Deracine przenosi nas do szkoły z internatem, w której mieszka sześć sierot. Zamrożone w czasie miejsce zwiedzamy jako duch przyzwany przez jedną z uczennic tego ośrodka. Nasza obecność szybko zostaje ujawniona i przyjęta z wyjątkowym entuzjazmem przez osoby zamieszkujące szkołę. Nie pozostaje nic innego, jak uczestniczyć w ich codziennym życiu i sprawować rolę swoistego opiekuna, poznając jednocześnie charakter każdego z nich. Stopniowo jednak sytuacja zaczyna nabierać nieoczekiwanych zwrotów, a my musimy się dostosować i zmierzyć z sekretami, które miały nie ujrzeć światła dziennego.

Sen melomana

Deracine to enigmatyczna gra utrzymana w niezwykle onirycznym klimacie, gdzie przez większość czasu mamy wrażenie, jakbyśmy zastygli w echach odległego snu zbiorowej świadomości. Opowieść przesiąknięta jest melancholijnym nastrojem, który uwydatnia się nie tylko za sprawą przepięknej muzyki instrumentalnej, ale i nawet w sposobie, w jaki bohaterowie wypowiadają kwestie. Nadmienię, ze polska wersja językowa wypada pod tym względem zaskakująco dobrze i w świetny sposób oddaje wyobcowaną atmosferę wykreowanego świata. Stoicki spokój, czy głęboki smutek w głosach sierot został bardzo zgrabnie zaakcentowany przez naszych rodzimych aktorów i z przyjemnością się ich słucha. Główną robotę wykonuje jednak muzyka pełna instrumentów smyczkowych, w której łatwo się zatracić.

Deracine PSVR recenzja #1

Smutna przeszłość odciśnięta w ektoplazmie

Akcja Deracine cechuje się spokojnym charakterem, gdzie jako zjawa przemierzamy tajemnicze zakątki internatu i poznajemy echa przeszłości poprzez statyczne widma stanowiące niematerialny odcisk dawnych wydarzeń. Jako duch posiadamy zdolność manipulacji czasem oraz życiem, które niejednokrotnie wykorzystamy do nawiązania kontaktu i budowania relacji z tutejszymi mieszkańcami. Wraz z rozwojem sytuacji będziemy też mieli wpływ na przebieg historii poprzez zmienianie przeszłości - oczywiście w mocno liniowy i narzucony przez twórców sposób. Ot czasem podmienimy książkę w rękach chłopca i wpłyniemy na jego podświadomość, albo ukradniemy życie zwierzęcia, by ożywić inne i posunąć tym samym historię do przodu.

Przynieś, podaj i posłuchaj

Pod względem konstrukcji mamy więc do czynienia z klasycznym przedstawicielem przygodówek Point & Click, tyle, że utrzymanym w pełnym trójwymiarze i VR. Mechanika wykorzystująca kontrolery ruchowe spisuje się dobrze, ale można jej zarzucić kilka rzeczy. Zagadki sprowadzają się do standardowego schematu znalezienia danego przedmiotu i użycia go w odpowiednim momencie. Nie są wymagające i ich rozwiązywanie nie daje nam satysfakcji. A szkoda, bo chciałoby się zatrzymać na dłużej nad jakimś problemem i wysilić w większym stopniu. Gdy nie wykonujemy prostych czynności, to nad wyraz często po prostu słuchamy wypowiedzi. Przez to wszystko mamy wrażenie, że jesteśmy tylko obserwatorem mało interaktywnego spektaklu. Widać, że tytuł jest skierowany do miłośników symulatorów chodzenia, którzy stawiają opowieść ponad rozgrywkę. Tej nie wykonano źle (wręcz przeciwnie!), ale jest jej po prostu mało.

Deracine PSVR recenzja #2

Widowisko obserwowane z zaświatów

Mocną stroną produkcji jest scenariusz i narracja. Historia nie jest wyłożona bezpośrednio na tacy i sporo elementów należy poukładać sobie samemu. Zwłaszcza, że nie brakuje zabaw chronologią wydarzeń i niejednokrotnie skaczemy po różnych epokach przygody. Mimo wszystko to nadal subtelnie i przejrzyście podana przygoda, która pod koniec zacznie wzbudzać w Was silne emocje oraz zaskoczy paroma tajemnicami. Szczególnie, że perspektywa VR potwornie potęguje immersję i trudno opisać wrażenia towarzyszące temu, gdy wirtualna postać wyciąga do nas ręce, a my niemal fizycznie czujemy jej bliskość. Bawię się już platformą Sony wiele miesięcy, a takie motywy dalej potrafią zrobić na mnie wrażenie. Pod względem implementacji technologii wirtualnej rzeczywistości do opowiedzenia historii From Software spisało się na medal i przygotowało kapitalne oraz angażujące doświadczenie, gdzie łatwo jest zżyć się z bohaterami.

Statyczne piękno

Deracine to piękna gra na wielu płaszczyznach. Poczynając od cudownej muzyki momentalnie wprawiającej nas w wyjątkowy nastrój, a kończąc na ślicznej oprawie wizualnej. Ta, jak na standardy PS VR, cechuje się bardzo dużym zagęszczeniem detali, szczegółowymi teksturami i ślicznym stylem artystycznym. Odbiło się to jednak na interakcji ze światem. Pod tym względem jesteśmy mocno ograniczeni. Zapomnijcie o swobodnej eksploracji świata przedstawionego. Ten aż się prosi o możliwość dokładnego zwiedzania najrozmaitszych kątów, ale twórcy mieli wobec graczy inne plany. Postawiono na poruszanie się po jasno określonych punktach za sprawą teleportacji. Boli też statyczność środowiska. Większość rzeczy to po prostu ozdoby, których w żaden sposób nie poruszymy. Zapomnijcie o rzucaniu książkami, świecami i zabawą przedmiotami. Wówczas oprawa wizualna przestaje robić większe wrażenie, bo uświadamiamy sobie, że dynamiki praktycznie nie uświadczymy.

Deracine PSVR recenzja #3

Dobry duchu chcemy więcej!

Deracine autentycznie mnie oczarowało i w mgnieniu oka rozkochało w wielu wykonanych elementach. From Software udowodniło, że w dalszym ciągu potrafi robić gry spoza schematu "Soulslike" i dostarczyło poruszającą opowieść wyłamującą z dotychczasowego schematu produkcji o podobnej tematyce. Cenicie sobie dobre historie i uwielbiacie rozpływać nad wykreowaną atmosferą? Powinniście koniecznie zagrać w nowe dzieło Hidetaki Miyazakiego. Po napisach końcowych będziecie jeszcze długo rozmyślać nad tym, co właśnie przeżyliście. Wielka szkoda, że te następują już po około czterech godzinach i to przy założeniu, że sporo zwiedzacie próbując wycisnąć z tytułu ostatnie soki. W dalszym ciągu są to godziny, które powinien przeżyć każdy posiadacz PSVR.