Mortal Shell II – recenzja gry. Umieranie dawno nie było tak satysfakcjonujące

Mortal Shell II – recenzja gry. Umieranie dawno nie było tak satysfakcjonujące

Michał Pieczarski | Dzisiaj, 16:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Mortal Shell II bierze pomysły z pierwszej części, rozbudowuje je, przyspiesza i jednocześnie pozbywa się części rozwiązań, które potrafiły irytować. Efekt nie jest idealny, ale trudno odmówić mu charakteru. To nadal mroczny i brutalny soulslike, tyle że znacznie bardziej przystępny, dynamiczny i rozbudowany.

Pierwsze „Mortal Shell” było grą specyficzną. Niewielką, momentami toporną, ale dzięki temu również bardzo charakterystyczną. Mechanika Harden, możliwość przejmowania ciał poległych wojowników czy ograniczona liczba broni sprawiały, że produkcja Cold Symmetry miała własną tożsamość. „Mortal Shell II” nie próbuje jednak po prostu zrobić tego samego, tylko większego. Twórcy wyraźnie chcieli usunąć część ograniczeń oryginału i jednocześnie poszerzyć formułę. W większości przypadków był to bardzo dobry pomysł.

Dalsza część tekstu pod wideo

Znacznie lepsza walka

Największą zmianę widać od razu w systemie walki. „Mortal Shell II” jest zdecydowanie bardziej płynne i dynamiczne od poprzednika. Ataki mają odpowiednią wagę, animacje są efektowne, a starcia zachęcają do agresywnego podejścia.

Najbardziej kontrowersyjną decyzją jest całkowite usunięcie paska staminy. Na papierze brzmi to niemal jak herezja w przypadku soulslike'a. W praktyce rozwiązanie działa zaskakująco dobrze. Nie trzeba już co chwilę kontrolować, czy wystarczy nam energii na unik albo kolejny cios. Można skupić się na przeciwniku, jego animacjach, pozycji i odpowiednim momencie do ataku.

Ma to jednak swoją cenę. W niektórych starciach można zdecydowanie za łatwo spamować unikami, atakami czy sprintem, znacząco ułatwiając sobie potyczki. Jeśli przeciwnik nie potrafi odpowiednio ukarać takiego podejścia, może okazać się, że jego pokonanie jest zdecydowanie zbyt proste. Mam nadzieję, że twórcy odpowiednio wyważą ten element przed premierą, bo sam brak staminy jest jedną z najlepszych zmian w sequelu.

Harden nadal jest sercem Mortal Shell

Na szczęście twórcy nie wyrzucili do kosza najbardziej charakterystycznej mechaniki pierwszej części. Harden nadal pozwala zamienić bohatera w kamień i przyjąć cios przeciwnika. Co ważne, można korzystać z niego również podczas wykonywania ataku.

To tworzy bardzo przyjemny system kontrataku. Możemy rozpocząć potężne uderzenie, w odpowiednim momencie aktywować Harden, pochłonąć atak przeciwnika i natychmiast kontynuować własną ofensywę. Dobrze wyczuty moment daje ogromną satysfakcję.

Jednocześnie pojawia się parowanie, które działa znacznie bardziej intuicyjnie niż w pierwszym „Mortal Shell”. Obie mechaniki mogą współistnieć, zamiast zmuszać gracza do jednego słusznego stylu. I to jest ważne, bo sequel dzięki temu nie staje się kolejnym soulslike'em, w którym cała walka sprowadza się do nauczenia idealnego parowania.

Więcej Shelli, więcej możliwości

Jednym z największych problemów pierwszej części była ograniczona różnorodność. Pomysł na Shells był świetny, ale możliwości eksperymentowania szybko zaczynały się kończyć. W „Mortal Shell II” twórcy zdecydowali się mocno rozbudować ten system.

W pełnej wersji znajdziemy osiem grywalnych Shells, a każdy ma oferować własne możliwości i sposób rozgrywania starć. Dzięki temu zmiana ciała nie jest wyłącznie kosmetyczną zmianą statystyk. Można faktycznie dopasować Shell do preferowanego stylu gry.

Do tego dochodzą nowe bronie, rozwój wyposażenia oraz broń dystansowa. Szczególnie ta ostatnia jest ciekawym dodatkiem. Nie sprawia wrażenia przypadkowego gadżetu wrzuconego do gry tylko po to, żeby można było powiedzieć, że mamy tutaj również broń palną. Można ją wykorzystywać jako element normalnej walki, przeplatając ataki wręcz z ostrzałem.

To wszystko sprawia, że sequel daje znacznie większe pole do eksperymentowania.

Świat jest większy, ale nie przesadzono z otwartością

„Mortal Shell II” rozszerza również skalę świata. Nie jest to jednak typowy ogromny open world wypełniony setkami znaczników. Konstrukcja przypomina raczej rozległy, połączony ze sobą świat, w którym można zejść z głównej ścieżki i znaleźć dodatkowe lokacje, przeciwników czy sekrety.

To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż sztuczne pompowanie rozmiaru mapy. Eksploracja ma tutaj sens, a jednocześnie nie pojawia się wrażenie, że trzeba przemierzać kilometrowe połacie terenu tylko po to, żeby dotrzeć do kolejnego interesującego miejsca.

Na plus działa również mapa. Fani pierwszej części mogą uważać jej brak za element doświadczenia, ale trudno uznać możliwość sprawdzenia, gdzie właściwie jesteśmy, za wadę. Zwłaszcza że oryginał potrafił skutecznie zgubić gracza.

Klimat nadal robi robotę

Jedną z największych zalet „Mortal Shell” był klimat i sequel tego nie zaprzepaścił. Świat jest ponury, brudny i groteskowy. Projekty przeciwników oraz bossów potrafią być naprawdę niepokojące, a lokacje mają własny charakter.

Mam jednak wrażenie, że pierwsza część miała w sobie odrobinę więcej tej specyficznej atmosfery. Była mniejsza i bardziej kameralna, dzięki czemu łatwiej było zapamiętać konkretne miejsca. „Mortal Shell II” jest bardziej efektowne, ale momentami traci część tej dziwnej, niemal sennej tożsamości poprzednika.

To jednak różnica bardziej w tonie niż jakości. Pod względem wizualnym sequel zdecydowanie ma czym się pochwalić.

Nie wszystko działa idealnie

Największym problemem pozostaje kamera. Potrafi nieprzyjemnie zbliżyć się do ściany, obiektu albo elementu otoczenia i utrudnić obserwowanie przeciwnika. W dynamicznych walkach takie sytuacje są szczególnie irytujące, bo śmierć z powodu źle ustawionej kamery jest jedną z tych rzeczy, których w tego typu grach naprawdę nie potrzeba.

Nie do końca przekonuje mnie również system ulepszania broni. W pierwszym „Mortal Shell” konkretne bronie miały własne, charakterystyczne ulepszenia, które dodawały im dodatkowe możliwości. Nowe rozwiązanie jest prostsze i bardziej typowe. Działa, ale jednocześnie odbiera trochę z oryginalnego charakteru.

Problemem może być również poziom trudności. Pierwsza część nie należała do najbardziej wymagających soulslike'ów, a „Mortal Shell II” momentami idzie jeszcze bardziej w stronę przystępności. Dla części graczy będzie to zaleta, ale osoby oczekujące bezlitosnej próby charakteru mogą poczuć niedosyt.

Warto też uważać na system szybkiej podróży. Sama efektowna animacja teleportacji robi dobre pierwsze wrażenie. Po kilku kolejnych użyciach zaczyna jednak bardziej przeszkadzać niż cieszyć. Przydałoby się pozwolić graczowi korzystać z szybkiej podróży bez każdorazowego oglądania tej samej sekwencji.

To sequel, którego potrzebowaliśmy?

Największym komplementem dla „Mortal Shell II” jest to, że nie próbuje wymazać pierwszej części. Twórcy zachowali jej najważniejsze pomysły, ale usunęli sporo ograniczeń. Walka jest płynniejsza; Shells dają więcej możliwości; świat jest większy; jest więcej broni, więcej aktywności i więcej powodów, żeby eksperymentować. Jednocześnie Harden nadal przypomina, że nie mamy do czynienia z kolejną bezbarwną kopią „Dark Souls”.

Oczywiście nie wszystko zostało dopracowane. Kamera potrafi zirytować, balans może wymagać poprawek, a brak staminy momentami zbyt mocno ułatwia rozgrywkę. Brakuje też trochę tej surowej atmosfery pierwszej części.

Mimo tego bilans jest zdecydowanie pozytywny. „Mortal Shell II” wygląda jak sequel, który wyciągnął wnioski z niedoróbek oryginału i jednocześnie nie zapomniał, dlaczego gracze polubili pierwszą odsłonę. To nie jest rewolucja w gatunku, ale bardzo solidny krok naprzód. No i gra, która daje cholernie dużo satysfakcji.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Ocena - recenzja gry Mortal Shell II

Atuty

  • znacznie płynniejszy i bardziej dynamiczny system walki,
  • świetnie wykorzystana mechanika Harden,
  • większa różnorodność Shells i stylów gry,
  • ciekawie wykorzystana broń dystansowa,
  • rozbudowany, ale nieprzesadnie ogromny świat,
  • bardzo dobry klimat i charakterystyczna oprawa,
  • efektowni przeciwnicy i bossowie,
  • znacznie lepsza dostępność niż w pierwszej części,
  • dobra optymalizacja na PC.

Wady

  • okazjonalne problemy z kamerą,
  • brak staminy momentami zbyt mocno ułatwia walkę,
  • niektóre starcia są mało wymagające,
  • uproszczony system ulepszania broni,
  • szybka podróż potrafi być niepotrzebnie czasochłonna,
  • sequel momentami traci część specyficznej atmosfery oryginału.

„Mortal Shell II” to udana kontynuacja, która rozwija pomysły oryginału, jednocześnie nadając rozgrywce znacznie większe tempo i swobodę. Nie wszystkie zmiany przypadną do gustu fanom pierwszej części, a kilka uproszczeń i problemów technicznych odbiera jej nieco charakteru. Mimo to jest to wciągająca, efektowna i satysfakcjonująca przygoda, która zasługuje na docenienie.
Graliśmy na: PC

Michał Pieczarski Strona autora
cropper