The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered - recenzja gry. Ambitna próba dla Nintendo Switcha 2

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered - recenzja i opinia o grze [Switch2]. Ambitna próba dla Switcha 2

Wojciech Gruszczyk | Dzisiaj, 19:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

W zeszłym roku na pierwszych platformach zadebiutował The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered i gra nadal mierzy się z własnymi demonami. Twórcy jednak postanowili przenieść grę na mały ekran i chętnie sprawdziłem przygodę w wersji dla Nintendo Switcha 2. Czy warto zagrać w tę ambitną przygodę na małym ekranie Nintendo?

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered było bez wątpienia jedną z najgorzej strzeżonych „tajemnic branży” ostatnich lat. Informatorzy i dziennikarze przez wiele miesięcy regularnie potwierdzali, że Bethesda szykuje powrót do Cyrodiil, więc ostateczna zapowiedź nie mogła już nikogo specjalnie zaskoczyć. Wydawca nie zdecydował się jednak na długą kampanię marketingową i wielkie odliczanie. Zamiast tego w kwietniu zeszłego roku po prostu wrzucił odświeżoną przygodę na PlayStation 5, Xboksy Series X|S oraz PC.

Dalsza część tekstu pod wideo

Premiera spotkała się z dużym zainteresowaniem, ale bardzo szybko okazało się również, że The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered nie jest produkcją pozbawioną problemów. Gra potrafi zachwycić oprawą i skalą odświeżenia, ale jednocześnie nadal zmaga się z przycięciami, spadkami płynności animacji i szeregiem technicznych niedoskonałości. Część z nich do dziś nie została całkowicie wyeliminowana, a kolejne aktualizacje nie rozwiązały wszystkich najważniejszych bolączek.

Teraz do zestawu dołącza Nintendo Switch 2 i szczerze mówiąc właśnie ta wersja zainteresowała mnie najbardziej. Przeniesienie tak dużej, wymagającej produkcji na hybrydową konsolę brzmi jak poważny test dla możliwości nowego sprzętu Nintendo. Czy możliwość zabrania całego Obliviona ze sobą wynagradza techniczne kompromisy i czy port faktycznie wykorzystuje potencjał Switcha 2? Właśnie to chciałem sprawdzić.

Czym tak naprawdę jest The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered?

Siadając do recenzowanego The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered wiedziałem jedno - scenarzyści z Bethesdy lata temu potrafili zachwycić szeroką publikę i właśnie z tego powodu chciałem ponownie zatopić się w tę przygodę. Ta historia rozpoczyna się niepozornie, bo nasz bohater siedzi w więzieniu. Sytuacja zmienia się jednak błyskawicznie, gdy przez celę prowadzi droga ucieczki cesarza Uriela Septima VII, ściganego przez tajemniczych zabójców. Władcy nie udaje się uniknąć przeznaczenia, ale przed śmiercią przekazuje nam amulet i powierza niezwykle ważne zadanie – musimy odnaleźć jego ostatniego dziedzica, Martina Septima. Problem w tym, że śmierć cesarza jest dopiero początkiem znacznie większego kryzysu.

Bariera chroniąca Tamriel przed światem Oblivionu zaczyna słabnąć, a w różnych częściach Cyrodiil pojawiają się charakterystyczne, płonące Bramy Oblivionu. Do naszego świata przedostają się kolejne daedryczne bestie, w tle działa kult, a nad wszystkim unosi się ogromne zagrożenie. Po blisko 20 latach główny wątek nie zaskakuje już tak jak kiedyś, ale nadal bardzo dobrze prowadzi gracza przez kolejne wydarzenia. Są tutaj świetne momenty, pamiętne postacie i przede wszystkim fantastyczne poczucie uczestniczenia w przygodzie, której skala systematycznie rośnie.

Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że recenzowany The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered wcale nie zmusza nas do ratowania świata. Możemy dostać niezwykle ważną misję, wyjść z kanałów i… pójść w zupełnie przeciwnym kierunku. Dołączyć do Mrocznego Bractwa, wykonywać zadania dla Gildii Złodziei, walczyć na Arenie, odwiedzać kolejne miasta, eksplorować jaskinie, ruiny i forty albo po prostu ruszyć przed siebie, bo gdzieś w oddali zauważyliśmy coś interesującego. To właśnie ta swoboda była jednym z największych atutów Obliviona w 2006 roku i nawet dzisiaj potrafi sprawić, że planowane „jeszcze jedno zadanie” kończy się kilkugodzinną sesją.

W przypadku wydania na Nintendo Switcha 2 otrzymujemy przy tym naprawdę gigantyczną przygodę. W zestawie znajduje się nie tylko podstawowa kampania, ale również dwa najważniejsze rozszerzenia – Knights of the Nine oraz znakomite Shivering Isles – a także pakiet mniejszych dodatków przygotowanych pierwotnie do Obliviona. Szczególnie wyprawa do królestwa Sheogoratha nadal jest fantastycznym uzupełnieniem podstawowej historii, ponieważ oferuje zupełnie inną atmosferę, nowe lokacje, przeciwników i kolejne zadania. Jeśli chcecie zobaczyć większość przygotowanej zawartości, bez najmniejszego problemu możecie spędzić w tym świecie ponad 100 godzin.

Tylko że w przypadku The Elder Scrolls takie liczby zawsze traktuję z dużym przymrużeniem oka. Można oczywiście odhaczać kolejne zadania i konsekwentnie zmierzać do napisów końcowych, ale Oblivion jest najlepszy wtedy, gdy pozwalamy sobie zboczyć z wyznaczonej drogi. Nagle trafiamy na nieznaną jaskinię, rozpoczynamy przypadkowe zadanie, spotykamy ciekawą postać albo przez godzinę zajmujemy się czymś, czego kompletnie nie planowaliśmy. I właśnie dlatego nawet po tylu latach powrót do Cyrodiil jest tak przyjemny – to nadal świat, w którym bardzo łatwo zapomnieć, po co właściwie wyszliśmy z więzienia. 

Jak się gra w The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered?

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered jest pod względem rozgrywki bardzo ciekawym połączeniem starego z nowym. Virtuos nie ograniczyło się do poprawienia grafiki, bo deweloperzy przebudowali system rozwoju postaci, dodali sprint, przygotowali nowe animacje poruszania się oraz walki, poprawili reakcje przeciwników na trafienia, odświeżyli interfejs, mapę i sterowanie, a także gruntownie zajęli się kamerą TPP. Szczególnie ta ostatnia zmiana jest odczuwalna, ponieważ oryginalny Oblivion zdecydowanie najlepiej smakował z perspektywy pierwszej osoby, natomiast teraz spokojnie można biegać po Cyrodiil, obserwując własnego bohatera. Dochodzą do tego kolejne mniejsze poprawki jakości życia i w praktyce większość tych zmian naprawdę działa – do świata z 2006 roku wchodzi się dzisiaj znacznie łatwiej. 

Najbardziej doceniam jednak przebudowaną progresję, która czerpie pomysły zarówno z oryginalnego Obliviona, jak i późniejszego Skyrima. Rozwijanie postaci jest bardziej intuicyjne i nie wymaga już tak obsesyjnego pilnowania statystyk, by przypadkiem nie stworzyć bohatera, który wraz z awansem zacznie odstawać od skalujących się przeciwników. Nadal możemy zostać wojownikiem, magiem, łucznikiem, złodziejem albo stworzyć dziwną mieszankę wszystkiego, co tylko przyjdzie nam do głowy. I ta swoboda pozostaje ogromnym atutem produkcji Bethesdy – wychodzę z miasta z zamiarem wykonania jednego zadania, widzę ruiny, po drodze trafiam na jaskinię, zaczynam walczyć, znajduję nowy sprzęt i po godzinie orientuję się, że kompletnie zapomniałem o pierwotnym celu wyprawy. To nadal jest The Elder Scrolls w najlepszym wydaniu. 

Muszę jednak zaznaczyć, że pojawia się tutaj pewien spory problem -  deweloperzy bardzo dokładnie wyremontowali ściany tego wielkiego molocha, ale nie zdecydowali się wymienić wszystkich fundamentów… i najlepiej czuć to podczas walki. Nowe animacje, efekty, dźwięki oraz reakcje na trafienia sprawiają, że starcia wyglądają lepiej, ale podstawowy schemat nadal jest bardzo prosty. Przy walce wręcz często sprowadza się to do ataku, bloku, cofnięcia się przed ciosem i ponownego ataku, a uderzeniom nadal brakuje ciężaru znanego ze współczesnych RPG-ów. W trakcie rozgrywki czasami trudno wyczuć, czy atak „wszedł”, a samej walce brakuje po prostu pewnej… finezji? Podobnie jest ze sztuczną inteligencją – przeciwnicy potrafią zachowywać się bardzo schematycznie, NPC nadal mają swoje charakterystyczne dziwactwa, a system skalowania świata potrafi sprawić, że rozwój bohatera nie zawsze daje oczekiwane poczucie rosnącej potęgi. Do tego dochodzą stare konstrukcje niektórych zadań, sztywne zachowania postaci czy momentami archaiczny sposób prowadzenia dialogów. Można zmienić tekstury, animacje i oświetlenie, ale czasami wystarczy kilka minut zabawy, żeby przypomnieć sobie: tak, fundament tej gry powstał prawie 20 lat temu. 

I wiecie co? W pewnym sensie właśnie to połączenie jest częścią uroku The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered. To nadal trochę nieporadne, momentami dziwne, ale niesamowicie wciągające RPG, w którym jedna niewinna wyprawa potrafi zamienić się w kilka godzin eksploracji. Remaster nie próbuje zrobić z Obliviona współczesnego action RPG i dzięki temu zachował ogromną część charakteru oryginału. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie archaizmy są dzisiaj równie sympatyczne. Gdy przeciwnik zachowuje się absurdalnie, a walka nie zapewnia oczekiwanej reakcji na potężny cios, to trudno wszystko tłumaczyć „urokiem starego Obliviona”. 

Na Nintendo Switchu 2 ta rozgrywka nabiera jednak zupełnie nowego charakteru. Możliwość wyciągnięcia konsoli i wskoczenia na kilkanaście minut do Cyrodiil pasuje do konstrukcji Obliviona wręcz idealnie – wykonuję krótkie zadanie, eksploruję jedną jaskinię, rozwijam bohatera, odkładam sprzęt i kilka godzin później kontynuuję wyprawę. Do tego wersja na nową konsolę Nintendo otrzymała sterowanie żyroskopowe czy też obsługę myszy Joy-Conem 2, więc Virtuos nie potraktowało tego wydania jak prostego portu. Oczywiście pod warstwą wszystkich usprawnień nadal znajduje się gra, której wieku nie da się całkowicie ukryć, ale możliwość zabrania tak ogromnej przygody praktycznie wszędzie sprawia, że część tych niedoskonałości znacznie łatwiej zaakceptować. 

Jak działa The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switch 2?

Rozpoczynając rozgrywkę w The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switchu 2 miałem sporo obaw. Doskonale pamiętam problemy tej produkcji na znacznie mocniejszych urządzeniach i sam miałem okazję przekonać się, że nawet PlayStation 5 Pro nie gwarantowało idealnego doświadczenia. Tymczasem teraz ten ogromny RPG napędzany przez Unreal Engine 5 trafia na zdecydowanie słabszą, przenośną platformę. Virtuos nie próbowało jednak dokonywać cudów i zamiast oferować kilka wariantów grafiki postawiło na jeden konkretny cel – 30 klatek na sekundę zarówno w docku, jak i handheldzie.

Czy jest to sztywne 30 FPS? Niestety nie. Przez większość czasu The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered działa wystarczająco płynnie, szczególnie podczas eksplorowania mniejszych lokacji, miast czy przemierzania zamkniętych pomieszczeń, ale sytuacja potrafi się pogorszyć po wyjściu na większą, otwartą przestrzeń. Pojawiają się spadki, a podczas doczytywania kolejnych fragmentów Cyrodiil nadal można natrafić na charakterystyczne i niezwykle frustrujące przycięcia. Stuttering nie został więc całkowicie wyeliminowany i czasami gra potrafi na moment wyraźnie się „zadławić”. Na małym ekranie podobne problemy odczuwałem mniej, ale nawet wtedy nie można powiedzieć, że Switch 2 zapewnia idealnie zablokowane 30 FPS.

Najważniejsze jest jednak to, że biorąc pod uwagę możliwości sprzętu, spodziewałem się znacznie gorszego rezultatu. Oblivion Remastered potrafił przecież sprawiać problemy konsolom stacjonarnym i mocnym komputerom, a tutaj otrzymujemy pełną produkcję działającą na urządzeniu, które możemy trzymać w rękach. Nadal zdarzają się momenty, gdy większa przestrzeń, doczytywanie świata lub bardziej wymagająca scena przypominają Switchowi 2 o jego ograniczeniach, ale przez zdecydowaną większość czasu można normalnie eksplorować, walczyć i wykonywać zadania bez ciągłego zastanawiania się nad wydajnością.

Co jednak szczególnie ciekawe, widać, że przez dodatkowy rok deweloperzy wyciągnęli przynajmniej część wniosków z problemów pierwotnego wydania. Port na Switcha 2 otrzymał dodatkowe optymalizacje i choć nadal daleko tutaj do technicznej perfekcji, całość sprawia wrażenie lepiej przygotowanej, niż początkowo się obawiałem. Nie udało się wyeliminować wszystkich problemów leżących gdzieś pomiędzy starymi fundamentami Obliviona a nowoczesną warstwą Unreal Engine 5, ale zespół musiał naprawdę mocno popracować nad grą, żeby tak wymagający tytuł działał w akceptowalnej formie na hybrydowym sprzęcie Nintendo.

Najbardziej wymowna jest zresztą reakcja samej Bethesdy. Firma potwierdziła już, że przygląda się możliwości przeniesienia części optymalizacji przygotowanych z myślą o Nintendo Switchu 2 również na pozostałe platformy.  To pokazuje, że nie mamy tutaj wyłącznie naprędce przygotowanego portu, ale wersję, która zmusiła deweloperów do ponownego zajęcia się techniczną stroną całej produkcji. The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Switchu 2 nadal potrzebuje poprawek, nadal potrafi zgubić klatki i nadal cierpi na stuttering, ale biorąc pod uwagę stan gry w zeszłym roku oraz możliwości urządzenia Nintendo, efekt końcowy jest zdecydowanie lepszy, niż się spodziewałem.

Jak wygląda The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switch 2?

Pod względem grafiki The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switchu 2 jest dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Trzeba pamiętać, o jakiej produkcji mówimy – remaster od początku był niezwykle wymagający, potrafił sprawiać problemy na PlayStation 5, Xboksach Series X|S, a nawet mocnych pecetach. Tymczasem Virtuos udało się przenieść pełną wersję gry na znacznie słabszą platformę i zachować sporą część tego, co robiło największe wrażenie w zeszłorocznym wydaniu. Nowe oświetlenie, przebudowane modele, znacznie bogatsze lokacje, efekty pogodowe czy gęstsze otoczenie nadal sprawiają, że podczas eksplorowania Cyrodiil można zatrzymać się na moment i po prostu oglądać krajobraz.

Oczywiście nie wydarzył się tutaj żaden technologiczny cud. Ustawienia zostały obniżone względem PlayStation 5 czy mocnego PC, a różnice szczególnie dobrze widać w roślinności oraz szczegółowości dalszego planu. Switch 2 wyświetla mniej trawy, część drzew została usunięta, a bardziej agresywne LOD-y sprawiają, że znajdujące się daleko konstrukcje czy cienie prezentują się skromniej. Gdy jednak zbliżymy się do danego miejsca, elementy świata są prawidłowo doczytywane i Cyrodiil odzyskuje odpowiednią szczegółowość. W bezpośrednim porównaniu z PS5 Pro różnice są oczywiste i nigdy nie powinniśmy oczekiwać, że niewielki Switch 2 będzie rywalizował z najmocniejszą konsolą Sony. Najważniejsze jest jednak coś innego – ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że patrzę na „biedną” wersję Oblivion Remastered.

Ciekawie prezentuje się sama rozdzielczość. W stacji dokującej gra celuje w 1080p, ale natywna rozdzielczość wynosi około 960x540, z której następnie obraz rekonstruowany jest przez technologię DLSS. W handheldzie podstawowe ustawienia graficzne (między innymi jakość tekstur oraz cieni) pozostają takie same, ale zmieniają się rozdzielczości. Gra startuje z około 800x450, natomiast DLSS rekonstruuje obraz do 900p.

DLSS wykonuje tutaj gigantyczną robotę, choć nie zawsze potrafi całkowicie ukryć ograniczenia. W miastach, lochach oraz innych zamkniętych lokacjach, gdzie większość szczegółów znajduje się stosunkowo blisko kamery, obraz potrafi być zaskakująco czysty i ostry. W takich warunkach Switch 2 może pod względem czytelności wypadać nawet korzystniej od Xboksa Series S. Sytuacja komplikuje się po wyjściu na wielkie przestrzenie świata. Drzewa, gałęzie oraz inne elementy zawierające mnóstwo drobnych detali są znacznie trudniejsze do prawidłowego odtworzenia z obrazu o rozdzielczości 540p. Pojawia się wtedy migotanie roślinności, szum na wybranych powierzchniach – szczególnie dobrze widoczny przykładowo na mokrej od deszczu zbroi – czy artefakty podczas poruszania kamerą.

Cięcia dotyczą również niektórych materiałów oraz cieni. Jakość wielu tekstur, przykładowo cegieł czy znaków przy drogach, potrafi odpowiadać wersji z Xboksa Series S, choć PlayStation 5 i Xbox Series X korzystają oczywiście z wyższych ustawień. Zdarzają się jednak ciekawe wyjątki – niektóre błotniste ścieżki na Switchu 2 wykorzystują inne materiały, przez co potrafią wyglądać mniej wyraziście. Jeszcze mocniej ograniczono cienie drzew. Zamiast dokładnie odwzorowanych kształtów kolejnych liści na ziemi często widzimy znacznie prostsze plamy cienia. To jeden z tych kompromisów, których podczas normalnego biegania po świecie można nawet nie zauważyć, ale bezpośrednie porównanie z mocniejszym sprzętem natychmiast pokazuje różnicę.

Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, że Virtuos nie wycięło wszystkiego, co odpowiada za charakter nowej oprawy. Na Switchu 2 zachowano rozwiązania związane z Lumen, w tym globalne oświetlenie oraz odbicia, choć część pracy wspierana jest przez SSR działające w niższej rozdzielczości. Szczególnie dobrze widać to w lochach oraz miastach, gdzie światło odbija się od otoczenia i pośrednio rozświetla kolejne powierzchnie. Efekt potrafi zbliżyć się do tego z Xboksa Series S.

Autorzy musieli jednak wykorzystać rozwiazanie, które pojawiło się już w kilku grach - postacie znajdujące się w większej odległości wykorzystują uproszczone animacje działające nawet w 15 klatkach na sekundę. Na zatłoczonych przestrzeniach można więc czasami dostrzec NPC-a, który porusza się zdecydowanie mniej płynnie od reszty świata. Nie wygląda to najlepiej i zdecydowanie potrafi zwrócić uwagę.

Jeszcze ciekawiej sytuacja wygląda po odpięciu Switcha 2 od telewizora. Teoretycznie otrzymujemy wtedy niższą rozdzielczość bazową oraz finalny obraz 900p, więc można dostrzec delikatne zmiękczenie względem docka. W praktyce mniejszy ekran bardzo dobrze maskuje część kompromisów. Wysoka szczegółowość najbliższego otoczenia, nowe oświetlenie i gruntownie przebudowana warstwa wizualna wciąż nie zawodzi. Oblivion Remastered naprawdę dobrze wygląda na ekranie Switcha 2.

Czy warto zagrać w The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switch 2?

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switchu 2 to bez wątpienia ciekawa propozycja dla fanów serii, którzy chcą wrócić do Cyrodiil albo dopiero pierwszy raz poznać tę przygodę. Nie jest to wydanie idealne, bo nadal pojawiają się spadki płynności, stuttering i pojedyncze problemy techniczne, ale ostatecznie całość działa zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę możliwości sprzętu i wymagania samej gry. Do tego produkcja naprawdę dobrze prezentuje się na małym ekranie, gdzie większość kompromisów graficznych przestaje mieć większe znaczenie.

Najważniejsze jest jednak to, że wersja na Switcha 2 wyrasta na najlepsze mobilne wydanie Oblivion Remastered. W porównaniu ze Steam Deckiem otrzymujemy lepszą jakość obrazu, dobrze wykorzystane DLSS i znacznie bardziej przekonujące doświadczenie przenośne. Oczywiście PS5 Pro czy mocny PC nadal zapewniają wyższą jakość grafiki i lepszą płynność, ale właśnie tutaj pojawia się największy atut sprzętu Nintendo – możemy zabrać ze sobą ogromnego RPG-a na ponad sto godzin i cieszyć się nim praktycznie w każdym miejscu.

Ta wersja może być dobrym wyborem także dla osób, które wcześniej omijały Oblivion Remastered z powodu problemów technicznych na PlayStation 5, Xboksach Series X|S czy PC. Port na Switcha 2 nadal nie jest wolny od wad, ale widać, że deweloperzy wykonali sporo pracy nad optymalizacją i przygotowali bardzo solidne wydanie. Nie mogę powiedzieć, że wszystko działa perfekcyjnie, ale biorąc pod uwagę skalę produkcji i charakter platformy, efekt końcowy jest naprawdę pozytywny.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered

Atuty

  • Ogromna, kompletna zawartość na ponad 100 godzin,
  • Świetna historia i bardzo duża swoboda eksploracji,
  • Bardzo dobrze wykorzystane DLSS,
  • Zaskakująco dobra oprawa na małym ekranie,
  • Najlepsze mobilne wydanie Oblivion Remastered,
  • Możliwość grania w ogromnego RPG-a praktycznie wszędzie.

Wady

  • Brak stabilnych 30 FPS w każdym scenariuszu,
  • Nadal odczuwalny stuttering,
  • Wyraźne cięcia względem PS5 Pro i mocnego PC,
  • Sporadyczne doczytywanie elementów otoczenia,
  • Remaster nadal nie jest pozbawiony technicznych niedoskonałości.

The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switchu 2 to udane wydanie wielkiego RPG-a, które mimo technicznych kompromisów potrafi zaskoczyć jakością obrazu i komfortem rozgrywki. Nie udało się wyeliminować spadków płynności, stutteringu i części archaizmów oryginału, ale całość działa lepiej, niż można było oczekiwać po tak wymagającej produkcji. To najlepszy sposób na przenośne poznanie Cyrodiil i bardzo ciekawa opcja dla osób, które do tej pory wstrzymywały się z zakupem remastera.
Graliśmy na: NS2

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper