SKLEP
Kryspin Kras 11.07.2018
Captain Toad: Treasure Tracker - recenzja gry. Pyszny kotlet z dodatkiem grzybków
773V

Captain Toad: Treasure Tracker - recenzja gry. Pyszny kotlet z dodatkiem grzybków

Powoli dochodzimy do momentu w którym wszystkie najlepsze tytuły z Wii U trafią na Switcha. Teraz do grupy przeportowanych pozycji dołącza pocieszny Captain Toad: Treasure Tracker będący rozwinięciem pomysłu z Super Mario 3D World. Czy warto sięgnąć po kolejnego odgrzewanego kotleta ze stajni Nintendo tym razem z odrobiną grzybków? Przekonajcie się sami, zapraszam do recenzji. 

Captain Toad: Treasure Tracker
  • Platformy:  NS   Wii U   3DS 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 3

Kolejny duży tytuł na Switcha, kolejny port z Wii U. Nintendo nie zostało już wiele gier do przeniesienia ze swojej poprzedniej konsoli na najnowszą i ciekaw jestem co wtedy zacznie się dziać z Pstrykiem. Dobrze chociaż, że te wszystkie gry z Wii U są po prostu dobre i wysokiej jakości. Nie inaczej jest z omawianym tutaj Captain Toad: Treasure Tracker, a teraz, jak to zwykle z grami na Switcha bywa, jest jeszcze lepszy, bo możemy grać gdziekolwiek chcemy. 

Przygody Kapitana Ropucha to nie pierwsza gra tego typu z pociesznym grzybkiem. Z Captain Toadem mieliśmy już do czynienia w paru planszach Super Mario 3D World. Na małych poziomach w stylu dioramy, które mogliśmy względnie dowolnie obracać, kierowaliśmy niemogącym skakać Toadem by dotrzeć do gwiazdki na końcu levelu. Pomysł tak bardzo się przyjął, że rok po premierze 3D World pojawiła się pełnoprawna gra o przygodach Captain Toada i jego partnerki - Toadette. 

Skakać każdy może… A, nie, nie każdy.

Pomysł na grę został masywnie rozwinięty. Doszło mnóstwo nowych poziomów, mechanik, możliwości, no, ogólnie wszystko zostało w tej grze ulepszone. Captain Toad: Treasure Tracker skupił się na prostej historii o ratowaniu siebie nawzajem z opresji, podzielonej na trzy rozdziały pełne leveli w których to gramy albo Toadem albo Toadette, zbieramy ukryte diamenty i zdobywamy na końcu gwiazdkę. Wersja na Switcha jest praktycznie dokładnie tą samą grą co na Wii U, jedynie z paroma małymi zmianami, ale w gruncie rzeczy - jeśli ktoś z Was ograł już Toada na poprzedniej konsoli Nintendo, nie musi sięgać po jego wersję Switchową.

Captain Toad: Treasure Tracker to gra logiczno-zręcznościowa, która bardzo skutecznie zachęca do przechodzenia kolejnych, stosunkowo krótkich poziomów. Naszym głównym celem  jest dotarcie do złotej gwiazdki, typowej dla gier z wąsatym hydraulikiem nagrody za ukończenie levelu. Dodatkowo po drodze dane nam będzie zebrać trzy diamenty, niektóre sprytnie ukryte, a niektóre leżące w widocznym miejscu, do którego będziemy się musieli jakoś dostać. Diamenty te teoretycznie nie są obligatoryjne do zbierania, ale część późniejszych poziomów będzie wymagała od nas zdobycia odpowiedniej ich ilości, więc w gruncie rzeczy dobrze jest je zbierać od razu, zwłaszcza, że ogólnie rzecz biorąc nie są trudne do zdobycia. 

Kluczową mechaniką gry jest możliwość dowolnego obracania kamery wokół planszy. Cały czas będziemy musieli zmieniać kąt widzenia, oddalać kamerę bądź przybliżać, by skutecznie odkrywać drogę do celu. Wiele sekretów jest poukrywanych przed czujnym okiem gracza właśnie w taki sposób, by było je widać tylko pod konkretnym ustawieniem kamery. Brzmi to może skomplikowanie, ale tak naprawdę wprawny użytkownik szybko wyłapie niuanse ślicznie wyglądających i ciekawie zaprojektowanych poziomów i sprawnie się w nich odnajdzie. 

Drugim istotnym faktem, poza obrotem kamery jest to, że nasi protagoniści nie mogą skakać. Pewnie ich plecaki są za ciężkie od umieszczonych weń zdobytych skarbów, ale szczęśliwie krainy po których przyjdzie się im przemieszczać są ewidentnie stworzone dla nieskaczących istot. Trafimy tu na małe rampy, drabiny, rury czy nawet magiczne bloki, które za pomocą dotyku ekranu konsolki bądź kliknięcia kursorem na ekranie, przesuwają się w górę/dół lub na boki. Do tego ostatniego muszę się chwilowo przyczepić. O ile przesuwanie tego typu bloków w trybie przenośnym działa bezproblemowo, bo po prostu dotykamy ekran palcem, tak stacjonarnie twórcy musieli pójść na pewien kompromis. Gdy gramy na TV, na ekranie widzimy kursor, który przemieszczamy wychylając kontroler w danym kierunku. Nie jest to specjalnie wygodne czy intuicyjne i zdecydowanie bardziej przez to polecam grać przenośnie. 

Twórcy Captain Toada co chwila zarzucają nas nowym pomysłem, nową mechaniką przez co gra praktycznie w ogóle się nie nudzi i nawet nie zauważamy kiedy kończymy naszą przygodę. A jeśli tylko mamy ochotę, to historię możemy rozegrać z drugą osobą, bo wersja Switchowa wspiera lokalny co-op, gdzie jedna osoba steruje protagonistą, a druga pełni funkcję pomocniczego “celowniczka”, zdolnego do strzelania rzepami, zatrzymywania wrogów, obiektów i ogólnie - ułatwiania rozgrywki. Idealny tryb dla najmłodszych, w którym rodzice mogą pomóc swoim pociechom. I tak, gra wspiera granie pojedynczym joy-conem, więc śmiało jedna osoba może grać jednym, a druga osoba celować drugim. 

Tagi: captain toad captain toad: treasure tracker super mario 3d world

Oceń recenzję
+ +9 -
Przejdź do strony