Moja pozycja w uniwersum spider-mana, znajduje się między obrazkowymi opowiadaniami TM-Semic i kreskówek na Fox Kids, a wielokrotnymi reaktywacjami filmowymi z grami wideo (m.in. udane Shattered dimensions) włącznie. Do psychofana mi daleko, jednak doskonale orientuję się z całą otoczką pajączka. Przedwcześnie jednak oznajmiam, że ocena finalna nie jest podniesiona ze względu na ,,fanowski orgazm'', a raczej wypadkową ogromnej ilości miodu wylewającego się z ekranu i staranności w wypracowaniu wspaniałej przygody - dla poszanowania graczy i bogatego uniwersum. Po tylu latach posuchy, wielbiciele tej postaci wreszcie dostali grę, na którą czekali.   
Od pierwszych minut, wiemy już, że otrzymaliśmy produkt, który nie zawiedzie. Pokój Petera Parkera obwieszony jest wycinkami gazet ze znanymi łotrami, gdzieniegdzie walają się stare komiksy, a sam bohater przyciąga tosty siecią i w biegu zakłada strój pająka, mając na sobie bokserki z pajęczymi symbolami. Fani mogą poczuć się jak w domu. Analogiczna sytuacja była przecież w pamiętnym przez wielu Batmanie: Arkham Asylum. Klimatyczna wstawka z Jokerem i pierwsze zabójcze spojrzenie Killer Croca, nie tyle zwiastowały najlepszą grę w tym mrocznym świecie, co krzyczało z ekranu WRESZCIE TO JEST TO!
Bez owijania w bawełnę, najnowszy Spider-Man jest tym, czym była dla Batmana premierowa odsłona ekipy Rocksteady Studios - najlepszą dotychczas produkcją traktującą  o przygodach superbohatera i w 99% spełniającą oczekiwania komiksowych i kreskówkowych fanów, a także zwykłych śmiertelników, którzy chcieli się po prostu dobrze bawić.
Parker jest grubo ponad 8 lat od momentu włożenia pajęczego kostiumu, a historia rozpoczyna się od powstrzymania Wilsona Fiska, aka Kingpina - grubej ryby w półświatku przestępczym. Po czasie dowiadujemy się o tajnym projekcie 'oddechu diabła', w który to wplątane są postaci ciągnące historię w zaskakująco emocjonujący finał. Pomimo tego, że przygoda ma swoje wzloty i upadki, a dodatkowo rozkręca się dosyć powoli, rekompensuje ostatnim rozdziałem, który nazwałem ,,szaloną jazdą bez trzymanki''.
Przy tym, twórcy darowali nam powtórkę znanych motywów, w tym genezy pajęczaka i śmierci wujka Bena. Uff...

 

Spider-Man właśnie spadł na mój samochód i zbił przednią szybę...
Mogę wystąpić o odszkodowanie za szkody Spidey'ego?


Głównym aktorem przedstawienia są kolejno, postać człowieka pająka i projekt miasta, po którym chce się przemieszczać. To niesamowite, z jaką precyzją możemy lawirować między budynkami, z jaką interaktywnością przybijać piątki z przechodniami i zwinnym baletem ciosów obijać mordy oprychów, przy tym autentycznie czując się jak osoba obdarzona super mocami. Tutaj nie sterujemy dobrze animowanym zbitkiem pikseli z przypinką superbohatera. My nim jesteśmy. A to jest różnica i niezaprzeczalny plus w stronę uzdolnionej ekipy Insomniac Games, która w każdym detalu dała nam niesamowicie plastyczną w ruchu i emocjach postać ze wszystkimi znanymi nam elementami składowymi, które charakteryzowały zwykłego Petera Parkera i niesamowitego Spider-Mana.
Zaczynając od prześmiewczych żartów 'Spider-Copa jako obrońcy sprawiedliwości', po typowe dla pająka wygibasy, widziane tylko w filmowych adaptacjach, a kończąc na wykorzystaniu pajęczej sieci na tysiące sposobów. Fani docenią zaś, zgrabne dawkowanie przeróżnych akcentów humorystycznych, smaczków i nawiązań do komiksowych wydań (wspomniane TM-Semic).
Dzwoniąca ciocia May, podczas wykonywania misji i odpowiedź Parkera, że ogląda właśnie film o superbohaterach, to jedna z wielu momentów, przy których mimowolnie uśmiechamy się pod nosem. Cegiełki dodają inni bohaterowie, jak np: Rhino mówiący, że nie lubi 'ciuciubabuszki' lub Milesa grożącemu bandziorowi oryginalnym tekstem ,,chcesz w papę?''. Krótko mówiąc, komentarze Spider-Mana i niektórych osób rozwalają system. Szybkie podróżowanie daje nam widok herosa, który - jak gdyby nic - zasiada sobie w pociągu wśród cywilów, dodatkowo grzebiąc w komórce. Zresztą pewna scenka z żółtą poświatą padającą na pociąg, nie przypomina wam kadru okładki komiksu nr.6 z 1990r.? Fotografowanie i szukanie plecaków również ujawnia masę fanowskich smaczków. Dodajmy do tego przezabawne audycje radiowe prowadzone przez nadmiernie porywczego J. Jonaha Jameson'a i fikcyjny profil społecznościowy Parkera, będący niejako zbiorem prześmiewczych komentarzy na temat poczynań pająka - a otrzymamy pełen obraz klimatu, jakim od zawsze cechowały się przygody Spidey'ego.     

 

 

Przemieszczanie się w świetnie zagospodarowanej metropolii i bujanie się na sieci w powietrznych akrobacjach jest drugim aktorem spektaklu o nazwie - krok po kroku, jak ostrożnie zbierać szczękę z podłogi.
Po odpowiedniej wprawie (to nie jest jedno-przyciskowy Assassyn) można wykonywać cuda, zawstydzające inne gry w otwartym świecie na przynajmniej kilku płaszczyznach.
Nurkowanie z wieżowca, bieganie po ścianach z możliwością zaczepienia narożnika budynku, do szybkiego zakrętu, przelatywanie przez barierki, betonowe rury i zewnętrzne schody, automatyczny parkour z typowymi dla pająka przewrotami, powietrzne sztuczki, wywijasy. Jest tego masa! A przecież nie zapominajmy o standardowych umiejętnościach jak wspinaczka po ścianie, tudzież suficie i podwieszanie się na pajęczynie. Pajęczy zmysł, szybkie fapowanie rękami, aby wystrzelić serię z sieci, zaczepianie się pajęczyny o budynek zgodnie z logiką (nie ma mowy o strzelaniu w powietrze). To wszystko sprawia, że immersja z superbohaterem, jakim jest człowiek-pająk - wskakuje na niebotyczną wręcz do uzmysłowienia, skalę. A samo miasto? Znajduje się tak pomiędzy tym co prezentuje seria Grand Theft Auto, a Batmany od Rocksteady (oczywiście oprócz Arkham Asylum). Wśród oceanu stalowych konstrukcji w powietrzu, gdzie każdy budynek ma ,,trójwymiarowe'' wnętrza widziane za oknami, a dachy są w większości przypadków arenami do walk z bandziorami, to schodząc na ziemię, jesteśmy świadkami zadziwiająco sprawnie zrealizowanego życia miejskiego.
Ludzie sms'ują, snują się po parku, a taksówkarze z uporem maniaka trąbią w swoich żółtych kabrioletach. Po dynamicznym zeskoku na chodnik, niektórzy (chyba z wrażenia) potrafią się przewrócić, zdarzy się komuś opluć nasze zasługi, czy skomentować sam wygląd stroju. Jest sympatycznie. I  pomimo tego, że większość czasu spędzamy bujając się między osiedlami tam na górze, to na dole postarano się o nadanie wszystkiemu ,,umownej'' aktywności miejskiej.  
Powtórzę jeszcze raz. Feeling z bycia bohaterem i symbioza z miastem dawno nie była tak świetnie ukazana, jak w omawianym tytule. Jedynym porównywalnym tytułem, który przychodzi mi do głowy to pierwszy InFamous na PlayStation 3. Wystarczy wspiąć się na najwyższy wieżowiec, podelektować się panoramą miasta, zanurkować z oszałamiającą prędkością w kierunku odległych miniaturek i poczuć ten wiatr we włosach. Wystarczy tuż przed upadkiem wystrzelić sieć, otrzeć tyłkiem o koronę drzewa i usłyszeć samochodowe klaksony z przestraszonym okrzykiem kobiety 'O boże!', aby poczuć się jak prawdziwy bohater.

 


Dla osoby, która zjadła zęby na wszelakich Batmanach, Assassynach i Mordorach, nie będzie zbyt dużym zaskoczeniem jeśli powiem, że cały trzon rozgrywki opiera się na walce, eksploracji miasta  z obowiązkowymi aktywnościami pobocznymi i sporadycznymi misjami rodem z kryminału.
Zacznijmy może od najważniejszego. Klepanie po mordach. Pajęczy balet, szybkie prześlizgiwanie się między nogami, przyciąganie, odrzucanie, przyklejanie siecią, zmyślne gadżety i niesamowite piruety. Zaryzykuje stwierdzeniem, że walka w najnowszej grze Insomniac Games przewyższa o klasę znanemu wszystkim nowatorski ,,nietoperzowy'' system mordobicia. Jakby to powiedzieć - dzieła Rocksteady w swojej widowiskowości stawiały na 2 przyciskowe kombinacje, tutaj z większym zaangażowaniem gracza przychodzi większa satysfakcja, połączona z niesamowicie artystycznym baletem zagrań, który daję masę frajdy. Co ważne, nie jest to kalka znanej mechaniki z gacka.
Do zmyślnych combosów dochodzą gadżety m.in. bomba rozbryzgująca sieć, która przykleja nieszczęśników do wszelakich powierzchni, specjalne właściwości kostiumów (elektryczne rękawice, obniżona grawitacja) i pomniejsze perki, zazwyczaj podnoszące umiejętność leczenia, czy skradania.
Sama drabinka umiejętności została idealnie dopasowana do długości rozgrywki, odblokowując ciekawe rozwiązania w kolejnych etapach gry.
Twórcy postanowili zastosować system zbierania żetonów do rozwoju postaci. Na ten przykład żetony naukowe zdobędziemy wykonując różnorodne zadania poboczne polegające w głównej mierze na oczyszczeniu miasta z wszelakich chemicznych substancji. Zaś żetony przestępstw, jak sama nazwa wskazuje, zgarniemy po rozprawieniu się z losowym zdarzeniem, czy to rabusiami włamującymi się do sklepu, czy pomagając policji w pościgu za groźnymi Romanami.
W setkach misji pobocznych rozsianych po średnich rozmiarów terenie, obawiałem się, że w połowie rozgrywki wkradnie się wielce niepożądana nuda, przeplatana monotonnością wykonywania tego samego.    
Na szczęście część zadań ,,popierdółek'' w postaci robienia zdjęć, szukania plecaków, czy łapania gołębi jest niejako wpleciona w drogę między swobodnym bujaniem się na sieci, a wykonywaniem głównych zleceń. A co za tym idzie? Nie odczuwamy straconego czasu, ponieważ wszystko robi się w kilka sekund.
Zarówno zadania poboczne, jak i fabularne wykonane są starannie. W niektórych można poczuć ,,smak dawnych lat'', kiedy to głównym celem nie jest dorwanie osoby, czy zaniesienie przedmiotu, a zwykłe pobranie próbek toksyny zanieczyszczającej powietrze, czy wizyta na balu przebierańców, rozbijając w humorystycznym fragmencie kulę pana Mys...

 


Fajne jest to, że pomiędzy kolejnym mordobiciem, a fabularnym zapychaczem, możemy wcielić się w zupełnie inną postać. Poskradamy się trafiając na prostą zagadkę i odwiedzimy laboratorium Dexte...tfu, doktora Otto Octaviusa rozwiązując kilka prostych zadań logicznych (kto pamięta układanie rur hydraulicznych odprowadzających wodę w Bioshocku?). Samo wymuszanie aktywności pobocznych, w celu rozwijania naszego herosa nie jest złym posunięciem, w momencie, kiedy owe zadania wykonuje się przez większość gry z niepohamowaną radością. To jest jeden z nielicznych tytułów z otwartym światem, w którym brzydko mówiąc - nie rzygałem ogromem niepotrzebnych czasopochłaniaczy.
Ktoś się zapyta, a co z opcją skradania? Jak prezentuje się walka z odwiecznymi rywalami pajęczaka? Cicha eliminacja sprawdza się dobrze i tylko dobrze. Obowiązkowe podświetlanie wrogów, świetne animacje ogłuszania, ciche zakradanie się za plecami i standardowa ślepota na wiszące kokony unieruchomionych przeciwników. AI należy piętnować za każdym razem, jednak zdaję sobie sprawę, że w grach to walka z wiatrakami, bo przecież rozgrywka nie może być zanadto realistyczna, a raczej sprawiać radość, podając na tacy umiarkowane wyzwanie.
Właśnie wyzwanie. Wybierając najwyższy poziom trudności z możliwych, tylko przez kilka pierwszych godzin miałem problemy. Wraz z kolejnymi mocami i gadżetami, człowiek-pająk staje się zbyt silny, aby lądować w piachu niczym w serii Souls. A szkoda.
Wisienką na torcie w Spider-Manie od zawsze byli antagoniści. Venom, Green Goblin, Lizard i Sandman. A to tylko cząstka ze znanych i lubianych tworów Stana Lee.   
Powyżej wymieniona zgraja nie pojawiła się niestety w opisywanej grze, jednak żaden fan nie będzie zawiedziony, po tym co będzie mógł przeżyć z arcyciekawymi wrogami pajęczaka. Jednym z nich będzie m.in Shocker, Vulture i Rhino.
Potyczki z największymi łotrami są w większości świetnie zrealizowane, wieloetapowe i z wyreżyserowanymi wstawkami QTE, które muszą się podobać. Jest miejsce na skradanie, odpowiednią taktykę, czy nawet ,,pojedynek'' w umyśle Parkera.
Jeśli miałbym się przyczepić, to tylko ze względu na złe dawkowanie samych walk, które nie występują w równych odstępach czasowych. Niby wszystko jest wytłumaczone fabularnie, ale walki były z lepszym smakiem podawane np: w Arkham Asylum. Również samo skradanie jest sztuką dla sztuki, bo większych korzyści oprócz samej satysfakcji nie dostaniemy.

 

Spider-Man właśnie do mnie zagadał w metrze. Rozmawialiśmy o ufo, kosmosie i takich tam.

Koleś jest naprawdę niegłupi.


Strona graficzna to majstersztyk. Przepiękna panorama miasta rozciągająca się w obrębie wyspy, zachodzące słońce, które otula zróżnicowaną architekturę i morze detali, sprawiające, że chce się tu być. Od ochoczo biegających wiewiórek w parku, po parę wydobywającą się z pokrywy kanalizacyjnej, aż po szczegółowość przywdzianego kombinezonu i plastyczność rozbryzgu pajęczyny, a kończąc na detalach pokroju krótkiej informacji na wystrzelonej rakiecie ,,gwarancja zabicia pająka''. A przecież nie wspomniałem o genialnym trybie fotograficznym, czy automatycznie zmienianych porach doby. W nocy, podczas deszczu wygląda to jeszcze lepiej.
W kolejnej części poproszę tryb FPP, odbicia na szybie podczas skoku na szklany wieżowiec i dynamicznie zmieniającą się pogodę...a będzie perfekcja w czystej postaci!
Nasi przyjaciele i wrogowie są fajnie nakreśleni, niektórym zmieniono cechy charakteru (ahh, Mery Jane), a cała opowieść w przynajmniej kilku momentach mocno ściska za gardło, oferując przy tym wciągające rozwiązania fabularne. Nie jest to nic nadzwyczajnego, historia po prostu idealnie dopełnia nasze zmagania.
Dubbing, wraz ze ścieżką dźwiękową wypadł przekonująco. Może podobać się zwłaszcza ,,Avengersowy'' motyw przewodni podczas bujania się po mieście między budynkami, a także tajemnicze melodie, które wyrwane zostały chyba z ,,Archiwum X''. Głosy postaci i wcielający się w nich aktorzy sprawują się nad wyraz dobrze. I chociaż zdarzają się wpadki pokroju przechodniów komentujących po angielsku, czy źle dobranego głosu, to w większości nie można kręcić nosem.
Czy Spider-Man ma znaczące wady, które spowodowały obniżenie oceny? W sumie nie. Mógłbym wymienić tu stare rozwiązania gameplayowe, łączenie znanych sandboksowych klocków i klasycznych sytuacji głupoty sztucznej inteligencji, która od lat nie potrafi zobaczyć, czy usłyszeć towarzysza znikającego 2 metry obok. Musiałbym z góry obniżać, każdemu zaliczonemu tytułowi ocenę o przynajmniej jedno oczko, a o to tutaj nie chodzi. Chodzi o dobrą zabawę. A exclusive na PS4 zapewnia beczkę miodu pełną słodyczy, która wylewa się zasypując dodatkowo perfekcyjnie oddanym klimatem czerwono-niebieskich landrynek i watą cukrową z pajęczyny.

 

 

 

 


Było już tyle słów pochwalnych w sieci (sic!) na temat nowego Spider-Mana, że ciężko mi napisać oryginalne podsumowanie, które jeszcze bardziej zachęcałoby niezdecydowanych. Powiem tak. Możecie wierzyć, albo i nie, ale był u mnie gościu w lateksowym czerwono-niebieskim stroju i powiedział, że jeśli nie wystawię jego ulubionej grze najwyższej możliwej oceny to sfapuje mnie siecią prosto w twarz! Nie chciałem ryzykować...

Moja reputacja na ppe.pl spadłaby do zera, więc zmuszony byłem wystawić adekwatną ocenę...

O nie...(fap,fap,fap) przykleliły mij się klawizszwe klawiatyuetry do pallcyc (fap,fap,fap)...mmm,ymmm...

 

Ta gra jest niesamowita! Mówię wam! 10/10

[Peter Parker]

 

P.S. Screeny są mojego autorstwa

P.S. Teksty z cytatów pochodzą z profilu Spider-Mana w grze, który znajduje się pod ksywką NYCWallCrawler.