Majster Symulator – recenzja gry. Co tu się...

Majster Symulator – recenzja i opinia o grze [PC]. Co tu się...

Dagmara PaniFrau | Dzisiaj, 22:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Zrobić grę o partaczeniu to jedno. Natomiast zrobić grę o partaczeniu i całkowicie ją spartaczyć – to już wyższy poziom wtajemniczenia. Oto recenzja Majster Symulator od polskiego studia Gray2RGB.

W recenzowanym tytule wcielamy się w Maćka – młodego majstra, który rozpoczyna pracę pod okiem pana Zbyszka. Wąsaty jegomość ma już wyrobioną pewną (wątpliwą) renomę w swoim fachu, więc chętnie zgadza się wziąć pod skrzydła Macieja, bo przecież robota sama się nie zrobi. Gdy Zbyszek zajmuje swoje myśli procentowym trunkiem, poraża go prąd. Wtedy materializuje się przed naszymi oczyma jako krągły duch. Od tego momentu towarzyszy Maćkowi wyłącznie w takim stanie skupienia, częstując go nieustannie średniej jakości sucharami.

Dalsza część tekstu pod wideo

Majster Symulator – główne założenia i humor

Majster Symulator
resize icon

Naszym głównym zadaniem w Majster Symulator jest wygranie konkursu na najlepsze usługi remontowe. Po drodze wykonujemy masę zróżnicowanych zleceń, takich jak remont remizy, odbudowa placu zabaw czy upiększanie kościoła. Na początku trzeba po prostu coś uprzątnąć lub zalepić dziurę w ścianie, a z czasem gra daje nam nowe narzędzia i umiejętności. Robimy coraz bardziej skomplikowane rzeczy, takie jak na przykład montowanie instalacji elektrycznych.

Prace możemy wykonywać zarówno starannie, ściśle stosując się do podanych wytycznych, jak i zupełnie po macoszemu. Za wzorowo zrobioną robotę dostaniemy po prostu więcej pieniędzy, natomiast za zakup tańszego mebla czy pokrycie ściany innym kolorem farby niż wymagany zleceniodawca zapłaci mniej, ale my oszczędzimy trochę na zakupach materiałów. A jeśli zostaną nam jakieś płytki czy puszki farby, możemy je podkradać i zabierać na inne zlecenia, dzięki czemu mamy szansę przyoszczędzić więcej w przyszłości. Ciekawy pomysł.

Majster Symulator
resize icon

W Majster Symulator dowcip dosłownie wylewa się z ekranu. I, jak można było się tego spodziewać, jest to humor najniższych możliwych lotów. Jeśli macie jakieś wyobrażenie tego typu błyskotliwości, to przyjmijcie po prostu, że jest jeszcze gorzej, niż sobie wyobrażacie – a wtedy wyjdzie dokładnie to. Szkoda jednak, że ten humor to nic świeżego, a jedynie oklepane żarty, które zostały już setki razy przemielone przez autorów innych produkcji o podobnej tematyce.

Najbardziej widoczny jest tu wpływ Egzorcysty pana Walaszka. Nie miałabym nic przeciwko delikatnej inspiracji, bo Egzorcystę z bliżej nieokreślonych powodów nawet lubiłam – ale podobieństwo żartów, postaci i sytuacji jest tu po prostu zbyt dobitne. Ile można słuchać o tym, że Maciek (czyli trochę za bardzo wierna kopia Marcinka z Egzorcysty) nie może doprosić się o wypłatę, choć odwala za swojego rozrywkowego szefa całą robotę?

Jak po grudzie

Majster Symulator
resize icon

Główne założenie rozgrywki, opierające się na wyborze tego, jak podchodzimy do pracy majstra, jest, moim zdaniem, całkiem interesujące. Szkoda, że finalne wykonanie nie dorównuje nietuzinkowej idei. Zanim wzięłam się do recenzowania tej superprodukcji, miałam cichą nadzieję, że zaoferuje ona fajny i wciągający gameplay. Na początku wiele na to wskazywało: szpachlowanie czy ścieranie plam było w miarę satysfakcjonujące. Do momentu, gdy Majster Symulator nie zawołał o malowanie drabinki na placu zabaw.

W jednej chwili z przyjemnego i relaksującego gameplayu nie zostało nic – zamiast tego gra stała się niezmiernie irytująca i frustrująca. Przede wszystkim trudno było dosięgnąć pędzlem niektóre obszary obiektu. Parę razy skończyła mi się farba i trzeba było w kółko jeździć do sklepu, bo wciąż gdzieś najwidoczniej pozostawał jakiś niedomalowany fragment. Kiedy po 20 minutach wydawało mi się, że pomalowałam już każdy milimetr tej cholernej drabinki, tytuł nadal nie uznawał tego zadania. Okazało się, że trzeba było w takim przypadku wyjść z gry i wczytać ją ponownie, bo progres się po prostu lubi zawieszać. Takich przykładów jest więcej.

Majster Symulator
resize icon

Poza tym koncertowo schrzaniono mechanizm podnoszenia mebli. Gdzieś na początku produkcja wymagała wyrzucenia wersalki przez okno. Nie dość, że mebel brykał, jak mu się podobało, to jeszcze po wyrzuceniu nadal miałam nad tą wersalką kontrolę. Pomimo że leżała piętro niżej, nadal była jakimś cudownym sposobem zespawana z moją postacią. Może dałabym się przekonać, że oto duch pana Zbyszka bawił się telekinezą, jednak gra najwyraźniej nie miała tego w planach, bo w żaden sposób tego nie wytłumaczyła.

Tak – recenzowany Majster Symulator to istny cud techniki. To znaczy, odpalasz i liczysz na cud, który sprawi, że tym razem nic się nie sypnie. Niewiele przesady jest w zapewnieniach twórców, że ich produkcja działa na słowo honoru. Pomijając wspomniane niedociągnięcia na poziomie gameplayowym, tytuł trapi wiele innych, czysto technicznych dolegliwości. Część z nich wymaga resetowania ostatniego zapisu. Dlatego im szybciej wpoimy sobie przedwieczną prawdę o konieczności ciągłego robienia save'ów, tym lepiej.

Na poziomie graficznym również roi się od usterek. Standardem deweloperskiej fuszerki pozostają przenikające się tekstury: na przykład jedna postać wsadza po ramię rękę w brzuch drugiej podczas rozmowy. Czego tam szuka? Albo mówi do mnie jeden bohater, a dwaj ruszają ustami (czy cokolwiek tam mają, bo ustami jednak ciężko to nazwać).

Co jeszcze straszy?

Majster Symulator
resize icon

Oprawa wizualna to generalnie jeden ze słabszych elementów Majster Symulator. Nie powiem, że najsłabszy, bo tytuł ma tyle wad, że trudno uznać którąś za największą. Roślinność i twarze postaci prezentują się tragicznie. Gdy jakość tekstur i animacji dosłownie wyrywała mnie z fotela, niejednokrotnie zaglądałam do opcji z nadzieją, że to na pewno nie jest poziom ultra, bo poziom ultra nie może tak wyglądać i po prostu jakiś zły duch (a sio, panie Zbyszku) przestawia mi go na najniższy. Nic z tych rzeczy: to właśnie był poziom ultra.

Także optymalizację – w przeciwieństwie do płytek w tej grze – położono równo. Jedyne, co w miarę podobało mi się w aspekcie wizualnym, to jakość tekstur wewnątrz budynków. Ściany i meble wyglądają w miarę znośnie, a przynajmniej nie straszą tak jak twarze czy rośliny. I to jest trochę pocieszające, biorąc pod uwagę fakt, że przez większość czasu w Majster Symulator skupiamy uwagę właśnie na ścianach i meblach.

Kolejny wątpliwy hit to dubbing. Chyba najlepiej wypada tu pan Zbyszek – aktor rzeczywiście wczuł się w rolę i brzmi całkiem naturalnie. Natomiast pozostałe głosy – a szczególnie ten należący do głównego bohatera – wypadają parę oczek niżej, tak jakby aktorzy nieszczególnie odnajdywali się w tych klimatach. Ale w sumie to chyba komplement. 

Co zaś dotyczy muzyki – kiedy wydawało mi się, że w końcu znalazłam mocniejszy punkt tej produkcji, okazało się, że muzykę skleciło AI. Rozumiem realia dzisiejszych czasów, jednak trudno nie uważać takiej decyzji za pójście na łatwiznę.  

Majster Symulator – czy warto kupić?

Majster Symulator miał ciekawe założenia gameplayowe, ale finalnie wyszedł z tego mocno niedopracowany produkt z frustrującym gameplayem, brzydką grafiką i trochę oklepanym humorem. W sumie większości z tych rzeczy się spodziewałam. Czyli, mówiąc pokrótce, gra mnie nie rozczarowała, a to już jakiś plus. Czy w związku z tym uważam, że warto sięgnąć po ten tytuł? Ależ nie, oczywiście, że nie. Chyba że chcecie się trochę poirytować licznymi błędami, które co chwilę blokują progres – to wtedy proszę bardzo.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Atuty

  • włącza się
  • daje się wyłączyć
  • ciekawy pomysł na rozgrywkę
  • znośna jakość tekstur

Wady

  • mnóstwo poważnych błędów
  • miejscami frustrujący gameplay
  • brzydka grafika
  • nierówny i w większości słaby poziom dubbingu
  • muzyka AI
  • te żarty już gdzieś wcześniej były

Można śmiać się z opłakanego stanu tej produkcji, która – jak rozumiem – sama w sobie miała być jednym wielkim żartem. Ale z błędów krytycznych, które z bliżej niezidentyfikowanych powodów blokują rozgrywkę, śmiać się po prostu nie da.

3,0
Dagmara PaniFrau Strona autora
W redakcji od 2024. Jej ulubione gry to Pentiment, Dying Light i Gran Turismo 7. Miłośniczka futrzaków i literatury niskich lotów. W PPE zajmuje się głównie recenzowaniem; od czasu do czasu pomaga przy poradnikach.
cropper