Runner (2026) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Życie kuriera nie należy do najłatwiejszych
Hank, były Navy SEAL, a obecnie elitarny kurier ma tylko trzy godziny aby przewieźć Owena Wilsona z lotniska do szpitala w Brisbane w Australii. Dlaczego akurat niego? Ponieważ ma on ze sobą kontener zawierający niezwykle rzadki okaz wątroby do przeszczepu, a kilkadziesiąt kilometrów od lotniska czeka na nią umierająca dziewczynka. Rzecz w tym, że lokalny kartel narkotykowy również ostrzy sobie na nią zęby. Czy doświadczenie i upór Hanka wystarczą aby uchronić bezcenny organ przed bandytami?
„Runner” Scotta Waugha to akcyjniak z lat osiemdziesiątych, ale zrobiony w dzisiejszych czasach. Mamy więc głównego bohatera z tragiczną przeszłością, wyszkolonego zabójcę, którego praktycznie nie da się zatrzymać, jego chudego, gadatliwego i raczej strachliwego pomocnika, do granic możliwości przerysowanego, ale w pełni zdeterminowanego i groźnego antagonistę z prywatną armią, zdrady, cudowne ocalenia i tonę scen akcji, których logika rozpada się w sekundę, jeśli widz choć przez pół sekundy zastanowi się nad ich sensem. Tak więc, z jednej strony jest to film raczej... głupi i niezbyt ambitny, z drugiej zaś dostarczający czystej, nostalgicznej rozrywki. To, jak ci się spodoba, zależy od tego, czy tęskniłeś za tego typu prostą rozrywką, czy też uważasz, że powinna pozostać reliktem przeszłości, jedynie ulotnym wspomnieniem.
Osobiście uwielbiam takie staroszkolne produkcje – grunt żeby zabierali się za nie ludzie jakkolwiek utalentowani, bo inaczej wychodzą potworki jak te nasze próby zrobienia kina kopanego sprzed kilku lat. Waugh zrobił wcześniej czwartych „Niezniszczalnych” i „SNAFU”, dwa dzieła sztuki, którym swego czasu wystawiłem po trójce. Czyli różowo nie jest. Z drugiej strony, akurat sceny akcji w tamtych filmach były całkiem pomysłowe, często widowiskowe i miejscami zabawne, a kulał scenariusz i kwestie budżetowe. Więc może nie będzie jednak tak źle? Sprawdźmy, nad jakimi projektami pracowali wcześniej scenarzyści „Runnera”, Miles Hubley i Tommy White. Co takiego? To ich pierwszy film pełnometrażowy? Szlag...
Runner (2026) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Odgrzewany kotlet, ale i tak smaczny
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że „Runner” powstał przede wszystkim dlatego, że ktoś obejrzał „Reachera” i stwierdził, że też chciałby coś takiego nakręcić. Lubię Alana Ritchsona, uważam, że ma bardzo wyczuloną żyłkę komediową i zdecydowanie niczego nie brakuje mu do roli bohatera kina akcji, więc tak jak nie mam pojęcia jak poradziłby sobie w bardziej dramatycznej roli, tak do tego typu produkcji nadaje się doskonale. Powiedziałbym natomiast, że nawet w tak prostym kinie jest odrobina miejsca na niuans, można podziałać z postacią tak, aby była ona ciekawa, oryginalna, zapadająca w pamięć. Niestety, tutaj producenci najwyraźniej stwierdzili, że nie ma co ryzykować i po prostu dali nam Reachera schowanego pod innym nazwiskiem, może najwyżej lekko bardziej rozgadanego. Na szczęście, tę jego wymuskaną, wyliczoną stoickość i powagę dobrze wyrównuje Ben Bishop (Owen Wilson), towarzyski, sympatyczny, otwarty i nie potrafiący zamknąć jadaczki choćby na jedną minutę. Wspólnie tworzą zaskakująco sympatyczny duet – według mocno już zgranej formuły, tak jak i cała reszta scenariusza, ale zdecydowanie skuteczny – Ben chciałby wszystko wiedzieć, podczas gdy Hank lubi swoją prywatność; pierwszy panikuje na widok uzbrojonych ludzi, drugi każe mu siedzieć cicho i już ustala plan, jak ich wszystkich pozabija. Klasyka gatunku.
Po drugiej stronie barykady stoi natomiast Rodrigo Santoro w roli Damiana Zaldivara, obecnego przywódcy lokalnego kartelu narkotykowego. To ten typ postaci, która chodzi w eleganckiej marynarce, włosy zaczesuje do tyłu aby nie zasłaniały tautaży, które ma na twarzy, a jeśli ktoś go wkurzy, to nawet przez pół sekundy nie będzie się wahał czy ma go zastrzelić czy dać drugą szansę. No, chyba że na muszce znajduje się obecnie któryś z naszych głównych bohaterów. Wtedy, z jakiegoś powodu, on i jego koledzy wolą nagle porozmawiać, zaczekać aż Hank zastanowi się w jaki dokładnie sposób się ich pozbędzie. Sensu nie ma w tym wcale, ale intensywność Damiana połączona z brutalnością kolejnych strzelanin i pościgów, sprawia, że zwykle nie przeszkadza nam umowność wydarzeń. Piszę „zwykle”, ponieważ w paru miejscach, zwłaszcza bliżej końca filmu, nie mogłem już przeżyć tego, jak nielogicznie, ale przy tym wygodnie dla głównych bohaterów zachowują się antagoniści.
Runner (2026) – recenzja, opinia o filmie [Kino Świat]. Szaleństwo szaleństwem, ale jakieś granice istnieć muszą
Z powodu tych do przesady naciąganych momentów, odbiór scen akcji przez widza może być raczej różny. Jasne, cały film jest brutalny, z kulami przechodzącymi na wylot, ostrzami tnącymi skórę, samochodami rozbiającymi się na lewo i prawo oraz kończynami wyginającymi się w bardzo niecodzienny, nieprzyjemny sposób, co sprawia, że w ten najbardziej powierzchowny sposób film jest raczej przyjemny. Miło jest popatrzeć, jak podli bandyci przelatują przez kartonowe ściany albo rzuca nimi jak szmacianymi lalkami, kiedy Hank sadzi do nich z chyba najpotężniejszej strzelby we wszechświecie. To wszystko jest piekielnie wręcz satysfakcjonujące. Lecz kiedy nawet podczas przeładowanego wydarzeniami, wszelkiej maści emocjami i obrażeniami finału jest się świadomym tego, jak głupie jest to, co dzieje się na ekranie, kiedy nasz wewnętrzny głos zagłusza przygotowany przez filmowców spektakl, coś jest bardzo nie tak ze scenariuszem albo chociaż samą reżyserią. Pozytywnie nastawiony widz zniesie naprawdę wiele absurdów, ale trzeba je jakoś zmyślnie osadzić w świecie przedstawionym, jakkolwiek umotywować. Kiedy ktoś, kto miał nie żyć pojawia się nagle w miejscu, do którego nie miał prawa się dostać, w dodatku nie pamiętając już najwyraźniej, że powinien być w najlepszym wypadku ledow żywy i film nawet nie próbuje tego jakkolwiek wytłumaczyć, to dla mnie jest już trochę za wiele.
Reszta obsady jest niby okej, ale nie wnoszą za wiele do całej historii. Była żona Hanka, Monica (Geraldine Hakewill) pojawia się na jedną scenę, chyba wyłącznie po to, by podbudować lekko wątek ich córki, jako że prócz tego ten jej pojedynczy występ jest kolejnym nielogicznym absurdem scenariusza. Wspomniana już latorośl głównego bohatera w jakiś tam sposób wiąże się z sytuacją małej dziewczynki, wokół której choroby toczy się akcja filmu, lecz scenariusz nie maluje tego połączenia zbyt wprawnie ani choćby kompleksowo. Damian też ma kilka własnych problemów i tak jak powierzchownie rozumiemy jego położenie, tak nie jesteśmy w stanie jakkolwiek wciągnąć się i być może jakkolwiek zacząć z nim empatyzować, ponieważ film nie daje nam takiej możliwości. Bliżej końca można odnieść wrażenie, że jeden z jego ludzi stanie się istotnym graczem, ale nie! To po prostu podwładny z kilkoma linijkami dialogowymi.
Ponarzekałem sobie trochę, ale prawda jest taka, że „Runner” zdaje się być względnie świadomy tych swoich niedostatków, tak typowych dla kina, które próbuje emulować. Nie oznacza to, oczywiście, że nagle przestają mieć one z tego powodu znaczenie, ale zdecydowanie łatwiej jest się z nimi w trakcie pogodzić. Film ma dobre tempo, relacja między głównymi bohaterami jest bardzo udana, a zwariowane i kompletnie nieprawdopodobne sceny akcji ogląda się przyjemnie. To nie jest dobre kino, ale zdecydowanie sympatyczne w odbiorze.
Atuty
- Sympatyczna relacja Hanka i Bena;
- Komicznie intensywny czarny charakter;
- Widowiskowo zrobione sceny akcji;
- Brutalny jak za dawnych lat;
- Od czasu do czasu rzuca solidnym żartem;
- Dobre tempo.
Wady
- Napady spontanicznej głupoty występujące regularnie u tych złych;
- Liczne błędy logiczne i trudne do przełknięcia absurdy;
- Niewykorzystany potencjał związany z przeszłością Hanka;
- Miejscami dziwnie dopasowana, czy raczej właśnie niedopasowana ścieżka dźwiękowa.
Gdyby nie ta odrobina samoświadomości, z którą Waugh nakręcił swój najnowszy film, „Runner” byłby zwykłym średniakiem lub nawet i gorzej. Lecz ta niezaprzeczalna energia kina lat osiemdziesiątych sprawia, że wygłodniały prostej rozrywki widz wbrew wszelkiej logice bawi się dobrze. I dla takich filmów również jest wciąż miejsce.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych