Prawda jest jednak taka, że Dark Souls nigdy nie było przesadnie trudną grą. Wręcz przeciwnie – zaprawieni w bojach po Demon's Souls gracze czuli się jak ryba w wodzie i nie mieli z drugimi Soulsami większych problemów. Ale popularność przynosi negatywne aspekty i w oczach ludzi grających pół życia zawodowego na najłatwiejszym poziomie trudności w symulatory chodzenia, Dark Souls było największym wyzwaniem, z jakim musieli się zmierzyć.

Dark Souls Remastered #1

Dark Souls słynęło także z wyjątkowo słabej warstwy technicznej, zarówno na konsolach, jak i PC. Konsolowe wydania były brzydkie, miały ogromne problemy z płynnością (kto choć razy był w Blighttown na PS3, ten wie, o czym mówię), a połączenie sieciowe przez długi czas pozostawiało sporo do życzenia. O PC-towym porcie można opowiadać wiele, ale najwięcej mówi fakt, że gdyby nie Durante ze swoim DSFix, który pozwolił grę odpalać w wyższych rozdzielczościach, aktywować wygładzanie krawędzi, to gra nigdy nie osiągnęłaby tam takiego sukcesu. Dlatego też wydanie remastera było potrzebne.

Polskie studio QLOC, które na portowaniu gier z poprzedniej generacji zna się jak mało kto, postanowiło usprawnić Dark Souls Remastered wyłącznie na poziomie warstwy technicznej, nie zmieniając niczego w rozgrywce poza pewnymi poprawkami w interfejsie czy wpuszczeniem do gry sieciowej większej liczby graczy. Z jednej strony rozumiem decyzję wydawcy, bo jednak Dark Souls bez zmian jest świetną grą, z drugiej strony – problematyczna kamera to coś, co chętnie zobaczyłbym w lepszym wydaniu.

Dark Souls Remastered #2

Graficzne odświeżenie tytułu pociągnęło za sobą parę nowych tekstur, grę w 1080p (lub rozdzielczości wyższej na PS4 Pro), a także (przede wszystkim) 60 klatek na sekundę. Ktoś, kto powie, że to żadne osiągnięcie przy takiej grze, może i ma rację, ale efekt końcowy jest wart remastera. Nie dość, że gra po prostu reaguje szybciej i lepiej na nasze polecenia, to wreszcie można w spokoju przemierzać niesławne Blighttown, gdzie spadki na PS3 dochodziły do 12 klatek na sekundę przy zerowej widoczności.

Oczywiście trzeba być świadomym tego, że to stara gra i już w momencie premiery była niezbyt imponująca graficznie. To, co maskowała niższa rozdzielczość, tutaj czasami wychodzi na wierzch i nie ratują tego trochę lepsze tekstury czy dołożone subtelne efekty graficzne... choć nowy silnik odpowiedzialny za oświetlenie w wielu lokacjach robi robotę.

Dark Souls Remastered #3

W przypadkach takich jak ten, często pada pytanie, do kogo właściwie kierowany jest remaster. Nie ukrywajmy - osoby, które kontakt z gatunkiem soulslike zaczęły od Bloodborne'a, będą miały spore problemy w przestawieniu się. Dark Souls jest dużo wolniejsze, sztywniejsze w rozgrywce, a przez to - bardziej nieprzyjemne. I właśnie ta grupa może poczuć, że gra jest niesprawiedliwie trudna. Z drugiej strony mamy weteranów serii, których i tak nie trzeba przekonywać, bo w Dark Souls Remastered zagrają. Może niekoniecznie w cenie premierowej (bo 169 złotych to trochę za dużo w mojej opinii), ale przy pierwszych obniżkach - owszem.

Warto się jednak zainteresować Dark Souls Remastered. W pakiecie dostajemy dodatek "Artorias of the Abyss", który pozwala nam zmierzyć się z okropnie trudnymi bossami, zaliczając także niesamowitą walkę z Artoriasem. Podstawka Dark Souls charakteryzuje się za to najlepszym designem poziomów w całej serii, świetną muzyką i niezapomnianymi momentami. Jest też najbardziej oszlifowana, jeśli chodzi o całą kreację świata i historię, jaką poznajemy. Walka z Ornsteinem i Smoughiem nadal jest piekielnie trudna, potyczka z Gwynem niesamowita i nawet Bed of Chaos, które jest dziełem kogoś szalonego, tego nie zmienia.

Dark Souls Remastered #4

Jeśli wracać do Dark Souls, to tylko w remasterze. Gdy zagracie w 60 klatkach, nie będziecie w stanie przestawić się ponownie na filmowe 15 FPS-ów oryginału z poprzedniej generacji.

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Kod do recenzji dostarczyła Cenega.