Przyznaję się bez bicia - byłem ignorantem i przez długi czas sądziłem, że wirtualna rzeczywistość nadaje się wyłącznie do gier FPP (a i tak nie do wszystkich). Jeszcze rok temu PlayStation VR nigdy nie utożsamiałbym z gatunkiem platformówek, a teraz to właśnie Moss, czy recenzowany Astro Bot rozdają karty pokazując innym, jak tworzyć gry w obrębie wirtualnej rzeczywistości.

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #1

Zacznijmy jednak od początku. Astro Bot: Rescue Mission to rozwinięcie darmowej minigry z PS Store, która próbowała pokazać zalety VR świeżym posiadaczom PS VR. Była to prosta platformówka z krótkim etapem, gdzie biegaliśmy małym robocikiem, zbieraliśmy liczne monety i ratowaliśmy pobratymców. Pomimo prostoty, wielu użytkowników było na tyle oczarowanych tym technologicznym demem, że Sony ugięło się pod naporem fanów i postanowiło przygotować pełnoprawną produkcję utrzymaną w podobnym stylu. Zwiększono jednak skalę projektu, znacznie go rozbudowując i rozwijając o liczne pomysły nieobecne w demie.

Statek Astro Botów został zaatakowany przez obślizgłego obcego, który nie tylko zniszczył pojazd naszych bohaterów, ale i sprawił, że prawie cała załoga została rozsiana po pięciu światach. Tylko jeden robot uniknął tragicznego losu i to właśnie na jego metalowych barkach spoczywa obowiązek uratowania reszty swoich przyjaciół oraz naprawy statku, aby wymierzyć należytą sprawiedliwość kosmicznemu adwersarzowi. W ten sposób rozpoczyna się przygoda pełna akcji, gdzie historia to ledwie obecny pretekst, a na pierwszym miejscu postawiono słowo "zabawa".

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #2

Przygotujcie się na na masę skakania i kolekcjonowania wszechobecnych monet. Astro Bot to szalenie rajcująca i potwornie pomysłowa platformówka z krwi i kości, która w dodatku w paru miejscach wzoruje się na najlepszych przedstawicielach gatunku. Kilka patentów od razu przywodzi na myśl ostatnie odsłony trójwymiarowych przygód Mario. Sam feeling skakania (świetny swoja drogą!), czy część rodzajów przeszkadzajek i wrogów od razu skojarzy Wam się z ikoniczną serią Nintendo.

Dodajcie jednak do tego całą skrzynię własnych genialnych pomysłów, które w VR najzwyczajniej w świecie ryją głowę i powodują, że uśmiech nawet na moment nie schodzi z twarzy. Zabawy perspektywą i głębią niejednokrotnie potrafią spowodować istny opad szczeny, a przez większość przygody nie sposób powstrzymać efektu "wow". Pokonując kolejne cudnie wykonane lokacje byłem pełen podziwu dla projektantów i ich kreatywności.

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #3

Podczas zabawy nie tylko sterujemy przesłodkim robotem, ale i korzystamy z naszego całego ciała. Co jakiś czas musimy dosłownie skorzystać z głowy, aby rozbić przeszkodę, czy pokonać latającego wokół przeciwnika. Często do wykonania skoku lub odnalezienia ukrytego sekretu musimy się mocno pochylić i spojrzeć z odpowiedniej strony na czyhający na nas problem. Najfajniejsze jest to, że wszystko jest komfortowe i ani razu nie sprawia wrażenia wymuszonego.

Platformy i cała rozgrywka została idealnie opracowana wokół trzonu VR, a twórcy nie zapomnieli również o unikalnych cechach DualShocka 4. Rzucanie shurikenami, wykorzystywanie specjalnej linki, czy działka wodnego - wszystko to działa intuicyjnie i korzysta z absolutnie każdej wyjątkowej cechy urządzeń Sony. Nie jest również nachalne i sprawia mnóstwo frajdy. Dmuchawiec stoi na Waszej drodze i nie możecie przejść dalej? Dmuchnijcie w niego, a rozwieje się po całej lokacji zmieniając środowisko. Takie motywy od razu przypominały mi pierwszy kontakt z wiekowym Nintendo DS-em.

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #4

Pod tym względem Astro Bot przypomina także mocno Tearaway z Vity, równie szalenie pomysłową produkcję, która choć była pełna genialnych patentów, to nie została należycie doceniona przez graczy. Widać, że autorzy się wysilili i najpierw wpadli na kilka ciekawych pomysłów, a dopiero potem stworzyli z myślą o nich ciekawą rozgrywkę, która potrafi się sama obronić.

Pod wieloma względami Astro Bot jest wręcz przełomowy i rewolucyjny. Ostatni raz moje obcowanie z gatunkiem zostało tak wywrócę do góry nogami, gdy twórcy przeskoczyli w pełni do ery pełnoprawnego trójwymiaru. Jeden jedyny zarzut, jaki mam wobec rozgrywki to fakt, ze mamy do czynienia z grą dla dzieci i miejscami czuć to w poziomie trudności. Nie sposób zaciąć się na dłużej, a przeciwnicy i bossowie nie sprawiają większych problemów.

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #5

Kilka rzeczy jest zautomatyzowanych, więc przykładowo biegnąc po linie nie musimy się martwić o żadną precyzję, która przecież była zawsze istotnym elementem platformówek. Troszkę mnie to rozczarowało i żałuję, ze nie przewidziano trudniejszego wariantu zabawy dla bardziej doświadczonych graczy. Zwłaszcza, że pokonanie pięciu światów nie powinno Wam zająć więcej niż 5 lub 6 godzin. Oczywiście mamy do dyspozycji dodatkowe wyzwania, a i poszukiwanie ukrytych robotów wydłuży nieco ten czas.

Trudno mi w to uwierzyć, ale Astro Bot to faktycznie platformówka wręcz ocierająca się o ideał! Rozgrywce nie sposób cokolwiek zarzucić poza zbyt niskim poziomem wyzwania, a wykorzystanie VR sprawia, że skakanie po platformach bawi bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Od pierwszej chwili aż po sam koniec produkcja dostarcza wprost fantastycznych doznań. Najmłodsi nie będą chcieli zdjąć PS VR z głowy, a i starsi gracze będą oczarowani większością aspektów zabawy. Sony faktycznie dostarczyło jedną z najlepszych gier VR na rynku, a przy tym jedną z najciekawszych platformówek ostatnich lat.

Astro Bot: Rescue Mission PSVR recenzja #6

To właśnie Astro Bota wskazałbym jako jedną jedyną grę, w którą powinien zagrać każdy sceptycznie nastawiony do VR. Tytuł świetnie obrazuje niesamowite zalety tej technologii, a przy tym nie jest żadnym ograniczonym doświadczeniem. Dla mnie po prostu system seller, który zasługuje na jak największy sukces i uznanie graczy. Zwłaszcza, że grę na premierę idzie wyrwać w wyjątkowo atrakcyjnej cenie oscylującej w okolicach 139 zł.