Gravhounds - recenzja i opinia o grze. [XSX|S, PC]
Jednym z kryteriów, na jakie można podzielić ludzi to wielbiciele psów bądź kotów. Jedni nie przepadają za drugimi, przy okazji otrzymując własne gry. Tym razem okazja uśmiechnęła się do psiarzy, których ulubieńcy postanowili mocno narozrabiać w kosmosie. Wyruszmy więc w gwiazdy z naszymi antropomorficznymi przyjaciółmi odkrywać nowe planety, zbierać surowce i walczyć z wrogą fauną w grze Gravhounds debiutującej między innymi na konsolach Xbox. Zapraszamy do naszej recenzji.
Recenzowane Gravhounds to zasadniczo strzelanka kooperacyjna z perspektywy trzeciej osoby, przeznaczona dla maksymalnie czterech osób od studia Octopus Panic a nad projektem czuwał sam Josh Holmes znany z Halo 4. Ponadto znajdziemy w niej elementy ekstrakcji minerałów, roguelite oraz tower-defensora z racji tego, iż budujemy własną bazę. Wcielamy się w jednego z psich zbieraczy-odkrywców, tytułowych Gravhoundów i odwiedzamy kolejne planety w poszukiwaniu zasobów. No cóż w kosmosie nawet pies musi zarobić jakoś na własną miskę żarcia.
Zbieraj surowce i walcz
Rozgrywka nie wygląda skomplikowanie na chwilę obecną mamy dwa tryby zabawy solo i multiplayer dla czterech osób. Tyle, żeby odblokować zabawę singlową należy najpierw przejść krótki tutorial, o czym sama gra nie raczy wspomnieć, co było irytujące. Ogólnie zabawę rozpoczynamy wcielając się w Gravhounda – hybrydę człowieka i psa. Niestety nie możemy samemu go „stworzyć” a jedynie wybrać z dostępnej puli, co moim zdaniem jest zmarnowaniem potencjału, zwłaszcza że samych „ras” dostępnych jest pięć, chociaż obiecano więcej w przyszłości. Dostępni wojacy czymś tam się różnią, jak chociażby unikalną umiejętnością bojową, ale wybór zasadniczo opiera się na tym, który się nam najbardziej podoba. Wykonując misje wprawdzie da radę rozwijać „psy” ucząc ich nowych „sztuczek” oraz wzmacniając ich statystyki, ale nie ma to decydującego znaczenia dla rozgrywki. Najbardziej ikoniczną postacią jest rzecz jasna buldog Dozer, reszta pod względem prezencji nie robi już większego wrażenia. Ogólnie mam tu raczej ludzi wyglądający jak psy niż psy z cechami ludzkimi, a szkoda.
W recenzowanym Gravhounds - zależnie od wybranego trybu zabawy – samotnie bądź z przyjaciółmi za pomocą statku kosmicznego przemieszczamy się pomiędzy dostępnymi globami. Oferują one różne minerały, ale też zróżnicowane zagrożenia. Ogólnie panuje zasada: dopaść-nachapać się – wiać, z czym się da. Na powierzchni planety ląduje lądownik zwany „Zbieraczem” (Collector) umożliwiający przeróbkę zebranej rudy. Bieganie ze zdobytą rudą i „ręczne” wrzucanie jej do Zbieracza (dopóki nie dorobimy się odpowiednich ulepszeń) z czasem staje się nudne, męczące i niepraktyczne z powodu coraz większych odległości, ale tu pojawia się drugi element zabawy – budujemy i ciągniemy jak najbliżej złóż długie rurociągi z węzłami, gdzie wrzucamy urobek, zamiast bez potrzeby nabijać kilometry. Oczywiście im dłuższy łańcuch tym bardziej narażony na ataki wrogiej fauny, więc stawianie coraz bardziej wymyślnych automatycznych wieżyczek obronnych jest bardziej niż wskazane.
W Gravhounds lepiej walczyć we czwórkę
W każdym razie zbudowanie jak najbardziej dochodowej i najmniej kosztownej sieci to zabawa sama w sobie. Co ciekawe po ulepszeniu same rury mogą nam posłużyć do szybkiego przemieszczania się po mapie obszaru, a to ważne, bo gdy czas misji się kończy mamy tylko 30 sekund by ewakuować się do lądownika, nim samoczynnie wystartuje. Sam statek kosmiczny daje dostęp do laboratorium gdzie prowadzimy badania rozwojowe nad posiadanymi cechami bądź zwiększając nasze moce przerobowe lub obronne. Szkoda tylko, że do tego potrzebne są tzw. żetony zdobywane za realizację zadań pobocznych, co bywa irytujące, a grając samotnie po prostu trudne. Pewnym rozwiązaniem są specjalne kanistry, które możemy znaleźć w skrzynkach z nagrodami zwiększające możliwości bojowe posiadanego psa, aczkolwiek nie jest to żadne przełomowe rozwiązanie. Pewne usprawnienia kupujemy też za własne pieniądze i nic nam tego nie zabrania.
Podczas rozgrywki zapuścimy się na wiele różnych planet, z których każda ma swój własny, unikalny ekosystem, wygląd i roje obcych, z którymi się zmierzymy. Rzecz jasna jak już wspomniałem wyżej w recenzji nie musimy robić tego sami, bo Gravhounds pozwala zebrać nawet czteroosobową drużynę, chociaż muszę przyznać, że trakcie przedpremierowego grania niestety było to sprawą łatwą. Pozostawała więc często zabawa samotnie, co na szczęście nie niszczy zabawy, ale osiągane wyniki siłą rzeczy efektowne nie będą, no ale cóż większa liczna graczy zapewnia większą wielozadaniowość. Ogólnie podstawą wszystkiego jest system antygrawitacyjny wykorzystywany przez broń i inne urządzenia, czy przez samą kierowaną przez nas postać do szybkiego przemieszczania się oraz wykonywania efektownych ślizgów. Przyznaje całkiem miłe rozwiązanie podobnie jak posiadanie specjalnego kombinezonu pozwalającego wysoko skakać i unosić się w powietrzu.
Wreszcie podczas misji zwanej też tutaj zmianą roboczą (shift) musimy stawić czoła hordom wrogów falami, co jakiś czas, zalewających nasz lądownik. Dobry „perymetr” wokół niego złożony z rur i wieżyczek przytępia nieco ich zapał i kanalizuje ich natarcie, co ułatwia nam sprawę, ale każda minuta przeznaczona na wzmocnienie obrony to minuta mniej na zbieractwo i zysk. Tak jak w każdej grze tower-defense musimy kalkulować, co nam się opłaca i ostatecznie samemu wkroczyć do akcji. Dostępnych broni jest zatrzęsienie, nawet jeśli początki są skromne, to później odblokowujemy/znajduje coraz to nowsze narzędzia zniszczenia. Jesteśmy też w stanie wykorzystać promień antygrawitacyjny i zamiast strzelać po prostu rzucać przeciwnikami. Z trzecioosobowego widoku działania bojowe prowadzi się dobrze, nie znajdziemy tu niczego, co można pochwalić albo zganić, nie licząc kiepskiej odporności naszych wojaków na obrażenia. Obsługiwane padem menu jest skromne, ale przy tym bardzo intuicyjne i wygodne. Inna sprawa, że nie znajdziemy tu żadnych wyróżniających się rozwiązań powoduje jednak, że Gravhounds szybko potrafi znudzić.
Z teledysku do gry Gravhounds
Oprawa wizualna na konsolach Xbox obecnej generacji stawia na stylizowaną, lekko kreskówkową, humorystyczną estetykę połączoną z unikalnym, industrialnym klimatem science-fiction. Twórcy zrezygnowali z fotorealizmu na rzecz wyrazistego stylu artystycznego, co nadaje grze unikalny charakter. Projekt antropomorficznych bohaterów bezpośrednio nawiązuje do słynnego klipu „Da Funk” zespołu Daft Punk z lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Postacie mają w pełni ludzkie, ubrane w pancerze i kombinezony ciała, na których osadzono realistycznie odwzorowane, acz wciąż stylizowane głowy konkretnych ras psów. Wprawdzie na początku recenzji wspominałem, iż psy tutaj mają za mało psiego charakteru, ale sama oprawa jako całość się broni i jest po prostu dobra. Wizualną stronę starć dopełniają dynamiczne efekty cząsteczkowe związane z destrukcją otoczenia, oraz efektownym używaniem gadżetów, takich jak liny z napędem, czy promienie grawitacyjne. Ścieżka dźwiękowa reaguje na poziom agresji obcych. Im dłużej drużyna pozostaje na planecie, a fale wrogów stają się gęstsze, tym bardziej agresywne, elektroniczne i ciężkie stają się motywy muzyczne, co akurat bardzo mi się spodobało. Problem miałem jednak z językiem polskim, o ile w menu był do wyboru dostępny napisy wciąż pozostawały angielskie. Być może sytuacja zmieni się zaraz po premierze, ale czujcie się ostrzeżeni.
Pomimo psiej stylistyki Gravhounds nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle podobnych produkcji, więc ani ziębi, ani grzeje. Wprawdzie miło jest spędzić szybki wypad na wybraną planetę z przyjaciółmi, ale tytuł nie ma niczego co zachęcało by do dłuższego gra. Ani technicznie, ani koncepcyjnie nic mu mocno nie dolega, ale niewykorzystany potencjał paru rozwiązań jak na razie daje się we znaki. Być może w przyszłości gra zaoferuje coś więcej, ale na razie to tytuł raczej średni z ambicjami na coś lepszego.
Ocena - recenzja gry Gravhounds
Atuty
- Klimat i oprawa wizualna.
- Spora ilość broni do znalezienia/kupienia.
- System misji.
- Elementy tower-defense.
- Szybka misja daje sporo uciechy...
Wady
- ...ale dłuższa zabawa szybko nudzi.
- Nie można stworzyć własnego Gravhouda i niewielki wybór obecnych.
- Irytujące badania naukowe.
- Brak matchmatchingu.
- Same Gravhoundy oprócz wyglądu niewiele mają z psów.
Gravhounds to jeden z wielu tytułów dostępnych obecnie na rynku gdzie czteroosobową kooperację połączono ze zbieractwem surowców. Niestety chociaż całkiem przyjemna w dłuższej perspektywie nic nie wnosi do tego, co wielbiciele tego rodzaju zabawy znają, nawet pomimo dość oryginalnej, psiej prezencji. Warto wyskoczyć z przyjaciółmi na jedną czy dwie misje, ale przy dłuższym posiedzeniu szybko się nudzi.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych