EA Sports FC 27 - recenzja gry. Udana ewolucja i The Grounds z kilkoma niedociągnięciami

EA Sports FC 27 - recenzja i opinia o grze [PS5]. Udana ewolucja i The Grounds z kilkoma niedociągnięciami

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 18:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

EA Sports FC 27 nie jest żadną rewolucją, co dla jednych będzie dobrą wiadomością, dla drugich rozczarowaniem. Tegoroczna odsłona idzie inną drogą - bierze FC 26, poprawia największe problemy, przebudowuje sposób bronienia, mocniej rozdziela zabawę sieciową od bardziej realistycznej rozgrywki i dorzuca kilka systemów, które faktycznie mają znaczenie w dłuższej perspektywie. 

Z corocznymi seriami sportowymi jest jeden zasadniczy problem: każda kolejna odsłona musi uzasadnić swoje istnienie, choć na przebudowę całej gry twórcy mają raptem kilkanaście miesięcy. Electronic Arts przez lata próbowało więc sprzedawać nam kolejne wielkie hasła, nowe technologie, systemy animacji i rozwiązania, których znaczenie po kilku tygodniach często trudno było sobie nawet przypomnieć.

Dalsza część tekstu pod wideo

W przypadku EA Sports FC 27 największe zmiany wcale nie są najbardziej efektowne. Nie widać ich na pierwszym screenie, nie wybijają z butów podczas pierwszego meczu i nie nadają się specjalnie na krzykliwy zwiastun. Czuć je dopiero wtedy, gdy zaczynamy naprawdę grać. A najlepiej widać to po obronie, co bardzo mnie ucieszyło. Ogólnie trudno jest oceniać EA FC 27, bo żeby dobrze te grę poznać, trzeba w nią bardzo długo pograć i liczyć przy okazji na to, że twórcy nie przebudują całości rozgrywki w pierwszych kilku aktualizacjach. Co ciekawe, EA tym razem oficjalnie zapowiada, że nie zamierza nerwowo reagować na pierwsze trendy i w początkowych patchach chce unikać dużych zmian balansu. Oby tej obietnicy dotrzymano.

EA wreszcie zmusza naszych zawodników do bronienia

Przez ostatnie lata seria wykształciła w graczach kilka paskudnych nawyków. Jednym z nich było bronienie na zasadzie natychmiastowego doskoku. Rywal ruszał z piłką, więc wciskaliśmy sprint, próbowaliśmy odbioru, dokładaliśmy pressing drugim zawodnikiem i liczyliśmy, że któryś z naszych piłkarzy zrobi resztę. FC 27 trochę ten schemat łamie. Nie oznacza to oczywiście, że nagle mamy do czynienia z symulatorem, w którym każda akcja wygląda jak fragment odprawy Guardioli. Nadal jest szybko, nadal momentami chaotycznie, a niektóre mechanizmy serii poznajemy natychmiast. Tyle że tym razem agresja w obronie znacznie częściej obraca się przeciwko nam. To jest jedna z rzeczy, które najbardziej polubiłem. Najlepiej widać to przy Team Press, który w defensywnej tercji został całkowicie wyłączony - drugi zawodnik nie ma już automatycznie przybiegać i ratować nas z kłopotów.

Jeśli rywal wygra ze mną tempo, bardzo często najlepszym rozwiązaniem nie jest próba natychmiastowego odbioru. Wystarczy cofnąć obrońcę, zamknąć środek i pozwolić przeciwnikowi wykonać kolejny ruch. Zostawienie mu swobody działania może być skuteczniejsze niż desperacki doskok. Atakujący musi wtedy zdecydować, czy dalej ciągnie akcję, czy zagrywa piłkę, a jeśli nie ma przed sobą wolnego korytarza, często sam wpędza się w problemy. To niby drobiazg, ale ma ogromny wpływ na grę. EA ograniczyło część automatycznych zachowań defensywnych, a ręczne sterowanie obrońcą ma większe znaczenie. Jockey jest skuteczniejszy, właściwe ustawienie zawodnika daje więcej, a bezmyślne rzucanie się do odbioru znacznie częściej kończy się pozostawieniem wolnej przestrzeni. Czasem zdecydowanie lepiej pozwolić przeciwnikowi przegrać ją samemu. 

Dzięki temu EA Sports FC 27 wymaga od gracza trochę większej cierpliwości. Trzeba czytać podania, ustawiać linię obrony, pilnować kierunku biegu przeciwnika, a nie tylko reagować na to, co dzieje się bezpośrednio przy piłce. W poprzednich częściach często miałem wrażenie, że gra nagradzała agresję samą w sobie. Teraz ważniejsze staje się to, kiedy agresywnie podejdziemy do rywala. Nie wszystko oczywiście działa idealnie. Przełączanie zawodników nadal potrafi wybrać kompletnie nie tego gracza, którego potrzebujemy, a komputerowi przeciwnicy czasami naciskają pressingiem w sposób zbyt skuteczny i zbyt mechaniczny. Zdarzają się też przechwyty, przy których obrońca wygląda, jakby znał trajektorię podania jeszcze przed jego wykonaniem. Mimo to defensywa jest jednym z największych kroków naprzód.

Atak też dostał trochę więcej swobody

Zmiany w obronie nie miałyby większego sensu, gdyby ofensywa nadal opierała się na identycznych schematach. Tutaj również FC 27 wypada lepiej od poprzednika. Napastnicy rozsądniej szukają wolnej przestrzeni, częściej wykonują biegi po łuku i próbują ustawić się tak, aby nie wpaść natychmiast w pułapkę ofsajdową. W poprzednich odsłonach wielokrotnie obserwowałem sytuacje, w których szybki napastnik zamiast ruszyć w wolny sektor, ustawiał się idealnie za środkowym obrońcą i skutecznie eliminował samego siebie z akcji. Teraz takich momentów jest mniej.

Równie istotne są same podania. Prostopadłe zagrania wymagają większej precyzji, a dośrodkowania nie są już tak chętnie korygowane przez grę. Piłka częściej leci tam, gdzie naprawdę ją skierowaliśmy, a nie tam, gdzie system uznał, że zapewne chcieliśmy ją zagrać. Efekt bywa różny. Z jednej strony daje to większą kontrolę, z drugiej oznacza też więcej nieudanych podań i wrzutek. Szczególnie gra głową oraz dośrodkowania potrafią obecnie frustrować. Czasami trudno przewidzieć, dlaczego jeden zawodnik wyskakuje do futbolówki idealnie, a drugi zachowuje się tak, jakby pierwszy raz zobaczył wrzutkę.

Nowe rzuty rożne również wymagają przyzwyczajenia. System daje więcej możliwości przy ustawianiu zawodników, ale kompletnie nie jest intuicyjny. Pierwsze kilka meczy sprawi, że będziecie rzucać kontrolerem, zamiast to dobrze ogarnąć, bo trzeba samemu przewidzieć, gdzie spadnie futbolówka, ustawić tam zawodnika i jeszcze odpowiednio wyczuć moment wyskoku. Piłka też leci jak chce, bo sposób podania zależy jest od wykonawcy. Rożne to dla mnie aktualnie zmora EA Sports FC 27. W ogólnym rozrachunku kierunek jest jednak dobry. FC 27 bardziej ufa graczowi, a trochę mniej próbuje poprawiać jego decyzje za niego.

Authentic w końcu zaczyna mieć sens

Największą różnicę w stosunku do poprzedniej odsłony czuć jednak przy Authentic Gameplay 2.0. Już w FC 26 pomysł rozdzielenia rozgrywki Competitive i Authentic był w mojej ocenie bardzo dobry. Problem polegał na tym, że różnica pomiędzy nimi nie zawsze była tak duża, jak sugerowały zapowiedzi. W FC 27 ten podział stał się dużo wyraźniejszy. Competitive nadal jest wyraźnie szybsze, bardziej bezpośrednie i podporządkowane grze sieciowej. Authentic próbuje natomiast mocniej naśladować klasyczne spotkanie i robi to w zaskakująco przyjemny sposób.

Zawodnicy mają więcej bezwładności, zwroty nie są tak gwałtowne, kontakt fizyczny ma większe znaczenie, a tempo budowania akcji pozwala chwilę dłużej utrzymać futbolówkę. Piłkarze po starciach częściej tracą równowagę, przepychanki bark w bark wyglądają lepiej, a sam mecz nie przypomina już tak często wymiany sprintów od pola karnego do pola karnego. Najbardziej banalna, ale jednocześnie bardzo potrzebna zmiana? Komputer częściej fauluje. Przez lata w karierze zdarzały się spotkania, w których przez pełne 90 minut rywal nie popełniał właściwie żadnego przewinienia. Byłem kopany, przepychany i blokowany, a licznik fauli wyglądał jak wynik spotkania tenisowego. W EA Sports FC 27 takich sytuacji jest mniej. Kontakty są mocniejsze, zawodnicy częściej walczą o pozycję, a rzuty wolne wreszcie pojawiają się jako naturalny element meczu.

Authentic dobrze działa również dlatego, że EA dało graczom ogromne możliwości regulowania rozgrywki. Liczba suwaków jest bardzo duża i pozwala dostosować tempo, agresję SI, liczbę strzałów, sposób budowania ataków czy zachowanie komputerowych zespołów. Można to oczywiście uznać za przerzucenie części roboty na gracza - skoro trzeba dłubać w ustawieniach, żeby uzyskać idealny futbol, to może bazowa konfiguracja nie jest wystarczająco dobra. Coś w tym jest. Z drugiej strony różni gracze oczekują dziś od EA Sports FC zupełnie czego innego. Dla jednego idealny mecz trwa siedem minut i kończy się wynikiem 5:4. Drugi chce prowadzić przez kilka sezonów drużynę z Premier League i budować akcję przez środek pola. Nie da się obu tych osób zadowolić jednym ustawieniem. Dlatego Authentic 2.0 jest dla mnie jednym z najmocniejszych elementów tegorocznej odsłony.

Kariera dostała potrzebne zmiany

Kariera od lat znajduje się w dziwnym miejscu. EA regularnie dokładało do niej kolejne scenki, animacje i drobiazgi, ale nie zawsze zmieniało systemy, które faktycznie wpływają na zabawę przez wiele sezonów. W FC 27 wreszcie widać trochę więcej pracy wykonanej pod spodem. Najważniejsze zmiany dotyczą transferów. Sam rynek jest bardziej dynamiczny, a negocjacje nie muszą zamykać się w jednej rozmowie. Większe znaczenie mają zainteresowanie innych klubów, pozycja zawodnika, prestiż rozgrywek, udział w europejskich pucharach czy wcześniejsze relacje pomiędzy zespołami. Rozbudowano też same umowy. Pojawiają się raty, bonusy, klauzule odkupu czy możliwość ustalenia momentu przejścia zawodnika.

Nie zmienia to kariery w Football Managera, ale przynajmniej sprawia, że negocjacje nie wyglądają już jak targowanie się na bazarze według tego samego schematu. Ciekawie prezentuje się też Dynamic OVR. Ocena piłkarza nie jest już czymś całkowicie stałym i może zmieniać się zależnie od formy, morale, kondycji czy czasu spędzanego na boisku. W teorii daje to znacznie ciekawszy rozwój zawodników i pozwala tworzyć własne historie. Rezerwowy może dostać kilka spotkań, zacząć strzelać gole i realnie podnieść swoją wartość dla zespołu. Gwiazda pozbawiona formy może natomiast zaliczyć spadek. Pomysł jest świetny, ale to jeden z systemów, który wymaga jeszcze trochę dopracowania. Po tych kilkunastu godzinach grania widzę, że spadki ocen mogą być momentami zbyt agresywne, a przy dłuższej karierze trzeba będzie zobaczyć, czy cały mechanizm nie zacznie generować dziwnych sytuacji.

Ciekawie wygląda też długoterminowy rozwój piłkarzy. EA Sports FC 27 wprowadza sześć profili wzrostu, więc nie każdy talent rozwija się już według tej samej krzywej - jedni szybciej osiągają maksimum, inni rosną jeszcze długo po 25. roku życia, a różny jest także moment i tempo późniejszego regresu. Do tego dochodzą przebudowane kontuzje. Możemy wystawić zawodnika jeszcze przed pełnym wyleczeniem, ale ryzykujemy wtedy odnowienie urazu i znacznie dłuższą przerwę. Niby drobiazgi, ale właśnie takie rzeczy budują poczucie realizmu.

Niestety, na ten moment dochodzą typowe premierowe błędy. Pojawiają się problemy z ławką, transferami czy pewnym zachowaniem zaimplementowanych systemów. Generalnie jednak kariera zmierza w dobrym kierunku. Nie dostała jednej wielkiej rewolucji, ale kilka zmian, które mogą mieć znaczenie także po trzydziestu czy czterdziestu godzinach grania. Cała reszta wygląda dość podobnie. Możemy rozwijać się jako zawodnik lub manager, dołączyć jako gwiazda czy ikona. Tworzymy postać, wybieramy atrybuty, umiejętności specjalne i charakter naszego zawodnika. Do tego dokładamy opcję grania tylko nim lub całą drużyną, a jako manager mamy nieco większy wpływ na poruszanie się graczy po boisku, chociaż same możliwości taktycznie nie zostały zbytnio rozbudowane względem poprzednika. 

Ultimate Team wreszcie trochę bardziej nagradza granie

Trudno recenzować EA Sports FC i pominąć Ultimate Team, bo dla ogromnej części społeczności to właśnie FUT jest dziś właściwą grą, a cała reszta jedynie dodatkiem. Nie będę tutaj opisywał każdej nowej karty, SBC czy nagrody, bo za dwa miesiące połowa tych informacji będzie nieaktualna. Ważniejsza jest zmiana filozofii. Electronic Arts najwyraźniej zauważyło w końcu paradoks polegający na tym, że w trybie poświęconym budowaniu drużyny piłkarskiej przez lata nie zawsze najbardziej opłacało się... grać w piłkę.

EA Sports FC 27 próbuje trochę odwrócić te proporcje. Za spotkania w Rivals, Champions oraz Squad Battles dostajemy więcej monet, a do tego dochodzą punkty sezonowe przyznawane bezpośrednio po meczach. Większa część nagród jest również wymienialna, dzięki czemu dobry traf nie musi kończyć swojej kariery jako kolejny zawodnik przyspawany do klubu albo materiał do SBC. Nie brzmi to może jak wielka rewolucja, ale dzięki temu kolejne spotkanie ma trochę większy sens nawet wtedy, gdy tygodniowy próg nagród mamy już dawno za sobą.

Zmieniła się również droga do Champions. Finały nadal składają się z 15 meczów, ale nie trzeba już wcześniej docierać do konkretnej dywizji Rivals. Punkty kwalifikacyjne można zbierać również w Squad Battles, więc ktoś, kto nie ma ochoty przez cały tydzień przepychać się w sieci, może przygotować sobie wejście do najbardziej konkurencyjnego trybu podczas gry z SI. To niewielka zmiana, ale dobrze pokazuje kierunek całego FUT 27 - gracz ma mieć więcej sposobów na rozwijanie zespołu bez podporządkowywania całego tygodnia jednej liście obowiązków. Podoba mi się również pomysł wolniejszego kolekcjonowania dóbr. EA planuje mniej kampanii, mniejsze zestawy specjalnych kart i ogranicza maksymalną liczbę PlayStyles+ do trzech. Evolutions mają pojawiać się nieco rzadziej, ale dostały rozgałęzione ścieżki rozwoju, dzięki którym tego samego piłkarza można rozwijać w różnych kierunkach. Jeżeli twórcy rzeczywiście utrzymają ten kurs przez cały sezon, kupiony albo wylosowany we wrześniu zawodnik nie powinien stawać się kompletnie bezużyteczny po trzech tygodniach. I tego FUT potrzebowało bardziej niż kolejnej tęczowej karty z oceną 94 przed Bożym Narodzeniem.

Nowa Galeria FUT jest z kolei ciekawym rozwinięciem kolekcjonerskiej części trybu. Karty, które przewinęły się przez nasz klub, pozostają zapisane również wtedy, gdy później je sprzedamy albo wrzucimy do SBC, a kompletowanie tematycznych zestawów podnosi poziom Galerii i daje dodatkowe nagrody. Uproszczono również część SBC – wybrane wyzwania można teraz realizować stopniowo, wrzucając karty do określonego limitu punktowego zamiast za każdym razem budować pełny skład spełniający kilka sztucznych wymagań. Niewielka rzecz, ale każdy, kto spędził godziny na pozbywaniu się duplikatów, szybko doceni różnicę. Nie oznacza to oczywiście, że Ultimate Team nagle przestał być ogromnym sklepem obudowanym bardzo dobrą grą piłkarską. Nadal są FC Points, Premium Pass, paczki i cała machina zaprojektowana tak, żebyśmy regularnie wracali do ekranu z kolejnymi nagrodami. EA deklaruje wprawdzie, że na starcie będzie mniej promocyjnych ofert w sklepie i niższe limity ich zakupu, ale prawdziwy test przyjdzie dopiero za kilka miesięcy, kiedy zacznie się tradycyjny wyścig coraz mocniejszych kart.

Na ocenę samego balansu sieciowego też jest jeszcze za wcześnie. Early Access przyciąga przede wszystkim najbardziej zaangażowanych graczy, więc pierwsze Rivals potrafią brutalnie zweryfikować umiejętności i trudno na tej podstawie wyciągać wnioski o matchmakingu całego sezonu. Znacznie ważniejsze jest to, że Competitive korzysta z opisanych wcześniej zmian w defensywie i wymaga większej aktywności od gracza. Jeżeli EA zgodnie z obietnicą nie wywróci tego balansu po dwóch pierwszych aktualizacjach, może w końcu zabawa sieciowa będzie lepsza i ciekawsza niż w poprzedniej edycji. 

The Grounds to dobra odskocznia, ale nic więcej

Najbardziej reklamowaną nowością w recenzowanym EA Sports FC 27 jest tryb The Grounds. To na papierze ciekawy pomysł. Dostajemy przestrzeń wypełnioną innymi ludźmi, po której możemy poruszać się własną postacią, spotykać innych graczy i przechodzić pomiędzy różnymi aktywnościami. Są krótkie pojedynki, mini-gry, Rush, mecze 1 na 1, 2 na 2 oraz 3 na 3. Dla mnie najlepiej sprawdza się to jako przerywnik. Czasem miałem ochotę rozegrać kilka krótkich spotkań, pobawić się przez chwilę, spróbować czegoś innego niż klasyczne 11 na 11. Szczególnie mecze 2 na 2 potrafią dać sporo frajdy, choć wszystko zależy od tego, na kogo trafimy. Bo czasem trafimy na ludzi, którzy zachowują się tak, jakby od trzech lat profesjonalnie trenowali granie tylko w EA FC 27, a wtedy zabawa szybko zamienia się w lekcję pokory.

Nie podoba mi się natomiast samo poruszanie się po świecie. Bieganie jest sztywne, animacje wyglądają przeciętnie, a sterowanie postacią sprawia wrażenie znacznie mniej dopracowanego niż to, co dostajemy podczas właściwego meczu. Z drugiej strony nie zamierzam robić z tego wielkiego problemu. The Grounds nie jest grą akcji, a bieganie po przestrzeni pełni głównie funkcję przejścia pomiędzy aktywnościami. Większe zastrzeżenia mam do rozmiaru samego miejsca. Po stosunkowo krótkim czasie można zobaczyć większość dostępnych atrakcji. EA deklaruje, że będzie ten świat rozwijać, zmieniać go w kolejnych kampaniach i dodawać nowe elementy, ale dzisiaj trudno ocenić, jak duże będą te zmiany.

Jeśli co kilka tygodni pojawią się nowe obszary i aktywności, The Grounds może faktycznie urosnąć do miana czegoś ciekawego. Jeśli skończy się głównie na kosmetyce i nowych nagrodach, bardzo szybko stanie się tylko efektownym lobby. Historie Alexa Huntera czy Kyliana Mbappé również niespecjalnie mnie przekonują. Dla części graczy będzie to sympatyczny dodatek, ale trudno traktować je jako argument za zakupem gry. Myślę, że właśnie tak należy patrzeć na ten cały The Grounds. To nie jest tryb, dla którego warto kupić EA Sports FC 27. To po prostu fajny dodatek, do którego od czasu do czasu można wejść, rozegrać kilka mini-gier i zrobić sobie przerwę od klasycznego futbolu.

Na PS5 Pro prezentuje się bardzo dobrze

EA Sports FC 27 testowałem na PlayStation 5 Pro i tutaj różnica w stosunku do poprzedniej odsłony nie jest gigantyczna, ale zdecydowanie widoczna. Obraz jest wyraźniejszy, czystszy i stabilniejszy. Przy zbliżeniach łatwiej dostrzec detale twarzy, włosy wyglądają lepiej, a charakterystyczne artefakty rekonstrukcji obrazu pojawiają się rzadziej. Gra oficjalnie wspiera PS5 Pro i widać, że w tej wersji wykorzystano dodatkową moc sprzętu - przerywniki są w 60 klatkach, mamy też niewiele artefaktów. Chociaż nie mam jak tego zweryfikować, to dałbym sobie rękę uciąć, że zaimplementowano PSSR 2.

Największą różnicę zauważam właśnie przy twarzach zawodników oraz scenach przed meczem i po zdobytych bramkach. Modele najlepszych piłkarzy potrafią wyglądać kapitalnie, szczególnie przy dobrym oświetleniu. Lepsze wrażenie robi również publiczność. Kibice są bardziej żywiołowi, stadion częściej reaguje na to, co dzieje się na boisku, a cała otoczka dużych spotkań wypada po prostu bardziej naturalnie. Nie ma tutaj generacyjnego skoku, ale zdecydowanie jest to najlepiej wyglądająca odsłona serii. Szkoda tylko, że kontrast pomiędzy meczami, a The Grounds potrafi być tak duży. Na boisku animacje prezentują się bardzo dobrze, po czym wychodzimy do społecznościowego huba i obserwujemy sztywno biegającą postać rodem z gry sprzed kilku lat.

Czy warto kupić EA Sports FC 27?

Można powiedzieć, że to FC 26 z poprawkami i zarzucić EA brak rewolucji albo wskazać, że część systemów nadal wymaga łatek, kariera ma swoje błędy, The Grounds jest niewielkie, a pewne problemy serii ciągną się za nią kolejny rok. Tylko że podczas grania coraz mniej mnie to obchodziło, bo najważniejsza rzecz działa lepiej, a więc samo granie dostarczało mi więcej satysfakcji. Nie dlatego, że EA dodało setkę nowych animacji albo wyświetliło na ekranie kolejne statystyki. Dlatego, że podczas meczu częściej muszę podejmować decyzje. Cofnąć obrońcę zamiast rzucać się do odbioru. Poczekać z podaniem. Przenieść ciężar gry. Zostawić przeciwnikowi metr miejsca, zamiast próbować wygrać każdą akcję natychmiast.

Takie rzeczy brzmią niepozornie, ale właśnie z takich rzeczy składa się futbol. EA Sports FC 27 nie jest rewolucją i zapewne nikogo nie przekona do serii, jeśli ktoś przestał ją lubić pięć lat temu. Dla osób, które grają regularnie, jest jednak wyraźnym krokiem naprzód. To po prostu lepsze FC 26 i ewidentnie twórcy posłuchali społeczności, bo poprawiono dokładnie te elementy, które należało poprawić, a to w przypadku corocznej serii sportowej czasem wystarczy.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do EA Sports FC 27.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry EA Sports FC 27

Atuty

  • wyraźnie lepsze i bardziej manualne bronienie
  • większe znaczenie ustawienia zawodnika i cierpliwości w defensywie
  • sensowniejsze zachowanie napastników
  • lepszy balans pomiędzy atakiem, a obroną
  • Authentic Gameplay 2.0 faktycznie różni się od Competitive i sprawia, że gra jest jeszcze lepsza i ciekawsza
  • większa fizyczność spotkań i częstsze faule SI
  • ogromne możliwości dostosowania gameplayu
  • rozbudowane transfery w karierze i sporo dobrych zmian
  • Dynamic OVR daje spory potencjał na ciekawe historie
  • bardzo dobra oprawa na PS5 Pro, wyraźnie lepsza jakość obrazu i detale twarzy od ubiegłorocznej edycji
  • bardziej żywiołowa publiczność
  • The Grounds dobrze sprawdza się jako krótka odskocznia od pozostałych trybów, ale długoterminowy balans FUT i The Grounds pozostają największą niewiadomą

Wady

  • przełączanie zawodników nadal potrafi irytować
  • dośrodkowania i gra głową bywają nieprzewidywalne
  • nowe rzuty rożne wymagają przyzwyczajenia
  • SI momentami przesadza z pressingiem
  • Dynamic OVR wymaga jeszcze dopracowania, bo sypie błędami
  • The Grounds jest obecnie zbyt małe, a animacje postaci są drętwe jak w Gothicu
  • historie mentorów są mało interesujące
  • nadal mocno czuć fundamenty FC 26

EA Sports FC 27 nie przebudowuje serii od podstaw, ale tym razem Electronic Arts poprawiło to, co najważniejsze - samą grę w piłkę. Bardziej manualna defensywa, lepsze zachowanie zawodników w ataku i znacznie ciekawszy Authentic Gameplay 2.0 sprawiają, że mecze wymagają większej cierpliwości i podejmowania lepszych decyzji. Kariera dostała potrzebne zmiany systemowe, a The Grounds pozostaje przyjemnym, choć na razie dość płytkim dodatkiem. Na PS5 Pro gra wygląda świetnie i wyraźnie lepiej od poprzedniej odsłony. To nadal rozwinięcie FC 26, ale zrealizowane we właściwy sposób.

Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper