Tylko strzelaj

 


Wasz jedyny, niepowtarzalny, niepokonany...dobra to już było. Ja, CL4P-TP, mam dla Was niesamowity zestaw Claptrap Game of the Year! Z przyczyn czysto robofobicznych nie wykorzystano tej nazwy i wybrano błahe Borderlands 2 GOTY. Mniejsza o to. Poza standardową edycją gry, w drugim równie standardowym pudełku znajdziecie niesamowite dobra. Dla spragnionych misji czekają cztery kampanie (Captain Scarlett and Her Pirate's Booty, Mr. Torgue's Campaign of Carnage, Sir Hammerlock's Big Game Hunt oraz Tiny Tina's Assault on Dragon Keep). Mało? To co powiecie na aktualizację potęgi postaci, która pozwoli rozwinąć Wam skrzydła do 61 poziomu? Nadal mało? Może dwie dodatkowe postacie – Gaige the Mechromancer i Krieg the Psycho ukoją Wasz niedosyt? Wciąż mało? Co z Wami do jasnej matrycy! Ok, mam jeszcze pakiet głów, skórek oraz lokację The Creature Slaughter Dome, gdzie dzień zaczyna się od rzeźni i na niej kończy. To by było na tyle...ha, ha nabraliście się. Jako, że znany jestem z dobroci dla swych sług, dodaję jeszcze Gearbox Gun Pack (trzy spluwy od twórców), złoty klucz (do użycia w Sanctuary) oraz Vault Hunter's Relic - dający 5 % więcej szans na rzadki lot...to jest loot. Jeśli to Wam nie wystarczy to wypchajcie się i pograjcie w Cmoknij Claptrapa tam gdzie oleju brak.

 


 


Misja jest banalnie prosta – pokonać Przystojniaka Jacka (Handsome Jack). Ten łotr o pięknym licu pragnie zdobyć kompletną władzę nad Pandora i jej ukrytymi dobrami. Zrobi wszystko co tylko w jego niecnej mocy. A środki ma liczne...w sensie roboty uzbrojone po zęby. Lądując na naszej wspaniałej planecie pięć lat po wydarzeniach ukazanego w dokumentalnej grze Borderlands, szybko się przekonacie, że broń to Wasz najlepszy przyjaciel - zaraz po mnie. Najpierw jednak musicie wybrać sobie postać, której osobowość przejmiecie. Skład uległ całkowitej zmianie wizualnej, ale podczas podroży nat...natra...zzzz.gzzz...natraficie na bohaterów poprzedniej części. Co więcej, będziecie walczyć u ich boku. Uwielbiam zjazdy rodzinne, gdy można wspólnie zabijać innych...to takie piękne...Przepraszam, wzruszyłem się. Przepastne połacie terenu możecie również pokonywać w towarzystwie trzech innych graczy. Wszystko nabiera wtedy nowych barw, bo w kupie raźniej, nawet jeśli to czyjaś kupa.


Większość przygód jakie znajdziecie w tej porąbanej galaktyce szybko się kończy. Na Pandorze jest inaczej. Czeka Was dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuga podróż i dziesiątki zadań – niektóre pozwalają nawet na drobne wybory. Dziewiętnaście podstawowych misji uzupełniają tony innych. Niektóre opierają się na prostych założeniach w stylu – przynieś, wynieś, pozamiataj, ale nikt nie jest doskonały. Ważne, że na nudę nie sposób cierpieć, bo wszystko co otrzymujecie jest różnorodne. A wspominałem o świetnych dodatkowych kampaniach? Tak? Cóż, ale na pewno nie mówiłem, że znajdziecie w nich łącznie ponad 30 głównych misji i osiemdziesiąt trzy poboczne! A wszystko to dzięki mnie, Waszemu władcy, który nie znosi sprzeciwu i POZABIJA WSZYSTKICH STAWIAJĄCYCH OPÓR...przepraszam, mam takie małe błędy w oprogramowaniu od pewnego incydentu z mała rewolucją i międzyplanetarnym zabójcą ninja.

 


 


A teraz najlepsze, czyli bazylion broni, które dla Was przygotowałem. Dobra, może nie do końca sam, ale to szczegół. W końcu dzieci w podziemiach też muszą mieć co robić. Prawda? Przechodząc do sedna - będziecie znajdować tyle broni, że handlarze z tej zapyziałej Ziemi, by się zarumienili. Spluwy wypadają ze wszystkiego – wrogów, skrzyń, skrzynek, skrzyneczek. Mówiłem o wrogach? Dostajecie je także w prezencie od postaci za wypełnianie misji. Możecie grać o nie na jednorękim bandycie, kupować w sklepach (asortyment zmienia się systematycznie). Każda pukawka ma unikalne statystyki i zdolności takie jak np. ogień przypalający tyłki, prąd rażący tyłki, kwas przegryzający tyłki i wiele, wiele, wiele, wiele, wiele, wiele, wiele innych. Do wyboru macie przedstawicieli takich grup jak: pistolety, strzelby, karabiny szturmowe, pistolety automatyczne, snajperki, bazooki, a dorzućcie do tego jeszcze granaty, osłony, artefakty, mody i oto cały obraz. Wszystko podane w banalnie prostym systemie pozwalającym z miejsca ocenić czy dany przedmiot jest lepszy od aktualnie posiadanego. Fajnie nie? Powiedzcie, że fajnie. A to nie koniec obsesyjnego zbieractwa. Poza tym, na zebranie czekają jeszcze dzienniki audio (Lost ECHO's), na odnalezienie Vault Symbols i wymagające pracy tokeny. Te ostatnie to dodatkowe wytyczne jak np. zabij 2000 przeciwników itp. Ich wypełnianie pozwala zwiększać bonusowe cechy jak np. siła broni, maksymalne zdrowie, prędkość przeładowania, pojemność tarczy i dziesięć innych. Nic tylko zabijać, by się rozwijać. Zyskiwanie kolejnych poziomów, za punkty doświadczenia, daje Wam możliwość kupowania nowych umiejętności zgromadzonych w trzy drzewka. Jednorazowe ukończenie przygody pozwala zapełnić co najmniej jedno. W każdej chwili możecie też zmienić ich rozlokowanie w specjalnych maszynach. Pozwalają one również zakładać nowe stroje czy głowy.

 


 


Zabójczy widok

 


Wasze gałki oczne zostaną pochwycone, wytarmoszone i wepchnięte z powrotem w oczodoły. Pierwsza część serwowała przyjemną odmianę imitującą komiks. Teraz jest jeszcze lepiej. Kolory są intensywniejsze i wylewają się z ekranu niczym z przewróconej puszki z farbą. Cel-shading rządzi! Nie ma to jak odmiana od tych ogranych stylistyk z Call of Booty, Battleshield czy Medal of Horror. Uzupełnienie stanowi zaimplementowany cykl dobowy, który podnosi poziom wizualnego urozmaicenia, gdyż do niektórych lokacji będziecie często wracać. W ślad za takim podejściem podąża humor. Mówię Wam, niejaki Tarantino, by się zarumienił jaką plejadę popaprańców spotkacie na Pandorze. Każda postać ma swoją unikalną osobowość i doskonale dobrany głos. Bez znaczenia czy jest to pachołek do odstrzału, boss do ostrzału czy przyjaciel do od...gadania. Moją ulubienicą jest trzynastoletnia Tiny Tina (budząca skojarzenia z postacią Kenzi z serialu Lost Girl). Co? Nie patrzcie na mnie krzywo, wiem przecież, że kontakty roboty ludzie są ściśle zakazane. Łączy nas tylko brak piątej klepki. Nawet bohaterowie, których obejmiecie w posiadanie mają do powiedzenia kilka słów. Fakt, z czasem się powtarzają, ale przy ponad 30 godzinach zabawy jest zrozumiałe i w zupełności wybaczalne. No już, wybaczcie im.

 


 


Na kolana, o ile w przeciwieństwie do mnie je macie, rzuci Was dokładność i szczegółowość świata. Poczynając od takich drobiazgów jak pojawiający się obraz tego na co patrzycie w lunecie broni po padający na ekran śnieg. W fabułę wkomponowano również dziesiątki tzw. easter eggów (np. z Top Gun, Gry o Tron). Jasne gdy spoglądacie pod nogi widać słabość wielu tekstur, ale nie przybyliście tu je podziwiać, a strzelać. Posyłanie ton ołowiu prezentuje się genialnie. Animacje przeładowywań, specjalne efekty (ogień itp.), trafieni wrogowie, a nawet wypadające z nich cyferki to istna wizualna poezja. Wzbogacana przez efekty dźwiękowe z pierwszej ligi. Przypomina to kolorowy świat z piosenki Just 5 – zespołu, który siedzi ponoć w lochu Jacka. A lubicie speed painting? Dobrze, bo zobaczycie go za każdym razem po załadowaniu stanu zapisu lub zmianie lokacji. Tekstury domalowują się wtedy ekspresowo - w innym przypadku byłoby to karygodne, tutaj dodaje komiksowego uroku.

 



 


Kiss Kiss Bang Bang

 



Wszystko ma jednak swoje minusy i nie inaczej jest w naszym postrzelonym świecie. System osłon jest u nas nieobecny, ponieważ tylko mięczaki z niego korzystają. Nie tłumaczy to jednak braku inteligencji wśród przeciwników. Ich zachowania często przypominają...zapomniałem. W każdym bądź razie są tępi jak dwa buty z lewej nogi. Coś o tym wiem, bo mam takie dwa i to nieużywane, bo nie mam stóp. Spodziewajcie się również chwilowych zacięć, gdy zbliżycie się do punktu zapisu co lubi irytować – nawet roboty. Śmierć może Wam się przydarzyć głównie w starciach z dużą ilością przeciwników, gdy stracicie zimną krew lub rzucicie się na zakapiora o znacznie większym levelu – główny boss to trzydziestka dwójka. Macie wtedy jednak jeszcze szansę na przyśpieszoną rezurekcję o ile zdołacie ustrzelić jakiegoś nieszczęśnika w krótkim przedziale czasowym. Po ewentualnym zgonie odrodzicie się w najbliższej stacji zapisu i z Waszego konta zniknie okrągła sumka. No co? Nie ma nic za darmo. To nie sklep „Wszystko za darmo”. Ogólny poziom trudności nie jest zbyt wielki, ale zawsze można to poprawić przy okazji trzeciej części – trzymam obwody, by powstała. Od czasu do czasu pojawia się też problem z podnoszeniem przedmiotów, więc cierpliwość w plecaku się przydaje. Inne bolączki zostają wyleczone przez aktualizację znajdującą się na płycie z dodatkami – miły gest. Każdy z mankamentów wynagradza jednak jakość pozostałych elementów.

 


 


Podstawowa wersja Borderlands 2 stanowiła bardzo dobry kawałek kodu. Edycja Game of the Year to poezja. Nowe misje i lokacje utrzymane są w charakterystycznych klimatach (pirackich, reality show, polowania, Dungeons & Dragons). Wedle zapewnień ojców stworzycieli, przygoda jeszcze się nie kończy. Na rynek trafiło jak na razie zwiększenie maksymalnego poziomu postaci do numerku 72 oraz pierwszy (z kilku planowanych) pakietów headhunter zatytułowany T.K. Baha's Bloody Harvest. Jeśli jakimś cudem nie mieliście do czynienia z B2, chwytajcie portfele i inwestujcie, bo takiej dawki zabawy nie można ominąć. Ilość świetnych pomysłów wystarczyłaby na kilkanaście gier. W innym wypadku nie zobaczycie jak wspaniałe przyjęcie urodzinowe sobie wyprawiłem, czy Axton jest biseksualny oraz jakie wibrujące zabawki skrywa szuflada Lilith. A teraz do roboty minion i nie wracaj bez wing chung...Everybody have fun tonight...Unce! Unce! Unce! Unce!

 


[Obiekt musi mieć rozszerzenie SWF. Kod zablokowany]

 


Grę do recenzji udostępnił sklep VipGamer z Lublina.