Gallipoli - recenzja i opinia o grze [PS5, XSX, PC] - Wojna realna
Studio BlackMill Games od blisko dekady dostarcza strzelaniny osadzone w arcyciekawej tematyce I Wojny Światowej. Każda z gier zaliczała szczątkowy progres w jakości - od oprawy po mechanikę rozgrywki. Tym razem skok był o wiele większy powodując, że miejscami dzieło niezależnego dewelopera zbliżyło się do produkcji realizowanych za ogromne pieniądze. Deweloper nie zdetronizuje raczej Battlefield 1, lecz zapewni coś unikalnego, coś co powoduje, że Gallipoli jest grą wartą dłuższej uwagi. Grą realistyczną i wymagającą. Zapraszam do recenzji.
Recenzowane Gallipoli nie bawi się w wielostronicowy scenariusz, nie stawia przed nami wyreżyserowanego doświadczenia. Zapomnijcie o epickiej kampanii fabularnego z udziałem hollywoodzkich nazwisk. Tutaj jest przyziemnie, ciężko i surowo. W Gallipoli czujemy ciężar starć przy użyciu broni sprzed ponad stu lat. Od cięższej artylerii po karabiny. BlackMill Games wrzucają nas w konflikt pomiędzy Aliantami a Osmanami, więc podają nam tylko tło historyczne. Nie ma tutaj miejsca na studiowanie historii, bo celem twórców jest symulowanie wojennego doświadczenia. I w tym Gallipoli radzi sobie całkiem nieźle.
Ze współczesnej perspektywy bardzo dobrze rozumiem decyzję twórców. Gallipoli, pomimo braku kampanii fabularnej oferuje możliwość rywalizowania z botami. O dziwo, poziom ich SI jest zaskakująco wysoki. Stąd polecam "rozgrzewkę" od sesji offline. Sam spędziłem tutaj bite trzy godziny, aby poznać i zrozumieć model rozgrywki. Od czasu kultowego Call of Duty 4: Modern Warfare przywykłem do błyskawicznych animacji strzału, przeładowania i sprintu. W recenzowanej właśnie grze tak nie ma. Tutaj liczy się obserwacja, taktyka i przede wszystkim - współpraca z pozostałymi członkami drużyny. Inaczej nie macie w Gallipoli czego szukać i dość szybko odbijecie się od tej produkcji.
Gallipoli wrzuca nas prosto na ciężki front

Gallipoli pomija aspekty fabularne. W tytule ze stajni BlackMill Games nie ma nawet żadnej dokumentacji do przestudiowania. Jest okres historyczny, pięć map i otwarta rywalizacja. To celowy zabieg autorów, aby wysłać graczy bezpośrednio na fron. Nim jednak to się stanie należy wybrać jedną z dziesięciu klas żołnierzy. W każdej frakcji znajdą się np. zwiadowcy i snajperzy. Pomiędzy Osmanami i Aliantami są jednak pewne różnice, choćby w ilości slotów na działka. I Wojna Światowa opierała się na artylerii i często te decydowały o wyniku (np. w Bitwie pod górą Cer, 1914). Tutaj jest podobnie. Po wyborze klasy warto zbudować działko lub ogrodzenie, co pomaga w odpieraniu ataków wrogiej frakcji. W chwili pisania tekstu do dyspozycji graczy oddano jeden tryb, Ekspedycję, w którym należy przejąć wrogie ufortyfikowania i ruszyć na ostatni bastion nieprzyjaciół. Sesje w Gallipoli są długie i wymagające. Czasem przez bite pół godziny nie zdołałem nikogo ustrzelić, za to więcej punktów zdobywałem za tłumienie przeciwników. W Gallipoli liczy się odpowiednia strategia. Rozgrywka "na partyzanta" trwa tutaj kilka minut, ani się obejrzymy, gdy dopadnie nas wroga kula.
W recenzowanym Gallipoli twórcy położyli ogromny nacisk na realizm, na ciężar starć. Nie nazwałbym tej gry symulatorem, lecz to zupełnie inna liga w kontekście np. serii Call of Duty czy Battlefield. Mamy tutaj asortyment broni z zamierzchłych czasów i każdy strzał odczuwamy (towarzyszy mu nawet całkiem silny odrzut). Każdą z broni możemy rozwinąć do 20. poziomu. Twórcy chwalą się, że jest ich 150, ale zapomnieli dodać, że policzyli te same karabiny w kilka wariacjach (celownik, pojemność amunicji). Pomimo tego, w Gallipoli gra się naprawdę ciekawie i zapomnijcie o bieganiu i strzelaniu do wszystkiego co się rusza. To trudna gra, zwłaszcza dla osób początkujących, które mogę się zniechęcić bardzo szybką przegraną. Sam obrywałem nie wiedząc nawet z której strony. W Gallipoli gra się przyjemnie, animacje są poprawne ale obecność, póki co, jednego wariantu rozgrywki powoduje, że produkcja szybko się nudzi i chciałoby się robić coś więcej. Studio ma uzupełniać grę o nową zawartość - pytanie w jakich odstępach czasu.
Gallipoli wygląda całkiem dobrze

Recenzowaną produkcję zbudowano w oparciu o znany silnik Unity. Jak na produkt niezależnego dewelopera wyszło nawet zgrabnie. Pochwalić muszę oświetlenie i animacje. Do tego nieźle wypadło udźwiękowienie, nieco gorzej prezentują się modele postaci, ale to produkcja skierowana do grania online, więc można twórcom wybaczyć. Przy pięćdziesiątce graczy ani razu nie uświadczyłem zrywania połączeń. Matchmaking także jest szybki podobnie jak proces respawnowania gracza.
Punkty odrodzeń są na szczęście polokowane w tak odległych miejscach, że żadni przeciwnicy nie będą "kampić" i odstrzeliwać nas raz za razem (hi, Battlefield 3). Gallipoli to ciekawa gra. Z jednej strony nie posiada kampanii fabularnej przez co z miejsca odstraszy licznych graczy. Jednak produkcja posiada bardzo satysfakcjonującą, względnie realistyczną rozgrywkę. Wymaga nauki, obserwacji i gry zespołowej. Jeśli już zaakceptujemy te wymogi, Gallipoli staje się interesującą odskocznią od współczesnych tuzów gatunku. I po prawdzie, kiedy ostatni raz mierzyliśmy się na wirtualnym froncie w czasach I Wojny Światowej?
Ocena - recenzja gry Gallipoli
Atuty
- Grafika
- Dźwięk
- Wymagająca
- Cross-play
Wady
- Jeden tryb i pięć map (mała zawartość)
- Trudne dla początkujących
- Brak kampanii fabularnej
WW1: Gallipoli - Ottoman Fronts to już czwarta gra spod znaku studia BlackMill Games. Nie liczcie ani na kampanię fabularną, ani na intensywność Call of Duty. To wojna, która ugrzęzła w realistycznej otoczce. Z początku nie będzie łatwo ale warto spróbować.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych