Remastery. Twór tak samo potrzebny, jak i niepotrzebny. Mi osobiście nie wadzą, a czasem nawet sięgnę sobie po jakiś tytuł z czasów peestrójki. Kiedy w 2010 roku grałem w oryginalne Darksiders (PS3), z miejsca zauroczyło mnie ciekawym pomysłem na świat, swoim bohaterem oraz - jak na tamte czasy - niezłą grafiką. Teraz, po sześciu latach, znalazłem powód, by wrócić do gry, ale już na mocniejszym sprzęcie. Pewne oczekiwania zatem wzrosły, ale o tym za chwilę. Nie należę też do tej grupy graczy, dla których piękna grafika jest wyznacznikiem poziomu zainteresowania danym tytułem. Bawię się świetnie przy Uncharted 4: Kres Złodzieja (PS4), przeniesionym z telefonów Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas (PS4) czy rozpikselowanym Shovel Knight (PS4). Marketingowe cyferki nie robią na mnie większego wrażenia, więc zapowiadane 1008p i 60 klatek na sekundę przyjąłem do wiadomości i postanowiłem po premierze to skonfrontować z Warmastered Edition (swoją drogą świetny podtytuł).

Szybkie objaśnienie dla osób niezaznajomionych z oryginałem – Darksiders (PS3) to opowieść o jednym z czterech Jeźdźców Apokalipsy, który podstępem został wezwany, by przynieść zagładę Królestwu Ludzi. Postawiony za to przed sądem prastarej Rady Spopielonych, przysięga odegrać się na oszustach. Tak zaczyna się dość długa i pełna niebezpieczeństw przygoda Wojny. Żeby za dużo nie zdradzać tym, dla których będzie to pierwsza styczność z tytułem, powiem jeszcze tylko, że wraz z postępem w grze nasz bohater zdobywa nowe umiejętności oraz wyposażenie, a walki z bossami są niekiedy naprawdę wymagające pod kątem taktyki i refleksu. Sama historia ostatecznie wydaje się znacznie bardziej zawiła niż pierwsze minuty mogą na to wskazywać.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, dzieło oryginalnie stworzone przez Vigil Games jest przedstawicielem gatunku przygodowych gier akcji. Co do systemu walki, uspokajam - jest on nieskomplikowany, szybko da się go nauczyć i nie zasypuje nas przekombinowanymi, niesamowicie długimi kombinacjami ataków. Do dyspozycji oddane zostają nam różne rodzaje oręża, wśród których warto zatrzymać się m. in. przy ogromnej rękawicy budzącej skojarzenia z Hellboyem. Ktoś może zapytać o długość gry. Odpowiadam – bez pośpiechu, zbierając po drodze, co wpadnie w oko, ukończenie zajmuje około 20 godzin. Dobry wynik jak na grę miksującą akcję, eksplorację i rozwiązywanie niezbyt skomplikowanych (poza tymi z końcówki gry) zagadek.

Z uwagi na to, co pisałem wcześniej, gra z początku wydawała mi się, mówiąc delikatnie, niezbyt urodziwa. Po paru godzinach zdałem sobie jednak sprawę, że ten tytuł wygląda z grubsza tak samo jak w momencie swojej premiery na PS3. Oczywiście mamy znacznie podbitą rozdzielczość i kilka nowych efektów specjalnych, ale te spowszedniały na tyle w tej generacji gier, że po prostu ich nie zauważyłem bez porównywania bezpośrednio obu wersji. Zmiany objawiają się dopiero, gdy weźmiemy pod lupę aspekty gry, na które ma wpływ podniesiony framerate (do stałych 60 klatek na sekundę) – czyli chociażby dużo płynniejszą i przyjemniejszą w obsłudze kamerę.

Pierwotnie wydana między innymi na PlayStation 3 wersja pozbawiona była polskich napisów. Dzięki remasterowi, ten błąd został naprawiony i gra może pochwalić się kinową wersją, która została zrobiona bardzo dobrze. Nie zauważyłem źle przełożonych kwestii czy jakichkolwiek technicznych problemów ze spolszczeniem. Jeśli to Wasz pierwszy kontakt z tym tytułem, to w tej kategorii wystawiłbym mu mocne 9/10. Patrząc jednak na sam remaster – nie jest idealnie. Prawdę mówiąc, całość jest najwyżej dobra. Deweloper mógł zrobić znacznie więcej w technicznych aspektach, by Darksiders: Warmastered Edition (PS4) lepiej broniło się na konsolach tej generacji.