The Walking Dead: Streets of Survival - recenzja gry. Wojna totalna

The Walking Dead: Streets of Survival - recenzja i opinia o grze [PS5, XSX, NS, NS2, PC]. Wojna totalna

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 16:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Bardzo lubię cykl The Walking Dead. Serial stworzony przez studio AMC stał się jednym z popkulturowych fenomenów i spowodował popularyzację filmów oraz seriali o nieumarłych. Uniwersum Roberta Kirkmana, zapoczątkowane jako komiks doczekało się licznych gier. Większość z nich to naprawdę udane produkcje (seria od Telltale Games czy TWD: Saints and Sinners dla PlayStation VR). Właśnie dostajemy kolejną grę, tym razem skupiająca się na losach kultowych bohaterów serialu. Twórcy recenzowanego właśnie The Walking Dead: Streets of Survival wzięli na swoje barki późniejsze sezony, w których prym wiodła wojna pomiędzy Neganem a Rickiem Grimesem. Zapraszam do recenzji.

The Walking Dead: Streets of Survival opiera się na prostych założeniach. Wybieramy jedną z kilku dostępnych postaci i przebijamy się przez hordy żywych i umarłych. Gra należy do popularnego gatunku side-scrollowych bijatyk i charakteryzuje się pikselową grafiką. Właściwie każde uniwersum da się bezproblemowo przenieść do takiej koncepcji. Fanów marki i tak skusi a do tego zawsze tytułem mogą zainteresować się fani rozgrywki w stylu retro. Popularność serii The Walking Dead lekko przygasła, gdy zakończono produkcję serialu rozpoczęła się era ekspansji uniwersum w rozmaitych spin-offach z udziałem ikonicznych postaci. Gra fabularnie odnosi się do sezonów 7/8, gdy na scenę wkroczyli Zbawcy a znani bohaterowie przemieszczali się pomiędzy Wzgórzem, Królestwem i Aleksandrią.

Dalsza część tekstu pod wideo

W recenzowanej grze historia ma jednak drugorzędne znaczenie. Jest raczej wędrówką przez doskonale znane fragmenty serialu i choć często puszcza oczko do fanów, trudno w niej o angażującą narrację. Postrzelamy z rewolweru Ricka, upolujemy szwendacza lub jednego z żołnierzy Negana. Fani uniwersum będą jednak kręcić nosem na brak możliwości kooperacji, co w chodzonych bijatykach bardzo często decyduje o sukcesie danej produkcji.

The Walking Dead: Streets of Survival to wojna o wszystko

undefined

Rick Grimes stanął do nierównej walki ze Zbawcami, czyli armią Negana, który w zamian za protekcję wymaga twardego posłuszeństwa. Grimes, Michonne i Daryl, podobnie jak reszta, nie chcą się na to zgodzić. The Walking Dead: Streets of Survival koncentruje się na osobistym dramacie Ricka i jego ostatecznej wojny z Neganem. Projektanci ze studia Odaclick Game Studio wybrali sezony, które nie cieszyły się szczególną popularnością w czasie premiery. Ten wybór po stronie twórców jest ciekawy. Z oczywistych względów w grze nie mogły pojawić się poszczególne postacie w grywalnej wersji. Do wyboru mamy trójkę najpopularniejszych gwiazd serii. Właściwie trudno tutaj pisać o wyborze, ponieważ gra leci skryptem scenariusza i sama dobiera nam bohaterów w zależności od poziomu. Przygodę otwiera epizod z Rickiem, gdzie poznajemy kluczowe mechanizmy rozgrywki.

The Walking Dead: Streets of Survival oprócz standardowej rozgrywki opartej na parciu przed siebie i walki ze wszystkim co się rusza, proponuje kilka ciekawych rozwiązań. Po pierwsze, walka z ludźmi różni się od czyszczenia miejscówek ze szwendaczy. Broń palną lepiej zachować na starcia z kolejnymi oddziałami Zbawców, nasza postać może używać osłon (najczęściej porozstawianych tu i ówdzie skrzyń), aby uniknąć strzałów z pistoletów, strzelb i karabinów snajperskich. Postać gracza dysponuje wachlarzem ciosów podstawowych i zaawansowanych. Walka wręcz najlepiej sprawdza się w starciu z nieumarłymi, choć w The Walking Dead: Streets of Survival bardzo łatwo można dać się złapać. Wprawdzie każdy atak zombie jest markowany na czerwono, lecz okienko czasowe, aby wykonać unik jest minimalne. Gdy zatem mierzymy się z grupą umarlaków trudno czasem wyjść bez szwanku. Najczęstszą taktyką jest wykonanie uniki i szarża, dopóki trupy znów nie będą próbowały chwycić postaci gracza. Trochę ciężej będzie z ludźmi. Jednakże, The Walking Dead: Streets of Survival pozwala na ciekawą dywersję. Na żołnierzy Negana możemy napuścić chmarę zombie uwięzioną np. w celach.

The Walking Dead: Streets of Survival nie zachwyca ale i nie odrzuca

undefined

Gra nie stanowi jakiegoś poważnego wyzwania. Raptem w dwóch miejscach poczułem się przytłoczony zagrożeniami wynikającymi ze sporej liczby mięsa armatniego na ekranie. Jak na brawler, leczenie postaci trwa znacznie dłużej niż w przypadku pozostałych gier z tego gatunku. Każdy poziom trwa najwyżej kwadrans i najciekawsze fragmenty to te, w których musimy czym prędzej przedostać się do kolejnego obszaru, bo za nami rusza horda żywych trupów. Szkoda, że twórcy dają możliwość wyboru postaci dopiero po ukończeniu danego poziomu. Recenzowane The Walking Dead: Streets of Survival, choć ma całkiem kompetetywny model rozgrywki boryka się z problemem niskiej re-grywalności. Gra wydaje się całkiem oporna w stosunku do takich produkcji jak Streets of Rage 4 czy TMNT: Shredder's Revenge. Z jednej strony, ma to swój urok. Postacie wyprowadzają ciężkie ciosy, co da się odczuć zwłaszcza grając jako Michonne lub Negan, który jest czwartą, bonusową postacią. Pomimo braku trybu kooperacji deweloperzy wrzucili możliwość rozpoczęcia Nowej Gry Plus, gdzie możemy zagrać dowolną postacią. W dodatku bohaterowie zachowuję progres z pierwszego przejścia gry (walutą do ulepszania talentów są punkty wiedzy zdobywane w trakcie przygody).

W recenzowanej grze możemy korzystać z dodatkowych broni rozsianych wzdłuż poziomów. Szkoda, że np. nie istnieje opcja wykorzystania broni od ubitych przed chwilą Zbawców, co uatrakcyjniłoby siekanie zombie. Szkoda, że nie ma ich zbyt wielu rodzajów. Trochę lepiej wypadła kwestia Zbawców w grze. Twórcy zadbali również o obecność licznych sub-bossów. Dlatego lepiej oszczędzać jak najwięcej amunicji, bo ta zdecydowanie przydaje się podczas walki z co mocniejszymi "okazami". Czy The Walking Dead: Streets of Survival jest grą trudną? Jej tempo jest umiarkowane, a zombie są typem przeciwników, którzy robią problem tylko w przypadku ich dużej liczebności. Łatwo im jednak umykać od prawego do lewego roku ekranu i poradzić sobie nawet z największym stadem. Zabawa zaczyna się, gdy do głosy dochodzą jeszcze Zbawcy lub Winslow, opancerzony szwendacz, którego nie da się pokonać tradycyjnymi metodami. The Walking Dead: Streets of Survival wygląda trochę jak beat'em up wymieszany z survivalem. To dość śmiała próba stworzenia czegoś unikalnego w całym gatunku. Gra nigdy nie zrówna się z najlepszymi przedstawicielami gatunku, lecz jest na tyle charakterystyczna, że warto dać jej przynajmniej jedną szansę

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry The Walking Dead: Streets of Survival

Atuty

  • Uniwersum Kirkmana
  • Ciekawy gameplay
  • Nowa Gra Plus

Wady

  • Brak kooperacji
  • Małe zróżnicowanie przeciwników
  • Brak wersji PL
  • Mało grywalnych postaci

To debiut uniwersum w grafice 2D. Poprawny, ale do tuzów gatunku beat'em up trochę brakuje. Fani przypomną sobie czasy wielkiej wojny z Neganem w skórze znanych bohaterów serialowego uniwersum. Kolapsu nie ma, ale zawsze dało się wycisnąć więcej.
Graliśmy na: PS5

Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper