, które niejako wliczone są w uczenie się rozkładu pomieszczeń i ruchów przeciwników. Miałem początkowe obawy, że tylko cztery rodzaje broni to za mało (pistolet, pistolet maszynowy, strzelba i karabin), ale raz - możemy je ulepszać za gwiazdki, a dwa - więcej mi nie trzeba było. Wspomniane gwiazdki dostajemy za zaliczanie planszy oraz za dodatkowe wyzwania - zmieścić się w limicie czasowym, zdobyć 100% celności i zaliczyć misję bez użycia spowolnienia czasu. I tutaj trochę wychodzi pewien brak balansu. Dalsze lokacje bez slomo są średnio grywalne. Znaczy się - ostatecznie da się wyrobić pamięć mięśniową, poznać rozkład lokacji by bez tego się obyć, ale jeśli ktoś nie nastawi się na hardkorowe wyciskanie ostatnich soków, to szybko sobie odpuści. Na szczęście - broń bez ulepszeń nie jest słabsza.

The Hong Kong Massacre recenzja PS4 #4

Studio VRESKI zadbało, by całość wystarczył nam na kilka godzin. Ukończenie The Hong Kong Massacre zajęło mi około 5 godzin, wliczając w to czas na przemęczenie się z niektórymi lokacjami. Podejrzewam, że dla osób, które będą chciały zrobić 100% gry, całość wystarczy na kilkanaście kolejnych godzin. Przy tej cenie - 71 złotych, nawet przez chwilę nie poczujecie żalu wydawanych pieniędzy. Tak więc - biegiem do sklepu i kupować ten tytuł. Bo warto.