Aliens: Fireteam Elite 2 - recenzja gry. Mam małe deja vu
Wydane w 2021 roku Aliens: Fireteam Elite okazało się niezbyt imponującą strzelanką kooperacyjną, mocno ciągniętą za uszy przez samą markę Obcego. Twórcy z Cold Iron Studios niespodziewanie postanowili wziąć się za kontynuację i mimo perturbacji z wydawcą, jakie napotkali po drodze, dowieźli projekt do końca. Z jednej strony wiele aspektów usprawniono, ale z drugiej gra jest jeszcze bardziej odtwórcza i nie potrafi wybić się niczym na tle dowolnego przedstawiciela konkurencji. Nawet jeśli jesteście fanami marki Aliens, słabość do niej nie wystarczy, by pozytywnie ocenić Aliens: Fireteam Elite 2.
Więcej graczy = więcej… zabawy?
Poprzedniczka postawiła na nietypową konfigurację zespołu trzech graczy, co często sprowadzało się do tego, że rezygnowano z klasy medyka, licząc, że siła ognia przeważy w nierównych starciach. Nie spotkało się to ze zbyt ciepłym przyjęciem, więc deweloperzy postanowili podejść tym razem do tematu standardowo i zespół liczy teraz cztery osoby. W teorii mamy większe możliwości taktyczne oraz zróżnicowane, wzajemnie uzupełniające się klasy postaci. W praktyce jednak zazwyczaj mało kto chce grać medykiem i większość stawia na klasy oferujące większą siłę ognia swoich gadżetów. Dzieje się tak nawet mimo obecności nowej, piątej klasy – mocno konfigurowalnego Specjalisty, który jest w mniejszym stopniu przypisany do klasycznych ról.
Aliens: Fireteam Elite 2 daje najwięcej frajdy w grze kooperacyjnej, oczywiście ze zgraną ekipą, jednak nawet z losowymi ludźmi dobieranymi przez matchmaking na normalnym poziomie trudności bez większych problemów ukończycie ten tytuł. Obawy o brak zgranej grupy można więc odłożyć na bok. Ba, nawet samotnicy bez znajomych (lub tacy, których znajomi nie mają czasu na gry) bez problemu sobie poradzą. Towarzyszące nam boty w porównaniu do poprzedniczki radzą sobie znacznie lepiej w akcji, choć nadal mają problemy, jeśli chodzi o role wspierające. Najlepiej więc samemu grać medykiem, a zabijanie wrogów pozostawić botom – albo po prostu wybrać najłatwiejszy poziom, który nie sprawia żadnych trudności.
To, czego nie zmieniono, to sposób rozwoju klas. Wykonując misje, otrzymujemy punkty doświadczenia przypisywane do poziomu klasy, a także broni, co stopniowo pozwala na większe modyfikacje. Nieco poszerzono tu możliwości „rozwoju” oręża, dokładając nowe miejsce na ulepszenia. Nie zmieniono za to sposobu dostosowywania każdej z klas – im wyższy poziom, tym więcej miejsca na wrzucanie „klocków” wzmacniających lub zmieniających działanie naszych gadżetów. To bardzo dobrze, bo jest to jedna z lepszych mechanik, jakie udało się stworzyć na potrzeby pierwszej części Aliens: Fireteam Elite.
Odmóżdżająca rozrywka
Nie oszukujmy się – raczej nikt nie zagra w Aliens: Fireteam Elite 2 dla fabuły. Gdybym miał oceniać produkcję wyłącznie pod tym względem, uznałbym ją za obraźliwą dla całej marki Obcego. Z drugiej strony marka ta sama siebie nie szanuje, a dobre produkcje z jej udziałem w popkulturze możemy policzyć na palcach jednej ręki. Powiedzmy więc, że nowa gra pod względem scenariusza znacząco nie odstaje od średniej. Pięć lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony nasz statek USS Endeavor otrzymuje sygnał SOS z kolonii na LV-558, po czym szybko okazuje się, że – jak to w uniwersum Obcego bywa – korporacja Weyland-Yutani postanowiła poeksperymentować z Ksenomorfami kosztem biednych kolonistów. Scenarzyści postanowili nie wysilać się zbyt mocno, dorzucając ponownie wątek zabaw z DNA Inżynierów, a do tego znów przyjdzie nam ścierać się z Syntetykami. Pewną nowością są zwyczajne roboty, które przypominają mi droidy bojowe B2 z Gwiezdnych wojen oraz te małe kulki z nóżkami, które Hideo Kojima wrzucił do Metal Gear Solid 4.
Kampania została podzielona na pięć misji składających się z trzech segmentów. Zaliczenie każdego z nich to od 20 do 30 minut, co przy łatwej matematyce daje nam od sześciu do siedmiu godzin potrzebnych na ukończenie całości. Powiedziałbym, że przejście kampanii jest obowiązkowe, gdyż progres misji połączony jest bezpośrednio z elementami odblokowywanymi w grze. Tryb fabularny, jak już wspomniałem, to po prostu odmóżdżająca rozwałka, w której przechodzimy od jednego killroomu do kolejnego, słuchając czasami nagrań z dzienników, mających wtajemniczyć nas w fabułę. Dialogi są jednak poniżej jakiegokolwiek poziomu, więc możecie je spokojnie zignorować.
Oprócz tego mamy też tryb hordy, na którego potrzeby stworzono trzy mapy i… to tyle, co można o nim powiedzieć, bo w tym aspekcie Aliens: Fireteam Elite 2 nie sili się na jakąkolwiek oryginalność. Czekają tam na nas kolejne, coraz silniejsze fale wrogów, mające na celu stopniowo nas przytłoczyć. Z jednej strony to idealny tryb do grindowania punktów doświadczenia, a z drugiej niesie ze sobą ryzyko, że wyłożymy się, zanim ukończymy falę kontrolną. Na pewno jest to miły dodatek oferujący nieco więcej niż ten z poprzedniczki, w której mieliśmy tak naprawdę tylko jedną mapę.
Krok w przód, krok w tył
Jeśli porównamy sobie oprawę wizualną pierwszej odsłony i Aliens: Fireteam Elite 2, zauważymy postęp. Modele są nieco ładniejsze, a w ślad za tym idą także przyjemniejsze dla oka efekty wizualne. Niestety, architektura poziomów nie pozwala zbytnio rozwinąć skrzydła lepszej grafice, przez co wyjątkowo często biegamy po powtarzalnych korytarzach bazy lub w kopalnianych tunelach. Zawiodłem się tym, bo sam design poziomów jest tu mimo wszystko nieco lepszy aniżeli w poprzedniczce.
Oceniając techniczny aspekt Aliens: Fireteam Elite 2, trudno nie odnieść wrażenia, że gra miała znacząco mniejszy budżet w porównaniu do „jedynki”. Sporo tutaj recyklingu, co samo w sobie nie jest żadną wadą, skoro rdzeń rozgrywki pozostał ten sam. Niestety, produkcja jest naszpikowana problemami. Zacinająca się rozgrywka (stuttering) w połączeniu z koślawym kodem sieciowym skutecznie zniechęcają do dłuższych posiedzeń. Problemy są odczuwalne nawet wtedy, gdy gramy wyłącznie z Europejczykami. Mocno upierdliwe są także znaczące spadki płynności (nawet do kilkunastu klatek na sekundę) podczas większej rozwałki, gdy na ekranie pojawia się duża liczba przeciwników, a nasza grupa zaczyna korzystać z broni wybuchowej.
Nie rozdrabniając się za bardzo – Aliens: Fireteam Elite 2 jest naszpikowane mniejszymi i większymi błędami, które często irytują. Niby twórcy o nich wiedzą, nie wiadomo jednak, jak długo będziemy musieli czekać na ich połatanie. Paradoksalnie na ten moment poprzednia odsłona jest nieco lepsza. O ile ktoś jeszcze w nią gra.
Ocena - recenzja gry Aliens: Fireteam Elite 2
Atuty
- Nowa klasa postaci i liczba graczy zwiększona do 4
- Dobry odmóżdżacz, nawet z botami
Wady
- Męcząca na dłuższą metę rozgrywka
- Sporo technicznych problemów
- Warstwa fabularna, gra aktorska
Kontynuacja, której mogłoby nie być. Niewiele zmian, a te, które się pojawiły nie sprawiają, że Fireteams Elite 2 jest lepszą grą niż poprzedniczka.
Graliśmy na:
PS5
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych