My skupimy się na przenośnej wersji na PS Vita, która, niestety, ze wszystkich otrzymała najmniej zmian i nowości. Zawartością względem poprzedniczki ma się tak, jak kolejne odsłony FIFA do pierwszego wydania na PS Vicie – uaktualniono składy. Na szczęście jednak ktoś w Sony pomyślał i zamiast żądać tyle samo co za zeszłoroczną odsłonę, całość wyceniono na 84 złote. Atrakcyjna cena dla osób, które w MLB nie grały. A do takich zaliczam się chociażby ja.

Na szczęście pomyślano o zielonych, oddając im do rąk tryb dla początkujących, w którym najmniej ważny jest moment trafienia w rzuconą piłkę, a i cała reszta gry zostanie poziomem dopasowana do kogoś, kto grać jeszcze nie potrafi. Po pewnym czasie może nam być za łatwo, ale wtedy możemy zmienić poziom gry na wyższy, aż do najtrudniejszego, gdzie nawet moment, w którym rzucamy piłkę, jest bardzo istotny. Tutaj przyznam bez bicia, że mimo godzin spędzonych w trybie treningu, na najwyższym poziomie miałem niesamowite problemy, więc odbijałem się między najłatwiejszym, a – określmy to – średnim.

Mimo że handheldowa wersja otrzymała najmniej nowinek, to pod względem bogactwa trybów gry jest lepiej niż dobrze. Poza wspomnianym wcześniej rozbudowanym treningiem, mamy tutaj tryb kariery, w którym tworzymy baseballistę i od zera kroczymy ścieżką aż ku największym sukcesom. Jest on najbardziej rozbudowanym i czasochłonnym ze wszystkich, więc trzeba naprawdę poświęcić mu dużo czasu. Równie długo będziemy rozgrywali pełny sezon w innym trybie. Jednak jeśli wolicie zagrać jeden mecz to i to jest możliwe. Idealne, by się rozgrzać. No i mamy jeszcze Home Run Derby, które jest jedynym trybem dla wielu graczy. gdzie można grać z posiadaczami gry na PS3 i PS4. Niestety, przenośna wersja została wykastrowana z trybu Diamond Dynasty, swoistego Ultimate Team. Dodatkowym plusem jest możliwość kontynuowania rozgrywki na zapisie z zeszłorocznej odsłony. W moim odczuciu to powinien być standard w większości gier sportowych.

Zgodnie też z trendami, Sony San Diego dodało do gry coś, co nazwano The Show Live. Jest to nic innego jak tryb w którym składy zespołów są aktualizowane na żywo, na podstawie rozgrywek w prawdziwym świecie. Zawsze traktowałem to jako ciekawostkę w grach piłkarskich, ale taki element realizmu zawsze warto mieć. A, zaznaczyć trzeba także, że w każdym trybie gry dodano kierunkowe odbijanie piłki, co ma pozwolić na większą swobodę w grze.

Jeśli chodzi o samą prezentację gry to jest bardzo dobrze. Grafika trzyma wysoki poziom, modele postaci są wysokiej (jak na handhelda) jakości. Trochę po oczach bije aliasing (postrzępione krawędzie) ale to nic strasznego. Wprawne oko zauważy też, że nie mamy do czynienia z natywną rozdzielczością, gdyż obraz jest lekko rozmazany, co jest efektem upscalowania rozdzielczości. Interfejs jest schludny, ale z początku może przytłaczać kogoś, kto z baseballem nie miał nigdy do czynienia. Udźwiękowienie też trzyma poziom, ale to nie powinno nikogo zaskoczyć – jako głos komentatora wraca Matt Vasgersian (tak, musiałem sobie tego poszukać). Problemem przy długich sezonach mogą być dublowane kwestie, ale tego niestety nie da się uniknąć w żadnej grze oferującej tak długą rozgrywkę.

MLB 15 The Show mogę polecić komuś, kto chce pierwszy raz wgryźć się w tę serię, gdyż na start dostanie napakowaną trybami grę. Oczywiście znacznie biedniejszą niż wersja na PS4, w którą Sony mocno inwestuje, ale coś za coś. 84 złote nie jest wielkim wydatkiem, a jeśli ktoś grał w poprzedniczki po Sieci, to do zakupu zmusi go Sony, wyłączając serwery poprzedniej odsłony. Więc jeśli zależy Wam na grze online, to i tak nie macie wyjścia.