Warcraft III: Reforged Forsaken Kingdom - recenzja gry. Powrót, którego się nie spodziewałem

Warcraft III: Reforged Forsaken Kingdom - recenzja i opinia o grze [PC]. Powrót, którego się nie spodziewałem

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 22:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Warcraft III kojarzy mi się z kafejką internetową, gdzie godzina zabawy kosztowała dwa złote. Podstawkę i The Frozen Throne przechodziłem później tyle razy, że znałem niektóre misje niemal na pamięć. A mimo to wciąż zdarza mi się wrócić do Azeroth, postawić bazę, zebrać oddział i ruszyć za bohaterem, którego los obchodzi mnie bardziej niż wynik bitwy. Byłem wielkim fanem tej gry jako dzieciak i właściwie nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Tęsknię za takimi RTS-ami. Warcraft III został w mojej głowie na lata, a rozwój bohaterów nadawał kolejnym starciom osobisty wymiar. Nie spodziewałem się jednak, że po 23 latach od The Frozen Throne dostaniemy do niego nową kampanię. Na BlizzConie Blizzard ogłosił Forsaken Kingdom i tego samego dnia udostępnił dodatek do pobrania. Po krótkim pokazie chciałem już tylko wrócić do komputera i sprawdzić, ile z dawnego Warcrafta rzeczywiście w nim zostało.

Dalsza część tekstu pod wideo

Forsaken Kingdom kosztuje 129 zł i wymaga posiadania Warcrafta III: Reforged. Obejmuje cztery rozbudowane misje prologu o upadku Lordaeronu oraz dłuższą kampanię poświęconą początkom Porzuconych. Jest też druga droga zakupu: cyfrowy pakiet Warcraft Forever Collection, przygotowany przy okazji World of Warcraft: Forever, zawiera zarówno Reforged, jak i nowy dodatek. To opcja szczególnie dobra dla tych, którzy planują grać również w nowego WoWa (co polecam i o czym przeczytacie w najbliższy piątek). Przed zakupem warto jednak wiedzieć, czego spodziewać się po samej kampanii: prolog przypomina klasycznego Warcrafta III, ale później budowanie baz ustępuje miejsca eksploracji, zadaniom i rozwojowi kilku bohaterów.

Arthas powraca, a to jest fantastyczna wiadomość

Warcraft 3 Reforged Forsaken Kingdom
resize icon

Prolog nazwany "Ostatnie Dni Lordaeronu" zaczyna się w chwili, którą każdy fan serii pamięta doskonale: Arthas powraca do stolicy. Starego fragmentu opowieści nie oglądamy jednak ponownie z perspektywy księcia. Śledzimy losy ludzi pełniących służbę w królestwie, między innymi strażnika Gareka Bandariona. To oni muszą zrozumieć, co właściwie dzieje się za murami i przetrwać skutki decyzji podjętych przez kogoś, kogo dotąd uważali za swojego obrońcę. Cztery scenariusze prowadzą przez stolicę, Andorhal, zrujnowane Stratholme i kanały pod Lordaeronem. Wiedza o losie królestwa wcale nie odbiera im napięcia. Gdy znamy dalszą historię Arthasa, znacznie ciekawsze staje się pytanie, co mogli zrobić zwykli ludzie, którzy znaleźli się w samym środku katastrofy. Twórcy korzystają ze znajomych miejsc i postaci, lecz oddają głos tym, których oryginalna kampania ledwie pokazała.

Później akcja przenosi się pod ruiny miasta. Garek i mroczna łowczyni Anya trafiają w sam środek zmagań o przyszłość Porzuconych, a Sylwana próbuje zapewnić im miejsce, które będą mogli nazwać własnym. W tle pojawiają się Szkarłatna Krucjata, Plaga i postacie znane z World of Warcraft. Dodatek pokazuje drogę do powstania Podmiasta i polityczny bałagan po upadku Lordaeronu. To dobry pomysł na historię: nawet ktoś, kto doskonale zna Azeroth z MMO, może zobaczyć początki tej społeczności z bliższej, mniej podręcznikowej perspektywy. Dalej nie będę zdradzał wydarzeń.

Blizzard zapowiadał około 30 godzin rozgrywki i niemal godzinę przerywników, ale fakty są takie, że główną historię można ukończyć gdzieś w 15 godzin. Nie mam pojęcia, skąd wzięli takie liczby, natomiast na papierze wyglądało to dużo bardziej okazale, niż w rzeczywistości. Co natomiast muszę podkreślić - sama kampania jest trudna i wymagająca. To dobra wiadomość dla fanów RTS, ale osoby niezaznajomione z tym gatunkiem mogą się od tej kampanii zwyczajnie odbić. 

Więcej Rexxara, mniej kopalni złota

Kampania Reforged_1
resize icon

Prolog trzyma się bliżej starej szkoły: dowodzimy oddziałami, walczymy o pozycje i wykonujemy cele przygotowane pod konkretny scenariusz. Oblężenie Andorhal urozmaica tę formułę przejmowaniem wież, które produkują sojusznicze jednostki. W Stratholme trzeba z kolei koordynować działania dwóch oddzielonych grup. Są tu więc fajne pomysły na mapy, a nie jedynie pretekst, by ponownie poprowadzić piechurów przeciw ghulom. Główna kampania idzie śladem przygody Rexxara z The Frozen Throne. Zwiedzamy rozległe obszary, przyjmujemy zadania, szukamy sekretów, zbieramy przedmioty i rozwijamy niewielką grupę bohaterów. Ekwipunek dostał teraz osobne miejsca na broń, pancerz czy pierścienie. Dochodzą też talenty i znacznie więcej statystyk niż w oryginalnej grze.

Mocniejszych przeciwników nie zawsze opłaca się atakować od razu. Czasem lepiej wrócić z lepszym wyposażeniem, a podczas walki z bossem uważać na ataki obszarowe i odpowiednio użyć zdolności całej drużyny. To jest żywcem wyjęte z World of Warcraft - musimy teraz o wiele częściej kontrolować naszą drużynę, unikać obrażeń i dbać o każdego jednego piechura, bo może on zrobić wielką różnicę. Doceniam ten zwiększony poziom trudności, chociaż ma to swoje konsekwencje. W Warcraft III często szukałem pobocznej ścieżki tylko po to, żeby sprawdzić, jaki przedmiot zostawi ukryty potwór. Teraz to już nie takie proste. Co istotne, Forsaken Kingdom po prologu staje się opowieścią o bohaterach. Zamiast stawiać bazę, dbać o gospodarkę i manewrować armią, przez większość czasu prowadzimy kilku bohaterów od zadania do zadania. Zwiększenie limitu zaznaczonych jednostek z 12 do 24, wprowadzone w aktualizacji 3.0, przydaje się całej grze, ale akurat tutaj trudno zrobić z niego główny argument przemawiający za zakupem.

Warcraft 3_FK
resize icon

Muszę pochwalić za to ogromne mapy, sekrety, wymagających bossów i pomysłowy rozwój postaci. Zdarzają się natomiast scenariusze trwające ponad godzinę, gdzie dodatkowy mamy jeszcze bezsensowne przestoje, powroty przez wcześniej odwiedzone obszary i znikomą ilość klasycznego budowania. Jeśli najbardziej lubiliście Rexxara, kierunek powinien Wam odpowiadać. Jeśli czekaliście na kolejne misje w stylu oblężenia Dalaranu czy bitwy o Górę Hyjal, możecie poczuć się mocno zmęczeni już po kilku godzinach. Dla mnie każda nowa misja z Warcrafta III jest złotem, ale oceniając to obiektywnie, spodziewałbym się dużo większej skali i większych możliwości, tym bardziej, że minęły już 23 lata od ostatniego dodatku. Mamy możliwości i przestrzeń na to, by dostać więcej i lepiej.

Do tego dochodzą stare kłopoty w zarządzaniu jednostkami. Niestety często blokują sobie drogę. Do tego zarządzanie ekwipunkiem jest mało wygodne, bo ten interfejs zrobiono na modłę starego, który może i sprawdzał się 23 lata temu, ale dzisiaj można by go już ładnie przeprojektować. Irytowały mnie też nierówno rozmieszczone punkty kontrolne. Kiedy oddział utknie przy przejściu podczas trudnej walki, nie ma znaczenia, czy problem odziedziczono po dawnej grze, czy pojawił się w nowej mapie. Trzeba go ręcznie poprawić, a czasem wczytać zapis. Mimo autozapisu, warto robić to też ręcznie. Mnie na samym początku zaskoczył poziom trudności (jako weteran, wybrałem ten najwyższy), bo okazało się, że nie mogę wyjść z drugiej misji prologu. Z kolei automatyczny zapis rozgrywki występował w momencie w którym nieumyślnie straciłem trzy jednostki, a ich obecność miała kluczowe znaczenie dla przebiegu bitwy. Musiałem więc zaczynać wszystko od nowa. 

Warcraft III, jakiego chcieliśmy zapamiętać

Forsaken Kingdom
resize icon

Nie ukrywam, że duże wrażenie zrobił na mnie tryb graficzny Definitive Edition. Jego cel łatwo zrozumieć, gdy zestawi się go z Reforged: nowe modele, światło, mgła i otoczenie mają więcej szczegółów, lecz postacie zachowują wyraźne sylwetki i przesadzone proporcje oryginału. Blizzard przebudował w tym stylu ponad 600 jednostek. Gra wygląda tak, jak po latach chciałem pamiętać Warcrafta III. Jest ostro, ślicznie, przejrzyście i uważam, że tym razem twórcy poszli w bardzo dobrą stronę, chociaż zauważalnie wzrosły wymagania sprzętowe. No ale, coś za coś. 

A właśnie, warto rozdzielić dwie rzeczy! Płatne Forsaken Kingdom dodaje nową historię, ale nowy tryb graficzny, Paladyn Porzuconych dostępny w karczmie, większy limit zaznaczenia jednostek i zmiany edytora map przyszły wraz z bezpłatną aktualizacją 3.0 dla posiadaczy Reforged. Nie trzeba więc płacić 129 zł, żeby sprawdzić same poprawki oprawy lub nowego bohatera w multiplayerze. Szkoda natomiast, że nowe kampanie korzystają obecnie wyłącznie z grafiki Definitive Edition, podczas gdy w starych kampaniach ten wariant nie jest jeszcze dostępny (nie wiadomo, czy w ogóle będzie). Szkoda, bo Reforged jest totalnie skopany, a oryginał trąci już myszką. Chciałbym, żeby wersja definitywna trafiła do całej gry. 

Warcraft 3
resize icon

Wydajność również nie pozwala bez zastrzeżeń nazwać tego ostateczną wersją klasyka. Niestety występują czasami błędy kamery i czytelności map. Czytałem też sporo opinii na forum pomocy technicznej Blizzarda, gdzie gracze opisują spadki płynności oraz krótkie zatrzymania obrazu, także na mocnych komputerach. Sam korzystam z karty graficznej GeForce RTX 5080 oraz mocnego procesora, więc u mnie te spadki nie występowały, ale czasem płynność i tak zaskakująco mocno spadała. Aktualizacja 3.0 nie usunęła wszystkich technicznych bolączek.

No i boli mnie jeszcze jedna, niezrozumiała kompletnie decyzja. Reforged wymaga teraz połączenia z internetem również w kampanii jednoosobowej i nie ma dostępu do trybu LAN (!). Blizzard zostawił grę offline oraz LAN w osobnym klasycznym kliencie, lecz nowej kampanii w nim nie uruchomimy. Trudno o lepszy przykład, jak jednym patchem poprawić sterowanie armią, a jednocześnie pogorszyć warunki grania w samotności. Jest jeszcze kwestia języka. Nowa kampania ma polskie napisy, ale nie dostała polskiego dubbingu. Angielskie głosy wypadają dobrze, muzyka pasuje do świata, a jednak dla mnie to dotkliwy brak. Minęły 23 lata od The Frozen Throne i przez ten czas zmienił się cały rynek, oczekiwania oraz sam Blizzard. Nie zmienia to faktu, że Warcraft III miał u nas własne brzmienie. Wrócić po takim czasie do Lordaeronu i nie usłyszeć nowych kwestii po polsku trochę boli, ale z tym akurat nic nie zrobimy.

Czy warto zapłacić 129 zł?

Tak, jeżeli najbardziej zależy Wam na nowej historii osadzonej między Warcraftem III, a World of Warcraft, lubiliście kampanię Rexxara i macie ochotę spędzić kolejne godziny w Podmieście. Prolog potrafi przypomnieć, jak dobrze Blizzard kiedyś prowadził scenariusze RTS, a właściwa kampania ma wystarczająco dużo własnych pomysłów, by nie uchodzić za pakiet kilku nostalgicznych map. Bardzo cieszę się, że po tylu latach w ogóle wróciliśmy do Warcrafta III z nową fabułą.

Jeżeli natomiast tęsknicie przede wszystkim za rozbudową bazy, zbieraniem zasobów i walką dużych armii, poczekałbym z zakupem. Tak samo zrobiłbym, gdyby przeszkadzały Wam problemy techniczne albo brak polskich głosów. Za 129 zł dostajemy pełną przygodę dla miłośników uniwersum, ale jej najodważniejszy pomysł jednocześnie odbiera dużą część tego, czego fani tradycyjnego RTS-a mogli oczekiwać po dodatku do Warcrafta III. To zaskakujący powrót, nostalgiczny, emocjonalny, a przy tym trudny i wymagający. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Ocena - recenzja gry WarCraft 3 Reforged

Atuty

  • Dwie obszerne części kampanii i ciekawe spojrzenie na upadek Lordaeronu
  • Mocny klimat Porzuconych, znane postacie i sensownie wykorzystane luki w historii Azeroth
  • Rozbudowane mapy, sekrety, ekwipunek oraz talenty bohaterów
  • Udany tryb Definitive Edition, który zachował charakter oryginalnej oprawy i faktycznie, jest dużo lepszy od tego z Reforged

Wady

  • Właściwa kampania niemal porzuca budowanie baz i klasyczną gospodarkę RTS-a
  • Nierówne tempo, powroty przez mapy i problemy z poruszaniem się jednostek
  • Przycięcia, błędy oraz obowiązkowe połączenie z internetem w Reforged
  • Brak grania po LANie
  • Brak polskiego dubbingu
  • Deklarowane 30 godzin nie jest reprezentatywne dla każdego przejścia

Forsaken Kingdom opowiada historię, której brakowało między Warcraftem III, a początkiem World of Warcraft, i rozwija ją w długą przygodę z sekretami oraz mocną warstwą RPG. Świetny kierunek dla fanów Rexxara i lore Porzuconych. Ale to znacznie gorszy wybór dla tych, którzy po 23 latach chcieli nowych misji z budowaniem baz. Cenę 129 zł trudniej zaakceptować przez problemy techniczne, obowiązek gry online oraz brak polskiego dubbingu.

Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper