Eddy: Witajcie na kolejnych igrzyskach Don’t Starve, tym razem sponsorowanych przez Sony i PlayStation 4. Dzisiejsi zawodnicy bez krzty doświadczenia postarają się przetrwać w trudnych warunkach i, jak organizatorzy pouczają tytułem, nie umrzeć z głodu. Pierwszy uczestnik, Wilson, czeka na stworzenie losowo wygenerowanego świata, a w międzyczasie Bobby przybliży jego historię. Bob?

Bobby: Nadmiar wiedzy zwykle prowadzi na dno jeziora w betonowych butach. W przypadku Wilsona, naukowca-gentlemana, chęć jej zdobycia doprowadziła go do jeszcze gorszego losu. Nasz poszukiwacz prawdy został oszukany przez demona o imieniu Maxwell. Ów stwór z zaświatów obiecywał mu pomoc w eksperymentach, ale zamiast tego porwał go i zostawił w tajemniczym świecie, gdzie wszystko stara się go zabić.

Uniwersum to, choć niebezpieczne, ma też swój niezaprzeczalny urok dla widza, mimo tego że oprawa jest dwuwymiarowa i na pierwszy rzut oka dość prosta. Zastosowaną perspektywą oraz stylem (dwuwymiarowe, płaskie, jakby zabrane ze scenografii teatrzyku pacynkowego przedmioty itp.) gra przypomina trochę DeathSpanka. Ponadto ma ona w sobie coś z klimatu filmów Tima Burtona, obrazów rodzaju Gnijącej Panny Młodej, za co również należy się autorom plus. Pozytywne wrażenie robią też pojawiające się z czasem potwory oraz różnego rodzaju półprzezroczyste zwidy, które pojawiają się, gdy poziom poczytalności Wilsona spada.


 

Wstrzymaj swoje konie, Bob! Nasz pierwszy zawodnik dopiero się budzi i zostaje osamotniony przez Maxwella na łące. Zaczyna zbierać kwiatki, gałązki i trawę, a lata majsterkowania i powtórek MacGyvera pomagają my stworzyć siekierkę. Patrz, jak pokracznie goni króliczki i ptaszki. Czyżby zaczynał być głodny?

Wilson podjął próbę dogonienia indyka, ale szybko się poddał. Następnie pozbierał więcej składników i udało mu się stworzyć pułapkę. Chwila zastanowienia i zmajstrował z gałązek i trawy pułapkę. Za nią ustawił marchewkę i czeka na jakiegoś niezbyt rozgarniętego królika. Czy zdąży coś zjeść zanim zapadnie zmrok, Ed?

Słońce zachodzi, a królik wierzga bezsilnie w pułapce. Głodny Wilson bez zastanowienia ubija zwierzynę i pochłania jej mięso na surowo. Ta łapczywość z pewnością odbije się negatywnie na jego zdrowiu.Naszego zawodnika zaskakuje noc, ciemność ogranicza jego pole widzenia. Słyszy niepokojące odgłosy. Nie jest w stanie zobaczyć co go gryzie, co wbija swoje przerośnięte pazury w jego wątłe ciało. Umiera. Poszło szybko, co, Bobby?

Tak, Don’t Starve nie wybacza. Nawet najmniejszy błąd może się zakończyć tragicznie, a zapomnienie o ogniu na noc jest błędem ogromnym. Zadbanie o zestaw pochodni, a najlepiej porządne ognisko (na którym, swoją drogą, można upiec jedzonko), to podstawa. Marnym pocieszeniem dla pierwszego Wilsona jest fakt, że jego trud nie pójdzie całkowicie na marne, bo zdobyte doświadczenie sumuje się, dając później dostęp do nowych postaci. Ale nie mamy czasu długo się nad tym rozwodzić, bo na scenę wkracza kolejny uczestnik, Wilson2. Jakie dajesz mu szanse na przetrwanie, Eddy?

Cóż, bogatszy w doświadczenie klon Wilsona powinien przetrwać pierwszą noc. Już ruszył i skupia się na najpotrzebniejszych przedmiotach - koniec uganiania się za motylkami i zbierania jagód. Stworzony dla niego nowy świat od początku kusi pustynnymi terenami ze skałami skrywającymi złoto. Wilson2, z niezbędnym do rozpalenia ognia wyposażeniem, opuszcza łąkę i rusza wgłąb pustyni. Rozbijanie skał zmajstrowanym kilofem przerywa mu zapadająca noc. Spory zapas kamieni pozwala stworzyć bezpieczne ognisko, które nie wywoła pożaru, a zapas drewna utrzyma płomień przez całą noc. Wilson2 znalazł też dzisiaj trzy samorodki złota. Wyjątkowo udany dzień, nieprawdaż?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tak. Niestety, nasz dzielny zawodnik zapomniał o jednym, drobnym szczególe - aby przeżyć, należy jeść. W efekcie wyrusza na paniczne poszukiwania czegokolwiek jadalnego i przeklina, że nie zabrał ze sobą na pustynię choćby kilku wspomnianych przez ciebie jagódek albo marchewek. Wreszcie napotyka duże, zielone jajo. Zadowolony zabiera je z gniazda i w efekcie kilka Tallbirdów (tutejszych czarnych ptaszorów, przypominających trochę strusia) rozpoczyna za nim pościg. Nietrudno się domyślić, jak kończy się jego żywot...

Czas na przerwę reklamową. Zapewne wielu z was, drodzy widzowie, nie słyszało jeszcze o tym, że emocje związane z Don’t Starve można przeżywać nie tylko na waszych ogromnych telewizorach i projektorach, ale także na przenośnym ekraniku PS Vita. No i należy pochwalić autorów, ponieważ jest to bardzo przemyślana funkcjonalność. Przyciski L i R zmieniają wówczas swoje funkcje, aby grało się wygodnie, wynikające ze strumieniowania danych opóźnienie nie przeszkadza, a interfejs na trzymanej bliżej twarzy kieszonsolce jest dla mnie znacznie lepiej widoczny. Wróćmy jednak do relacji igrzysk, X!

Cóż, PS Vita możliwość taką daje, jednak wszystko jest zbyt małe, by grało się wygodnie, a mapa włącza się czasami sama z siebie. Stąd też pogłoski o specjalnej wersji na handhelda Sony....

Mnie tam się super na Vicie grało!


 

Wrócimy do igrzysk. Śmierć obu Wilsonów zaowocowała nową postacią, a konkretnie Willow. Ta niewinnie wyglądająca dziewczynka ma wielkie zamiłowanie do ognia, który nie jest w stanie wyrządzić jej krzywdy, a swoją przygodę rozpoczyna z zapalniczką. Proszę spojrzeć, jak bezproblemowo zbiera najpotrzebniejsze przedmioty, a noc pokonuje niekontrolowanym pożarem lasu. Spłonie dziś wielu jego mieszkańców, ale słodka Willow radzi sobie w ten nieszablonowy sposób z zamieszkującymi las pająkami. Albo po prostu lubi patrzeć, jak coś płonie.

No tak, są tacy ludzie, którzy chcą po prostu patrzeć jak świat płonie, hehe… Nasza Willow zbiera kolejne przedmioty, wreszcie udaje jej się stworzyć pierwszą włócznię. Zajęło to sporo czasu, ponieważ miała trudność ze zdobyciem potrzebnej do jej konstrukcji liny. Zmajstrowanie “zbroi” z trawy i chrustu było mniejszym problemem. Wyruszyło więc nasze dziewczę stawić czoła groźnym stworom czającym się na bagnach. Trzeba przyznać, że nieźle jej szło, kilka pierwszych maszkar położyła trupem. Niestety zapomniała o tym, że długotrwałe obcowanie z tymi wszystkimi potwornościami nie wpływa zbyt dobrze na jej poczytalność…

Pamiętam starsze igrzyska, jeszcze na pecetach, kiedy organizatorzy nie poruszali takich kwestii jak zdrowie psychiczne. Przebywając w ciemności, walcząc z potworami czy rozkopując groby zawodnicy tracą teraz kontakt z rzeczywistością, nie są w stanie patrzeć trzeźwo na otoczenie. Paski głodu i zdrowia są wysokie, jednak poczytalność Willow spadła właśnie do zera. Cienie nieistniejących potworów zaczynają być agresywne i rzucają się na popadającą w szaleństwo zawodniczkę. Radzi sobie z nimi, lecz jest ciężko ranna. Czy to koniec naszej uroczej piromanki?

Och, gdyby nasza zawodniczka wiedziała, że kwiatki, które tak lekkomyślnie omijała, mogłyby posłużyć do stworzenia wieńca, co minutę regenerującego pewną pulę poczytalności. Cóż, może jej kolejne wcielenie będzie o tym wiedziało. Uciekając przed stworami, bohaterka rozbija kamień i pod nim znajduje tajemnicze zejście. Mając niewiele do stracenia, schodzi po linie. Przy tej okazji należy wspomnieć, że podziemne jaskinie stanowią oddzielne, często sporych rozmiarów mapy, podobnie jak światy “na górze” generowane losowo, na podstawie ustawionych przez gracza parametrów.

Leżący zaraz obok zejścia kościotrup nie zwiastuje niczego dobrego, ponadto w jaskini cały czas panuje mrok, co znowu nie wpływa dobrze na kondycję psychiczną dziewczynki. Po drodze napotyka pająki, do których się już przyzwyczaiła, oraz całą masę innych, coraz silniejszych stworzeń. Ratuje ją trzęsienie ziemi, dzięki któremu ma chwilę na ucieczkę. Po wydostaniu się na powierzchnię Willow wygląda na skonfundowaną. Minęło już ponad 20 dni w świecie Don’t Starve i w efekcie zapanowała zima. Lekkomyślność bohaterki z początku jej przygody teraz odbija się czkawką, bo brakuje drewna, które dałoby się ściąć na opał. Natomiast to, co zabrała ze sobą wcześniej do plecaka, nie wystarczy. Cóż pocznie?


 

Nie ma czasu na tworzenie ciepłej czapki, trzeba szybko znaleźć źródło ognia. Zawodniczka zapuszcza się między drzewa i zaczyna rąbać jedno z nich. Nagle inne się podnosi - trafiła na drzewca! Drzewiec wstaje i zaczyna gonić Willow. Dziewczynka puszcza się w ucieczkę i natrafia na Drzwi Maxwella. Tak oto mamy pierwszego zawodnika, który opuszcza tryb Sandbox i rozpoczyna Adventure.

Ukryty tryb przygody to pięć tematycznych mapek, na których musimy zebrać przedmioty, by stworzyć portal i przejść dalej. Czasem panuje na nich wieczna zima, czasem nigdy nie wstaje słońce. Jest to ostateczny test dla uczestników igrzysk Don’t Starve, choć większość z nich nigdy nie widziała Drzwi.

Podobno na końcu ostatniego etapu czeka sam Maxwell, a najdzielniejszemu ze śmiałków, który go pokona, uda się odblokować możliwość wcielenia się w owego arcydemona. Ale to tylko plotka. Adventure ma tę przewagę nad sandboxem, że porażka nie oznacza śmierci tylko powrót do otwartego świata i dalszą walkę o przetrwanie. Co, jak widzę, właśnie stało się udziałem Willow. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności “odrodziła” się w pobliżu drzewca i tym razem mu nie uciekła. Hmm, aż trudno uwierzyć, że to naprawdę był zbieg okoliczności...

Niestety, okno na dzisiejszą transmisję powoli się kończy, więc niechybnie zbliża się czas podsumowań. Mój drogi Eddy, jak byś w kilku zdaniach opisał swoje wrażenia z obcowania z Don’t Starve?

Zasiadając do gry bez żadnej wiedzy o tytule można mieć kupę frajdy z poznawania nowych rzeczy i omawiania ich z innymi. Leniwi jednak odpalą internet i tym samym zepsują sobie najciekawszy element gry. Ciągłe zaczynanie od nowa (nie bawimy się w kopiowanie save’ów, oszuści!) i przygotowywanie się na większe wyprawy jest jednak zbyt monotonne, a sami więksi bossowie nie wynagradzają tego czasu. Zdecydowanie lepiej bawiłem się bez ciągłego martwienia się o psychikę postaci. Na PS4 dostaliśmy wszystkie dodatki (bez możliwości wgrania modów, m. in. wprowadzającego kooperację) i nie mogłem się przekonać do dłuższego posiedzenia. Małe plusiki za możliwe do przyrządzenia pierogi i drwala Woodiego z niecodzienną przemianą.

Może rozleniwiły mnie dzisiejsze gry AAA, które przez pierwsze kilkanaście - kilkadziesiąt minut prowadzą gracza za rączkę, ale całkowity brak tutoriala w tak trudnej i złożonej grze jak Don’t Starve uważam za porażkę. Oczywiście, ktoś zaraz mi zarzuci, że jestem casualem i nie znam się na hardkorowych grach. Tylko że mi nie o to chodzi, aby uczynić tą produkcję łatwiejszą. Nie mam nic przeciwko spadającym szybko trzem różnym paskom życia ani śmierci permanentnej. Nie podoba mi się natomiast to, że na rozkminianiu podstawowych mechanizmów, które porządny samouczek wytłumaczyłby w kwadrans, trzeba spędzić kilka godzin lub przeszperać internetowe poradniki.

Chciałbym też uświadczyć więcej fabuły. Autorzy stworzyli całkiem ciekawy design świata i bohaterów, ale przez znaczną część gry (lub też przez cały czas zabawy, jeśli nie trafimy na drzwi do trybu Adventure) właściwie niewiele się o nich dowiadujemy. Boli to tym bardziej, że do Shanka, który też reprezentował gatunek wybitnie “afabularny”, gościom z Klei udało się wpleść całkiem przyzwoitą historię. Skoro już mówimy o elementach, których zabrakło, to kolejnym z nich jest moim zdaniem oprawa dźwiękowa. Nie zrozumcie mnie źle, dźwięki i muzyka są tutaj obecne, ale przez zbyt dużą część gry (szczególnie w pierwszych dniach) otacza nas smętna cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu dźwiękami pracujących narzędzi. To zniechęca i wprowadza niebezpiecznie dużą dawkę nudy.

Jeśli jednak jesteście typami odkrywców i nie razi was powtarzanie tych samych czynności setki razy, a dobrych fabuł szukacie w książkach i filmach, to Don’t Starve powinno wam przypaść do gustu. Szczególnie jeśli opłacacie abonament PS+, wtedy tytuł jest dla was dostępny bez ponoszenia dodatkowych kosztów.