Onimusha: Way of the Sword - recenzja i opinia o wersji na Switcha 2. Capcom ma moc
Minęły dwie dekady od premiery ostatniej pełnoprawnej odsłony, Capcom zdążył rozwinąć swoje największe marki i stworzyć kilka prawdziwych kolosów, ale w końcu nadszedł czas na wielki powrót samuraja z charakterystyczną „rękawiczką”. Onimusha: Way of the Sword przywraca do życia serię, na której kolejną część fani czekali zdecydowanie zbyt długo. Jaki jest wielki powrót Onimushy i czy warto sięgnąć po grę na Nintendo Switchu 2? Przeczytajcie naszą recenzję.
Capcom w 2026 roku praktycznie nie zwalnia tempa. Resident Evil Requiem okazało się kolejnym znakomitym powrotem flagowej marki, Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection udanie rozwinęło poboczną serię, a Pragmata pokazała, że Japończycy nie zamierzają ograniczać się wyłącznie do swoich największych IP. Firma regularnie dostarcza bardzo dobre gry, jednocześnie rozwijając znane uniwersa i eksperymentując z nowymi pomysłami. W tym niezwykle intensywnym okresie znalazło się również miejsce na powrót marki, która przez dwie dekady pozostawała w zasadzie uśpiona.
Onimusha rozpoczęła swoją historię w 2001 roku za sprawą Onimusha: Warlords, które połączyło samurajską akcję, demony, zagadki oraz elementy charakterystyczne dla ówczesnych produkcji Capcomu. Sukces szybko doprowadził do powstania Onimusha 2: Samurai’s Destiny, następnie Onimusha 3: Demon Siege, a w 2006 roku zadebiutowało Onimusha: Dawn of Dreams. Później seria praktycznie zniknęła - Capcom przez lata rozwijał serie Resident Evil, Monster Hunter czy Devil May Cry, a fani Onimushy mogli jedynie liczyć na powrót starszych produkcji. Dopiero teraz, po 20 latach od Dawn of Dreams, otrzymaliśmy zupełnie nową, pełnoprawną odsłonę.
Onimusha: Way of the Sword nie jest jednak próbą odtworzenia gry sprzed dwóch dekad w ładniejszej oprawie. Capcom zachował charakterystyczne elementy serii, ale jednocześnie przygotował współczesną grę akcji, która ma trafić zarówno do weteranów, jak i osób po raz pierwszy chwytających za miecz w walce z Genma. Miałem okazję sprawdzić wielki powrót serii na Nintendo Switchu 2 i po wielu godzinach spędzonych z Musashim chętnie opowiem Wam, czy rzeczywiście warto było czekać na ten moment aż 20 lat.
Przyjemna historyjka zachęca do biegania
W swoim tekście chcę przede wszystkim na Onimusha: Way of the Sword w wersji na Nintendo Switcha 2, bo Musiol miał już okazję przedstawić swoje wrażenia z wersji na PS5. Zanim jednak przejdę do jakości portu i kompromisów związanych ze sprzętem Nintendo, warto zatrzymać się przy samej przygodzie. Recenzowana Onimusha: Way of the Sword opowiada samodzielną historię, więc do rozpoczęcia zabawy nie jest potrzebna znajomość poprzednich części... choć oczywiście weterani bez problemu odnajdą tutaj charakterystyczne elementy całej serii.
Tym razem trafiamy do opanowanego przez demony Kioto z początku okresu Edo, a głównym bohaterem historii jest Miyamoto Musashi. Legendarny szermierz zostaje uwikłany w konflikt z Genma i otrzymuje charakterystyczną Rękawicę Oni, dzięki której może pochłaniać dusze pokonanych przeciwników. Sama historia nie jest specjalnie skomplikowana ani przesadnie zaskakująca, ale dobrze spełnia swoje zadanie - daje wystarczający pretekst, żeby ruszać do kolejnych miejsc, wykonywać następne zadania i przede wszystkim mierzyć się z coraz potężniejszymi demonami. Capcom nie próbuje na każdym kroku szokować wielkimi zwrotami akcji, a zamiast tego prowadzi nas przez kolejne wydarzenia w naprawdę przyjemnym tempie.
Największą siłą tej opowieści jest dla mnie sam Musashi. Capcom nie zrobił z niego kolejnego śmiertelnie poważnego samuraja, który z kamienną twarzą przyjmuje następne zadanie ratowania świata. Bohater od początku nie wydaje się specjalnie zachwycony sytuacją, w której się znalazł, potrafi być pewny siebie, ironiczny i zwyczajnie zabawny, a jego reakcje na kolejne paranormalne wydarzenia często wypadają bardzo naturalnie. Niejednokrotnie sama mimika jego twarzy mówi więcej niż kolejna kwestia dialogowa. To świetnie napisana i przedstawiona postać, która nadaje całej przygodzie charakteru i (co nie zdarza mi się szczególnie często!) jest dla mnie jednym z najlepszych elementów całej gry.
Onimusha: Way of the Sword nie jest przy tym kolejnym wielkim otwartym światem. Kioto zapewnia trochę większej swobody, możemy zbaczać z głównej drogi, eksplorować, rozwijać Musashiego czy zajmować się pobocznymi aktywnościami, ale zasadnicza część przygody prowadzi nas przez bardziej zamknięte, przygotowane przez twórców lokacje. W tle regularnie pojawiają się również dość powtarzalne zadania poboczne, jednak ostatecznie praktycznie wszystkie drogi prowadzą tutaj do jednego... walki. I trudno mieć o to większe pretensje, ponieważ właśnie starcia z Genma są prawdziwym sercem Onimusha: Way of the Sword.
Walka kluczem do wszystkiego
Onimusha: Way of the Sword bardzo szybko daje do zrozumienia, że walka jest absolutnym fundamentem całej przygody. Już na początku możemy zdecydować, czy chcemy podejść do starć bardziej ofensywnie, czy defensywnie, a ja bez większego zastanowienia postawiłem na agresję. Nie oznacza to jednak bezmyślnego wciskania przycisku ataku. Musashi może błyskawicznie skracać dystans i zasypywać przeciwników kolejnymi cięciami, ale bardzo szybko okazuje się, że nawet podczas ofensywnej gry trzeba nauczyć się czytać ruchy przeciwników. Atakujemy, obserwujemy ruchy wrogów, reagujemy na ciosy i natychmiast ponownie przejmujemy inicjatywę. Dzięki temu pojedynki mają świetne tempo i praktycznie od początku czułem, że Capcom dokładnie wiedział, na czym chce oprzeć tę produkcję.
Kluczowe znaczenie ma tutaj obrona, która w rzeczywistości staje się kolejną formą ataku. Możemy zwyczajnie blokować ciosy, ale znacznie większą satysfakcję daje odpowiednie wyczucie momentu i odbijanie kolejnych uderzeń. Odbicie pozwala zatrzymać atak i jednocześnie uszkadza pasek przełamania przeciwnika, natomiast bardziej wymagające parowanie może wytrącić wroga z równowagi i stworzyć okazję do odpowiedzi. Odbijać możemy nawet pociski. Jest też charakterystyczny dla serii Issen - ryzykowna technika wymagająca zaatakowania praktycznie w momencie, gdy cios przeciwnika ma dosięgnąć Musashiego. Jeśli wszystko wykonamy odpowiednio, bohater odpowiada niezwykle efektownym i potężnym atakiem. System nie sprowadza się więc do jednego przycisku parowania. Musimy zdecydować, jak chcemy odpowiedzieć na konkretny ruch przeciwnika i ile jesteśmy gotowi zaryzykować.
Najlepiej widać to podczas starć z mocniejszymi demonami i przede wszystkim bossami. Potężnych przeciwników nie pokonujemy wyłącznie dlatego, że wcześniej rozwinęliśmy swój miecz lub nauczyliśmy się nowej zdolności. Trzeba poznać ich ruchy, nauczyć się kolejnych sekwencji i wielokrotnie odbijać ataki, stopniowo doprowadzając do przełamania obrony. Wtedy pojawia się okazja do wykonania Break Issen, czyli niezwykle mocnego uderzenia, które jest nagrodą za wcześniejszą, dobrze rozegraną wymianę. I muszę to napisać: te wszystkie momenty są naprawdę piekielnie satysfakcjonujące. Boss przez kilka minut próbuje nas złamać, my zaczynamy coraz lepiej rozumieć jego ruchy, odbijamy kolejne ciosy, aż w końcu przejmujemy inicjatywę i wyprowadzamy efektowny atak. Kilka pojedynków naprawdę zmusiło mnie do nauczenia się przeciwnika, ale dzięki temu zwycięstwo dawało ogromną radość.
Świetnie wypada również walka z większymi grupami. Początkowo można próbować chaotycznie ciąć wszystko, co znajdzie się w zasięgu miecza, ale z czasem zaczynamy kontrolować całe starcie - odbić jeden atak, uniknąć kolejnego, wyeliminować słabszego demona i natychmiast przenieść uwagę na następnego przeciwnika. Issen można nawet łączyć pomiędzy kolejnymi wrogami, dzięki czemu dobrze rozegrane starcie potrafi zakończyć się serią niezwykle efektownych cięć. Jest w tym sporo widowiskowości, ale przede wszystkim ogromna satysfakcja wynikająca z tego, że gra nagradza odpowiednią reakcję, a nie tylko statystyki bohatera.
Capcom oczywiście nie zrezygnował z rozwoju Musashiego. Zbieramy dusze pokonanych Genma, ulepszamy wyposażenie i odblokowujemy kolejne umiejętności, dzięki którym bohater otrzymuje nowe możliwości. Nie jest to jednak szczególnie rozbudowany system... ale moim zdaniem bardzo dobrze pasuje to do charakteru gry. Nie spędzałem długich minut w menu, zastanawiając się nad kolejnymi procentami obrażeń czy budując skomplikowany zestaw zależności pomiędzy dziesiątkami perków. Progresja jest prosta, czytelna i skuteczna - czujemy, że Musashi staje się mocniejszy i otrzymuje kolejne narzędzia, ale wyposażenie nie zaczyna grać za nas.
Dlatego właśnie najważniejszym elementem rozwoju w Onimusha: Way of the Sword stają się nasze własne umiejętności. Możemy ulepszyć Musashiego, ale jeśli nie nauczymy się odbijać ataków, rozpoznawać zachowania przeciwników i wykorzystywać odpowiednich momentów do ofensywy, kolejny wymagający boss bardzo szybko sprowadzi nas na ziemię. Z drugiej strony moment, w którym przeciwnik wcześniej sprawiający ogromne problemy nagle staje się czytelny, daje kapitalne poczucie progresu. To nie cyferki zdecydowały o zwycięstwie - po prostu zaczęliśmy lepiej grać.
Nawet jeśli Onimusha: Way of the Sword ma spokojniejsze momenty, poboczne aktywności potrafią się powtarzać, a fabuła nie zasypuje nas co chwilę wielkimi niespodziankami, cały czas chciałem iść dalej właśnie dla kolejnego pojedynku. Starcia z Genma są wystarczająco efektowne, wymagające i przede wszystkim satysfakcjonujące, żeby stanowić główną siłę całej produkcji. Capcom nie potrzebował dziesiątek skomplikowanych systemów - przygotował znakomite podstawy, zmusza gracza do ich opanowania i pozwala poczuć, że każdy perfekcyjnie odbity cios oraz pokonany po kilku próbach boss są przede wszystkim naszym sukcesem.
Jak Onimusha: Way of the Sword działa na Nintendo Switchu 2?
Recenzowana Onimusha: Way of the Sword oferuje na Nintendo Switchu 2 dwa tryby rozgrywki i muszę przyznać, że niezależnie od wybranego ustawienia trudno mi narzekać na jakość portu. Możemy zdecydować się na zablokowane 30 FPS i w tym przypadku dokładnie to otrzymujemy - podczas mojej rozgrywki gra utrzymywała założoną płynność bez problematycznych spadków. Jeśli ktoś stawia przede wszystkim na stabilność, może spokojnie wybrać tę opcję i cieszyć się bardzo równą rozgrywką, co ma szczególne znaczenie w produkcji tak mocno opartej na odpowiednim wyczuciu momentu podczas odbijania ataków.
Znacznie ciekawszy okazał się dla mnie jednak tryb z odblokowaną liczbą klatek na sekundę. Podczas spokojnej eksploracji najczęściej obserwowałem około 45-50 FPS, natomiast w trakcie walk wartości zazwyczaj znajdowały się w granicach 42-48 FPS. Zdarzają się bardziej wymagające momenty, gdy licznik potrafi zejść w okolice 39-40 FPS, ale nawet wtedy nie miałem poczucia, że spadki przeszkadzają mi w rozgrywce. Szczególnie interesująco wygląda to w połączeniu z VRR - płynność jest zauważalnie wyższa od standardowych 30 FPS, a przy tak dynamicznych i wymagających pojedynkach naprawdę można to docenić.
Oczywiście Capcom musiał odpowiednio zoptymalizować oprawę, więc wersja na Nintendo Switcha 2 nie oferuje jakości obrazu znanej z mocniejszych konsol, ale pod względem wydajności trudno mi mieć do niej większe zastrzeżenia. Stabilne 30 FPS dla osób oczekujących idealnie równej płynności oraz bardzo grywalne 40-50 FPS po zdjęciu blokady sprawiają, że każdy może dopasować rozgrywkę do własnych preferencji. To kolejny przykład bardzo dobrej pracy Capcomu z konsolą Nintendo - po tegorocznych premierach trudno już mówić o przypadku. Japończycy naprawdę dobrze poznali możliwości Switcha 2 i Onimusha: Way of the Sword jest tego kolejnym potwierdzeniem.
Jak Onimusha: Way of the Sword wygląda na Nintendo Switch 2?
Oczywiście Onimusha: Way of the Sword na Nintendo Switchu 2 nie może pod względem grafiki rywalizować z wersją na PS5 Pro i wystarczy bezpośrednie porównanie, żeby zobaczyć skalę zastosowanych kompromisów. Capcom musiał obniżyć jakość części tekstur, włosów, cieni oraz detali znajdujących się w większej odległości, uproszczenia dotyczą również roślinności, geometrii terenu czy niektórych efektów związanych między innymi z wodą. Obraz jest też bardziej miękki, a na dużym telewizorze łatwiej dostrzec słabszą jakość drobnych elementów otoczenia. Różnice są więc znaczące, ale najważniejsze jest dla mnie to, że podczas normalnej rozgrywki nie miałem poczucia obcowania z mocno okrojoną wersją gry. Charakter lokacji, modele najważniejszych postaci, świetne animacje walki oraz ogólny kierunek artystyczny zostały zachowane i Onimusha nadal potrafi wyglądać naprawdę dobrze.
W trybie stacjonarnym Switch 2 celuje maksymalnie w 1920 x 1080, korzystając przy tym z dynamicznej rozdzielczości i rekonstrukcji obrazu. W bardziej wymagających scenach wewnętrzna rozdzielczość potrafi spaść wyraźnie niżej, nawet w okolice 720p, więc nie zawsze otrzymujemy równie ostry obraz. Najbardziej widać to na drobnych detalach, włosach czy bardziej oddalonych elementach scenerii. Capcom bardzo rozsądnie dobrał jednak miejsca, w których może pozwolić sobie na oszczędności - mniej szczegółowa roślinność albo słabsze cienie nie mają większego znaczenia podczas dynamicznej walki, a najważniejsze elementy pozostają czytelne. Szczególnie dobrze prezentują się modele bohaterów, przeciwnicy i animacje, więc podczas pojedynków ograniczenia sprzętu Nintendo szybko schodzą na dalszy plan.
Jeszcze większe zmiany pojawiają się po wyjęciu konsoli z docka. Maksymalna rozdzielczość spada wtedy do 1600 x 900, ale Capcom dodatkowo dostosował do trybu przenośnego między innymi geometrię terenu i poziom szczegółowości otoczenia. Roślinność jest mniej gęsta, część obiektów w oddali zostaje uproszczona, tekstury wcześniej tracą szczegółowość, a włosy czy zarost postaci potrafią wyglądać wyraźnie gorzej. Różnice pomiędzy dockiem a handheldem można więc bez większego problemu dostrzec, szczególnie jeśli przełączymy się bezpośrednio z jednego trybu na drugi. Paradoksalnie pomaga jednak mniejszy ekran Switcha 2 - niższa rozdzielczość oraz część uproszczeń nie rzucają się wtedy w oczy tak mocno jak na dużym telewizorze i po kilku minutach zwyczajnie przestawałem zwracać na nie większą uwagę.
I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje jakość tego portu. PS5 Pro oferuje ostrzejszy obraz, więcej detali, lepsze cienie, bogatsze otoczenie i wyższą jakość poszczególnych efektów - tutaj nie ma sensu udawać, że Switch 2 może konkurować ze znacznie mocniejszym sprzętem. Capcom bardzo dobrze zrozumiał jednak, które elementy może ograniczyć, żeby zachować charakter całej produkcji. W połączeniu z bardzo dobrą wydajnością otrzymujemy grę, która w docku prezentuje się naprawdę solidnie, a możliwość zabrania tak wyglądającej Onimushy do ręki nadal robi na mnie spore wrażenie. To nie jest najładniejsza wersja Onimusha: Way of the Sword, ale biorąc pod uwagę możliwości Nintendo Switcha 2, jest to kolejny naprawdę udany port Capcomu.
Jak się gra w Onimusha: Way of the Sword na Nintendo Switch 2?
Po wielu godzinach spędzonych z Onimusha: Way of the Sword na Nintendo Switchu 2 mogę powiedzieć jedno - to naprawdę znakomite doświadczenie. Pod względem samej zawartości, systemu walki czy konstrukcji przygody nie otrzymujemy tutaj gorszej Onimushy. Nadal możemy cieszyć się wymagającymi pojedynkami, efektownymi starciami z bossami i całym przygotowanym przez Capcom światem. Największe kompromisy dotyczą oprawy, ale jeśli niższa jakość grafiki nie jest dla Was kluczowym problemem, trudno znaleźć tutaj coś, co znacząco pogarszałoby komfort zabawy.
Switch 2 ma natomiast przewagę, której pozostałe konsole po prostu nie oferują. W każdej chwili mogłem wyjąć sprzęt z docka, chwycić go w dłonie i kontynuować dokładnie tę samą przygodę w dowolnym miejscu. Oczywiście wtedy jakość obrazu spada, otoczenie jest mniej szczegółowe, a część efektów została ograniczona, ale podczas normalnej rozgrywki szybko przestawałem zwracać na to uwagę. Najważniejsze, że walka nadal zapewnia odpowiednią responsywność i satysfakcję, więc nawet wymagające pojedynki z bossami świetnie sprawdzają się na mniejszym ekranie.
Trzeba jedynie pamiętać o czasie pracy na baterii, który w moim przypadku wynosił około dwóch godzin. Onimusha: Way of the Sword wyraźnie wykorzystuje możliwości Switcha 2, więc trudno oczekiwać wielogodzinnych sesji z dala od ładowarki. Mimo tego możliwość płynnego przechodzenia między telewizorem a handheldem jest dla mnie jednym z największych atutów tej wersji. Jeżeli jesteście gotowi zaakceptować słabszą grafikę względem znacznie mocniejszych platform, Nintendo Switch 2 pozwala bez większych przeszkód przeżyć całą tę przygodę praktycznie wszędzie… i co najważniejsze, nadal gra się w nią znakomicie.
Czy warto zagrać w Onimusha: Way of the Sword na Nintendo Switch 2?
Capcom przywrócił do życia kolejne świetne IP i zrobił to w naprawdę dobrym stylu. Onimusha: Way of the Sword nie próbuje na siłę rewolucjonizować gier akcji, ale wykorzystuje charakterystyczne fundamenty serii i dostosowuje je do współczesnych standardów… i tę przygodę możemy bez większych obaw poznawać na każdej z dostępnych platform. Nawet Nintendo Switch 2 nie zawodzi - oczywiście musimy zaakceptować słabszą oprawę względem znacznie mocniejszych urządzeń, ale bardzo dobra wydajność oraz możliwość kontynuowania rozgrywki w handheldzie sprawiają, że hybrydowa konsola Nintendo jest naprawdę dobrym miejscem do poznania historii Musashiego.
Nie jest to produkcja, którą będę wspominał ze względu na szczególnie zaskakującą fabułę czy niezwykle rozbudowane zadania poboczne. Onimusha: Way of the Sword błyszczy przede wszystkim wtedy, gdy Musashi wyciąga miecz i staje naprzeciw kolejnego przeciwnika. Odbijanie ataków, szukanie odpowiedniego momentu na Issen, przełamywanie obrony i wymagające starcia z bossami zapewniają ogrom satysfakcji, a każde zwycięstwo daje poczucie, że rzeczywiście nauczyliśmy się lepiej walczyć. To właśnie dla tych pojedynków warto sięgnąć po najnowszą produkcję Capcomu - Onimusha wróciła po latach i zdecydowanie było na co czekać.
Ocena - recenzja gry Onimusha: Way of the Sword
Atuty
- Znakomity i bardzo satysfakcjonujący system walki,
- Świetne, wymagające pojedynki z bossami,
- Bardzo dobra wydajność na Nintendo Switchu 2,
- Stabilne 30 FPS,
- Grywalne 40-50 FPS po odblokowaniu płynności,
- Możliwość rozegrania całej przygody w handheldzie,
- Dobrze dobrane kompromisy graficzne,
- Musashi jest jednym z najmocniejszych elementów przygody.
Wady
- Wyraźne uproszczenia grafiki względem PS5 Pro i innych mocniejszych platform,
- Około 2 godziny działania na baterii,
- Powtarzalne i niezbyt rozbudowane aktywności poboczne.
Onimusha: Way of the Sword na Nintendo Switchu 2 to bardzo udany port, który mimo zauważalnych cięć w grafice zachowuje wszystko, co najważniejsze w najnowszej produkcji Capcomu. Stabilne 30 FPS lub bardzo grywalne 40-50 FPS w trybie odblokowanym pozwalają cieszyć się znakomitym systemem walki, a możliwość kontynuowania przygody w handheldzie jest ogromnym atutem tej wersji. Historia i poboczne aktywności nie zachwycają, ale dla wymagających, niezwykle satysfakcjonujących pojedynków zdecydowanie warto chwycić za miecz.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych