Nie ukrywam, że o Apocalipsis: Harry at the End of the World usłyszałem w momencie, kiedy ogłoszono, że narratorem opowieści zostanie Adam „Nergal” Darski – wokalista deathmetalowego zespołu Behemoth. Jednak kontrowersyjny lektor to nie wszystko, co ma do zaoferowania ta gra. Mamy tu bowiem do czynienia z point and clickiem, który został okraszony ciekawą stylistyką i historią czerpiąca z takich dzieł jak Boska komedia Dantego Alighieri czy mit o Orfeuszu i Eurydyce.

Apocalipsis: Harry at the End of the World #1

Młody chłopak o imieniu Harry traci swoją ukochaną Zulę. Została ona oskarżona o uprawianie czarów i skazana na śmierć. Jego uczucie jest tak wielkie, że decyduje się wziąć pod zastaw swoją duszę i odprawić rytuał, jaki może przywrócić dziewczynę do życia. Dzięki czarom przenosi się do różnych miejsc, by odnaleźć wejście do zaświatów, skąd zabierze utraconą miłość. Niestety, przedstawienie fabuły mogłoby być trochę lepsze, ponieważ cutscenki występują tu rzadko, a jak już są, to ich treść jest dość niejasna. Prawdopodobnie zamysł twórców był taki, żeby ich historia zmuszała gracza do własnej interpretacji, ale mimo wszystko parę rzeczy wymaga lepszego wyjaśnienia.

Lokacje, mimo stylizowanej grafiki, są dosyć różnorodne – przykładowo odwiedzimy zamek z lochami oraz opuszczoną wioskę. Na swej drodze Harry spotyka osoby takie jak niedożywiona wieśniaczka czy olbrzym, którego twarz jest połączona z klatką piersiową. Niecodzienne postacie i wydarzenia, jakich będziemy świadkami, mają nam uświadomić, że wobec śmierci wszyscy są równi, niezależnie od stopnia społecznego czy cierpienia doznanego za życia. Surrealistycznym widokom wtóruje minimalistyczna muzyka, dzięki której odczuwamy wewnętrzny niepokój, poznając fabułę. Jest ona klimatyczna, ale jednak po chwili da się zauważyć, że to kilka zapętlonych utworów. Kawałki są do siebie bardzo podobne, przez co mamy wrażenie, że cały czas słuchamy tego samego. Jedynym wyróżniającym się momentem jest krótki cytat z twórczości Behemotha wpleciony w jedno z zadań.

Apocalipsis: Harry at the End of the World #2

Wspominając o obecności polskiego zespołu, trzeba napisać, jak w roli lektora spisał się Adam Darski. Z jednej strony, jeśli chodzi o kwestię warsztatową, to zarówno w wersji polskiej, jak i angielskiej wypadł nieźle. Z drugiej strony dobrze, że tekstu do nagrania nie miał dużo i wstawki z nim nie są za częste, ponieważ w obu wersjach językowych głos narratora jest źle zrobiony. Na zakulisowym filmiku widać i słychać, że autorzy postarali się, aby sprzęt do nagrywania był porządny, jednakże tego samego nie mogę powiedzieć o postprodukcji. Kiedy pojawiają się kwestie Nergala, bardzo wyraźnie słychać, że jego wokal jest strasznie przesterowany.

Jeżeli chodzi o rozgrywkę, tutaj nie jest źle, choć szybko da się zauważyć pewien schemat łamigłówek. Zazwyczaj wszystkie sprowadzają się do tego, że zbieramy przedmioty, tworzymy z nich narzędzia i wykonujemy interakcje w odpowiedniej kolejności. Od czasu do czasu będziemy też mieli do czynienia z zagadkami środowiskowymi. Abyśmy nie czuli znużenia, twórcy zaimplementowali dodatkowo standardowe pomysły w postaci puzzli czy zagadek z rurami i to one wyróżniają się w aspekcie poziomu trudności, ponieważ pozostałe są stosunkowo proste. Jakby tego było mało, to do przejścia jest kilka misji zręcznościowych, gdzie musimy odpowiednio szybko naciskać przycisk, aby postać zdążyła się przemieścić zanim zginie. W moim odczuciu nie wnoszą one jednak niczego ani do fabuły, ani do rozgrywki.

Apocalipsis: Harry at the End of the World #3

Niektóre z oferowanych zagadek zaimplementowano tylko po to, aby wydłużyć czas gry. Tytuł można ukończyć za jednym posiedzeniem, ponieważ całość pęka po około trzech godzinach. Trzeba jednak pamiętać, że mamy do czynienia z produktem, który na Steamie kosztuje 30 złotych. Biorąc pod uwagę, że gra oferuje dwa zakończenia, to za taką cenę spędzenie sześciu godzin jest dobrą perspektywą.

Apocalipsis: Harry at the End of the World to niecodzienna produkcja zasługująca na to, aby dać jej szansę. Choć stylistyka i klimat opowieści mogą się wydać nieco przerażające, to jeśli jesteście fanami Zbigniewa Beksińskiego i starych jak świat point and clicków, to nie pozostaje Wam nic innego, jak zagrać w tę produkcję.

Grę do recenzji dostarczył Klabater.