Marsupilami 2: Salsa Palombia – recenzja gry. Przyjemny, ale trochę pustawy platformer od Microids

Marsupilami 2: Salsa Palombia – recenzja gry. Przyjemny, ale trochę pustawy platformer od Microids

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 22:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Spokój na wyspie Palombia został zakłócony. Królowa Mumia i jej podwładni puścili w eter dziwnie chwytliwą muzykę, która nakazuje wszystkim tubylcom tańczyć i się bawić, tworząc tym samym ogromny chaos. Tylko Twister, Punch i Hope mogą pokonać wszystkie cztery mumie i przywrócić spokój.

Powiedzieć, że fabuła w nowej grze Microids to ledwie pretekst, a nie prawdziwa historia, to jak nic nie powiedzieć. Toć nawet poczciwy Crash Bandicoot miał konkretniejszą fabułę! Tutaj, francuski deweloper nie pokusił się nawet o jakiekolwiek dialogi – dostajemy odrobinę tańczących mumii, przebitki na zahipnotyzowane zwierzęta, naszych bohaterów i jazda! Można grać. Trochę szkoda, bo przecież już od lat twórcy gier z całego świata pokazują, że nawet prosty platformer może być również sensowną opowieścią. No, ale powiedzmy, że nie to jest tutaj najważniejsze. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Marsupilami 2: Salsa Palombia to cztery wyraziste światy – dżungla, miasto, tundra i świat Królowej Mumii – z których każdy składa się z sześciu poziomów plus walka z bossem. Jak nietrudno policzyć, oznacza to, że cała gra to jakieś 25-30 map. Nie za wiele. W praktyce, typowe przejście od lewej do prawej – bez czyszczenia map ze znajdziek – większości graczy zajmie jakieś cztery do pięciu godzin. Brzmi jak bardzo mało, ale przecież podobnymi wynikami mogły pochwalić się na przykład wspomniane już pierwsze odsłony Crasha, więc nie jest to też jakoś szokująco niski wynik. 

Marsupilami 2: Salsa Palombia – recenzja gry. Szukanie nut wcale nie jest takie łatwe

Wynik ten zostanie jednak znacznie, znacznie poszerzony, jeśli zdecydujemy się zrobić wszystko, co przygotował dla nas deweloper. Każdy poziom (poza bossami) możemy przejść w dwóch trybach – najpierw klasyczna przygoda, gdzie idziemy w swoim tempie, starając się odnaleźć wszystkie ukryte nutki (najważniejsze z tutejszych znajdziek, dzięki którym odblokowujemy możliwość walki z bossami), tajne przejście do krótkiego, ale wymagającego wyzwania z tak zwanym dojo oraz jak najwięcej jabłek, których odpowiednia ilość odblokuje nam kolejne nutki, a za pewną ich ilość możemy również odblokowywać dodatkowe poziomy. Łącznie wszystkich nut w danym poziomie jest dziesięć. Trzy dodatkowe odblokujemy natomiast przechodząc go w trybie Salsa. Polega on na tym, że zbierając jabłka nabijamy punkty oraz ich mnożnik. Zadaniem gracza jest ukończyć poziom z jak największą liczbą punktów, a więc nie możemy dawać się uderzyć i musimy odpowiednio szybko zbierać kolejne owoce. Brzmi prościej niż jest w rzeczywistości, ale trzeba przyznać, że zbieranie owoców w rytm wesoło przygrywającej w tle muzyki jest szalenie satysfakcjonujące.

Wypada pochwalić projektantów poziomów za szczwane, a czasami wręcz lekko złośliwe przygotowanie map. Przechodząc poziom za pierwszym razem, chyba tylko dwa albo trzy razy przez całą grę udało mi się z marszu zebrać wszystko, co się dało. Miejscami nawet wracając się i tym razem już czynnie omiatając każdy kolejny skrawek poziomu wzrokiem nie mogłem znaleźć jakiejś nuty albo wejścia do dojo. Także, grając bez podpowiedzi w postaci YouTube można szykować się na zdrowo ponad dziesięć godzin zabawy – albo i więcej, w zależności od tego, jak dobrze będzie szło ci szybkie zbieranie owoców bez popełniania błędów.

Marsupilami 2: Salsa Palombia – recenzja gry. Trójka sympatycznych bohaterów

Sama konstrukcja wyzwań nie jest jakoś szczególnie skomplikowana i raczej od początku rozumiemy, co musimy zrobić. Każdy poziom rozgrywamy dwoma Marsupilami jednocześnie – albo zmieniając się między nimi za pomocą trójkąta albo podczas rozgrywki dla dwóch graczy naraz. Oznacza to, że z każdej sytuacji istnieją przynajmniej dwa wyjścia, dopasowane do każdej z naszych postaci i jej umiejętności specjalnej. Żółty Twister potrafi przelecieć z lewej na prawą (i odwrotnie) w idealnie poziomej linii, a jeśli przytrzymamy iksa, zacznie kręcić ogonem jak helikopterem, spowalniając tym samym moment i miejsce kontaktu z podłożem. Pomarańczowa Hope może wykonać podwójny skok i następnie wirować swoim ogonem w dół, opadając wolniej i bijąc jednocześnie płonących przeciwników, których w innym wypadku nie da się dotknąć. Fioletowy Punch potrafi natomiast owinąć się swoim ogonem, w rezultacie zamieniając się w wielką kulę, której niestraszne są nawet ostre kolce. Każdą z postaci gra się na swój sposób ciekawie, choć osobiście uważam, że nic tak nie ułatwia zabawy, jak możliwość poprawienia pierwszego skoku drugim. W praktyce, wszystko to oznacza, że Marsupilami 2: Salsa Palombia jest po prostu łatwa. Nie ogranicza nas ilość żyć, checkpointy są raczej częste, a same wyzwania nieprzesadnie trudne. Oznacza to, że jest to przede wszystkim bardzo dobra propozycja dla młodszych graczy, którym nie wystarczy jeszcze ani skilla ani cierpliwości na czwartego Crasha Bandicoota czy Super Meat Boy 3D.

Fakt ten potwierdza również barwna oprawa graficzna. Gra jest bardzo kolorowa i wyrazista, nigdy jednak nie stając się wizualnym chaosem. Rozumiemy co widzimy i dokąd zmierzamy, a przyjemne, ciepłe oświetlenie i automatyczne sekcje, podczas których kolorowe ptaki przerzucają nas widowiskowo z miejsca w miejsce, tylko podbija przyjemność z obcowania z grą. Całość działa w żelaznych sześćdziesięciu klatkach na sekundę, a postacie są doskonale responsywne – jeśli doznajemy obrażeń, jest to tylko i wyłącznie nasza własna wina. Ścieżka dźwiękowa nie przebija się zwykle jakoś mocno na pierwszy plan (może poza poziomami Salsa), ale jest bardzo przyjemna, pełna wesołego plumkania, fletów, bębenków. 

Marsupilami 2: Salsa Palombia – recenzja gry. Kilka fałszywych nut

Myślę, że moim największym problemem z Marsupilami 2: Salsa Palombia jest jej relatywnie niewielka zawartość. Bardzo szybko okazuje się, że te wspomniane już wyżej nutki są jedyną rzeczą, którą zbieramy – bo jabłek uskłada się cała masa z automatu. Brakuje tu jakichś dodatkowych wyzwań, więcej znajdziek, które wymuszałyby inne podejście do przechodzenia poziomów, czegokolwiek, co pozwoliłoby zrekontekstualizować dany level, wydłużyć zabawę. Jasne, już samo zebranie wszystkich nut zajmie trochę czasu, lecz to jest robienie w kółko tego samego, co na dłuższą metę może stać się nudne. 

Drugim, mniejszym problemem, jest kamera, która potrafi się lekko pogubić podczas co bardziej wymagających sekwencji w trybie multiplayer. Zdarzało się, że ja jako pierwszy gracz radziłem sobie dobrze, mój syn z drugim padem nagle spadał na dół, a kamera szła za nim (mnie wrzucając do jajka, z którego można się po chwili ponownie wykluć i grać dalej), zamiast za mną. Trochę irytujące, ale zauważyliśmy ten problem dopiero pod koniec, robiąc ostatni, najtrudniejszy, dodatkowy poziom, więc może nie ma co się za mocno spinać.

Koniec końców, Marsupilami 2: Salsa Palombia jest bardzo dobrą propozycją wprowadzającą do świata platformówek dla młodszego gracza. Przyjemna grafika, responsywne sterowanie i niski próg wejścia, który następnie może ewoluować we wcale niemałe wyzwanie, jeśli ktoś chce przejść grę na sto procent, sprawiają, że w nowy tytuł Microids gra się po prostu przyjemnie. A że już teraz można wyrwać go za 140zł w pudełku, to myślę, że warto mieć ją na uwadze.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry Marsupilami 2: Salsa Palombia

Atuty

  • Śliczna, kolorowa grafika i urocza ścieżka dźwiękowa;
  • Responsywne, przyjemne sterowanie;
  • Do każdego wyzwania można podejść na dwa sposoby;
  • Kanapowy multiplayer;
  • Łatwo przejść, trudniej wymasterować.

Wady

  • Kamera w trybie multiplayer potrafi się trochę pogubić (głównie w końcowych, trudniejszych poziomach);
  • Koniec końców, trochę mało zróżnicowana zawartość.

Przyjemne, kolorowe skakanie z poziomem wyzwania odpowiednim dla młodych graczy. Microids udowadnia, że klasyczne platformówki 2D wciąż mogą dawać masę frajdy.

Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper