Lupin (2021) - recenzja, opinia o 4. sezonie serialu [Netflix]. Seria zaczyna tracić kontakt z bazą
Assane Diop kończy właśnie odsiadywać trzy lata po tym, jak dał się w końcu złapać policji. Jego zemsta dobiegła końca, więc teraz chce już być jedynie zwykłym obywatelem, dobrym ojcem dla swojego syna. Lecz na ostatniej prostej na scenę wkracza nowy Lupin i oznajmia, że wkrótce dokona zuchwałej kradzieży. Policja nie wierzy Diopowi, że to nie jakiś fortel z jego strony. Kim jest ta nowa postać i czego chce od naszego bohatera?
"Przeskoczyć rekina" to termin odnoszący się do momentu, w którym dany serial przekracza barierę tego, co wypada, a co nie wypada i staje się parodią samego siebie lub po prostu słabym produktem w sensie ogólnym. Wywodzi się z serialu "Beztroskie lata", a dokładniej z trzeciego odcinka piątego sezonu, kiedy to ulubieniec publiczności, beztroski Arthur Fonzarelli, przez przyjaciół nazywany Fonziem, postanowił przeskoczyć klatkę z żywym rekinem na nartach wodnych. Dlaczego? Ponieważ wcielający się w niego Henry Winkler faktycznie dobrze jeździł na nartach, więc czemu nie?! Ubrali go w spodenki do pływania i jego ikoniczną, skórzaną kurtkę (wyobraź sobie to combo) i jazda. Nie miało to sensu, nie miało z niczym związku, nic z tego nie wynikało.
Prędzej czy później, niemal każdy serial dociera do swojego skoku nad rekinem. Przyjęło się mówić, że w przypadku "Simpsonów" był to odcinek, w którym dowiadywaliśmy się, że dyrektor Skinner tak naprawdę jest kimś zupełnie innym - po czym i tak wróciliśmy do statusu quo dwadzieścia minut później. "Przyjaciele" zniesmaczyli widzów (i obsadę też), kiedy Joey zaczął nagle spotykać się z Rachel. W "Dexterze" trudno powiedzieć czy był to finał piątego sezonu czy może nowa miłość Debry w szóstym. Przykładów nie brakuje, a kolejne można mnożyć niemal bez końca. A co w przypadku serialu takich jak "Lupin"? Przecież tutaj praktycznie od samego początku scenarzyści rzucają w nas niedorzecznie precyzyjnymi planami głównego bohatera, chodzącej definicji powiedzenia "zabili go i uciekł". I może faktycznie nie ma co się nad nim za bardzo spinać, ale ja osobiście stawiam granicę na eksperymentalnych specyfikach, dzięki którym ktoś może w kilka sekund zrobić z siebie staruszka i równie prędko wrócić do własnego wyglądu.
Lupin (2021) - recenzja, opinia o 4. sezonie serialu [Netflix]. Rodzina wciąż jest najważniejsza
Czwarty sezon żongluje ładnymi kilkoma nowymi wątkami. Z jednej strony mamy Raoula (Theo Christine zastępujący po przeskoku czasowym Etana Simona), który jako młody dorosły ma już serdecznie dosyć kłamstw i niedotrzymanych obietnic swojego wiecznie nieobecnego ojca. Krew jednak nie woda, więc zamiast odciąć się od niego grubą kreską, sam zaczyna interesować się sztuką... Przenoszenia własności bez zgody dotychczasowego właściciela. Gdzie indziej Claire (Ludivine Sagnier) rozpoczyna nowy etap w swoim życiu romantycznym, co na pewno nie spodoba się Diopowi, a Guedira (Soufiane Guerrab) siedzi i pilnuje aby tamten nie zrobił niczego niemądrego podczas swojego pobytu za kratkami. W zwykłym, codziennym życiu, już same te zawirowania wystarczyłyby aby człowiek nie mógł spać od natłoku myśli. Tu jednak, dochodzi jeszcze wspomniany już wątek naśladowcy. Kim jest i czego chce? Czy to ktoś idolizujący naszego bohatera, czy może próbujący go zniszczyć?
"Lupin" od samego początku jest serialem łączącym komicznie szczwane kradzieże z rodzinnymi dramatami i odkrywaniem tajemnic przeszłości, więc nie inaczej jest i tym razem. Stawka musi jednak nieustannie rosnąć, więc intryga wchodzi teraz na wyższy, być może nawet ogólnokrajowy poziom. Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko - jeśli scenarzysta przesadzi z poziomem spektakularności, straci uwagę i zaangażowanie widza. I dokładnie coś takiego się tutaj dzieje. Polowanie na legendarny, być może nieistniejący skarb to jedno, ale fajne stowarzyszenia zaangażowane w pilnowanie go zaczyna brzmieć bardziej jak fabuła książki Dana Browna, niż to, do czego do tej pory przyzwyczaili nas twórcy serialu. Amatorzy książkowych przygód Lupina zakrzykną zaraz, że przecież tego typu stowarzyszenia to nic nowego dla dżentelmena złodzieja z książek Leblanca i zgoda, ale serial nigdy nie był tak naprawdę o nich. To była bardziej ugruntowana opowieść na motywach tych książek, oddająca im często raczej niezbyt bezpośredni hołd, ale osadzona w naszym, dzisiejszym świecie. Czwarty sezon zamienia się natomiast w bajkę już na całego i dla mnie jest to już problem.
Lupin (2021) - recenzja, opinia o 4. sezonie serialu [Netflix]. Niby wciąż Lupin, ale też trochę Ethan Hunt
Rozdmuchana, mało wiarygodna intryga to jedno, ale prócz tego dochodzi jeszcze cała otoczka, również napompowana przez tę większą stawkę. O postarzającym serum już wspominałem, ale prócz tego mamy też działające podobnie jak w "Mission Impossible" maski, pozwalające jednej postaci niemal dosłownie przemienić się w drugą. Skąd taka technologia, pozwalająca dosłownie oszukać ludzi znających człowieka, pod którego się podszywamy? Jak to często bywa w tym serialu - nie myśl o tym. A ponieważ twórcy serialu najwyraźniej aż tak zapatrzyli się na serię filmów z Tomem Cruise'em, to zakosili sobie z niej jeszcze jeden bajer - niby żaden to spoiler, ale na wszelki wypadek nie będę pisał o co dokładnie chodzi. Starczy powiedzieć, że pochodzi ona z jednej z tych słabszych odsłon i jej wykorzystanie tutaj jest równie... Wygodne dla fabuły.
Zakładając jednak, że damy radę zawiesić naszą niewiarę i, przyzwyczajeni do absurdów tego serialu, przymkniemy oko na wszystkie jego bardziej nieprawdopodobne momenty, okaże się, że to wciąż całkiem wciągająca produkcja. Główna w tym zasługa wcielającego się w Diopa Omara Sy, którego charyzma ciągnie ten serial od samego początku. Trochę szkoda mi, że jego znajomość z Guedirą nie jest już tak mocno wyeksponowana - choć wciąż obecna i stale ewoluująca - ale rozumiem, że w tym sezonie cała uwaga skupiona została na sytuacji rodzinnej głównego bohatera. Nie do końca polubiłem się z tą nową wersją Raoula - zarówno z doborem aktora, jak i tym, co scenarzyści dali mu do roboty - ale rozumiem, że w większości przypadków jego zachowanie mieści się w granicach prawdopodobieństwa dla takiego młodego gniewnego. To powiedziawszy, cały ten sezon wydał mi się być dziwnie... Niedopracowany emocjonalnie. Niby regularnie dzieją się istotne, głęboko dotykające naszych bohaterów rzeczy, a ja tylko patrzę się i czekam co dalej. Aż nagle sezon dobiega końca i zostawia mnie z niedosytem, lekką irytacją i, a jakże, cliffhangerem zapowiadającym ciąg dalszy. Eh.
"Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść", śpiewał kiedyś Grzegorz Markowski, i wydaje mi się, że ktoś powinien puścić ten kawałek twórcom "Lupin". Serial zdecydowanie zaczyna już zjadać własny ogon, ewoluując w coraz to bardziej dziwaczny i nieprawdopodobny sposób. Na upartego można go pewnie ciągnąć w nieskończoność, ale już teraz czuć w trakcie seansu, że częściej śmiejemy się z serialu zamiast z nim. Jestem zawiedziony.
Atuty
- Absurdalnie dopracowane akcje i ich wytłumaczenia wciąż bawią;
- Całkiem ciekawy, choć nie do końca wykorzystany pomysł z naśladowcą;
- Porządne sceny akcji.
Wady
- Technologia żywcem wyciągniętą z science-fiction;
- Mnogość problemów z wątkiem rodzinnym;
- Szersza skala intrygi pasowałaby może do prawdziwego Lupina, ale tutaj kłóci się z tym, co wiedzieliśmy o tym świecie do tej pory;
- Emocjonalnie kulawy;
- Poziom absurdu powoli zaczyna opuszczać atmosferę.
"Lupin" wciąż przepełniony jest drobiazgowo zaplanowanymi skokami i szalonymi pościgami, lecz fabuła staje się coraz bardziej absurdalna, torpedując przy tym emocjonalny rdzeń całego serialu. Fani wciąż mogą sprawdzić, ale to zdecydowanie najsłabszy sezon w historii serialu.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych