Trails in the Sky 2nd Chapter - recenzja i opinie o grze [PS5, NS2, NS, PC]. Perfekcyjny sequel?
Remake pierwszego Trails in the Sky okazał się świetnym sukcesem, ale czy Trails in the Sky 2nd Chapter również pójdzie w jego ślady? Po tytule dzisiejszej recenzji już się pewnie tego domyślacie, więc zapraszamy was do lektury naszej opinii o nowej grze Japończyków.
Deweloperzy z Nihon Falcom od dawna rozwijają swoją markę The Legend of Heroes, której to subseria Trails jest niczym miód na serce dla fanów rasowych, ciężkich i bardzo długich opowieści z RPG-owymi mechanikami. Zarówno Trails in the Sky jak i jego następcy sprawili, że duch klasycznych jRPG-ów przetrwał w naszej branży, a dziś Japończycy tworzą jedne z najlepszych gier w tym gatunku.
Trails in the Sky 1st Chapter było świetnym remakiem klasyka z PlayStation Portable, ale to jego sequel, czyli Trails in the Sky 2nd Chapter może być prawdziwym przełomem dla rozpoznawalności tej marki. Jednorazowy dobry strzał o niczym nie świadczy, ale już "enta" gra z serii, która jest praktycznie wybitna, może sprawić, że cyklem zainteresuje się całe mnóstwo nowych odbiorców.
Trails in the Sky 2nd Chapter - magiczna opowieść
Remake drugiego Trails in the Sky był nieunikniony, nawet jeśli pierwsza odsłona nie odniosłaby aż takiego sukcesu jaki zyskała po zaskakująco udanym debiucie i recenzjach. Nihon Falcom jest bowiem bardzo pewne tego, że chce dać nam świeży wstęp w uniwersum The Legend of Heroes, które to po 20 latach, kilkunastu grach i latach opóźnień na rzecz japońskiej ekskluzywności, jest ekstremalnie wręcz nieprzyjazną serią dla nowicjuszy. No bo chcesz niby zagrać powiedzmy w The Legend of Heroes: Trails through Daybreak, ale jak odpalasz grę to się okazuje, że tytuł nawiązuje do wszystkich poprzednich tytułów z serii oraz budowanego tam lore. Więc czujesz się jak ktoś, kto przyszedł na imprezę "za pięć dwunasta" i słucha jak cała sala śmieje się z żartów, których nie rozumiesz.
Z recenzowanym dziś Trails in the Sky 2nd Chapter jest nieco podobnie. Nie grałeś w Trails in the Sky 1st Chapter? No to wstrzymaj się z zakupem "dwójki" i śmigaj po pudełko z "jedynką". Niby gra oferuje dobre wprowadzenie do fabuły 1st Chapter, ale to trochę tak jakbyście chcieli obejrzeć Avengers: Age of Ultron bez znajomości poprzednich filmów Marvela. No niby wiecie, że ktoś tam był zły, że Fury chodzi i na wszystkich krzyczy, ale to nieco jednak za mało, aby autentycznie wczuć się w tę przygodę. Fabularnie bowiem rozpoczynamy przygodę w tym samym miejscu, w którym zakończyliśmy remake "jedynki". Joshua znika bez śladu, a nasza Estelle jako już doświadczona wojowniczka postanawia wyruszyć na jego poszukiwania.
Stąd historia szybko idzie od prostych rozterek pokroju "Czy jestem wystarczająco dobrą przyjaciółką", do znacznie poważniejszych tonów i konfliktów natury politycznej, egzystencjonalnej, etycznej oraz miłosnej. Jeśli graliście w oryginalne Trails in the Sky SC na PlayStation Portable lub PC, doskonale będziecie wiedzieć o co chodzi, bo historia została tu ukazana praktycznie 1:1. Na szczęście powrót oryginalnych głosowych aktorów oraz nowe technologie sprawiają, że teraz opowieść tę doświadczycie dokładnie tak, jak wyobrażaliście ją sobie w głowie. Będzie epicko i brutalnie, a niejeden raz zaszklą wam się oczy. To naprawdę piękna opowieść, którą warto poznać bez spoilerowania sobie żadnych wątków czy sekretów.
W każdym dobrym jRPG-u bardzo ważna jest rozgrywka, która w recenzowanym Trails in the Sky 2nd Chapter stoi na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Nic w tym jednak dziwnego, skoro całość jest obecnie kulminacją ponad 20 lat rozwoju marki Trails i kilku lat szlifowania systemu walki wprowadzonego przez The Legend of Heroes: Trails through Daybreak. Ponownie mamy tutaj bowiem do czynienia z hybrydowym system walki, gdzie większość prostych konfliktów można rozwiązać paroma machnięciami miecza w dynamicznej walce, by następnie przejść do turowego systemu ze swobodnym ruchem postaci po arenie walki. Oczywiście jest tutaj parę nowości, na które warto zwrócić uwagę.
Trails in the Sky 2nd Chapter - ciąg dalszy nastąpi?
Po pierwsze znacznie bardziej postawiono na wykorzystanie Quartzów oraz systemu Orbmentów, gdzie teraz mamy większą dowolność w ich konstruowaniu i dopasowywaniu do naszego stylu rozgrywki. Nie jest to w dużej mierze jakaś ogromna zmiana dla kodu projektu, ale w samych bitwach potrafi mieć ogromne znaczenie, dzięki czemu dużo czasu spędzicie na eksperymentowaniu z odpowiednią konfiguracją. Oprócz tego teraz znaczenie ma kierunek ataku jaki wykonujemy i czasem znacznie bardziej opłacało się będzie zaatakowanie rywala od boku niż od frontu, co da dwa różne efekty.
Ciężko jest zmieścić w paru zdaniach wszystko co odkrywamy podczas tych kilkudziesięciu godzin pojedynków z potworami, ale najprościej można to ująć w taki sposób - ekipa Nihon Falcom nie rzuciła się na rewolucyjne zmiany, a zamiast tego dodaje tu i ówdzie dodatkowe delikatne pociągnięcia pędzlem, dzięki którym sztuka systemu walki Trails in the Sky jest po prostu przyjemniejsza. Tutaj nowy atak, tam jakiś combos, gdzieś nowy Art czy Orb. Mnóstwo małych zmian, które całościowo robią dużą robotę - zwłaszcza jeśli gracie na wysokim poziomie trudności.
Bo co jak co, ale jedno względem oryginalnego Trails in the Sky SC się tu nie zmieniło - ta produkcja wytrze wami podłogę bardziej niż niejedna Persona czy Dragon Quest. Walki z bossami wymagają planowania z wyprzedzeniem, odpowiednich przygotowań, maksymalizowania bonusów, chainów, Quartzów i tym podobnych efektów, które mogą zadecydować o waszym zwycięstwie lub porażce. Sam ogrywałem tytuł głównie na medium, ale też łatwo nie było. Warto tu też zwrócić uwagę na zmiany w balansie - oryginalna gra była stworzona tak, aby Joshua był wyraźnie lepszy od innych, podczas gdy tutaj go znerfiono do poziomu pozostałych członków drużyny, co nieco kłóci się z samą narracją i jego skrywaną do tej pory potęgą.
Produkcja recenzowanego Trails in the Sky 2nd Chapter przebiegła też w tak błyskawicznym tempie dlatego, że mamy tutaj istny festiwal backtrackingu do lokacji z poprzedniej odsłony. Te same miasta, postacie, domki, trasy, przeciwnicy i inne elementy sprawiają, że co po niektórzy mogą zacząć "wyć", że cała gra powinna być tylko dodatkiem do "jedynki". Ale no powiedzmy sobie szczerze, że fani oryginału oraz osoby bardziej znające świat Librel doskonale zrozumieją dlaczego opowieść skonstruowano tak a nie inaczej. Dla mnie to osobiście żaden problem, ale uzbrójcie się w cierpliwość, bo nowe, ekscytujące regiony też tu na was czekają. Jeśli zaś chodzi o płynność czy bezproblemowość gry, jasno mogę wam powiedzieć, że Nihon Falcom dobrze odrobiło lekcję, ale też nie obyło się bez paru problemów, które raczej nie powinny negatywnie wpłynąć na wasz odbiór tej przygody. Owszem czasem coś chrupnie, czy pojawi się jakiś wizualny babol, a przeciwnik wpadnie na przeszkodę, ale to zazwyczaj pierdoły.
Trails in the Sky 2nd Chapter - czy warto zagrać?
Śmiało można powiedzieć, że pytanie postawione powyżej, jest pytaniem retorycznym, bo oczywiście każdy już raczej wie, że w Trails in the Sky 2nd Chapter nie tyle warto zagrać, to po prostu trzeba zagrać. To pozycja obowiązkowa dla całego grona fanów japońskich gier RPG z miłośnikami Trailsów na czele. Doceńcie ten tytuł, bo rzadko się dziś już spotyka taką konsekwencję i dbałość o detale, przy jednoczesnym zachowaniu oryginalnego charakteru gry sprzed lat.
Ocena - recenzja gry Trails in the Sky 2nd Chapter
Atuty
- Fantastyczna historia, która porusza
- Najbardziej rasowy jRPG tego roku
- System walki, w którym się zakochasz
- Przepiękny kierunek artystyczny oraz muzyka
- Mnóstwo zawartości na dziesiątki godzin
Wady
- Drobne błędy tu i tam
- Trochę zbyt długi tutorial
- Skoki poziomu trudności
Trails in the Sky 2nd Chapter jest równie dobry co swój poprzednik, a może nawet i jeszcze lepszy. Jeśli kochasz gatunek jRPG, po prostu musisz w to zagrać. Koniec i kropka.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych