Biegaczka (2026) - recenzja i opinia o filmie [Amazon Prime Video]. Zegar, który nie tyka
Kino akcji przeżywa dziś osobliwy kryzys tożsamości, miotając się pomiędzy monumentalnymi widowiskami a kameralnymi dreszczowcami, które próbują udowodnić, że ograniczenia potrafią wyzwolić prawdziwą kreatywność. Najnowsza propozycja platformy Amazon Prime Video, dumnie nosząca polski tytuł „Biegaczka” (oryginalnie „The Runner”), zadebiutowała w naszych prywatnych kinach 2 września bieżącego roku. Reżyser Kevin Macdonald, twórca, który zachwycił nas oscarowym „Ostatnim królem Szkocji”, tym razem zaprasza na wycieńczający, ponad 80-minutowy maraton bez wytchnienia.
W roli głównej, nie schodząc niemal z ekranu, występuje Gal Gadot, której imponująca prezencja i magnetyzm miały stanowić o sile napędowej tego naszpikowanego technologią thrillera. Czy jednak sam morderczy wysiłek, zroszone czoło i oddech uwięziony w gardle wystarczą, aby utrzymać wymagającego widza na krawędzi fotela? W tym starciu z upływającym czasem twórcy zdają się potykać o własne sznurówki, serwując nam dzieło, które o wiele bardziej nas męczy, niż fascynuje.
Biegaczka (2026) - recenzja i opinia o filmie [Amazon Prime Video]. Londyński labirynt i wyścig z (brakiem) czasu
Fundament fabularny „Biegaczki” przywodzi na myśl najbardziej kultowe dreszczowce z lat 90, w których bohaterowie stawali przed dramatycznymi wyborami pod dyktando psychopatycznych mistrzów marionetek. W początkowych minutach poznajemy Maię Marten (Gal Gadot), niezwykle wpływową londyńską prawniczkę, której życie dzieli się na wychowywanie chorego na cukrzycę synka Noah oraz na bezwzględną walkę o sprawiedliwość na salach sądowych. Jej całkowicie rutynowy poranek ulega brutalnemu przerwaniu w trakcie niewinnego joggingu. Maia odbiera tajemniczy telefon, który wywraca jej poukładany świat do góry nogami. Anonimowy, pozbawiony twarzy rozmówca informuje ją chłodno o porwaniu dziecka. Warunki dyktowane przez zbrodniarza są okrutnie proste, acz bestialskie - bohaterka musi bezustannie biec przez zatłoczone ulice Londynu, posłusznie wykonując zadania porywacza. Jeśli się zatrzyma, z kimkolwiek porozmawia lub wezwie pomoc - jej syn zginie.
Sama koncepcja posiada w sobie potencjał na klaustrofobiczne kino o potężnym, pulsującym napięciu. Przypomnijmy sobie choćby „Telefon” w reżyserii Joela Schumachera - tam umiejętnie dawkowane ograniczenie przestrzeni fenomenalnie potęgowało paranoję i paraliżujące poczucie osaczenia. Macdonald usilnie próbuje wpisać tę formułę w epokę wszechobecnych smartfonów, obiecując mroczną refleksję nad technologicznym niewolnictwem. Szkopuł polega jednak na tym, że scenariusz Marka Gibsona wymaga od widza zawieszenia niewiary na poziomie graniczącym z nieskrępowanym absurdem. Decyzje podejmowane przez postacie niemalże na każdym kroku urągają logice, a motywacje niewidzialnego intryganta zdają się zmieniać w zależności od kaprysu. Zamiast mozolnie budować inteligentne napięcie psychologiczne, film bezceremonialnie wrzuca nas w wir mocno niedorzecznych zdarzeń, naiwnie oczekując, że pędząca na złamanie karku bohaterka odwróci naszą uwagę od piętrzących się nielogiczności.
Biegaczka (2026) - recenzja i opinia o filmie [Amazon Prime Video]. Zadyszka formy, czyli techniczny chaos
Nie można „Biegaczce” odmówić naprawdę imponującego rodowodu po stronie stricte realizacyjnej i wizualnej. Za kamerą stanął Anthony Dod Mantle, wybitny wirtuoz obrazu, uhonorowany przed laty Oscarem za wizualny rozmach „Slumdog. Milioner z ulicy”. Jego czujny, dynamiczny obiektyw chwyta tętniący życiem Londyn w sposób niezwykle drapieżny i szorstki. Brytyjska metropolia staje się w tym obrazie oddychającym bohaterem z krwi i kości - brudne zaułki, stacje metra i sterylne, szklane fasady biurowców tworzą fascynujące tło dla desperackiego biegu Mai. Niestety, ten wszechobecny wizualny dynamizm staje się z upływem minut najgorszym wrogiem narracji. Zamiast wykorzystać przestrzeń do budowania dojmującego poczucia zagrożenia oraz orientacji w morderczym wyścigu, twórcy decydują się na montaż, który obiektywnie można określić mianem stroboskopowego koszmaru.
Kamera trzęsie się bez opamiętania, pojedyncze ujęcia trwają często zaledwie ułamki sekund, a perspektywa drastycznie skacze od zbliżeń na spoconą twarz Gadot do dziwacznych kadrów z drona, przypominających młodzieżową reklamę sprzętu sportowego. Macdonald próbuje nam w ten karkołomny sposób przekazać zawiły stan umysłu udręczonej matki doprowadzonej na skraj rozpaczy, lecz osiągnięty efekt wprawia zaledwie w irytację, a nie w upragnioną empatię. Brakuje tu odpowiedniego balansu, gdy ten nieustanny, audiowizualny krzyk sprawia, że w połowie seansu jesteśmy już potwornie zmęczeni i boleśnie obojętni na dalsze losy prawniczki przebijającej się przez tłumy londyńczyków. W tak skoncentrowanych dreszczowcach odpowiednie, powolne stopniowanie tempa jest absolutnym kluczem do sukcesu. Tu pędzimy na piątym biegu od samego startu, aż do momentu, w którym silnik po prostu zaciera się z przegrzania. Co więcej, technologia traktowana jest przez twórców z naiwnością kina klasy B, która psuje nowoczesny koncept.
Biegaczka (2026) - recenzja i opinia o filmie [Amazon Prime Video]. Aktorstwo na bieżni, czyli krew, pot i łzy bez emocji
Skupmy się jednak na samym sercu tego widowiska, czyli na kreacjach aktorskich. Gal Gadot z pewnością należy się głęboki szacunek za nieprawdopodobne zaangażowanie czysto fizyczne w opisywany projekt. Przez niemal cały czas trwania filmu izraelska aktorka znajduje się w permanentnym ruchu - biega po chodnikach, skacze, w panice potyka się, boleśnie upada i z grymasem wstaje, emanując atletyczną siłą, jakiej moglibyśmy oczekiwać od jej kultowej Wonder Woman. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy trzeba całą tę fizyczność umiejętnie połączyć z autentycznym dramatem wewnętrznym. Odgrywanie tragicznej roli matki, której poukładany świat wali się na głowę, wymaga niezwykle bogatej palety emocjonalnej oraz zdolności do przekazywania niuansów spojrzeniem. Gadot, reżyserowana przez Macdonalda siłowo i jednowymiarowo, sprowadza swój wymagający występ do głośnego dyszenia, wykrzykiwania jednosylabowych poleceń i rzucania pełnych paniki spojrzeń. Brakuje w tej kreacji pulsującego serca, które pozwoliłoby nam nawiązać z bohaterką głębszą, ludzką więź. Zamiast wstrzymywać z przejęciem oddech, łapiemy się na tym, że z chłodnym dystansem liczymy kolejne potknięcia.
Po drugiej stronie słuchawki mamy natomiast wybitnego zazwyczaj Damiana Lewisa, który użycza głosu bezlitosnemu porywaczowi. Lewis autentycznie robi, co w jego aktorskiej mocy, aby od początku brzmieć mrocznie i złowieszczo, operując odpowiednio obniżonym tembrem. Jakkolwiek jego wokalna szarża bywa w nielicznych momentach fascynująco intrygująca, to ostatecznie jego demoniczna postać pozostaje zaledwie zbiorem najbardziej oklepanych, zgranych klisz gatunkowych. Jest on cynicznym głosem z mroku, który został pozbawiony jakiejkolwiek głębi psychologicznej. Trudna relacja kata i ofiary, na której opiera się oś konstrukcyjna „Biegaczki”, od pierwszych minut razi ogromną sztucznością. Zamiast intelektualnej gry w kotka i myszkę otrzymujemy zaledwie serię absurdalnych komend i przerysowanych reakcji, które w kulminacyjnych momentach opowieści ocierają się o krępujący komizm, niszcząc doszczętnie mozolnie budowaną iluzję dramatu.
Biegaczka (2026) - recenzja i opinia o filmie [Amazon Prime Video]. Podsumowanie
Najnowsza „Biegaczka” to film, który potyka się spektakularnie już na starcie i przez resztę dystansu desperacko, acz bezskutecznie, próbuje złapać utraconą równowagę. Zbawiennie krótki metraż jest bodaj największym atutem tej produkcji, częściowo ratującym ją przed całkowitą katastrofą. Nawet uznane na całym świecie nazwiska pracujące po obu stronach kamery nie zdołały swoim kunsztem zamaskować wszechogarniającej pustki scenariusza oraz powierzchownego potraktowania psychologii postaci. Dla entuzjastów niezobowiązującej rozrywki na leniwe, deszczowe popołudnie i sympatyków seansów z gatunku „guilty pleasure”, produkcja Amazon Prime Video może stanowić swoistą ciekawostkę. Samo obserwowanie Gal Gadot miotającej się po ulicach Londynu ma w sobie pewien rodzaj dziwacznego, odrealnionego uroku. Jednakże dla widza poszukującego w kinie gatunkowym szczerej inteligencji, logiki i wbijającego w fotel suspensu, spotkanie z „Biegaczką” okaże się jedynie frustrującym treningiem cierpliwości.
Atuty
- Krótki metraż
- Londyńskie plenery
- Atletyczna Gal Gadot
Wady
- Absurdalny scenariusz
- Męczący montaż
- Płaskie emocje
„Biegaczka” to wielkie, głośne widowisko, od którego, jakże to jest paradoksalne, najlepiej po prostu uciec w dokładnie przeciwnym kierunku.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych